| ||||
| Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni | ||||
|
Drugie Cesarstwo
|
||
Napoleon usunął ze swego gabinetu mszały i modlitewniki Ludwika XVIII, a na biurku znów pojawiły się mapy i raporty. Najważniejszą sprawą były pieniądze. Udało mu się je zdobyć w dość nieoczekiwany sposób. Amsterdamskie banki, niektóre związane nawet z Anglikami, oddały mu do dyspozycji 100 milionów franków, oprocentowanych na 7 do 8%. Następną ważną sprawą było zorganizowanie nowego systemu rządów. W kraju od 1814 r. wiele się zmieniło. Pod wpływem nowych angielskich teorii społecznych zaczęto kwestionować starą, obowiązującą w czasach Cesarstwa, konstytucję. Ważną polityczną siłą stali się liberałowie, którzy domagali się od monarchii zabezpieczenia swoich interesów. Tymczasem 11 miesięcy władzy Ludwika XVIII cofnęło Francję do roku 1792 i Napoleon znów postawiony został w roli rozjemcy, tym razem pomiędzy liberałami a popierającymi go ugrupowaniami. Ponieważ Francuzi nie chcieli ani starej konstytucji, ani konstytucji Burbonów, znacznie ograniczającej przywileje elektoratu, Napoleon musiał dać Francji nową ustawę zasadniczą. Powinna ona zachować to wszystko, co było dobre w konstytucji z czasów Cesarstwa, ale dawać zabezpieczenia, których żądali liberałowie.Najdobitniej postulaty liberałów wyrażał Benjamin Constant. Czterdziestosiedmioletni teraz Constant był wysokim, przygarbionym mężczyzną w okularach, kawalerem cierpiącym na nerwowy tik. Nosił wytarte żółte ubrania uwydatniające jego jaskrawo rude włosy. Chwiejny z natury, zakochał się, platonicznie, w pięknej madame Recamier, a że miłość była dla Constanta formą niewolnictwa, całkowicie poddał się jej wpływom. Ataki Constanta na Napoleona były niewątpliwie inspirowane przez ową damę, która była zagorzałą rojalistką. W "Journal des Debats", w dniu, w którym Ludwik XVIII pakował już swoje bagaże, Constant napisał: "Znów pojawił się ten człowiek splamiony naszą krwią. Jest on drugim Atyllą, drugim Czyngis-chanem, ale jeszcze straszniejszym i bardziej znienawidzonym, gdyż ma do swojej dyspozycji osiągnięcia współczesnej cywilizacji". Potem Constant uciekł do Nantes. W tym samym artykule wyjaśnił: "Nie jestem zdrajcą. Nie będę popierał raz tego rządu, raz innego, maskował wstydu sofistyką ani wypowiadał świętokradczych słów po to, by ratować splamione hańbą życie". Napoleon, który lubił ludzi szczerze wyrażających swoje poglądy, zaprosił Benjamina Constanta do pałacu Tuileries. Constant przyszedł łagodny jak jagnię. Napoleon wyjaśnił mu swoje zamiary. Chciał, by Francja stanęła solidarnie za nim, a w zamian kraj otrzyma pewne swobody, jakich się domaga, zwłaszcza wolność prasy, która co prawda została ustanowiona, ale potem szybko przez Burbonów cofnięta. "Francja dostanie wolność prasy" - stwierdził Napoleon. Potem poprosił Constanta o napisanie projektu konstytucji. Przyjemnie zaskoczony Constant zgodził się. Napisał projekt konstytucji, w której został przewidziany dwuizbowy parlament, a kolegia elektorskie ograniczone przez Burbonów do 15 tysięcy miały być powiększone do 100 tysięcy jak za Cesarstwa. Zgromadzenia obradowałyby publicznie i miały prawo wnoszenia poprawek do ustaw proponowanych przez rząd. Konstytucja miała gwarantować prawa sądów przysięgłych i pełną swobodę wypowiedzi. Napoleon nie był zachwycony konstytucją, która mogła utrudnić mu rządzenie krajem, ale zaakceptował ją. Przyjęła ją również Rada Stanu. Konstytucja ogłoszona została 22 kwietnia i w plebiscycie zyskała poparcie obywateli: l 305 206 głosów za, 4206 przeciw. Nową konstytucję nazwano "Aktem dodatkowym", gdyż Napoleon chciał, by była ona traktowana jedynie jako modyfikacja praw obowiązujących w wielkich dniach Cesarstwa. Była ona wyrazem szczerych pragnień Napoleona, by przystosować prawo do nowego politycznego klimatu. W pamflecie, w którym Constant usprawiedliwiał swoją kolaborację z Napoleonem, znalazły się zdania: "Gdyby cesarz chciał sięgnąć po władzę dyktatorską lub zamierzał stać się despotą, próbowałby przeciwdziałać demokratycznym tendencjom, jako że, można by powiedzieć, stoją one w sprzeczności z jego interesem - niewątpliwie tak. Ale czy nie można wobec tego stwierdzić, że jego interes zgodny jest z powszechnym pragnieniem wolności? Czyż nie jest to powód, by obdarzyć go zaufaniem?". Chociaż znany szwajcarski liberalny historyk, Sismondi, pochwalił "Akt dodatkowy" na łamach gazety "Moniteur", to jednak paryska prasa wyrażała rozczarowanie. Konstytucja była wyrazem polityki kompromisu i nie satysfakcjonowała ani skrajnych bonapartystów, ani skrajnych liberałów. Co więcej, w ciągu ostatnich lat wszystko, co rząd próbował zrobić, podawane było w wątpliwość i podobnie jak w początkowym okresie rewolucji, prasa proponowała dosłownie setki różnych projektów konstytucji. Wszystkie te utopijne bańki mydlane zostały przekłute i teraz mydło piekło ludzi w oczy. Istniała jeszcze jedna wyraźna różnica między rokiem 1815 a - powiedzmy - 1813. Francja nie była już wyłączną "kochanką" Napoleona, jak ją czasem nazywał. W ostatnim czasie sypiała to z tym, to z owym, toteż nie uważała cesarza za swego jedynego, przeznaczonego jej przez los pana, ale za jednego z wielu. Napoleon zdawał się wyczuwać te nastroje, które ujawniły się, gdy przygasły emocje związane z jego przybyciem. Zauważał nowy, krytyczny, nastrój, który określał jako "chłód". Aby się go pozbyć, musiał dać Francji poczucie bezpieczeństwa i dobrobyt. Do tego potrzebny był pokój. Tymczasem kongres wiedeński obradował. Szybko zarysował się podział na dwie frakcje. Prusy i Rosja, kraje dynamiczne i zaborcze, żądały więcej, niż Anglia i Austria chciały im przyznać. W tej sytuacji w styczniu 1815 r. Anglia, Austria i Francja podpisały przymierze. Napoleon jako de facto władca Francji miał prawo liczyć na ten alians. 12 marca polecił swemu bratu Józefowi, przebywającemu wówczas w Zurychu, poinformować ambasadorów Rosji i Austrii w Szwajcarii o zamiarze utrzymania granic ustalonych w 1814 r. Jeśli chodzi o Anglików, to z ich strony liczył na przychylność. Istotnie, takie nastroje można było w Anglii obserwować. Na przykład w Portsmouth oficerowie pięćdziesiątego pierwszego pułku piechoty po ucieczce Napoleona wznosili toasty za pomyślność starego Napa. Napoleon witany był we Francji "jak wyzwoliciel", powiedział pewien członek parlamentu. "Burbonowie stracili twarz w wyniku własnych błędów. Wypowiedzenie wojny narodowi po to, by narzucić mu rząd, którego nie chce, byłoby czymś ohydnym". Do Wiednia wiadomość o wylądowaniu Napoleona dotarła akurat w trakcie balu wydanego przez Metternicha. Pośród gości byli Wellington, car Aleksander I i Talleyrand. Nagle w środku walca orkiestra zamilkła, mężowie stanu pośpieszyli na naradę. Jeszcze raz Talleyrand przejął inicjatywę w organizowaniu wspólnego frontu przeciwko Napoleonowi. To on był inspiratorem ogłoszenia wspólnej deklaracji, w której alianci powrót Napoleona określili jako bezprecedensowy przejaw ambicji i "zbrodniczy zamach na porządek społeczny". Tym czynem Bonaparte postawił się poza prawem "jako wróg i burzyciel światowego pokoju", i dlatego zasłużył na zemstę całej Europy. Anglia, Rosja, Austria i Prusy zobowiązały się wystawić 150-tysięczne armie i trzymać je pod bronią, "dopóki Bonaparte nie znajdzie się w takiej sytuacji, w której nie będzie mógł stwarzać dalszych kłopotów". Tylko czy ci władcy, zapytywał dziennikarz z "Morning Chronicle", działają przeciwko Napoleonowi, czy może przeciwko duchowi demokracji? Napoleon nie ustawał w wysiłkach, żeby utrzymać pokój. Do Metternicha wysłał specjalnego posła. Własną ręką napisał list do angielskiego księcia regenta - poseł spotkał się z niechętnym przyjęciem, list nie został przeczytany. Napoleon nie miał nawet szansy, by przedstawić swoje intencje. Zaraz po powrocie na tron okazało się, że jest otoczony działami. Po Ludwiku XVIII przejął 200-tysięczną armię. Bez uciekania się do powszechnego poboru, zwiększył ją do 300 tysięcy. Armia składała się z Francuzów, w większości starych weteranów, a jej morale było wyższe niż kiedykolwiek, przynajmniej od 1809 r. Żołnierze pragnęli zrehabilitować się za odstępstwo, jakiego dopuścili się w ubiegłych latach. Szpiedzy aliantów informowali o gorącym poparciu dla Napoleona. Dla utrzymania głównych miast Francji Napoleon dysponował 200-tysięczną Gwardią Narodową. Tym razem zadbał o ufortyfikowanie Paryża. Sam sporządził plany szańców, obwałowań i lunet i to w ciągu pół godziny. Napisał do cesarza Franciszka list, w którym prosił, by zezwolił córce i wnukowi powrócić do Paryża. Za pośrednictwem Caulaincourta Napoleon starał się dać Franciszkowi do zrozumienia, że leży to w interesie Austrii, bo w przypadku, gdyby okoliczności zmusiły go do ponownej abdykacji, formalnie rządziłby młody Napoleon, a regentką byłaby arcyksiężna. Kazał przygotować apartamenty na powrót żony, a 4 kwietnia napisał do niej: "Jedyne, czego mi teraz brakuje, moja droga Luizo, to Ciebie i syna. Przyjedź więc jak najszybciej, najlepiej przez Strasburg". Nie otrzymał odpowiedzi: ten i następne listy zostały przechwycone. Cztery tygodnie po powrocie poinformowany został przez Menevala, że Maria Luiza nie zamierza przyjechać do Paryża. Znajdowała się całkowicie pod wpływem Neipperga, a on z kolei działał zgodnie z poleceniami Metternicha, który już wtedy planował zatrzymanie młodego Napoleona na stałe w Wiedniu i oddzielenie go od matki. W pałacu Tuileries Napoleon bez żony i syna czuł się osamotniony, zdecydował się więc przenieść do mniejszego Pałacu Elizejskiego. Pośród tych kłopotów spotkała Napoleona jedna nieoczekiwana przyjemność. Lucjan, który w 1804 r. opuścił Francję, gdy Napoleon próbował zmusić go do politycznego małżeństwa, przez wiele lat odnosił się krytycznie do cesarza. Teraz jednak, wyczuwając nawrót ducha roku 1799, zaoferował bratu pomocną dłoń. Napoleon przyjął Lucjana ciepło, udekorował go Legią Honorową i zapewnił mu miejsce w Senacie. Józef też powrócił, natomiast Ludwik odmówił przyjazdu, obawiając się, że przeszkodzi to w realizacji jego, niedorzecznego zresztą, planu osadzenia swojego syna na tronie Holandii. Wrócił natomiast Hieronim, gdyż - jak to z właściwą sobie chełpliwością stwierdził - Napoleon w nadchodzącej wojnie będzie potrzebował człowieka, który dowodziłby jego armiami. Niemal każdego dnia Napoleon zjawiał się w swoim gabinecie o szóstej rano, a wychodził dopiero o zmroku. Lekarze nalegali, by odpoczywał i zażywał ruchu, ale on twierdził, że nie ma na to czasu. Dwukrotnie tylko pozwolił sobie na krótką przerwę. Z Hortensją spędził sentymentalne popołudnie w Malmaison i pewnego wieczoru wybrał się do Comedie Francaise - teatru bardzo brakowało mu na Elbie. Talma grał w sztuce Hektor, którą Napoleon uznał za szczególnie poruszającą. Po przedstawieniu spotkał się z wielkim aktorem i powiedział: "Chateaubriand mówi, że to pan uczył mnie odgrywać rolę cesarza. Traktuję ten przytyk jako komplement, gdyż wynika stąd, że musiałem grać ją dobrze". Szybkimi krokami zbliżał się jednak moment, gdy Napoleon miał odegrać jeszcze jedną rolę: dowódcy w bitwie z Anglikami. Po utracie Belgii granica na Renie, odwieczna droga inwazji na Francję, stała otworem. Tutaj właśnie zaczęły się w początkach czerwca gromadzić wojska angielskie i pruskie; Austriacy i Rosjanie nie byli w pełni gotowi. Swoim zwyczajem Napoleon postanowił uderzyć pierwszy. Po pożegnalnym obiedzie z matką, braćmi i Hortensją Napoleon wczesnym rankiem 12 czerwca opuścił Paryż w swojej błękitnej złoconej karecie. Czuł się dobrze, był w świetnym nastroju wynikającym z przekonania, że powiedzie się plan pokonania Blüchera i Wellingtona w dwóch oddzielnych bitwach. W osobistym bagażu miał opakowaną w skórzany pokrowiec butelkę malagi - wina, które ostatnio polubił. Do armii liczącej 125 tysięcy żołnierzy, stacjonującej pod Avesnes, dotarł już 13 czerwca. 15 czerwca o świcie odbił z rąk zaskoczonych Prusaków Charleroi i przekroczył Sambrę. Źródło: V. Cronin, Napoleon |
||
|
|
|||||
|
|||||