Nasza księgarnia

Elita jazdy polskiej - recenzja

COM_CONTENT_WRITTEN_BY on . Posted in Recenzje

"Elita jazdy polskiej" to zebrane w jednym tomie dwie prace - Michała Karpowicza "Za gwiazdą Cesarza. 1. Pułk Szwoleżerów Gwardii Napoleona I (1807 - 1815)" i Mirosława Filipiaka "Z pól bitewnych na plac Saski. Pułk Strzelców Konnych Gwardii Królewsko - Polskiej (1815 - 1831)". Książka ukazała się w 1995 r. w wydawnictwie Volumen.

Autorzy zajmują się oficerami tych pułków jako pewną społecznością. Dzieje bojowe pułku, zwłaszcza w pracy o szwoleżerach, schodzą na plan dalszy. 

 Nie tylko Kozietulski...

Michał Karpowicz szlak bojowy lekkokonnych streszcza na około ośmiu stronach, nie daje nawet opisu szarży pod Somosierrą, stwierdzając, że wobec bogatej literatury można go pominąć. Twierdzi, że w czasie pierwszego pobytu pułku w Hiszpanii (w 1808 r.) szwoleżerowie wyróżniali się na tle innych pułków napoleońskich tym, że odnosili się przyjaźnie do miejscowej ludności, źródła nie mówią nic o grabieniu czy znęcaniu się nad cywilami. Inaczej było w latach 1810 - 1811, kiedy w Hiszpanii działały dwa szwadrony szwoleżerów. Autor cytuje tu listy szwoleżera Stanisława Hempla, który pisze, że Hiszpanie wielu żołnierzy zakłuli nożami. "Hiszpanów wszelkimi sposobami nakłaniamy do spokojności; księży połowę jużeśmy powiesili" - pisał szwoleżer do rodziny.

Karpowicz - zapewne w ślad za innymi autorami - twierdzi, że pod Wagram nasi lekkokonni "rozbili w puch" pułk ułanów galicyjskich księcia Schwarzenberga. Jednak Michał Baczkowski, badacz dziejów ułanów galicyjskich, w swojej (znacznie nowszej, wydanej w 2011 r. ) książce "Szarży podobnej dawno nie widziały dzieje" pisze, że rozbicie pułku ułanów Schwarzenberga nie ma potwierdzenia w źródłach, co więcej - habsburscy kawalerzyści też uznali się za zwycięzców tego starcia!

Kolejne wyczyny szwoleżerów przypadają na lata 1812 - 1814, w czasie odwrotu z Rosji jako jednostka pułk zachowuje zwartość i wolę walki. 

O wiele bardzie interesuje autora skład społeczny pułku, zwłaszcza jeśli chodzi o oficerów. Kadra oficerska jest grupą zdecydowanie szlachecką - stwierdza Karpowicz, chociaż była to szlachta w większości słabo sytuowana. Na 113 oficerów pułku zaledwie 8 pochodziło z rodzin bogatych, arystokratycznych. Co prawda aż o 45 oficerach nie ma żadnych informacji o ich pochodzeniu i statusie majątkowym, jednak autor zakłada, że w większości byli to synowie szlacheccy. Oficerów pochodzenia mieszczańskiego było zaledwie 5.

Karpowicz pisze o awansach oficerskich - według niego oficerowie dość często brali dymisje (w latach 1807 - 1813 ubyło w ten sposób z pułku 34 oficerów, czyli 19%) i występowali z pułku z różnych przyczyn, co dawało szansę na awans podoficerom. 

Karpowicz nie omija też spraw przykrych, jak intrygi i konflikty między oficerami. Szczególnie nielubiany w świetle listów szwoleżerów do rodzin miał być dowódca pułku, Wincenty Krasiński. W pułku bywał rzadko, w sprawach wojskowych był według Karpowicza dyletantem, do tego człowiekiem próżnym i aroganckim. Jego zachowanie przyczyniało się do dymisji niektórych oficerów. Jednocześnie jednak Karpowicz zaznacza, że pułkownik potrafił być także koleżeński i hojny, gościł oficerów na wystawnych przyjęciach, które urządzał za własne pieniądze. "Zawsze roztrzepany: raz mi dokucza, raz się do mnie umizga" - pisał o nim oficer pułku Tomasz Łubieński.

Karpowicz pisze też o nagrodach, odznaczeniach, esprit de corps pułku, stara się odtworzyć światopogląd oficerów gwardii. Według niego cechował ich patriotyzm, fascynacja Napoleonem i przekonanie, że wiążąc się z Cesarzem wybrali właściwą drogę, jednocześnie poczucie wyższości nad oficerami francuskimi (uważali się za lepszych bonapartystów niż niektórzy Francuzi; nie bez podstaw). Oficerowie szwoleżerów byli też lepiej wykształceni niż oficerowie francuscy, niektórzy znali po kilka języków.

Przeciw powstańcom w Noc Listopadową....i przeciw Moskalom na polach bitew

Mirosław Filipiak zajął się pułkiem strzelców konnych gwardii z czasów Królestwa Polskiego. Dzieje obu formacji się zazębiają, ponieważ część oficerów pułku szwoleżerów znalazła się w kadrze szaserów. Jak pisze Filipiak, w pułku służyli głównie ludzie legitymujący się wysoką pozycją społeczną. Na 132 oficerów ze szlachty pochodziło 124, mieszczan było dwóch, chłop - aż jeden. Co do pozostałych kilku oficerów brak pewnych danych, autor jednak snuje przypuszczenia co do ich pochodzenia. 

Na awans na podporucznika strzelców konnych Gwardii trzeba było czekać 2- 5 lat, niektórzy czekali dłużej. Drogę do kariery mieli ci, którzy służbę w pułku zaczęli wcześnie, w latach 1815 - 1830 na kapitana, podpułkownika czy pułkownika awansowało 32 oficerów (stopnia majora w gwardii nie było). Najłatwiej było o awans w początkowym okresie istnienia pułku, po 1821 r. liczba awansów zdaniem Filipiaka wyraźnie spadła.

Oficerom gwardii żyło się nieźle - o ile pułkownik jazdy gwardii i pułkownik jazdy wojsk liniowych zarabiali rocznie po tyle samo (9842 zł), podobnie podpułkownik (i gwardzista i liniowy po 7835 zł rocznie), to już kapitan jazdy gwardyjskiej zarabiał rocznie 6837 zł, podczas gdy kapitan jazdy liniowej - 3650 zł). Lepiej od liniowych kolegów zarabiali też porucznicy i podporucznicy gwardii. Jak podaje Filipiak bardzo dobry koń kosztował 800 zł, bryczka podróżna - 450 zł, kilogram mięsa od 12 do 16 groszy. 

Autor zauważa zderzenie dawnych napoleońskich oficerów z wielkim księciem Konstantym, który często wpadał w furię i beształ podwładnych, nawet generałów. Obraza ze strony Konstantego doprowadziła do samobójstwa kapitana Michała Wilczka, inni oficerowie składali dymisje.

Cały rozdział poświęcił Filipiak postawie oficerów pułku wobec wybuchu powstania listopadowego. W Noc Listopadową strzelcy konni zdecydowanie i czynnie wystąpili po stronie Wielkiego Księcia przeciw powstańcom. Postawę gwardzistów Filipiak tłumaczy ich poczuciem honoru wojskowego, wiernością przysiędze, ale także tym, że spiskowcy nie zadali sobie trudu, żeby wcześniej pozyskać kawalerzystów dla powstania. W rezultacie strzelcy konni nie mogli wiedzieć, 

czy doszło do narodowej rewolucji, czy tylko lokalnej ruchawki. Filipiak podkreśla zdyscyplinowanie pułku zarówno w noc 29 listopada, jak i przy wymarszu do Wierzbna, gdzie przeszły oddziały wierne Konstantemu. Do powstania pułk przyłączył się 3 grudnia.  

Postawa strzelców konnych 29 listopada sprawiła, że wielu uczestników powstania oskarżało ich o brak patriotyzmu, nawet o zdradę (np. setnik straży bezpieczeństwa Leon Drewnicki). Maurycy Mochnacki określał szaserów mianem "wiarołomnej w sprawie rodaków konnicy". Inny uczestnik powstania zarzucał pułkowi że w późniejszych walkach z Moskalami "najmniej dokonał dzielności".

Jak niesprawiedliwe były to zarzuty świadczy postawa strzelców konnych w wojnie polsko - rosyjskiej 1831 r. III dywizjon gwardii bił się dzielnie pod Stoczkiem, Nową Wsią, w wyprawie Dwernickiego na Wołyń walczył pod Boremlem, w końcu z całym korpusem przeszedł austriacką granicę. 

Pułk zaś jako całość walczył pod Wawrem, Grochowem, Ostrołęką, dzielnie stawali też oficerowie szaserów, którzy przeszli do innych pułków. Strzelcy konni w październiku przekroczyli granicę pruską wraz z korpusem gen. Rybińskiego. I znowu pułk jawi się jako jednostka zdyscyplinowana, o znacznym stopniu solidarności wobec kolegów. O ile wielu oficerów powstańczych pisało do Mikołaja I indywidualne prośby o pozwolenie na powrót do Królestwa Polskiego, strzelcy konni wysłali do cara pismo z prośbą o amnestię dla całego pułku. Większość oficerów szaserów wróciła w lutym 1832 r. Przeważnie osiedli w Królestwie, niektórzy wstąpili na rosyjską służbę, kilku zesłano w głąb Rosji. Inni udali się do swoich majątków w pozostałych zaborach, część na emigrację.

Książka zawierająca opracowania dziejów dwóch gwardyjskich formacji jazdy ma też na końcu aneksy dotyczące przebiegu służby oficerów obu opisanych pułków.

Marcin Kusyk