Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Jan Laske, Polacy w bitwie pod Ocañą

Opublikowano w Polacy w Hiszpanii

Artykuł stanowi część większej pracy "Polacy w Hiszpanii", nad którą autor od dłuższego czasu pracuje.

Wojna w Hiszpanii

Na mocy tajnego układu, zawartego 23 października 1807 w Fontainebleau przez Napoleona z królem Hiszpanii, armia francuska miała przekroczyć Pireneje, by przeprowadzić inwazję Portugalii i dokonać jej rozbioru w celu uszczelnienia blokady kontynentalnej Anglii. Późniejsze machinacje polityczne Napoleona i wykorzystana przez niego wewnętrzna słabość monarchii hiszpańskiej, doprowadziły do podwójnej abdykacji króla Karola IV oraz następcy tronu Ferdynanda VII. Następująca po tym fakcie reakcja sił niechętnych obcemu panowaniu doprowadziła 2 maja 1808 do wybuchu powstania w Madrycie, które brutalnie stłumione przez namiestnika Napoleona, jego szwagra Joachima Murata, wywołało ogólny bunt rozlewający się po kolejnych miastach i prowincjach Hiszpanii. 20 lipca 1808 roku najstarszy brat Napoleona, Józef Bonaparte, wjechał do Madrytu, by zająć opuszczony przez Burbonów tron. W ten sposób wcześniejszy sojusz zamienił się w otwartą wojnę.

Francuska piechota liniowa

Armia napoleońska, osiągająca stopniowo liczebność do 300 000 żołnierzy, przez kolejnych sześć lat, do roku 1814, ponosząc ogromne straty, okupować będzie kraj ogarnięty falą fanatycznej nienawiści do wroga, gdzie po raz pierwszy pojawią się oznaki tego, co określamy mianem wojny totalnej. Nazywana czasem „hiszpańskim węzłem” wojna na Półwyspie Pirenejskim do dziś pozostaje konfliktem trudnym do zdefiniowania i jednoznacznej oceny. Do jej wybuchu doprowadziły siły oddolne, które dziś nazywamy patriotycznymi. Reprezentowało je ciało polityczne nazywane Juntą Centralną z siedzibą, najpierw w Aranjuezie a potem w Sevilli, działając na terenie całej Hiszpanii w imieniu uwięzionego przez Francuzów następcy tronu, Ferdynanda VII i w jego imieniu wydawało rozkazy hiszpańskim armiom. Armie te, sprzymierzone z angielskimi korpusami ekspedycyjnymi, podejmowały nieustanne próby usunięcia obcego panowania. Jednak angielski sprzymierzeniec, pogardzając hiszpańskimi sojusznikami, rozwijał własną koncepcję militarną, której celem było całkowite pokonanie Napoleona na kontynencie. Taka postawa prowadziła do sytuacji, że angielscy przyjaciele byli równie uciążliwi jak francuscy okupanci. Trzecią siłą, komplikująca obraz tej wojny, była tak zwana guerrilla – „mała wojna”, czyli partyzantka kierowana przez dowódców różnego autoramentu, zarówno oficerów jak i przemytników a nawet duchownych czy kobiety. Niemała część Hiszpanów pozostawała poza wirem wojny, współpracując z siłami okupacyjnymi lub przynajmniej z nimi nie walcząc. Nazywani Afracesados, cieszyli się względami Francuzów, ale znienawidzeni przez środowiska antynapoleońskie, często podlegali represjom, zarówno ze strony Anglików jak i swoich rodaków. W ten zamęt oprócz pułków francuskich rzucone zostały oddziały innych, sprzymierzonych z Francuzami nacji: Holendrzy, Włosi, Niemcy i Polacy.

4. pułk piechoty badeńskiej

Żołnierze pułku Nassau

Żołnierze pułku Hessen-Darmstadt

Pułki polskie za Pirenejami

Jako pierwsi Polacy, uczestniczący w wojnie na Półwyspie, graniczną rzekę Bidassoa przekroczyły szwadrony pułku lekkokonnego gwardii. Dokonywało się to stopniowo. Najwcześniej, jako eskorta marszałka Murata, do Madrytu dotarły 3 kompanie w sile około 150 koni, pod dowództwem szefa szwadronu Tomasza Łubieńskiego. 2 maja 1808 przeszły one swój chrzest bojowy na ulicach zrewoltowanego miasta. Kolejny oddział, czyli jedna kompania 2. szwadronu pod rozkazami kpt. Wincentego Radzimińskiego, w swoim marszu otarła się o bitwę pod Medina de Rioseco, gdzie pułk poniósł pierwsze straty. Parę dni po bitwie oddział ten połączył się kompaniami wycofanymi z Madrytu i w ten sposób skompletowały się dwa szwadrony pułku, czyli szwadron 1. i 2, dowodzone przez płk. Wincentego Krasińskiego. Pełną liczebność pułk uzyskał 20 sierpnia w okolicach Burgos, gdzie ostatecznie nastąpiło połączenie wszystkich szwadronów. 30 listopada 1808 roku 3. szwadron pułku szwoleżerów gwardii na czele z p.płk. Janem Leonem Hipolitem Kozietulskim uczestniczył w zdobyciu uzbrojonego armatami przesmyku na drodze do Somosierry. Ten, okupiony stratą 57 zabitych i rannych, chrzest bojowy szwadronu Kozietulskiego przeszedł do nieśmiertelnej narodowej legendy. Pułk lekkokonny odbywał swoją kampanię w Hiszpanii w latach 1808 - 1811, z przerwą na kampanię austriacką w roku 1809, przemierzając Półwysep Pirenejski od Irun po Fuente de Onoro na granicy Hiszpanii z Portugalią.

Juliusz Kossak, Rekonesans

Ułan nadwiślański

W czerwcu 1808 roku, już w warunkach otwartej wojny, wraz z nowymi siłami napoleońskimi do Hiszpanii wkroczyły 3 pułki piechoty Legii Nadwiślańskiej pod dowództwem płk. Józefa Chłopickiego oraz pułk ułanów nadwiślańskich dowodzony przez płk. Jana Konopkę. Pułki te szczyciły się legionowym rodowodem, zwłaszcza ułani, którzy na kampanię hiszpańską wyruszyli bezpośrednio z Włoch po służbie w Królestwie Neapolu. Doświadczona kadra oficerska i zaprawieni w walkach żołnierze tworzyli niezwykle wartościową jednostkę konną, tak niezbędną w specyficznych warunkach wojny partyzanckiej. Ich szlak bojowy wiódł pod Saragossę. Swoje zdolności bojowe okazali pod Tudelą, Mallen i Alagon, torując drogę niewielkiemu korpusowi gen. Lefebre’a – Dessnouettesa pod mury stolicy Aragonii. Podczas gdy piechota szturmowała miasto, kawaleria pełniła służbę osłonową i zwiadowczą. Po odstąpieniu od pierwszego oblężenia pułki nadwiślańskie powróciły pod Saragossę w grudniu 1808 roku i dokończyły rozpoczętego wcześniej dzieła, zdobywając miasto. W tym czasie nastąpiło rozdzielenie nadwiślańskiej piechoty i kawalerii. Piechota pozostała w 3. korpusie armii francuskiej, kawaleria zaś włączona została do 4. korpusu, z tym jednak, że jeden szwadron pod dowództwem płk. Stanisława Klickiego pozostał w Aragonii z 3. korpusem. Zdekompletowany pułk oddany został pod rozkazy dowodzącego kawalerią w 4. korpusie gen. Sebastianiemu i wraz z działającą w tej jednostce taktycznej tzw. dywizją polską, złożoną z 3 pułków piechoty Księstwa Warszawskiego, uczestniczył w walkach na południe od Madrytu a potem w Andaluzji.

Polska dywizja piechoty, złożona z pułków 4., 7. i 9. weszła do Hiszpanii w okresie nowej ofensywy francuskiej, z osobistym udziałem Napoleona, w grudniu 1808 roku. Przydzielona została do 3. dywizji 4. korpusu marsz. Lefebvre’a. Postępując za głównym trzonem armii, nie uczestniczyła w żadnej ze stoczonych po drodze do Madrytu bitew. Swój chrzest bojowy odbyła w Boże Narodzenie pod Ponte Almaraz w potyczce z 5000 oddziałem armii Estremadury. Przy wydatnym udziale ułanów nadwiślańskich oddział ten został rozbity a w ręce Polaków wpadło 3000 jeńców. W lipcu 1809 roku z dywizja odebrała uzupełnienia i osiągnęła największą liczebność podczas swoich działań w Hiszpanii. Pułk 4., dowodzony przez płk. Feliksa Potockiego, liczył 63 oficerów i 2236 żołnierzy; pułk 7., pod rozkazami płk. Macieja Sobolewskiego tworzyło 57 oficerów i 2067 żołnierzy; na czele pułku 9 stał płk. ks. Antoni Sułkowski, mając pod rozkazami 59 oficerów oraz 1998 żołnierzy. Dowództwo nad dywizją przejął generał Werlè, zaś dowództwo nad 4. korpusem - marszałek Victor.

Antoni Sułkowski

Ofensywa hiszpańskiej Armii Centrum

W lipcu 1809 wojna w Hiszpanii weszła w nową fazę. W kierunku Madrytu wyruszyła z Portugalii zbrojna ekspedycja angielska pod wodzą zasłużonego dla imperium brytyjskiego w Indiach sir Arthura Wellesleya, późniejszego księcia Wellingtona. We współdziałaniu z Armią Estremadury generałem don Gregorio Garcia de la Cuestą stworzył realne zagrożenie dla stolicy okupowanej przez Francuzów Hiszpanii. Do starcia doszło 27 i 28 lipca pod miejscowością Talavera de la Reyna, ale na skutek opieszałości Cuesty nie udało się unicestwić połączonych francuskich korpusów: I marszałka Victora i IV Mortiera z generałem Sebastianim na czele. Mimo, że bitwa nie została rozstrzygnięta i Anglicy musieli się wycofać, wszem i wobec obwieścili swoje zwycięstwo.

Hiszpańska piechota liniowa

Kolejną próbę marszu na Madryt podjęli sami Hiszpanie. Jesienią 1809 roku Junta w Sevilli powierzyła naczelne dowództwo nad nowo sformowaną w Andaluzji Armią Centrum generałowi Juanowi Carlosowi de Areizaga. Powstała ona z połączenia dawnej armii Estremadury gen. Cuesty, armii Mancji gen. Venegasa oraz oddziałów z Walencji. Liczyła 8 dywizji piechoty (67 batalionów) w sumie 44 606 ludzi oraz 4 dywizji kawalerii, czyli 6169 koni i 46 dział z 1500 ludzi i asekuracją w liczbie 600 strzelców przeszła góry Sierra Morena zajmując pozycję wyjściową w miejscowości Santa Cruz de la Mudela.

Po bitwie pod Talavera de la Reyna polska dywizja Księstwa Warszawskiego i ułani nadwiślańscy, wchodzący w skład IV korpusu Armii w Hiszpanii, 11 sierpnia walczyli przeciw armii hiszpańskiego generała Venegasa pod Almonacid. Ciężką stratę poniósł wtedy 7. pułk piechoty, kiedy w ataku na jedno ze wzgórz poległ płk. Sobolewski. Przez następne miesiące Polacy operowali w trójkącie Toledo – Madryt – Aranjuez, do czasu gdy armia Areizagi zaczęła wykonywać ruchy ofensywne w kierunku Madrytu. 8 listopada Hiszpanie dotarli do miejscowości La Guardia, położonej 20 km na południe od Ocañii i 35 km od Aranjuez. To nowe zagrożenie wymagało natychmiastowego przeciwdziałania.

10 listopada gen. Sebastiani wysłał dywizję dragonów gen. Milhauda z 2. batalionem 7. pułku piechoty pod dowództwem mjr. Jakubowskiego do Ocañii, by obserwować ruchy wroga. 12 listopada, w odległości 10 km od miasta, oddział na wysuniętej placówce w miejscowości Dosbarrois zaatakował przednią straż Hiszpanów. Ci, korzystając z przewagi liczebnej, zdołali odeprzeć atak i ruszyli w pogoń za wycofującą się kawalerią. W tym pościgu natknęli się na polski batalion piechoty, który ustawiony w czworobok, postawił tamę atakowi, umożliwiając dragonom opanowanie odwrotu, przeformowanie się i powtórne natarcie, zakończone spektakularnym sukcesem. Hiszpanie stracili 500 ludzi i 2 armaty. Francuzi i Polacy pod osłoną nocy dotarli do Aranjuezu z wieścią o niechybnym ataku armii Areizagi. Nie było jednak pewności czy Hiszpanie będą próbować przekroczyć trudno dostępny Tag pod Aranjuezem, czy udadzą się w górę rzeki, by uderzyć na Madryt od strony Villa Manrique.

Wstęp do bitwy - potyczka kawalerii 18 listopada

            Siłami francuskimi nominalnie dowodził król Józef Bonaparte, zaś szefem jego sztabu i faktycznym dowódcą naczelnym operacji przeciw Armii Centrum był marszałek Soult. W momencie pierwszego starcia się przednich straży francuskich i hiszpańskich 12 listopada pod Dosbarrois Józef dysponował, oprócz swojej gwardii złożonej 13 batalionów hiszpańskich i 2 pułków liniowych francuskich, tylko pieszą dywizją polską gen. Werlégo oraz dywizją dragonów gen. Milhauda. Łącznie dawało to siłę około 12 500 pieszych i 1700 konnych. Należało więc niezwłocznie skoncentrować wszystkie dostępne w okolicy oddziały, czyli zebrać rozproszony korpus IV. generała Sebastianiego oraz ściągnąć siły korpusów I. marszałka Victora i V. marszałka Mortiera. Punktem centralnym koncentracji wojsk była miejscowość Aranjuez położona 80 kilometrów na południe od Madrytu.

            Jako pierwsza dotarła do Aranjuezu dywizja niemiecka gen. Levala (5000 ludzi), wkrótce potem spod Talavery nadciągnęły dwie dywizje korpusu Mortiera (16 500 ludzi). Korpus Victora szedł spiesznym marszem z Toledo i kierował się w okolice Fuentidueña, by przeciąć drogę armii Areizagi, który zdecydował się szukać brodu na Tagu na zachód od Madrytu. Ruchy w tym kierunku wykonywała również dywizja polska, co zniechęciło Hiszpanów do ataku ruchem oskrzydlającym Madryt z zachodu i zawróciwszy w Santa Cruz de la Zarza skierowali się w stronę Ocañii. Zmierzający przeciw nim I. korpus marszałka Victora skoncentrował się Villarejo de Salvanes z zamiarem przekroczenia Tagu w Villamanrique, by zaatakować Hiszpanów następnego dnia.

            18 listopada król Józef przybył do Aranjuezu ze swoją gwardią, poprzedzany przez dywizję kawalerii gen. Dessolles. Wczesnym popołudniem zameldowali się też polscy lansjerzy wchodzący wraz z 10. pułkiem szaserów w skład brygady kawalerii gen. Parisa. Po godzinie postoju ruszyli wraz z trzema pułkami dragonów gen. Milhauda w przedniej straży w kierunku Ocañii. Francuzi szli głównym traktem, Polacy zaś zeszli w boczne drogi na lewo. Kiedy wyszli na płaszczyznę w pobliżu miejscowości Ontigola, dostrzegli kawalerię hiszpańską w sile 3000 konnych przygotowaną do ataku na nadchodzącą właśnie kolumnę Milhauda. Dowodzący lansjerami kpt. Huppet natychmiast sformował szwadron plutonami do szarży i oczekiwał reakcji przeciwnika. Na prawym skrzydle Hiszpanów stał szwadron strzelców królewskich (Carabineros Reales) znany Polakom z ich niesławnego odwrotu ze wsi Jevenes, kiedy stracili sztandary pułku i przemianowani zostali na 7. pułk lansjerów. Teraz nadarzyła się okazja do zmycia tej hańby krwią wroga. Hiszpanie zaatakowali pierwsi, ale kiedy po polskiej stronie padła komenda: „Do ataku broń!”, raptowne spuszczenie lanc i mignięcie chorągiewek spłoszyło konie powodując gwałtowne zatrzymanie się szwadronu w biegu. Bezskutecznie dowódca wzywał swoich jeźdźców do ponowienia ataku. Kiedy zaś ruszyła szarża lansjerów, Hiszpanie rzucili się do ucieczki. Gen. Sebastiani, widząc porażkę prawego skrzydła przeciwnika, zrezygnował z wcześniejszego zamiaru wycofania się i uderzył brygadą dragonów. Wsparty z lewej strony przez 10. pułk szaserów osiągnął pełny sukces, zmuszając Hiszpanów do bezładnej ucieczki ze stratą 500 ludzi zabitych i rannych.

Żołnierz hiszpańskiego pułku piechoty Burgos

Żołnierz hiszpańskiego pułku Cordova

            Potyczka kawaleryjska pod Ontigolą 18 listopada 1809 w historiografii uznana została za największą bitwę kawaleryjską podczas całej wojny hiszpańskiej. Niewątpliwie też nadszarpnęła morale hiszpańskiej kawalerii. Decydująca w niej rola Polaków związana jest z rzekomym przyzwoleniem dowództwa, by nie brać jeńców, czyli jak mówiono, nie dawać pardonu. Niewątpliwie skutki tej bitwy ugruntowały straszną sławę pułku lansjerów polskich, nazywanych „piekielnymi lansjerami” (los infernos picadores). Zapamiętali w boju Polacy dopiero następnego dnia mogli ocenić skutki swojej zapalczywości, kiedy ponownie przechodzili przez pole bitwy. Jeden z uczestników wspominał: „Cała przestrzeń usłana trupami i rannymi; ten wnętrzności wyjęte dzidą trzymał przed sobą na rękach, ów czołgając się jak robak po ziemi, prosił o skrócenie cierpień”.

Dragon pułku del Rey

Bitwa pod Ocañą

             O godzinie 1.00 w nocy oddziały skoncentrowane w Aranjuezie zaczęły przekraczać zbudowane przez pontonierów mosty na Tagu. Jako pierwsze dwie dywizje IV. Korpusu, polska i niemiecka, za nimi awangarda korpusu V. Kawaleria przeszła w bród i postępowała przodem. W Ontigola armia zeszła z głównego traktu na lewo, kierując się w stronę płaskowyżu przed Ocañą. Dotarłszy tam o świcie, dostrzegli Hiszpanów rozciągniętych w dwóch liniach na pozycji bojowej pomiędzy miejscowością Noblejas a wschodnim krańcem miasta. Ocaña była miastem otwartym, ale ukształtowanie terenu na jej przedpolu ułatwiało obronę i utrudniało dostęp przeciwnika. Od północy otaczał je szeroki jar od wschodu płytki a coraz głębszy i wręcz niedostępny na zachodzie, łączył się z kilku mniejszymi i zanikał w nurtach Tagu. Za najgłębszą częścią wąwozu stało prawe skrzydło Hiszpanów w sile 15 000 ludzi. Ze względu na trudny teren oddziały te nie mogły być atakowane, ale i same niezdolne były do ataku, co czyniło je zupełnie nieużytecznymi. Centrum swoich wojsk Areizaga ustawił przed miastem. Prawe skrzydło rozmieszczone było w kierunku Noblejas na grzbiecie wzgórza opadającego w stronę głębszej części wąwozu. Prawą flankę tworzyła kawaleria. Tyły armii zamykała równina z drzewami oliwnymi, gdzie były stanowiska piechoty hiszpańskiej asekurującej bagaże Siły hiszpańskie liczyły 45 000 piechoty, 7000 kawalerii i 60 sztuk dział.

Bitwa pod Ocañą

Kawaleria francuska sformowała od razu szeregi w gotowości bojowej, osłaniając ruchy piechoty, która w szyku liniowym rozwiała się dywizjami na równinie. Francuzi posiadali 24 000 bagnetów, 5000 szabel i lanc oraz 50 dział w tym baterię gwardii.

Marszałek Soult postanowił zaniechać ataku na lewe skrzydło Hiszpanów unieruchomione przepaścią wąwozu i skupić atak na skrzydle prawym. W tym celu dywizje Girarda i Dessollesa podjęły odpowiednie manewry, by zwrócić się w kierunku głównego ataku. Gen. Dessolles rozciągał swoje oddziały na prawej krawędzi wąwozu i kontrolował ruchy lewego skrzydła Areizagi. Girard zajmował pozycję w drugiej linii za dywizjami Lewala i Werlégo. W skład tej ostatniej wchodziły pułki Księstwa Warszawskiego pod dowództwem ks. Antoniego Sułkowskiego, gdyż dowódca dywizji był chory i pozostał w Madrycie a zastępujący go gen. Blondeau ze względu na nieznajomość języka swoich podkomendnych wolał na czas bitwy oddać dowodzenie polskiemu pułkownikowi. W skutek wyłączenia z akcji lewej flanki Hiszpanów, linia bojowa została znacznie skrócona: lewe skrzydło tworzyły teraz oddziały rozmieszczone w dwóch liniach przed miastem, centrum – dwie linie złożone z 5 najlepszych dywizji piechoty, zaś prawą flankę zamykały 3 dywizjony kawalerii.

Bitwa rozpoczęła się o godzinie 11.00, kiedy piechota zakończyła manewrowanie a dowodzący artylerią gen. Senarmont otworzył ogień z 30 armat na pozycje hiszpańskiego centrum. Przeciwnik odpowiedział ogniem działowym oraz strzałami tyralierów umieszczonych nad wąwozem. Przeciw nim skierowano 6 dział i zmuszono ich do odwrotu. Ostrzał francuski był na tyle intensywny, że część oddziałów odcinka przed miastem skierowała się na tyły swojego prawego skrzydła. W ten sposób znacznie zmniejszyła się liczebność wojsk w mieście.

Właściwy bój toczyły oddziały nowego centrum, które powstało po odseparowaniu sił hiszpańskich na ich lewym skrzydle. Po stronie Areizagi operowało tu około 26 000 piechoty, Francuzi zaś atakowali w pierwszej linii dywizją gen. Werlégo pod dowództwem ks. Sułkowskiego oraz dywizją gen Levala o łącznej sile 10 000 bagnetów, w drugiej linii zaś dywizją gen Girarda liczącą 8 500 ludzi.

Natarcie rozpoczęła polska dywizja Księstwa Warszawskiego. Na wstępie oddziały tyralierskie spędziły z wysuniętych pozycji rozproszonych strzelców hiszpańskich, a następnie zwartą kolumną ruszyła do przodu. Atak został przyjęty ogniem 16 armat. By osłonić ostrzał z tej baterii, batalion francuski na rozkaz Senarmonta biegiem zajął małe wzniesienie i ustawił na nim przeciwbaterię.

Atakujące pozycję bataliony dywizji polskiej i niemieckiej gen. Levala pod ogniem hiszpańskich dział, stanęły przed alternatywą czy postępować dalej, czy ustąpić i czekać na wsparcie będącego w marszu na pole bitwy korpusu Victora. Jednak zapał bitewny, mimo ponoszonych strat, pchał ich do przodu. Dywizja, poprzedzana linia rozproszonych strzelców zbliżała się do pozycji hiszpańskich, zasypana ogniem ręcznej broni, kulami armatnimi i gradem kartaczy ponosiła ogromne straty. Hiszpanie zaś, choć „niezdyscyplinowani, źle dowodzeni, ale odważni i bardziej liczni”1, nie tyko, że nie cofali się, ale przeszli do ofensywy. Ich gwałtowny ogień zdemontował dwie francuskie armaty, ranny został gen. Leval i jego adiutant. W tym dramatycznym momencie, kiedy szeregi zachwiały się i ugięły, ks. Sułkowski oraz dowódca 7. pułku piechoty płk. Jakubowski chwycili pułkowe orły i stanąwszy na czele poderwali upadające na duchu oddziały. Moment ten zbiegł się z akcją artylerii Senarmonta na prawym skrzydle. Jego baterie przed miastem osiągnęły swój cel. Przegnały wysuniętych strzelców i zmusiły oddziały hiszpańskie do cofnięcia się. Wtedy nastąpił atak dywizji gen. Dessollesa, która wdarła się do Ocañii. Wtedy też Senarmont skierował swoje działa na prawe skrzydło Hiszpanów wspierając atak dywizji polskiej i niemieckiej, które ostatecznie zdołały przełamać opór przeciwnika. W tym decydującym momencie ruszyła francuska kawaleria. Zdemoralizowani wcześniejszymi niepowodzeniami kawalerzyści hiszpańscy nie podjęli walki. Broń złożyło 5000 ludzi, reszta opuściła pole bitwy wystawiając własną piechotę na atak z prawej strony. Znalazłszy się w okrążeniu piechurzy próbowali formować czworoboki, lecz rozbici masowo składali broń. Po trzygodzinnej bitwie sukces Francuzów był zupełny. Przez następne dwie godziny ścigali uciekinierów i przejmowali hiszpańskie tabory. Ocalałe resztki armii Areizagi wycofały się do La Guardia. 20 000 jeńców, 50 armat i 30 sztandarów było owocem zwycięstwa. Pod koniec dnia na pole bitwy dotarła dywizja gen. Latour Maubourga z korpusu marszałka Victora i przejęła część działań na prawym skrzydle Hiszpanów.

Gorycz zwycięstwa

            Po ciężkiej walce Polacy mieli poczucie osobistego sukcesu. Przez trzy godziny, wraz z dywizja niemiecką, skupiali na sobie cały ciężar bitwy. Dzięki determinacji dowódców wytrwali do końca i przełamali linie wroga. O ich ofiarności świadczą liczby poniesionych strat. Łącznie dywizja miała zabitych 7 oficerów i 122 żołnierzy, rannych było 20 oficerów i 584 żołnierzy. W swoim raporcie ks. Sułkowski wymienił 62 nazwiska oficerów, podoficerów i prostych żołnierzy, którzy okazali „szczególne dowody męstwa i rzadkiej przytomności”. Nikt z nich nie otrzymał zasłużonej nagrody.

Trudno mówić też o satysfakcjonującym zadośćuczynieniu zasług lansjerów nadwiślańskich. Ich udana potyczka z dragonami del Rey w przeddzień bitwy niewątpliwie przyczyniła się do znacznego osłabienia ducha bojowego przeciwnika, co skutkowało całkowitą biernością kawalerii hiszpańskiej. Dopiero dekretem z 29 maja 1810 roku dziewięciu Polaków otrzymało Legię Honorową za „bitwę pod Ocañą i Sierra Morena”, czyli łącznie, po brawurowym zdobyciu przełęczy San Esteban..., ale to inna historia.

Ostatecznie, zwycięstwo zaprawione zostało goryczą, o czym po latach pisał jeden z uczestników bitwy, Józef Rudnicki: „Francuzi sobie tylko wygraną batalii przypisali, rozdano dekoracje, awanse, dotacje itd. A dla nas pozostał smutek patrzeć na rannych i poległych bez nagrody rodaków".

-----------------------------------------------------------------------------------------------

Literatura:

1.    Źródła.

Mémoire sur le lieutenant-general d’artillerie baron Alexandre de Senarmont, Paris 1846.

Ostrowski Antoni, Życie Tomasza Ostrowskiego, Paryż 1836.

Rudnicki Józef, Pamiętniki Józefa Rudnickiego od r. 1806 do 1815, [w:] „Pismo Zbiorowe Wileńskie na rok 1862”.

Sułkowski Antoni Paweł, Listy do żony z wojen napoleońskich, Warszawa 1987.

Wojciechowski Kajetan, Pamiętniki moje w Hiszpanii, Warszawa 1978.

Wspomnienia ułana pułku pierwszego Legii Nadwiślańskiej o kampaniach lat 1807 – 1814, [w:] „Biblioteka Warszawska” 1908.

  1. Opracowania.

Kirkor Stanisław, Legia Nadwiślańska 1808 – 1814. Londyn 1981.

Morawski Ryszard, Paczuski Adam, Wojsko Księstwa Warszawskiego. Piechota, gwardie narodowe, weterani, t. I, Warszawa 2014.

Napier W. F. P, History of the War i the Peninsuka and in the south of France from the year 1807 to the year 1814, t. 3, London 1840.