Nasza księgarnia

Uwaga! Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Piątkowski Karol

Opublikowano w Polacy Cesarza

Karol Piątkowski był jednym z najbardziej osobliwych awanturników XIX stulecia. Całe jego życie owiane było mgłą tajemnicy. Przez całe życie blagował i tworzył mity. Jest symbolem polskiej fascynacji Napoleonem, zawsze stawał dzielnie w boju o jego interesy. Był jedynym Polakiem towarzyszącym Bonapartemu na wygnaniu. Sam cesarz zadawał sobie pytanie: Kim był ten człowiek? Większość dziejopisarzy bez żadnych dowodów zrobiła z Piątkowskiego nikczemnika i kanalię.
Sam siebie opisywał : pułkownik hrabia Piątkowski, adiutant i powiernik cesarza Napoleona, oficer Legii Honorowej. Całe życie opanowany był manią podnoszenia za pomocą kłamstewek swej pozycji genealogicznej i wojskowej. Według nieprawdziwej autobiografii jego życie do 1815 roku przebiegało następująco

- był paziem na dworze saskim
- w 1808 roku rozpoczął karierę wojskową jako huzar, w 1809 r. przeszedł do lansjerów gwardii
- brał udział w kampanii austriackiej
- w stopniu porucznika pierwszej klasy brał udział w kampanii 1812
- został uhonorowany Legią Honorową za ranę pod Borodino (Moskwą)
- w 1813 był w szefostwie sztabu saskiego i został ranny pod Dreznem
- został szefem szwadronu i adiutantem Napoleona
- uczestniczył w bitwie pod Waterloo, był bohaterskim posłem
- po Waterloo został nagrodzony przez Bonapartego krzyżem Legii z brylantami

Udokumentowane jest, że jako "człowiek znikąd" pojawił się 5 września 1814 roku w batalionie Napoleona na Elbie. Nie zważając na swe "szlify oficerskie" wstąpił do V kompanii batalionu grenadierów gwardii. Zaczął służbę jako grenadier, a skończył jako szwoleżer, w październiku udało mu się przenieść do sławnego szwadronu Jerzmanowskiego. W dekrecie nagradzającym towarzyszy cesarza z pierwszego wygnania, z 27 kwietnia 1815 roku, na 145 pozycji figurował "szwoleżer Fryderyk Piontowski". W 1815 r. marszałek wojny Davout uczynił go porucznikiem w szwoleżerach. 23 czerwca 1815 roku marszałek dworu, generał Bertrand wydał Piątkowskiemu pozwolenie na towarzyszenie świcie cesarskiej po Waterloo. Był świadkiem odjazdu Napoleona do Anglii. Kiedy odmówiono mu towarzyszenia wygnańcowi wyruszył za nim kolejnym statkiem. Następnie wziął udział w uroczystości odjazdu swego idola na Świętą Helenę. Mimo starań nie uzyskał zezwolenia na wyjazd, odmówili mu zarówno Francuzi, jak i Anglicy. Wzmianki o histerycznych błaganiach Polaka obiegły całą Europę (tajemniczy Polak płacze jak dziecko i tarza się przed admirałem Keithem ). Nawet słynny Lord Byron poświęcił mu wiersz Pożegnanie oficera polskiego :

 

Żegnaj mi, wodzu, mistrzu, przyjacielu !
Nie giąłem kolan przed panami świata,
A teraz błagam wrogów twoich wielu,
Bym życie moje i me młode lata
Z Twoją wygnańczą połączył niedolą,
Do Twoich przykuł, bohaterze, stóp !
Niech mi do zgonu podzielić dozwolą
Los Twój nieszczęsny, wygnanie i grób !

 

Ostatecznie Napoleon odpłynął 9 sierpnia, a Piątkowski 17 sierpnia otrzymał pozwolenie na wyjazd! Najprawdopodobniej zawdzięcza to angielskiemu wpływowemu adwokatowi o nazwisku Capel-Lofft, który potraktował Polaka jako prezent dla cesarza.

"Hrabia Piątkowski", w mundurze adiutanta, przybył, do Longwood 20 grudnia. Przywitano go chłodno, wywołał zdziwienie i nieufność. Szybko odkryto wszystkie jego kłamstwa. Wkrótce, poznawszy miłość Polaka do Napoleona, towarzysze wygnania zaczęli traktować go z ciepłą pobłażliwością. Zwłaszcza Bertrand i Gourgaud darzyli go sympatią i otoczyli opieką. Wszyscy zrozumieli, że jest on niegroźnym mitomanem, więc Polak szybko zaaklimatyzował się na Świętej Helenie. Niczego mu nie brakowało. Nadano mu funkcję pomocnika nadwornego koniuszego, gen. Gourganda (jak większość funkcji dworskich na Świętej Helenie była to funkcja czysto formalna). Pensję miał w wysokości połowy tego co otrzymywali inni członkowie "dworu".
Jednak nie zawsze dostępował Piątkowski zaszczytu ucztowania wraz z cesarzem. Najprawdopodobniej Bonaparte czuł do Polaka jedynie łagodną niechęć, być może pomieszaną z odrobiną pogardy i wyrozumiałości. Las Cases w notatce z 23 II 1816 wspomina Polaka padającego do nóg "boga wojny", gdy ten zaprosił go do wspólnego śniadania.

Temperament "powiernika Napoleona" nie pozwolił mu długo usiedzieć spokojnie. Zaczął drażnić Anglików, doprowadził do wściekłości Lowa deklaracją protestacyjną z 19 kwiwtnia 1816 roku: nie znalazłem na wyspie nic, z tego o czym mówiono... jest straszna, po prostu Wyspa Rozpaczy... mimo tych żałosnych widoków moim jedynym i niezmiennym życzeniem jest dzielić los cesarza. Gubernator wyspy wysłał do Londynu raporty o "buntowniczej" działalności Polaka. Następnie Piątkowski wplątał się w kilka afer, m.in. został przyłapany na przekazywaniu opuszczającemu wyspę Thomasowi Nagle'owi listu opisującego koszmarne warunki wyspy. W końcu września przyszedł z Londynu rozkaz Bathursta odwołujący z Wyspy kilku członków świty cesarskiej, w tym Polaka.
Przed opuszczeniem wyspy został podniesiony przez cesarza z porucznika do rangi szefa szwadronu, otrzymał pisemne wyszczególnienie swych zasług, niewielką gratyfikacje, trochę pamiątkowych drobiazgów od członków dworu oraz list polecający od Bertranda do rodziny cesarskiej, w którym było uznanie dla postawy Polaka na Świętej Helenie, a także prośba o pomoc i wypłacenie mu pensji. Dzięki niemu otrzymywał pieniądze i od rodziny cesarza, i później od wykonawców jego testamentu. Powierzono mu także tajną misję (potwierdza to zapis Gourgauda z 16 października 1816 roku - podyktowanie tajnych instrukcji dla Polaka). Misją było najprawdopodobniej przybycie do Londynu, skontaktowanie się z ambasadorem Rosji, hrabią Lievenem, i przekazanie mu wyuczonej na pamięć protestacji wystosowanej przez cesarza do Lowe'a (efektem protestu była pronapoleońska interpelacja lorda Hollanda w Izbie Lordów, a następnie pewna poprawa warunków w Longwood) lub misja do rodziny cesarza. Polak opuścił wyspę 19 października 1816 roku na pokładzie "Dawida", po prawie rocznym pobycie. Nie żałowano go zbytnio, chociaż Bonaparte powiedział Gourgaudowi, że pożegnanie Polaka sprawiłoby mu zbyt wielki ból. Do Anglii dotarł 15 lutego 1817 roku.
Po powrocie nie ukrywał bonapartyzmu: swą karocę ozdobił insygniami napoleońskimi, utrzymywał stały kontakt z zażartym bonapartystą angielskim generałem Wilsonem, interweniował także w ambasadzie francuskiej w Londynie. Wkrótce zaczął wzbudzać niepokój Świętego Przymierza, śledzono go, konfiskowano pieniądze i papiery, nie pozwolono na wyjazd do Polski. Kiedy 23 sierpnia 1817 roku, udał się do Włoch został w początkach listopada aresztowany w Genui, osadzony w fortecy i przekazany Austriakom w Pawii. Austriacy uznali tajemniczego Polaka za swojego więźnia numer 1 i osadzili w twierdzy Josefstadt (7 maj 1818 rok) w luksusowej celi, rzekomo w czarnym kapturze lub żelaznym hełmie. Pod nazwiskiem Jerzego Hornemana stał się "Żelazną maską" XIX stulecia. Nikt nie wiedział kim jest, nie znano twarzy i nazwiska, plotki brały go nawet za Ludwika XVII. Interesowały się nim takie osobistości jak Metternich i lord Castelreagh. Uwolniono go w marcu 1820 roku i skazano na przymusowy pobyt w Grazu. Jako hrabia i oficer Legii podpisał zobowiązanie wstrzymania się od działań politycznych (tymczasem jego żona, Melania, w trakcie jego więzienia obracała się w planujących uwolnienie cesarza kręgach bonapartystowskich w Stanach Zjednoczonych). Po śmierci Napoleona Habsburgowie zdjęli z niego nadzór. Następnie znajdował się pod opieką Hieronima Bonaparte, który powierzał mu liczne misje. Żył z tego co dawali mu Bonapartowie (m.in. matka cesarza Letycja), a także z pensji przyznanej mu przez "króla Polski" cara Aleksandra I na interwencję ambasadora Rosji w Rzymie. Przebywał w Londynie, Francji, Brukseli, Genewie, Mannheim, aż wreszcie osiadł i zakończył swoje awanturnicze życie w Ratyzbonie.

Na podstawie "Empirowego pasjansa" Waldemara Łysiaka
opracował Paweł Piotr Bejrowski