Nasza księgarnia

Uwaga! Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Antoine-Charles-Louis Lasalle (1775-1809)

Opublikowano w Słynni dowódcy

"..... a nade wszystko niezrównany, natchniony, ulubieniec cesarza, całej armii i kobiet, pierwszy kawalerzysta świata - Lasalle."

  Tak o swoim bohaterze i idolu pisał równie legendarny, szaleńczo odważny, pełen fantazji, do śmierci wierny swemu wodzowi pierwszy kawalerzysta II Rzeczypospolitej Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Takiemu człowiekowi honoru, nie można zarzucać kłamstwa, mimo to przeczytajcie, by móc zakrzyknąć - prawda, najprawdziwsza prawda !!
Urodził się 10 maja 1775 roku w Metzu w domu koniuszego królewskiego Piotra Michała de Lasalle. Ten jednak nie mógł być pewien, czy wraz z potomkiem, nie otrzymał w prezencie od swej pięknej żony okazałego poroża. Mama, nie ma wątpliwości Zuzanna Dupuy de la Garde, była kobietą wielkiego temperamentu, łaskawą dla płci przeciwnej. Wielu zachowało ją w miłej pamięci zostawiając ślad uczucia w pamiętnikach. Mąż wiele znosił cierpliwie, lecz gdy w mieście rozeszła się wieść o pojedynku żony z inną damą, zamknął zadziorną panią Lasalle w klasztorze. Sam Lasalle, ciepło wspominał jednego z kochanków mamy, inteligentnego światowca markiza de Conflans. Mając najwyraźniej jakieś informacje z pierwszej ręki mawiał: "wybór takiego ojca większe na mnie nakłada zobowiązania, niż własne moje życie."
Już jako malec Lasalle dokazywał na ulicy, lecz najwyraźniej przywództwo bandy dzieciaków szybko mu się znudziło, 19 września 1786 roku zostaje jedenastoletnim żołnierzem pułku Alzackiego. Po pięciu latach (1791) porucznikiem 24 p. kawalerii. Lecz nie dane mu było cieszyć się królewską służbą, rewolucja zmiotła wszystko, wydawało się, że także marzenia młodego oficera. Pod pretekstem choroby podał się do dymisji. Lecz czy mógł być bezpieczny? Szlachecka rodzina i dymisjonowany oficerek to potencjalni reakcjoniści. Woleli zamienić rodzinny Metz na Paryż, gdzie przynajmniej nie byli tek rozpoznawalni. Młody Lasalle nie cierpi nudy. Czas stać się obywatelem - ojczyzna w niebezpieczeństwie - zasila sekcję Pikinierów. Dzięki jej poparciu może zaciągnąć się do armii republiki, zostaje jednym z 600 żołnierzy 23 p. strzelców konnych. To jego żywioł, do ataku ! Niech żyje naród!
Armia Renu Pichegru, co tam dokazywał? Za odpowiedź niech starczy fakt, że po 2 miesiącach jednobrzmiącym głosem pułkowej braci mianowano go wachmistrzem. Niedługo potem ze swymi strzelcami zdobył armaty angielskiej baterii. Sam Saint-Just chciał zrobić oficerem, ale dla szlachcica występowanie przed szereg w 1793 roku, prędzej od sławy mogło poprowadzić na gilotynę, skromnie odmówił. Dopiero 9 thermidora pozwolił odetchnąć takim jak on, a na dodatek szczera przyjaźń z Kellermanem-juniorem pozwoliła Lasallowi zostać adiutantem-porucznikiem jego ojca, dowodzącego na froncie południowym. Choć nowa służba daleko odbiegała od preferencji temperamentu Lasalla, to sam potem przyznał, że służba pod rozkazami Kellermana dała mu podstawową wiedzę o administracji wojskowej i teorii dowodzenia. Walka wśród przełęczy górskich też była niezłą szkołą przetrwania, choć on na pewno po stokroć wolałby ryzykować życie na śnieżnych szczytach niż ślęczeć godzinami nad stertą raportów. A tu jeszcze Bonaparte i jego obdartusy zaczynają zadziwiać świat. I znowu dar losu, w maju 1796 roku Stefan Kellerman zostaje szefem sztabu dywizji kawalerii w Armii Włoch i zabiera przyjaciela ze sobą.
To początek bezgranicznej miłości do Napoleona. Szczupły, wysoki (180cm) dwudziestolatek, szarmancki, zawadiacki i piekielnie odważny, szybko staje się ulubieńcem armii. Do szykownego stroju huzara nosi trzy zawadiackie kucyki, a legion złamanych niewieścich serc znaczy jego kroki. Ale początek służby nie był aż tak piękny, w lipcu 1796 Lasalle przewożąc rozkazy zostaje zagarnięty przez Austriaków Kozdanowicza wraz z całym 500 osobowym garnizonem Brescii. Przesłuchiwany przez samego Würmsera, na pytanie o wiek Bonapartego odpowiada rezolutnie "W wieku Scypiona Afrykańskiego, kiedy pobił Hannibala". Stary generał każe zwrócić mu szablę. Po bitwie pod Castiglione, Lasalle zostaje wymieniony za jakiegoś majora. Za niewolę odwdzięczył się Austriakom tak, że już 16listopada 1796 roku zostaje kapitanem. To był dopiero początek.
Kobiety, konie i wojna - piorunująca mieszanka godna kawalerzysty, Lasalle to mistrz tej zabawy. W grudniu tego roku wraz z 50 zuchami z 1 p. kawalerii rusza na rekonesans, zarządza dłuższą wycieczkę do Vicence za linie austriackie, zapominając dodać, że to jego własna inicjatywa dodatkowo uzasadniona wspomnieniem pięknej markizy de Sali. Ta nawet nie ukrywa swego uczucia do pięknego oficera. Niestety upojną chwilę przerywa im wiadomość, że wróg powiadomiony o obecności Francuzów blokuje miejskie bramy.
Huk wystrzału wyrywa Lasalla z objęć kochanki, chwyta przygotowany przez nią zestaw informacji o armii austriackiej i przerywając namiętny pocałunek rusza do swoich towarzyszy. Po drodze bije sześciu przeciwników i wreszcie łączy się ze swoimi. Jeszcze bitwa przy bramie i moście, Lasalle pilnując tyłów zostaje odcięty, już dziesiątki rąk i szabli kierują się w jego stronę, umyka im w nurt zdradliwej rzeki, udało się, można pomachać wściekłym przeciwnikom z drugiego brzegu. Ale szablą, zbiera swój oddział i zaskakując Austriaków ponownie szarżuje most. A potem z trzema jeńcami powrót do obozu. A tu przegląd oddziałów. Bonaparte dostrzega żałośnie wyglądający oddział. Afera, czyżby degradacja? Nie, Lasalle, Napoleon i wyżsi oficerowie przeglądają pakiet pani de Sali. 18 grudnia 1796 roku Lasalle zostaje dowódcą szwadronu w 7 pułku huzarów, ale może ważniejsze, przebojem zdobył zaufanie Bonapartego.
14 stycznia 1797 roku pod Rivoli Lasalle wsławił się wielce, na czele 200 huzarów łamie szeregi piechoty zagrażającej lewej flance. Ledwo żywemu ze zmęczenia Bonaparte wskazał stos zdobytych chorągwi jako idealne łoże. Tak jak tu, w każdej bitwie, każdym starciu popisuje się swą brawurą, zachwyca i olśniewa. Ale nigdy nie wzbudza zawiści, ujmując przyjaznym uśmiechem, serdecznością i bezinteresownym koleżeństwem. Piękne Włochy i Włoszki stoją przed nim i jego towarzyszami otworem.
A rok 1798 przynosi Lasallowi nowe nieznane wyzwanie, z pokładu statku patrzy w dal, w stronę Egiptu. Co ciekawe do jego 7 p.h. dołączono kilku Polaków. Po uciążliwej podróży znowu w siodle naprzeciw egzotycznego przeciwnika. Za bitwę pod piramidami, gdzie rozbił resztki mameluków, mianowany szefem brygady (pułkownikiem) otrzymuje dowództwo 22 pułku strzelców konnych. Pod El-Salhahyeh dogania i szarżuje na oddział Ibrachima Beja, tu dostaje po nosie i dopiero szarża dragonów Leclerca wyjaśnia sytuacje, tego przeciwnika trzeba docenić. W Egipcie walczy w korpusiku Desaix pod komendą Davouta, któremu ratuje życie w starciu pod Redemek. Robaki, piasek, śmierć kolegów, pośród ciągłych starć Lasalle znosił wszystko, lecz wyjazd Napoleona pogłębił narastającą rozpacz. I znów uśmiech losu. Dzięki konwencji z El-Arisch ze stycznia 1800 roku, on i jemu podobni szczęśliwcy pierwszym transportem wrócił do Francji.
Pierwsza chwila w ojczyźnie nie była dla niego wesoła. Opłakiwać musiał śmierć ukochanej matki której nie dane mu było zobaczyć. Potem długie miesiące bez przydziału, czy zapomniano o nim? Nie wiedział, że na jego podaniu sam Bonaparte dopisał "dać mu dowództwo pułku strzelców lub huzarów". Wreszcie 4 września 1800 roku wakat dowódcy 10 pułku huzarów przywrócił mu radość życia, na jego czele przelatywał drogi starych dobrych Włoch bijąc wroga w ostatniej fazie kampanii 1800-1801 roku. A w ostatnim rozkazie dziennym armii tej wojny, otrzymuje pochwałę za czyny pod Civitella.
Lasalle nie lubił bezczynności i nudy, bawił się więc na całego, na szczęście dla niego znalazło się nowe zadanie. Jego pułk wyruszył do sojuszniczej Hiszpanii, by w ramach korpusu posiłkowego Saint-Cyra poskromić Portugalię. Zanim przyszło mu dokazywać na polach kolejnych bitew, zatrzymali się w życzliwej Salamance, gdzie zdobywał niewieście serca, pojedynkuje się i smakuje miejscowe wina. Bawi się świetnie tworząc nieformalną organizację pod wielce wymowną nazwą Towarzystwo Spragnionych. Gdy Portugalia podpisała pokój, zabawę trzeba było kończyć i wracać do Francji. Pobyt tu był o tyle owocny, że ku powszechnemu zdziwieniu zawarł związek małżeński z Józefiną d'Auguillon. Kolejna zakochana w nim piękność to nic dziwnego, należy jednak wspomnieć, że była ona żoną Leopolda Berthiera, brata sławnego marszałka, którego zostawiła dla kochanka. Nowe miejsce stacjonowania to Agen koło Bajonny gdzie pułk przechodzi reorganizację. Tam zastał ich przydział do dywizji gen. Francois Treillarda w obozie w Boulogne. Wchodzą w skład V Korpusu Jeana Lannesa. Gdy z okazji utworzenia cesarstwa dowodzący korpusem zostaje marszałkiem, to 14 lipca 1804 roku Lasalle staje się komandorem Legii Honorowej. Niedługo potem musi pożegnać swoich pięknych huzarów. Ale w miłych okolicznościach, w marcu 1805 roku przechodzi do dywizji dragonów gen. Dominique Kleina w stopniu generała brygady. Staje na czele 2 Brygady w składzie 4 i 14 p. dragonów. No ale Rezerwa Kawalerii nawet pod wodzą sławnego Murata, to nie to samo co swoboda lekkiej kawalerii. W świetnej kampanii 1805 roku Lasalle nie znajdzie okazji by zabłysnąć jak we wszystkich poprzednich. To co, że kawalerzyści szli w czele pościgu za Kutuzowem. To by była zabawa na czele garści huzarów, czy strzelców rwać i szarpać wroga. A tak przyszło mu być jednym z wielu w tłumie ludzi i koni.
Po tym wcale nie najprzyjemniejszym okresie wreszcie poprawa losu. Cesarz 20 września 1806 roku wyznacza Lasallowi dowództwo brygady lekkiej kawalerii. To nie byle jacy żołnierze, zaprawione w bojach 5 i 7 pułki huzarów pułkowników Schwartza i Marksa. Wszak siódemka to starzy kompani z Armii Włoch. Nominacja w samą porę, w przededniu wojny z butnymi Prusakami, będzie na kim wyszczerbić szable. Znowu pod rozkazami Murata, ale teraz zamiast pilnować szeregu, zadanie godne Lasalla, osłona szyków kawalerii rezerwowej. Czas na harce. 11 października pierwsza akcja i już sukces, w postaci zdobytego taboru i jeńców. Przy tej okazji żołd pruskiej dywizji trafia do kieszeni huzarów, jak tu nie kochać takiego wodza. Potem pech, służba zwiadowcza uniemożliwiła udział w wiktorii pod Jeną i Auerstädt. Z tym większą zajadłością rzuca się w pościg za uchodzącym wrogiem. Dopada straż tylną Blüchera, ale nie ma sił go powstrzymać. Rusza w pościg, 25 października 1806 dopada tyłów korpusu Hohenlohe pod Zehdenick, ten zasłania się "rzeźnikami" ze sławnego pułku czarnych huzarów i żandarmami gwardii. Mając przewagę liczebną nie docenili przeciwnika, Lasalle przeleciał się po nich odbierając ochotę do dalszej walki. Dwa dni potem bez oporu poddają się świetne pułki kirasjerskie wymienionego korpusu, który w ten sposób cały poszedł do niewoli. A potem niebywały marsz 500 kawalerzystów na Szczecin. Co oni w tej liczbie szukają pod twierdzą o 10000 załodze i doskonale wstrzelanych armatach? Ale gubernator baron von Romberg o tym nie wie, a strach ma wielkie oczy. Lasalle po nocnych demonstracjach z ogniskami których ilość przewyższała liczbę jego huzarów, wysyła rano jednego pułkownika z wezwaniem do kapitulacji przed księciem Bergu, marszałkiem Muratem. Bojąc się groźby bombardowania miasta prusacy kapitulują. 1 listopada 1806 roku załoga składała broń przed nieruchomym szeregiem huzarów zastanawiając się gdzie reszta tych piekielnych Francuzów. Na szczęście zanim wpadli na jakiś głupi pomysł, zza wzgórza nadbiegli zdyszani żołnierze piechoty lekkiej z dywizji gen. Victora i przejęli jeńców. Huzarzy Lasalla będą odtąd nosić dumne miano piekielnej brygady.
Potem polskie śniegi i Gołomin. Brygada po raz pierwszy zmieszała szyk przed atakiem na rosyjskie armaty. Wściekły Lasalle piorunuje ich wzrokiem, bez słowa prowadzi pod ziejące ogniem armaty i zatrzymuje. Na rozkaz dowódcy chowają szable do pochew stojąc naprzeciw śmierci. Lasalle na czele komenderuje tylko - szlusuj! Nagle kula zabija pod nim konia, zanim przebrzmiał jęk rozpaczy jest na nogach i dosiada innego rumaka. Potem znowu. Wreszcie bitwa ucicha, zdziesiątkowana brygada rusza, ale nie na postój, trzeba czuwać nad snem piechoty, która dobrze wykonała swe zadanie. Tak odpokutowali chwilę wahania. Mimo tego przykrego incydentu Lasalle nie traci zaufania wodzów i 30 grudnia zostaje mianowany dowódcą całej dywizji lekkiej jazdy. Ma pod sobą 13 pułków huzarskich i strzeleckich, na czele każdego świetnych młodych oficerów, jak on szalonych i żądnych sławy. Pod Iławą Pruską jego dywizja tworzy lewe skrzydło armii naprzeciw oddziałów Markowa. W decydującym momencie bitwy 8 lutego 1807, gdy resztki VII Korpusu odpływały na tyły, a ciężka kawaleria Murata wyczerpała się w ciągłych szarżach, losom bitwy zagrażali Rosjanie idący wprost na stanowisko Napoleona. 4000 grenadierów miało za przeszkodę tylko batalion gwardii. Wtem w poprzek pozycji przebiega Lasalle na czele 13 i 24 p. strzelców konnych i śmiałą szarżą na flankę znosi przeciwnika. Mimo ogromnych strat bitwa wygrana! Po kilku miesiącach względnego odpoczynku i uzupełnieniu ubytków w szeregach, czerwiec przyniósł kolejne sukcesy. 9 czerwca walcząc ramię w ramię z Muratem ratują sobie nawzajem życie. Potem przegania korpus Lestoqa w stronę Królewca i szybkim marszem wraca, by wziąć udział w bitwie pod Friedlandem. Po podpisaniu pokoju wraca pilnować Prusaków w ramach korpusu Davouta.
Po zasłużonym urlopie przed Lasallem Napoleon stawia nowe zadanie, przyznając mu tytuł hrabiego stawia go na czele rezerwy kawalerii w armii Hiszpanii. Lecz nie jest to już ten przyjazny kraj, który gościł go w 1802 roku. Ze swoją jazdą jako pierwszy dociera pod przełęcz Somosierry i rozpoznaje pozycje wroga. Tutaj 30 listopada 1808 roku ogląda sławną szarżę szwoleżerów gwardii. Choć sam wyczyniał podobne rzeczy, nie umniejsza to ich chwały, jest dumny, że ma przy boku takich towarzyszy. Od tej chwili uważał za zaszczyt, możliwość dowodzenia Polakami. Potem marsz w głąb Hiszpanii, zdobywa i pali za opór Torquemade, zajmuje Palencje, gdzie wystraszony biskup oddaje mu miejskie klucze. W dalszym marszu rozbija powstańców gen. La Cuesty i wreszcie zgodnie z cesarskim rozkazem zajmuje Valladolid. Potem jeszcze wyszczerbił szablę na łbach Anglików Blaka pod Medina del Rio Secco, za co mianowano go wielkim oficerem Legii Honorowej. Kolejne bitwy i kolejne sukcesy, lecz tej wojny nie można wygrać. Z ulgą przyjmuje wezwanie do powrotu, nie wie, że śpieszy na spotkanie śmierci.
Na przełomie kwietnia/maja Lasalle dogania armię i obejmuje dowództwo lekkiej jazdy kawalerii rezerwowej. 20 maja 1809 roku wkracza na Lobau i oczyszcza wyspę z wroga. Tego samego dnia po dopiero co postawionym moście przechodzi na drugi brzeg Dunaju, wycina w zasadzce oddział kawalerii austriackiej rozpoczynając w ten sposób zmagania, które przejdą do historii jako bitwa pod Aspern i Essling. Następnego dnia mimo odcięcia od tyłów Francuzi nie ustępują Austriakom. Lasalle trzymany w odwodzie wypuszcza swoje pułki w zagrożone miejsca, pewnie odbijając ciosy wroga i wspierając raz to piechotę, raz ciężką jazdę. Niestety francuskie dywizje topnieją i zaczyna brakować amunicji, a książę Karol rzuca do boju coraz nowe oddziały. Napoleon wydaje rozkaz odwrotu, Lasalle przekracza rzekę ostatni, odwraca się i patrząc na austriacki brzeg szepcze do siebie " poczekajcie, jeszcze tu wrócę".
Ostatnia bitwa Lasalla zaczyna się wieczorem 4 lipca 1809 roku, wraz z początkiem kolejnej przeprawy przez Dunaj. Czy coś przeczuwał? Faktem jest że rano wręczył swojemu adiutantowi dokument mówiąc: "Nie przeżyję tego dnia...... jeśli zostanę zabity, wręczysz ten testament cesarzowi". 5 lipca miał pracowity dzień, szarżował dwadzieścia razy pozycje wroga, śmierć jak zawsze go omijała. Następnego dnia bitwa weszła w decydującą fazę. Na lewym skrzydle wykrwawiony korpus Masseny z trudem odpierał wściekłe ataki Austriaków. Raz po raz Lasalle szarżami odciążał zmordowaną piechotę. Nagle atak korpusu Klenaua wypiera z pozycji wykrwawioną dywizję Boudeta. Napoleon odbywa krótką naradę z Masseną, losy bitwy wiszą na włosku. Marszałek kieruje swe oddziały w lewo, wzdłuż linii wojsk korpusu Kolowratha, jedyną zasłoną od morderczego ostrzału są jeźdźcy Lasalla. Ale manewr się powiódł. Odparci Austriacy nie mają rezerw, by ponowić atak. Teraz losy bitwy przesądzi atak kolumny Macdonalda.
W tym czasie Lasalle patrzy na odpływającą, ale przecież nie rozbitą piechotę wroga. O nie, oni nie mogą spokojnie odejść. Ale czym ich dobić, jego lekka jazda jest w opłakanym stanie po ostatniej szarży na węgierskich huzarów, większość koni nie pójdzie nawet stępa. Ale przecież w ostatniej rezerwie stoją trochę z tyłu kirasjerzy Saint-Sulpice! Dopada 1 pułku: "Za mną ..... galopem maarsz! Niech żyje cesarz!" Dopadli i znieśli wrażą piechotę. On został z kulą w czole.
Nic to, nie płaczcie, wszak lepszej śmierci nie mógł sobie wymarzyć. A może jednak, nie wstydźmy się łez, tak jak nie wstydzili się uronić ich Napoleon i cała armia. Wszak zginął pierwszy kawalerzysta świata.

Z łzą drażniącą oko napisał Miłosz Korczyk