| ||||
| Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni | ||||
|
Lanca, Janusz Wielhorski Dla serwisu przygotował Piotr Sawiak |
||
Lanca i jej powstanieO ile dzięki studiom Górskiego, Gembarzewskiego i Dziewanowskiego geneza i historia rozwoju kopii nie kryje już dziś żadnych prawie niewiadomych, o tyle genealogia lancy ciągle jeszcze czeka na swego autora. Piszący te słowa szczęśliwy będzie, jeśli zestawione przezeń poniżej szczegóły staną się kanwą do dalszych dociekań nad tym fascynującym tematem.Nowoczesna lanca pochodzi niezawodnie od krótkiej broni drzewcowej, której obecność w szeregach jazdy polskiej prześledzić można od początków XVI aż po XVIII stulecie. Nazewnictwo tej broni w miarę jej rozwoju i nieuniknionych ewolucji ulegało oczywiście przemianom; wydaje się jednak, że chodziło w danym wypadku o jeden i ten sam typ krótkiej broni drzewcowej, która obok łuku i szabli stanowiła podstawowe uzbrojenie większości jazdy lekkiej. I tak, w początkach XVI w., w odróżnieniu od "drzew" (czyli kopii) ciężkiej hastarii, zaczynają się ukazywać w uzbrojeniu rot strzelczych tak zwane "drzewka", a więc niewątpliwie skrócony w stosunku do kopii typ broni drzewcowej. Są to prawdopodobnie owe "kopie połowiczne", o których wspomina Fredro - co prawda dopiero pod datą 1660 ("Fragmenta Scriptorum") pisząc m.in. "... cale kopie mają osiem i pól, a połowiczne - pięć i pól łokcia długości". W dalszym rozwoju, od około polowy XVI w. w opisach uzbrojenia tychże rot strzelczych pojawia się nowa nazwa broni drzewcowej "rohatyna", początkowo sporadycznie, potem w pocztach towarzyskich, wreszcie spotykamy cale roty strzelcze uzbrojone w rohatyny. Była to broń drzewcowa, którą wykonywano nic tylko pchnięcia, ale rzucano wręcz z konia - jak oszczepem: "...rohatyny wyciskawszy, do szabel się rzucili", pisze Wargocki. Sięgnąwszy do niezawodnego Fredry, znajdujemy pod datą 1668 ("Porządek wojenny") opis następujący "... rohatyna winna być długa na pięć łokci, albo trochę mniej". Widocznie za panowania Stefana Batorego, rohatyny istotnie miały "trochę mniej" niż pięć stóp długości, gdyż wg współczesnego tym czasom Lubienieckiego ("Poloneutichia" - 1577) "... król Stefan Batory, przed wyjazdem do Gdańska, wydał zarządzenie aby w całej jeździe lekkiej u prawego boku wisiała włócznia (podkr. J. W.) na cztery łokcie długa."; także Bielski w XVI w. pisze: "... prócz kuszy, rohatynę nasi mieli, którą uwiązawszy u łęku, przy koniu włóczyli i przeto ją, włócznią zwali". Najwidoczniej tedy w połowie XVI stulecia, wczesne rohatyny, zwane wedle relacji Bielskiego również włóczniami, posiadały początkowo wymiar czterech zaledwie łokci, by w sto lat później - za Fredry (1668) - osiągnąć ostateczną długość około pięciu łokci i przybrać wyłączna nazwę "rohatyny". W międzyczasie - od drugiej polowy XVI w. - ulega również przemianie i same nazewnictwo lekkiej jazdy; roty strzelcze przybierają bowiem nazwę "kozaków", tworzących początkowo niewielkie oddziały przy rotach husarskich, by w końcu tegoż wieku usamodzielnić, się ostatecznie w formie rot (a od lat dwudziestych XVII stulecia "chorągwi") kozackich. Począwszy od końca XVI stulecia, ta świeżo usamodzielniona lekka jazda kozacka jest już w całości uzbrojona w rohatyny. Sytuacja ta nie trwała długo; wydaje się bowiem, że po śmierci .Stefana Batorego nastaje w Koronie wyraźny okres cofania się popularności broni drzewcowej w szeregach lekkiej jazdy. Starowolski ("Eques Polonus" - 1628), opisuje co prawda znane nam już z relacji Lubienieckiego czterołokciowe włócznie "z boku prawego uwiązane", widzi jednak te broń wyłącznie u "Czeremisów" (lekka jazda typu kaukaskiego), zaznaczając wyraźnie, że takie chorągwie kozackie, które w ciągu XVII w. Przekształcają się z jazdy lekkiej w średnio-zbrojną o nazwie "pancerni", określane są w tym czasie z reguły jako "equites Poloni non hastati (podkr. J. W.) armaturae mediae", czyli że żadnej broni drzewcowej w swym uzbrojeniu nie posiadają. Również i szczegółowa analiza listów przypowiednich z okresu panowania Władysława IV prowadzi do wniosku, że jedynie nieliczne chorągwie kozackie uzbrojone były w rohatyny. Głucho również zupełnie o broni drzewcowej w dokładnych opisach lekkiej jazdy (a nic pancernych) zarówno u artylerzysty Beauplana, Ogiera (Iter Polonicum) jak i ścisłego nuncjusza Cefali. Znamienne jest wreszcie, że nawet lisowczycy - którzy niewątpliwie kumulowali w sobie maksymalny wykwit walorów lekkiej jazdy koronnej XVII stulecia - w szczytowym okresie swej sławy na międzynarodowej arenie bojów wojny trzydziestoletniej żadnej broni drzewcowej nie posiadali. Sytuacja ta trwać będzie do końca XVII w., kiedy to po ostatecznym przekształceniu się lekkiej jazdy kozackiej w średniozbrojnych pancernych, lekka jazda koronna, jest już wyłącznie cudzoziemska: wołosko-tatarska. Pierwsi z nich, Wołosi, którzy znikli z komputu koronnego od roku 1717, wyjątkowo jedynie posiadali w swym uzbrojeniu broń drzewcową. Pozostają Tatarzy, na których zwrócimy tu specjalną uwagę, gdyż kto wie, czy to nie oni stali się łącznikiem "miedzy staremi a nowemi czasy". Tatarzy litewscy ukazują się sporadycznie na służbie koronnej już od początków XVI w., jednak lekkie ich chorągwie stają się w kompucie koronnym zjawiskiem stałym dopiero od polowy XVII w. Natomiast w swej przybranej ojczyźnie Litwie, Tatarzy obowiązani byli do powinności wojennej już od czasów nadań Witoldowych, czyli od końca XIV w. Co ciekawsze, samą decyzję osiedlenia Tatarów krymskich na terenach rdzennej Litwy (pierwsze ich osady w roku 1397 nad Waką) motywowano właśnie dużymi zaletami militarnymi tego narodu od dzieciństwa zaprawionego do jazdy konnej, strzelania z łuku i, co dla nas najważniejsze, do szermierki krótką bronią drzewcową, tak charakterystyczną dla lekkiej jazdy tatarskiej od czasów pierwszych najazdów mongolskich na Europę - w - XIII stuleciu. Czy jednak owa tatarska pra-lanca z XIII wieku była istotnie pierwowzorem późniejszej "rohatyny", stwierdzić dziś nie sposób. Źródłosłów "rohatyny" wydaje się być niewątpliwie ruski; z terenów Rusi tedy, podległej Litwie jeszcze w okresie przed Unią z Polską, zarówno rohatyna, jak i jej nazwa, przedostały się na tereny rdzennej Litwy, gdzie zostały z czasem asymilowane. Czy Tatarzy krymscy, jak zresztą również kaukaskiego pochodzenia Petyhorcy, odegrali w tych procesach role bezpośredniego łącznika - przenosiciela, stwierdzić autorytatywnie nie można; istnieją jednak poważne podstawy do przypuszczeń, że tak się stało istotnie. Pewne jest natomiast, że już u schyłku średniowiecza - a wiec od końca XV wieku - krótka broń drzewcowa o nazwie rohatyny związana była na terenie rdzennej Litwy z imieniem osiadłych tam Tatarów. Społeczność tatarska na Litwie obowiązana do powinności wojennej od momentu swego osiedlenia i licząca w XVII stuleciu jeszcze około 50.000 głów, stanowiła przeważnie skład lekkiej jazdy litewskiej. Również i wyżej wspomniani Petyhorcy pochodzenia kaukaskiego, choć niewspółmiernie mniej liczni, uczestniczyli w opisywanych tu procesach w odpowiednio mniejszej skali. Z czasem sytuacja liczbowa uległa odwróceniu; jazda petyhorska, po utracie swego charakteru narodowościowego i w oparciu wyłącznie o miejscowy element litewski, przerosła ilościowo lekką jazdę tatarską. Petyhorcy, analogicznie z resztą do koronnych kozaków, przekształcili się w ciągu XVII w. w jazdę średniozbrojną, w odróżnieniu jednak od swego koronnego odpowiednika nadal zachowali nie tylko swą pierwotną nazwę, ale i, co najważniejsze, swą rohatynę. "Equites Poloni hastati (podkr. J. W.) armaturae mediae", mówią o Petyhorcach niezmiennie współcześnie im teksty łacińskie. Świadczy to wymownie o pełni procesu asymilacji rohatyny w jej nowej ojczyźnie - Litwie. Dziwne może się wydać, że w wywodach naszych nie wspomnieliśmy dotąd ani słowem o sukcesach antenata lancy, jakim była rohatyna. Nie było to bynajmniej przeoczeniem z naszej strony; w porównaniu bowiem do kopii, na którą w stuleciach XVI i XVII spadał wyłączny splendor sukcesów jazdy polskiej tego okresu, rohatyna była wyraźnym kopciuszkiem. Broń ta w rękach lekkiej jazdy spełniała bowiem w tymże czasie wysoce nieefektowną choć ważną rolę w działaniach rozpoznawczych i osłonowych. W swej roli pierwszoplanowej, znajdzie się krótka broń drzewcowa wtedy dopiero, gdy na scenach teatrów wojen - zabraknie... kopii. W Polsce, nastąpi to - jak wiemy - prawie u schyłku XVIII wieku; poza granicami I Rzeczypospolitej - na przełomie XVII i XVIII stulecia - kopia nie istniała już od przeszło wieku! Sytuacja ta stwarzała więc dla pra-lancy potencjalne możliwości osiągnięcia efektownych sukcesów, do czego miała się zdarzyć już niezadługo niespodziewana okazja. Wszystko zaczęło się od tego, że zarówno rohatyna, jak i władająca nią po mistrzowsku jazda tatarska, zwróciły szczególną uwagę Augusta Mocnego. Nic było w tym nic dziwnego; król ten, człowiek o niewątpliwie bujnej i ruchliwej wyobraźni, uległ w Polsce wyraźnie urokowi sarmackiej tężyzny. Nadto jako zwolennik teorii I. K. Folarda 4 o wyższości broni białej nad palną, zainteresował się żywo jazdą polską. I tak już w początkowym okresie wojny północnej (wyprawa saska na Inflanty), w obozie Augusta pod Rygą. (lipiec 1700 roku) znajdowało się 1200 koni lekkiej jazdy tatarskiej, uzbrojonej w łuki, szable i rohatyny (podkr. J. W.), którą zwerbowano na Litwie na specjalne polecenie królewskie. Faktem jest, że lekka jazda tatarska dzieliła z Augustem Mocnym dole i niedole całej wojny północnej; po Kliszowie, w odróżnieniu od sił polskich, Tatarzy nie opuścili Augusta, awansując nawet w jego otoczeniu do pewnego rodzaju gwardii przybocznej. Karna i zdyscyplinowana armia saska tworzyła nadto idealne ramy rozwoju dla tych chorągwi, które ujęte w karby dyscypliny i zaprawione do służby, stały się wkrótce niezrównane. Po zakończeniu wojny północnej, jazdę tatarską w armii saskiej zredukowano do dwóch wyselekcjonowanych chorągwi 160 konnych; zachowały one wszystkie cechy lekkiej jazdy polskiej, od organizacji towarzyskiej aż po uzbrojenie (luki, szable, rohatyny); towarzysze tych chorągwi, zwani byli ponoć w potocznym języku "ułanami". W zbiorach Andrzeja Zaręmby w Nowym Jorku znajduje się wierszyk, w którym dość archaiczną, jak na początki XVIII w. niemczyzną opisano wcale dokładnie wygląd, uzbrojenie (rohatyny) i jednolitej barwy kontusze tych chorągwi, defilujących podczas rewii wojsk saskich pod Muhlenbergiem w Saksonii. Początek właściwych sukcesów wojennych rohatyny na międzynarodowym teatrze wojny rozpoczął się jednak dopiero w okresie panowania Augusta III, który bardzo wydatnie podniósł w swej saskiej armii stan lekkiej jazdy werbunku polskiego. I tak już podczas walk o uzyskanie tronu polskiego, gdy 28 lutego 1735 pod Zakliczynem przeszedł ostatecznie do obozu Sasów chwiejny regimentarz koronny Józef Potocki, August III wcielił po prostu do swych sił prywatne lekkie chorągwie tatarskie tego byłego dygnitarza obozu Leszczyńskiego i utworzył z nich pierwszy w armii saskiej regularny pułk ułanów; była to równocześnie pierwsza o tej nazwie regularna jednostka jazdy na świecie. Wkrótce potem, głównie w ciągu r. 1739, w wyniku gorączkowych przygotowań do wojny śląskiej, intensywne werbunki prowadzone na terytorium Rzeczypospolitej podniosły stan lekkiej jazdy polskiej w armii saskiej do ogólnej ilości 15 chorągwi, przy czym dwom najstarszym z tych jednostek, odziedziczonych jeszcze po Auguście II, nadano tytuł chorągwi narodowych. Cały ten kontyngent, oprócz szabel, łuków i broni palnej, uzbrojony był w broń drzewcową o typie rohatyny. W ciągu obu wojen śląskich, podczas których Sasi wykonali istny kontredans aliansów, przerzucając się z obozu austriackiego do pruskiego (I wojna śląska 1740 - 1742), by zakończyć konflikt ponownie w przymierzu z Austrią przeciw Fryderykowi Wielkiemu (II wojna śląska 1744 - 1748) "lekka jazda polska wyróżniała się szczególną sprawnością fizyczną i wysokim kunsztem w posługiwaniu się lancą; skłoniło to Fryderyka Wielkiego do decyzji stworzenia podobnego typu jazdy u siebie". 5 Po zakończeniu wojen śląskich zredukowano ułanów w służbie saskiej do liczby dwóch pułków. Stan ten nie trwał długo; już w r. 1754, a więc na dwa lata przed wybuchem wojny siedmioletniej, liczba jednostek ułańskich wzrosła do trzech, dowództwa pułkowników Wilczewskiego, Rudnickiego i Bronikowskiego. W tym stanie zastał ułanów wybuch wojny siedmioletniej, która, jeśli chodzi o Saksonię była zdecydowaną katastrofą. Mimo niesprzyjających okoliczności, polska broń drzewcowa święciła w tym konflikcie tryumfy na skalę zgoła europejską. Ponieważ szkic niniejszy nie jest bynajmniej historią wojen, ograniczymy się więc do zanotowania na tym miejscu najważniejszych jedynie wyczynów naszych ułanów, o których rozpisywała się ówczesna prasa europejska od Paryża po Wiedeń. I tak, 18 czerwca 1757, w krytycznym momencie bitwy pod Kolinem, gdy zwycięstwo chyliło się już na pruską stronę, ruszyli do decydującej szarży ułani i szwoleżerowie sascy polskiego zaciągu, rozbijając doszczętnie pruskich kirasjerów, łamiąc szyki piechoty i rozstrzygając ostatecznie o losach bitwy, którą austriacki marszałek Daun uważał za straconą. Fryderyk II szybko ocenił wartość jazdy polskiej i zdał sobie sprawę z niebezpieczeństwa; 5 grudnia tegoż roku pod Leutzen, pierwsze uderzenie pruskie skierowano bowiem właśnie na saskie pułki jazdy polskiego zaciągu. Stały one w awangardzie wojsk Karola Lotaryńskiego i skutecznie odparły natarcie przedniej straży wojsk pruskich w sile 45 szwadronów, tracąc 418 w nabitych i rannych, ale zachowując w całości swą sławę spod Kolina. W r. 1758 polskie pułki ułańskie wyróżniały się chwalebnie w bitwach pod Wisternitz i Holitz; jazda ta z reguły szła w tym czasie w awangardzie wojsk austriackich. Zimą 1759/1760 kontyngent ułanów podniesiono do siły dwóch pułków o stanie 2000 koni. Warto tu zanotować, że jednym z tych pułków dowodził ojciec przyszłego twórcy Legionów - Jan Michał Dąbrowski. Kulminacyjnym punktem sukcesów ułańskich było jednak zajęcie ... Berlina! Zuchwały zagon kawalerii generała Handiga w składzie ułanów zaciągu polskiego i huzarów węgierskich, zaskoczył stolicę Prus późną jesienią 1760 i, po krótkiej walce z drobną liczebnie załogą, zajął miasto, utrzymując się tam od 9 do 17 października. Zagarnąwszy bogaty okup, jazda polsko-węgierska szczęśliwie połączyła się z głównymi siłami austriackimi. Wyczyn ten był oczywiście w tym czasie sensacją na skale europejską! Wspominamy tu o powyższych osiągnięciach pułków ułańskich dlatego głównie, że były to równocześnie tryumfy ... lancy, której narodziny, według naszego zdania, na ten właśnie przypadają okres; wskazuje na to fakt, że podstawowy zrąb nowoczesnych reguł władania tą bronią, głównie w sensie ostatecznego wykrystalizowania się techniki zasadniczych ciosów i zasłon, datuje się na lata wojny siedmioletniej. Wspomniany konflikt zbrojny stal się dla lancy rodzajem poligonu doświadczalnego, który opuściła ona w formie całkowicie już wykształconej do samodzielnego użycia w boju. Wskazuje na to niezbicie choćby technika niektórych ciosów tej broni, technika - którą prześledzić można, w jej niezmienionej formie od czasów wojny siedmioletniej do ... powstania listopadowego! Ciągłości tej brak jednak nadal w zakresie nazewnictwa; źródła pruskie, austriackie i saskie - niezmiennie mówią o tej broni jako o lancy. Jeśli chodzi o Polaków, to najczęstszym terminem używanym w połowie XVIII stulecia jest dzida. Oto relacja weteranów wojny siedmioletniej, majorów Koryckicgo i Achmatowicza: "... Od dzidy zwyciężana bywała i kawaleria doskonale wyexcercytowana i piechota dająca ognia i bagnetem dzidy odbijająca; Prusacy nic mogli dawać odporu z przyczyny szelestu proporców, od którego konie pruskie nic mogły usiać na miejscu". (podkr. J. W.) Wraz, ze śmiercią Augusta III (5. X. 1763), kończył się okres służby jazdy polskiego zaciągu w armii elektorskiej. Skomplikowane intrygi polityczne okresu bezkrólewia sprawiły bowiem, że sejm konwokacyjny odwołał całość kontyngentu tej jazdy do kraju. Uchwala sejmowa, głosiła, że: "... tatarowie w służbie cudzoziemskiej będący odwołani (zostają) in assistentione konfederacii generalnej W. X. L." - ustalając zarazem, termin powrotu "... in sptio sześciu niedziel od zaczęcia sejmu" i to pod groza, "sub confiscatione dóbr dziedzicznych". 6 A przecież podczas siedemdziesięciu lat panowania saskiego w Polsce, służbę w wojsku elektorów saskich - specjalnie w jednostkach zaciągu polskiego - nikt nie uważał za służbę pod obcym sztandarem; zmieniło się tedy wiele wraz ze śmiercią Augusta III! W konsekwencji, między latami 1764 i 1766 do Polski powróciło z Saksonii w sumie pięć pułków lekkiej jazdy tatarskiej, przy czym trzy z nich stały się zaczątkiem jazdy narodowej Stanisława Augusta, a dwa pozostałe, przydzielone do wojsk litewskich, utworzyły tam pierwsze w historii jazdy polskiej pułki straży przedniej. Nagle pojawienie się tak licznych i świetnie wyszkolonych jednostek jazdy, uzbrojonej w broń drzewcową, która tak niedawno jeszcze zdobyła sobie sławę europejska, na polach bitew wojny siedmioletniej, nie mogło oczywiście pozostać bez wpływu na polski autorament narodowy tego okresu. Stało się to tym łatwiej, że Stanisław August w początkowych latach swego panowania wykazywał wiele ,,gustu ad militaria", polegając w tym względzie głównie na radach swego brata Andrzeja, wysokiego stopniem, oficera armii cesarskiej, który niedawne sukcesy ułanów saskich miał niezawodnie w pamięci. Wydaje się nic ulegać wątpliwości, że to właśnie sugestie księcia Andrzeja, ojca księcia Józefa, sprawiły - iż "dzidę" byłych saskich ułanów nie tylko pozostawiono w uzbrojeniu narodowych ułanów królewskich i litewskich pułków straży przedniej, ale uzbrojono w nią również dwa pierwsze koronne pułki straży przedniej, utworzone w latach 1768 i 1773, dokładnie według wzorcowych etatów nadwornych pułków królewskich. Ta broń drzewcowa, którą w międzyczasie zaczęto nazywać również mianem "proporca", była dokładna kopią "dzidy" byłych ułanów saskich; drzewce jej liczyło cztery i pól łokcia długości, a więc 258,8 cm. Ostatnim wreszcie etapem opisywanych tu przemian, było przezbrojenie kawalerii narodowej, w szeregach której od r. 1789 ukazuje się w miejsce dawnej husarskiej, jeśli chodzi o wymiary kopii - nowa, krótka broń drzewcowa; oficjalnie nosi ona wprawdzie nadal tradycyjna nazwę kopii, lecz drzewce jej posiada wymiar pięciu zaledwie łokci. O perypetiach tego ostatniego przezbrojenia mówiliśmy już obszerniej na wstępie. Niech nas nie łudzi splendor "kopii" modelu 1789; według rozkazów przygotowawczych do wojny 1792 roku, rzuty bojowe koronnych brygad kawalerii narodowej liczyły zaledwie po 144 towarzyskie kopie - wobec 1080 szabel szeregowych! Jeśli tedy pod Zieleńcami brygada Mokronowskiego zniszczyła w szarży dwa pułki huzarów nieprzyjacielskich, to sukces ten zawdzięczamy niezawodnie działaniu broni siecznej, a nie drzewcowej. Bardziej chwalebnie rzecz się miała w pułkach straży przedniej, które wyszły w pole mając równo po 400 towarzyskich "proporców" i 400 szabel szeregowych; skuteczna kontrszarża pułku straży przedniej Karwickiego na jazdę Palembacha pod Dubienką może już być uważana za sukces zarówno broni drzewcowej jak siecznej; trzeba jednak dopiero sięgnąć do tekstów źródłowych Insurekcji, by móc wyczytać ze wzruszeniem takie choćby zdanie z listu Dąbrowskiego do Mokronowskiego, pod data l czerwca 1794: ",... moje Mazury pod namiestnikiem Bielamowskim dzidami (podkr. J.W.) piechotę pruską frontem atakowali w Nowem Mieście, dwudziestu ubiwszy na placu". Zważmy przy okazji, jak dalece określenie "dzida" przywarło silnie do tej krótkiej broni drzewcowej; w lat trzydzieści po wojnie siedmioletniej, używa tego terminu nawet taki regulaminowy służbista jak Dąbrowski. Świadczy to niezbicie, że nie "proporcem", ale "dzidą" zwano tę broń powszechnie aż do końca dziejów I Rzeczpospolitej, aż do Maciejowic, Pragi i Radoszyc. Regulaminowo bo "proporcem" określona jest za to nazwa broni drzewcowej dla jazdy Legionów (tzw. "Przepis Konny", wypracowany 11. XI. 1798 w Mantui); stwierdza to niezbicie, że sięgnięto w tym wypadku do tradycji zdyscyplinowanych pułków straży przedniej, a nie do wątpliwej wartości spuścizny po kawalerii z jej "kopią" modelu 1789. Spadkobiercy legendarnego Mohorta, niedobitki spod Maciejowic, Pragi i Radoszyc wyszli z kraju, by tworzyć polskie wojsko poza granicami opanowanej przez. wrogów ojczyzny. Tą drogą wyszła na szeroki świat idea polskiej broni drzewcowej. Symbolem tej tradycji, kumulującym w sobie wszystkie bez reszty zalety i wady charakteru narodowego - stal się polski ułan. |
||
|
|
|||||
|
|||||