| ||||
| Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni | ||||

|
Źródła do bitwy pod Somosierrą |
||
Z dzieła Victoires et Conquetes de Français od 1792 do 1815. przez Towarzystwo Wojskowych i uczonych w Paryżu wydawane pod Redakcją p. Panckoucke. Tom 18 str: 205 POLACY pod SOMO-SIERA. Wanda: tygodnik polski płci pięknej i literaturze poświęcony. 1821, T. 3
W wyprawie Cesarza Napoleona przeciwko Hiszpanji 1808 roku, wypadło zdobyć ważne stanowisko, górę Somo-sierra będącą częścią gór Karpetanos. Dwanaście tysięcy Hiszpanów starannie umocowało wierszch góry, szesnaście armat stało w baterji, które wymierzono ku drodze, wtem tylko jednem miejscu wstęp na górę dającej. W czasie gdy mężna piechota Francuzka, wystawiona na podwójny ogień artylerji i piechoty nieprzyjacielskiej, na próżno usiłowała wedrzeć się na górę: nadjechał sam Cesarz: jazda należąca do jego gwardji, a na jej czele regiment Polaków, przybyła za nim w porządnej kolumnie. Napoleon zatrzymał się przy artylerji na dole i rozpoznał ściśle położenie nieprzyjaciela, który co raz mocniej dawać ognia zaczął; tak że kilka kul obok Cesarza upadło, a kilka przeleciało nad głową jego. Regiment lekkiej jazdy Polaków, (a) ustawiony został w ścieśnioną kolumnę szwadronami po za fossą, na prawej stronie drogi, w niewielkiej równinie. Tym czasem ogień nie ustawał, a piechota Francuzka kroku postąpić nie była wstanie. Na tenczas Cesarz dał rozkaz Polakom uderzyć na nieprzyjacielską baterją. Waleczne to wojsko pod sprawą Szefa szwadronu Kozietulskiego, rzuciło się na tychmiast szeregami po czterech, gdyż większego rozwinięcia wązkość drogi niedozwalała. Ogromny ogień z baterji i piechoty Hiszpańskiej cofnęły nieco ten szwadron, lecz Jenerał Hr: Krasiński i Pułkownik Dautancourt którzy za pierwszym z innemi postępowali szwadronami, obecnością swoją dzielnie wzmogli ów przedni oddział, i sami na jego czele, powtórnie się na baterją rzucili. Mimo gradu armatniego, i krzyżowego ognia piechoty, wedrzeć się galopem na górę, pokonać wszystkich broniących przystępu, wyprzeć następnie nieprzyjaciela z tak korzystnego stanowiska, było to dzieło jednej chwili: cała artylerja i piechota została ujętą, pobitą i rozproszoną. Odważne to natarcie słusznie uważanem być winno za najszlachetniejszy i najbardziej podziwienia godny czyn, jakim się kiedykolwiek żołnierz konny odznaczył. Okrył on zasłużoną chwałą zwycięski Polaków szwadron, który od tej chwili został bezodwołalnie przyłączonym do wyboru starych francuzkich rycerzy. Korzyści tak pamiętnego dzieła nie były wątpliwemi. Zniszczone i rosproszone wojsko hiszpańskie utraciło dziesięć chorągwi, całą artylerją, wszystkie bagaże i kassę. Wiele ludzi, a między innemi kilku Pułkowników dostało się w niewolę. Regiment Polaków liczył 57 ludzi zabitych albo rannych. Porucznicy Krzyżanowski, Rowicki i Radowski zabici zostali na placu walki. Kapitan Dziewanowski śmiertelnie raniony, umarł w kilka dni po tem. Kapitan Piotr Krasiński krewny Jenerała i Porucznik Niegolewski również zostali ranieni, a Szef szwadronu Kozietulski, spadłszy z ubitego pod sobą konia, podeptany, nie uniknął mocnej kontuzji. __________ (a) Pułku lekkiej jazdy Polskiej był naczelnym dowódzcą Jenerał Hr: Krasiński, a majorami dwaj pułkownicy francuzcy, Dauturcourt i Delaitre. Hr: Krasiński, lubo słabością znużony nie opuszczał nigdy swego pułku. Czyni autor ten przypisek dla tego, iż niektórzy pisarze utrzymywali jakoby w tym dniu major Filip de Segur Polakom przewodził.
D a u t a n c o u r t. Dodatek do SOMO-SIERY (Artykuł nadesłany) Wanda: tygodnik polski płci pięknej i literaturze poświęcony. 1821, T. 3
Po skończonej całej przeprawie Szef Łubieński posłał mnie do Pułkownika Krasińskiego, a gdybym spotkał Cesarza do samego Cesarza z oznajmieniem tego wypadku i po dalszy rozkaz dla Szwadronu, z zadziwieniem spostrzegłem Napoleona na pół drogi niepoprzedzącego żadnem wojskiem jadącego sobie stępo. Jenerałowie Sawary i Durosnel o kilkadziesiąt kroków przed nim będący uprzedzili mnie o wielkiem zadowoleniu Napoleona. W samej rzeczy znalazłem go w najlepszym humorze, kazał mi oświadczyć oddziałowi że są warci być jego gwardją powtarzając kilka krotnie z widocznem ukontentowaniem v o u s e t e s d e b r a v e s p o l o n a i s z resztą kazał Szwadronowi czekać przybycia całej gwardji, a Kassę równo między wszystkich podzielić. Po danym rozkazie, Oficerowie dzielili garściami złoto i srebro, zaczynając od Żołnierzy: tu nienależy zapomnieć że byli tacy którzy swoją część darowali żołnierzom - W krótce nadeszły Gwardje. Stare Grenadjery i Szassery, którzy tylko między sobą żyli w padli do naszego biwaku ściskali z rozrzewnieniem Polaków, nazywali ich odtąd kamratami, a widząc że byli zmordowani, sami wieczerze dla nich gotowali. Oficerowie ich, dalecy od grzeczności wyszukanej dworaków, niwynośili nas pod obłoki ale i nieazdrościli, równie dobrzy jak szczerzy otwarcie nam wyznawali że i my im odtąd nic zazdrościć nie potrzebujemy. Tymczasem Napoleon który niemiał zwyczaju tylko po wielkich i stanowczych bitwach diktować bulletyn, uznał Somo-Sierę godną swego pióra, a powątpiewając albo nieprzypominając sobie podobnego natarcia jazdy, nazwał je, attakiem świetnym, jakiego nigdy może niebyło. C h a r g e b r i l a n t e s i t e n f u t j a m a i s. (c) Niewspominam tu czynów żyjących, ci doczekawszy się Króla w ł a s n e g o z n a j d ą j e s z c z e p o r ę p r z y p o m n i e n i a s i ę z i o m k o m lecz ci którzy należą już do potomności niechaj się stają wzorem następującego pokolenia - Cienie poległych pod Somo-sierą, a mianowicie Dziewanowskiego i Krzyżanowskiego Oficerów najpiękniejszych dla Polski nadziei i ty pełen chwały Kozietulski któryśbył zasłużył mniej dolegliwą śmiercią opuścić nas na łonie Ojczyzny, odbierście hołd wam winny rodaków, którzy na was patrzeli, i tych którzy o was czytać, i z chlubą wspominać nieprzestaną. ________ (a) Napoleon robiąc opis tego attaku wyraził między innemi: l e s p o l o n o i s s e s o n t i m m o r t a l i s é s: po takim znawcy ośmieliłem się przydomek nieśmiertelnego dać szwadronowi Kozietulskiego, w innym miejscu nazwałem ich żelaznemi Rycerzami, nie dlatego żeby który z nich kiedyś kirys wdział przed nieprzyjacielem, ale że tak w tym dniu walczyli jak żeby powłokę ludzką nie z ciała ale z żelaza mieli ulane. Król Józef nazwał nieustraszonego żołnierza Polskiego h o m m e d e f e r. (b) Przytomność Jenerała Krasińskiego który dzieląc niebezpieczeństwa w Madrycie i po innych miejscach z pułkiem, był od niego cenionym i kochanym, a najbardziej zagrożone i niebezpieczne miejsce z którego Cesarz nie chciał ustąpić, mogły się zapewne przyczynić do dzielnego i szczęśliwego powtórnego natarcia. (c) Ten wyraz znajduje się w urzędownym jego Monitorze.
S z e p t y c k i były Pułkownik Wanda: tygodnik polski płci pięknej i literaturze poświęcony. 1821, T. 4
Juliusz Kossak, Somosierra Łubieński otrzymuje od Napoleona rozkaz oczyszczenia drogi na Madryt Pułk lekko-konnych Gwardji będąc w Hiszpanji zostawał przez długi czas w dywizji sławnego i walecznego Generała lekkiej kawalerji La Salle, po bitwie pod Burgos przyłączony do korpusu piechoty, udał się od Arandy ku Calatayud, ale nowemi wstrzymany rozkazami w miasteczku Osma, zwracając się ku Madrytowi przez Aylon i Riaza, stanął późno już - wieczorem pod górami Sommo-Sierra zwanemi, na przeciw obozu Hiszpańskiego. Gęsto rozłożone ognie, liczny korpus oznaczały. Rozległe pasmo niedostępnych zewsząd gór, nigdzie podobieństwa do przejścia nie zostawiało, jedna tylko droga (za czasów Karola III. robiona, na osiem lub dziesięć łokci szeroka) wciskała się i wykręcała między górami, idąc zawsze co kolwiek pod górę. Wojsko Hiszpańskie z czternastu tysięcy ludzi jak mówiono, złożone, góry te i wąwóz piechotą obsadziło, na każdym załamku drogi ustawiono armaty, wzgorek zaś który przy wyjściu wąwozu nad całym tymże wąwozem panował, ośmią działami obwarowany został. Tak obronne naturą i sztuką położenie, zdawało się być nieprzystępnym, przypuszczać albowiem trudno było do myśli, żeby konnica mogła się zapędzać w podobną dla niej otchłań, gdyż prócz ognia armatnego, piechota z obu stron wąwozu ustawiona, zewsząd do niej bez najmniejszego dla siebie niebezpieczeństwa strzelać mogła, z tej to zapewne przyczyny żadnych przeciw konnicy niezrobiono przygotowań, rów albowiem przez drogę, przekopany, też same nawet działa bez strzelania dla zatarassowania drogi postawione, nieprzełamaną dla niej stałyby się przeszkodą. Nazajutrz po naszem przybyciu, Napoleon przed wschodem słońca nadjechał, i kazał natychmiast całemu Korpusowi stanąć do broni. Postrzegłszy że nieprzyjaciel cofnął się i obsadził góry, wysłał część znaczną wojska do okrążenia pozycji, sam zaś z resztą armji wysławszy przed sobą jeden tylko Szwadron lekko-konnych, na służbę do jego osoby przeznaczony, zbliżył się aż pod same góry. Pułk lekko-konnych tuż za nim idący, stanął w kolumnie. Ciśnionej po lewej stronie drogi. Już rzęsisty ogień nieprzyjacielski zewsząd nas dochodził, kiedy Napoleon niecierpliwie patrząc na wszystkie przeszkody które mu bramy Madrytu zamykały, chcąc nawet uprzedzić nieomylny ale zbyt wolny skutek który sobie obiecywał z okrążenia pozycji, a może i przewidując niebaczność Hiszpanów, i odwagę wojska pod jego prawie oczami bić się mającego; rozkazał Szwadronowi służbowemu, uderzyć na Nieprzyjaciela. Podpułkownik Kozietulski który Szwadronem powodził, zformował kolumnę po czterech (miejscowość niedozwalając mu szerzej się rozwinąć,), wysłał na czoło znanego mu z odwagi i zaciętości porucznika Krzyżanowskiego z czterema ludźmi, i puścił się z tą bystrością i lotnością, która odwadze Polaków, i lekkości ich koni towarzyszy. Zdobył pierwsze działa, ale mając pod sobą konia zabitego, mocnej dostawszy kontuzji, zdał komendę Kapitanowi Dziewanowskiemu, i oddalić się był przymuszony; waleczny Krzyżanowski w raz ze wszystkiemi ludźmi z nim wysłanemi prócz Brygadiera Wasilewskiego pierwszą padli ofiarą. Porucznik Niegolewski odebrawszy jedynaście ran od żelaza Artylerzystów dział swoich broniących, na tychże prawie armatach za nieżywego był zostawiony. Pułkownik sztabu Napoleona Hrabia Filip Segur, świadkiem będąc tegoż dzielnego attaku, ciężkie odniósł rany. Niezmordowany i pełen odwagi Kapitan Dziewanowski zebrał natychmiast rozbiegłych żołnierzy i nietracąc czasu, nieczekając na żadne rozkazy uderzył powtórnie na nieprzyjaciela i zdobył drugą Baterją, ale padł ofiarą swego męztwa śmiertelne odebrawszy rany, Porucznicy Rudowski i Rowicki na placu polegli, Kapitan Piotr Krasiński niebezpiecznie kartaczem ugodzony został. Zgromadzali garstkę pozostałych ludzi Porucznik Szeptycki i Wachmistrz Szef Zielonka, gdy nadjechałem do objęcia kommendy, wysłany przez Pułkownika Krasińskiego dowódzcy Pułku Lekko-konnych. Wzmocniony świeżym plutonem pod dowództwem Porucznika Rostworowskiego i Plutonem Szasserów konnych Gwardji, uszykowałem jak mogłem najprędzej mój Szwadron, i zwinąwszy się w kolumnę po czterech, uderzyłem na nieprzyjaciela. Idąc utorowaną przez dwa pierwsze tak skuteczną natarcia drogą, przeszliśmy resztę wąwozu, i ostatnie nawet działa z łatwością i prawie bez straty odebraliśmy, wdzierająca się albowiem w góry piechota zajęła była uwagę Artylerzystów. Nadspodziewane przejście tak mocno obwarowanego wąwozu, zajmowanie następne zdobytych stanowisk przez nadchodzące wojska, strwożyło tak dalece nieprzyjaciela, że bez żadnego porządku poszedł w rozsypkę. Co postrzegłszy, gdym wyszedł z wąwozu, niechcąc zostawić nieprzyjacielowi i jednej nawet chwili do namyślenia, zgromadziłem Szwadron i co koń wyskoczy puściłem się w pogoń, napadając wszędzie na zbierać się chcące kupy tak piechoty jako i konnicy. Zatrzymałem się dopiero za miasteczkiem Buytrago o przeszło dwie leguy czyli mile Hiszpańskie od placu potyczki, na rozkaz Napoleona który mi przywiózł Szef szwadronu Ordener. Niewolniki, działa, sztandary, a nawet i kassy wojenne stały się łupem armji zwycięskiej; jedna z tych kass zatrzymana właśnie gdym za Buytrago przednie ustawiał czaty, rozdana była z mojego rozkazu pomiędzy żołnierzy, wszyscy albowiem nasi Oficerowie dobrowolnie swoich odstąpili części. Pułkownik Piré Adjutant Xięcia Neuchatela w całej tej walce z nami się znajdował. Ukontentowanie Napoleona które nam pokilkokrotnie oświadczał, dowodzi najlepiej Bulletyn wielkiej Armji po tej bitwie wydany. Zapał zaś wojska całego tak był wielki że na rękach prawie naszych noszono żołnierzy. Skutkiem tej tak pomyślnej bitwy, było zdobycie tego warownego przedmurza Stolicy, nadejście armji Francuzkiej pod Madryd i poddanie się tegoż miasta po kilkodniowem oblężeniu, a to przed przybyciem Jenerała Castanos który porażony pod Tudelą chciał się połączyć z wojskiem w stolicy będącem.
Tomasz ŁUBIEŃSKI |
||
|
|
||
|
||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
||
|
Forum projektu stworzenia najlepszego w Polsce opracowania wojny w Hiszpanii 1808-1814. Zapraszamy do dyskusji i wspomagania projektu.
|
||
|
|
||
|
Pomysł, projekt i koordynacja:
Rafał Małowiecki anrama@interia.pl Włodzimierz Nabywaniec wlonab@wp.pl Guerra team: Duroc, Bernard Lipka, Waldemar Karczmarczyk, Michał Swędrowski, Zenobi, Magda, Scout, Gipsy, makron, Rafał Jan Komorowski, Eques, Agent FBI. |
||
|
|
||
|
• Guerra de Independencia espanola 1808-1814 • Asociación para el Estudio de la GI • The Peninsular War 1808-1814 • English officers killed in Peninsula 1808-1814 • Peninsular War: Orders of Battle • Wellington's dispatches • Los sitios de Zaragoza • Pagina de la Albuera • La batalla de Bailén • Revista de Historia Militar • Lord Blayney's Narrative |
||