| ||||
| Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni | ||||

|
Polacy w Hiszpanii |
||
Somosierra 1808
Chrzest bojowy 3 szwadronu Sformowany w 1807 roku w Warszawie pułk szwoleżerów gwardii Napoleona, z założenia był jednostką elitarną, ale w praktyce stanowił, według słów Józefa Załuskiego, późniejszego kronikarza pułku, "rodzaj reprezentacji krajowej przy Napoleonie"1, gdyż złożony był nie tylko z przedstawicieli różnych części Dawnej Rzeczypospolitej, ale i z reprezentantów różnych warstw społecznych i wyznaniowych: "I tak w korpusie oficerów - pisze J. Załuski - widziano obok Radziwiłłów, Giedroyciów, Kilińskiego i Kocha i innych synów miasta Warszawy, a w szeregach znaleźć można było starozakonnych ożywionych przykładem Berka majora i Tatarów mahometanów, których po wyprawie r. 1812 była cała kompania (...)"2. Jednym, co łączyło przyszłych bohaterów spod Somosierry był, nie licząc patriotyzmu, młody wiek. Szwadron szwoleżerów stanowił przede wszystkim reprezentację pokoleniową. Z pewną dozą uproszczenia można powiedzieć, że najstarsi żołnierze tej formacji urodzeni byli w roku 1780, a najmłodsi zaś w 1790, czyli ich wiek zamykał się w granicach 17 - 27 lat. Myślę, że to proste stwierdzenie wiele wyjaśnia, o ile chodzi o motywy działania i przyszłe czyny wojenne młodych bohaterów. Jeden z weteranów, wspominając przeszłość, oceniał to tak: "byłem młody, ledwo 23 lat liczący, chciwy sławy regimentu i sławy całego narodu."3 Zachowane relacje z epoki potwierdzają, że formowanie pułku dokonywało się w atmosferze euforii i radosnej beztroski, jakby przeznaczeniem tego wojska nie była wojna, ale jakaś romantyczna przygoda. Wystarczy przypomnieć tu fragmenty "Śpiewu żołnierskiego dla gwardyi Napoleona w biwaku pod Briwieska w roku 1808, obejmujący szczegóły, jak się ten pułk formował", pióra Józefa Załuskiego, aby wyobrazić sobie postać młodego szwoleżera w roku 1807: W którym żołnierzem zostałem! U pułkownikam się stawił I w kontrol się zapisałem. Pamiętam, tego wieczora, Z kamratami na teatrze, Głośniej już wołałem: "fora"! I śmielej po lożach patrzę. Nazajutrz o siódmej z rana Na apel do koszar spieszę... Witam w myśli kapitana I już się awansem cieszę... Fraczek miałem granatowy, U butów sztylpy angielskie, Zdejmując kapelusz z głowy, Witam grono przyjacielskie. Wtem wachmistrz z boku nadchodzi I "co za jeden" pyta, - Dowiesz się waćpan dobrodziej, Niech pan tę kartkę przeczyta! - Czemuś waćpan nie ubrany? Czy się tem chcesz ekwipować? Jużeś w kontrol zapisany, Potrzeba służby pilnować. Zdziwił mnie ten jegomość, Coś mu odpowiedzieć chciałem, On odszedł - a ja ze złości Ledwie że nie oniemiałem (...)"4 Najwcześniej do Hiszpanii zostały posłane kompanie 1 i 5 (pierwszy szwadron) oraz 2 pod dowództwem szefa szwadronu T. Łubieńskiego. Granicę przekroczyły 4 marca 1808 r. i jako eskorta księcia Joachima Murata dotarły do Madrytu. Ich swoisty chrzest bojowy miał miejsce 2 i 3 maja podczas powstania w Madrycie, które mogło być dla młodych Polaków wstrząsem, gdyż jeżeli nawet nie uczestniczyli bezpośrednio w starciach z mieszkańcami, co nie jest pewne, musieli zrozumieć swoją rolę okupanta podczas patroli ulicznych, a w czasie egzekucji na Prado przekonali się, że są na prawdziwej wojnie, która ma swój tragiczny, by nie powiedzieć barbarzyński wymiar, daleki od beztroskiej przygody. Uczestnik wydarzeń, Wincenty Płaczkowski, wspominał: "Gdy ich wyprowadzono na plac i postawiono w jeden szereg, a już stał komenderujący oficer z Dragonami, przygotowanymi do rozstrzelania i czekającymi tylko na ostatni rozkaz generała, ci nieszczęśliwi, gdy zobaczyli broń do nich wymierzoną, prawie w trzeciej części ze strachu popadali na ziemię, a przeto wszyscy strzałami rażeni nie byli. Tu kazał generał przystąpić Dragonom i skłuć ich leżących bagnetami. Trzeciego dnia dopiero, gdy fetor od ciał gnijących czuć się mocno dawał, pozwolono przystąpić żyjącym i te ciała zabierać."5 W bardziej honorowych okolicznościach miała swój chrzest bojowy kompania 6 (2 szwadronu), która dowodzona przez kpt. Wincentego Radzimińskiego do Hiszpanii dotarła 23 marca. Przydzielona do korpusu gwardii marsz. Bessieresa, uczestniczyła w bitwie pod Medina de Rio Seco 14 lipca 1808. Tu pułk poniósł swoje pierwsze straty. Polegli szwoleżerowie Franciszek Głuchowski i Jerzy Woliński, a wachmistrz Joachim Hempel ciężko ranny, uznany był za zaginionego, ale później szczęśliwie się odnalazł i wrócił do pułku w stopniu podporucznika. Parę dni po bitwie z 6 kompanią połączyły się trzy kompanie z Madytu i od tej pory szwadron 1 i 2 skompletowały się pod dowództwem pułkownika Wincentego Krasińskiego. Interesujący nas szczególnie 3 szwadron szwoleżerów opuścił Warszawę w dwóch rzutach. W skład pierwszego z nich w sile 156 ludzi wchodzili żołnierze późniejszej 3 kompanii. Prowadzeni przez kpt. Jana Dziewanowskiego, wyruszyli do Francji 16 grudnia 1807 roku. Drugi oddział z żołnierzami 7 kompanii wyruszył w ślad za pierwszym 12 stycznia 1808. Liczył 176 ludzi i dowodzony był przez kpt. Piotra Krasińskiego. W czasie, gdy szwadrony Tomasza Łubieńskiego (1-szy) i Jana Kozietulskiego (2-gi) były już w Hiszpanii, szwoleżerowie 3 kompanii pełnili służbę pałacową przy osobie Napoleona w zamku Marrac pod Bajonną. Wojnę hiszpańską widzieli z bardziej groteskowej strony, będąc świadkami poniżenia króla Karola i jego syna Ferdynanda, którzy kompromitowali się przed Cesarzem wzajemnymi oskarżeniami i pospolitą kłótnią o tron. W miesiącach letnich zaś asystowali parze cesarskiej, obdarzani szczególną sympatią przez Józefinę. Jeden ze szwoleżerów, Jan Chłopicki, wspominał, jak raz podczas pożaru, który wybuchł w cesarskim apartamencie, Polacy w celu ochrony zebrali się na dziedzińcu, a cesarzowa, zauważywszy ich rzekła do Napoleona: "Poczciwi Polacy nieodstępnie nas strzegą, trzeba ich pokrzepić trunkiem ojczystym" i wysłała (...) przez adiutanta Dezyderego Chłapowskiego kilka flasz ogromnych wódki gdańskiej".6 I choć czasem szwoleżerowie skarżyli się na uciążliwość służby, gdyż jak pisze Chłopicki: "codziennie w eskorcie cesarskiej musieliśmy galopować po piaszczystym wybrzeżu morza, którędy się Napoleon zwykle przejeżdżał (...)"7, przecież doświadczenia ich kolegów z Madrytu czy spod Rio Seco nie mogły się równać z beztroskim życiem w Bajonnie, kiedy to mogli obserwować, jak cesarzowa spędza czas w towarzystwie swego ulubieńca, adiutanta Chłapowskiego. "Był to jeden z (jej) największych faworytów - pisze Chłopicki - często z chustką w pytkę skręconą za nim się pędziła, a ten spod razów umykał".8 Podobne beztroskie sceny z życia dworskiego opisywał w swoich wspomnieniach Andrzej Niegolewski, a tymczasem cierpiała zapewne nie tylko osobista duma żołnierzy trawiących czas na zabawie, zamiast na zdobywaniu zasług w walce, ale i żołnierskie wyszkolenie. W tej atmosferze mogli też młodzi żołnierze zapomnieć, że tuż za Pirenejami tli się zarzewie okrutnej wojny, której uczestnikami sami wkrótce się staną. A wojna za Pirenejami przybierała właśnie bardzo niekorzystny dla Napoleona obrót. Kapitulacja gen. Duponta pod Baylén podsyciła w Hiszpanach wiarę w zwycięstwo i zmobilizowała przeciwko Francuzom nowe siły wojskowe. Utworzona w Aranjuez Junta Centralna zapanowała nad personalną rywalizacją generałów i ustaliła kierunki wspólnego działania czterech armii hiszpańskich, przeznaczonych do wyparcia Francuzów: Armii Galicji, Armii Katalonii, Armii Andaluzji i Armii Aragonii. Działania te doprowadziły do ucieczki osadzonego na tronie Hiszpanii Józefa Bonaparte, zwinięcia oblężenia Saragossy i wycofania się armii francuskiej w okolice Lodosy. Zebrane tu pozostałości dawnych korpusów obserwacyjnych w sile 65 tysięcy żołnierzy oczekiwały nadejścia Napoleona z nową armią. Na oczach stacjonujących w Bajonnie szwoleżerów 3 szwadronu to nadgraniczne miasto zmieniało się w wielki obóz wojskowy. Wśród nadciągających oddziałów byli również Polacy, których gościnnie podejmowali, ale były to już ostatnie przyjemności życia dworskiego, zaczynała się nowa wojna. Wypadki zaczęły nabierać tempa i 4 listopada 1808 roku Napoleon stanął na ziemi hiszpańskiej. Wraz z Napoleonem granicę przekroczyli polscy szwoleżerowie z nadzieją połączenia się z resztą pułku i szybkiego zakończenia kampanii. Jednak pierwsze dni tej wojny nie dostarczały im ani budujących przykładów waleczności, ani okazji do chlubnych czynów. Widzieli natomiast, że nie tylko będą musieli walczyć z regularną armią, ale i z całym narodem, pałającym nienawiścią do wroga. "Wszędzie po drzewach wiszący Hiszpanie i Francuzi świadczyli o ogólnym powstaniu"9 - pisze w swoim wspomnieniu Niegolewski i dodaje: "Po służbie pałacowej w Marrac, dostawszy się do kraju powstańczego, mieliśmy od razu z tylu przeciwnościami w przechodzie naszym do Somo-Sierry do walczenia".10 Wykorzystywani do służby patrolowej i zdobywania aprowizacji nie mieli też szwoleżerowie okazji do bohaterskich czynów. Z pewnym przekąsem wspomina Niegolewski okoliczności jak "po pierwszy raz to było, że żołnierze mego szwadronu z nieprzyjacielem się spotkali (...)".11 Wysłany w celu zdobycia furażu dla koni w okolicach St. Maria z oddziałem uzbrojonym głównie w "postronki i worki", podstępem wciągnięty został w zasadzkę i ścigany przez chłopów zdołał nie tylko się obronić, lecz nawet zadać im klęskę: "Obrachowałem żołnierzy, którzy broń mieli, kazałem się zatrzymać pod górą, zgraję goniącą obejść i tył jej zabrać. Nie miałem więcej tylko 30 w pałasze uzbrojonych, lecz żołnierze, których byłem zostawił do wiązania owsa, słysząc strzały i hałas, przybiegli mi w pomoc tak, że się 50 żołnierzy z pałaszami zebrało i czem kto mógł, Hiszpanów rąbał. Szczęśliweśmy się też tej zgrai nie tylko obronili, aleśmy ze 60 do niewoli zabrali i przed sobą prowadzili".12 Tak więc zamiast pod Burgos szwoleżerowie 3 szwadronu staczali swoje pierwsze walki z rolnikami i pasterzami owiec. Po zdobyciu Burgos i pokonaniu Armii Estramadury przez marszałka Soulta można było uderzyć na Madryt. Ruch ten jednak był możliwy dopiero po likwidacji sił hiszpańskich działających po bokach armii francuskiej. Na prawym skrzydle była to armia gen. Blake'a, pokonana pod Espinosą przez połączone siły Victora i Lefebvre'a, na lewym zaś armia Castańosa, pokonana pod Tudelą przez Moncey'a i Lannes'a. Na wynik tych działań Napoleon czekał w Aranda, a gdy zagrożenie na skrzydłach znikło, 29 listopada podjął dalszy marsz w kierunku Madrytu. By się tam dostać trzeba było jednak przejść góry Guadarrama, które w kierunku południowo-zachodnim stanowią naturalną granicę prowincji Segovia i Soria, a od północy zasłaniają stolicę Hiszpanii. Wysokość gór tego łańcucha dochodzi do 2412 metrów, a najkrótsza droga z Burgos do Madrytu przechodzi przez przełęcz Somosierra. Naturalne przejście biegnie pomiędzy dwoma spadzistymi górami, a wybudowany tu jeszcze w czasach Karola III gościniec, począwszy od Bocekillas ciągnie się 11 kilometrów równą doliną aż do wioski Carezo de Abajo, gdzie droga zwęża się, wchodzi do właściwego przesmyku i czterema zakosami pnie się w górę. Junta w Aranjuez postanowiła bronić tego przejścia resztkami armii Estramadury i dywizji andaluzyjskiej w sile 13 000 żołnierzy oddanych pod dowództwo generała Benito San-Juana. Aby zabezpieczyć swoją pozycję od zachodu, wysłał on brygadiera Sardena z 3000 żołnierzy i 6 działami do wsi Sepulveda, by utrudnić marsz Napoleona w okolicach Bocekillas i zyskać na czasie w oczekiwaniu na posiłki angielskie. Jednak zamiar nie powiódł się, gdyż armia francuska opanowała wszystkie drogi w kierunku południowym i odcięła komunikację pomiędzy oddziałem Sardeny a resztą armii San Juana, uniemożliwiając ich połączenie się. Istotną częścią operacji somosierrskiej miało być zlikwidowanie hiszpańskiej placówki w Sepulveda siłami dwóch pułków kawalerii generała Lassale'a i brygady fizylierów gwardii gen. Savary'ego. Hiszpanie nie czekali jednak ataku i o północy 29 listopada rozpoczęli odwrót w stronę Segovii, ścigani przez francuska kawalerię. O 300 marszałek Berthier przesłał marszałkowi Victorowi rozkaz uderzenia na przełęcz Somosierry o świcie. Do obrony przejścia Somosierry Benito San Juan nominalnie dysponował siłą 12 000 ludzi13, ale część z nich została wysłana do Supelvedy pod dowództwem brygadiera Sardena. Zwiadowcy z brygady fizylierów gwardii gen. Savary'ego rozpoznali, że Sarden dysponuje czterema kompaniami gwardii walońskiej, dwoma batalionami pułku Irlanda, dwoma batalionami pułku Jaen, batalionem ochotników madryckich, dwoma szwadronami jazdy Alcantara i Montesa oraz trzema działami i trzema haubicami wraz z obsługą.14 Razem dawało to liczbę około 4000 ludzi, którzy uszczuplili obronę Somosierry i w dalszych działaniach nie odegrali już żadnej roli. Z pozostałych 8000 Benito San Juan wydzielił oddziały rezerwowe tworzące druga linię obrony Madrytu w okolicach Robregordo. Były to najbardziej wartościowe oddziały hiszpańskie: dwa bataliony pułku Reyna, dwa bataliony pułku Corona, dwa bataliony pułku Cordoba oraz dwa bataliony milicji prowincjonalnej z Toledo i Alcazar.15 Razem siły te liczyły 4366 ludzi. W tej sytuacji armia Napoleona bezpośrednio naprzeciw siebie miała niespełna 3,5 tysiąca wojska nie najlepszej jakości bojowej - ochotników madryckich, milicji andaluzyjskiej i około 150 artylerzystów, którzy jak się później okazało stanowili główną siłę obronną. Na swoje stanowisko Benito San Juan przybył już 18 listopada i miał dość czasu, by przygotować się do obrony. Dziwi jednak, że czasu tego nie wykorzystał dostatecznie. Wincenty Todwen, uczestnik szarży wspominał: "przygotowane do obrony deski, koły i wańtuchy, które użyte umiejętnie w wąwozie stałyby się dla nas murem, leżały bezużyteczne po bokach tegoż pod górą"16. Równie negatywnie oceniali przygotowanie pozycji inni świadkowie zdarzeń. Tomasz Łubieński pisał: "Tak obronne sztuką i naturą, położenie zdawało się być nieprzystępnym, przypuszczać albowiem trudno było do myśli, żeby konnica mogła się zapędzić w podobna dla nich otchłań (...). Z tej to zapewne przyczyny przeciw konnicy nie zrobiono przygotowań. Rów albowiem przez drogę przekopany, też same nawet działa bez strzelania na poprzek dla zatarasowania drogi postawione, nieprzełamaną dla niej stałyby się przeszkodą".17 Wprawdzie Łubieński myli się co do przekopu na drodze, którego jakoby nie było, ale inny uczestnik szarży, Niegolewski negatywnie ocenił jego wykonanie: "...że nie był zbyt szeroki. Kto wie bowiem, czyby się szarża mogła udać, gdyby Hiszpanie przekop szerszy byli zrobili"18. Opieszałość Hiszpanów może budzić zdumienie, pozycja pod Somosierrą wydawała się bowiem na tyle ważna, że bronienie jej przez tak słabe siły, jakimi dysponował San Juan, sugeruje, iż pierwotne plany operacyjne musiały być inne i w ogóle nie liczono się z możliwością dojścia Napoleona do Somosierry i poniesienia porażki. Być może spodziewano się pomocy Castańosa od wschodu i wzięcia w kleszcze sił Napoleona w okolicach Sepulvedy i Bocequillas. W momencie, kiedy rachuby te zawiodły, San Juan faktycznie znalazł się na straconej pozycji i tylko kwestią czasu i stylu było zdobycie przełęczy Somosierry. Ponieważ jednak nie było innego wyjścia, należało przygotować się do obrony. Na przedpolu swojej pozycji, w miasteczku Carezo de Abajo, Hiszpanie umieścili straż przednią, złożoną z 2 szwadronów konnych ochotników madryckich w sile 200 ludzi i kilkuset ludzi piechoty milicji. Pierwsze dwa działa ustawiono za zasłoną ziemnego szańca przed końcem doliny u samego wejścia drogi na szczyt w zwężeniu pomiędzy górami. Działa te praktycznie nieasekurowane mogły być łatwo zdobyte, ale ze względu na gęstą mgłę, regularnie utrzymującą się od 23 listopada, pozwalały praktycznie bezkarnie szachować przeciwnika, który nie miał pojęcia ani o warunkach terenowych, ani o dystansie dzielącym go od wroga, ani wreszcie o jego liczbie. Pozostałe baterie były już wspierane ogniem strzeleckim przez piechotę z pułków ochotników madryckich, którzy ustawieni byli w niewielkiej odległości po obu stronach drogi w sile około 1000 ludzi. Reszta wojska znajdowała się na przełęczy przed wsią Somosierra wraz z baterią 8 armat, ostrzeliwujących łagodniejszy stok góry na lewym skrzydle Francuzów. W nocy z 29 na 30 listopada polscy szwoleżerowie dotarli do Cerezo de Abajo, blisko pierwszych placówek hiszpańskich. Te jednak, słysząc odgłos nadciągającej armii, wycofały się na pozycję w okolicach swojej pierwszej baterii. Zanim zaległa mgła Polacy widzieli przed sobą na górach ognie hiszpańskich biwaków, należało się spodziewać, że następnego dnia dojdzie do bitwy. Wczesnym świtem z Bocequillas przybył Napoleon, a później około godziny 700 nadciągnęła dywizja Ruffina. Na służbę przy osobie Cesarza odkomenderowany został 3 szwadron szwoleżerów, dowodzony w zastępstwie za nieobecnego Ignacego Stokowskiego przez szefa drugiego szwadronu, Jana Kozietulskiego.
Szef szwadronu Jan Kozietulski
Porucznik Andrzej Niegolewski
Hippolite Bellange, Somosierra J. Załuski twierdził, że Bellange "wystawił natarcie i położenie miejsca w podobniejszym składzie". Atakujący szwadron po zdobyciu pierwszej baterii wchodzi w ciasne przejście drogi w kierunku drugiej baterii.
Kliknij aby powiększyć Litografia współczesna: Obraz przedstawia sytuację z początkowej fazy bitwy. Mimo pewnej naiwności, oddaje zarówno położenie pozycji, jak i ogólny charakter ruchów wojska. Górą po lewej i prawej stronie posuwają się oddziały piechoty Semelego i Victora. Na wprost wejścia do wąwozu ustawiona jest piechota i szwadron szwoleżerów, bliżej przed nimi dwa działa artylerii gwardii w asyście 96 pułku strzelają na prawo w stronę pierwszej baterii hiszpańskiej, która ukryta jest za załomem stromego wzgórza. Skrót perspektywy przedstawia zwieńczenie stanowiska hiszpańskiej obrony, do którego prowadzi niewidoczna z tego miejsca droga. Stanowisko artylerii Benito San Juana górowało nad całą pozycją i gdy opadła mgła widoczne było z dołu. Za działami widoczna jest zgrupowana w drugiej linii piechota hiszpańska. Za chwilę szwoleżerowie dostaną rozkaz do ataku. Uchwycona została dynamika wydarzeń. Ruch oficerów sztabowych, mały oddział szwoleżerów dołączający z prawej strony do szwadronu, dowódca formujący szyk do ataku i postać oficera na koniu z podniesioną ręką w geście rozkazu.
Kliknij aby powiększyć January Suchodolski: Zdobywanie pierwszej baterii. Scena przedstawia upadek pułkownika Kozietulskiego. Na czele, niezgodnie z prawdą, na białym koniu dowódca pułku, Wincenty Krasiński. Wśród atakujących szwoleżerów dostrzec też można francuskiego oficera. W dali, na drugim planie, piechota francuska idąca pod górę na przeciw strzelcom hiszpańskim.
Kliknij aby powiększyć January Suchodolski: Wcześniejsza wersja poprzedniego obrazu. Zdobywanie pierwszej baterii. Pułkownik Kozietulski na bułanym koniu jak w wierszu Teofila Lenartowicza: "Kozietulski, znałem jego, miał konika bułanego...". Za zakrętem widoczna druga bateria. Niegolewski dogonił szwadron, gdy ten po zdobyciu pierwszych armat skręcał w prawo, wprost na baterię II, ale zatrzymany został na chwilę przez kilku przestraszonych szwoleżerów w załomie drogi, który osłaniał ich od strzałów. "Panie poruczniku, panie poruczniku - krzyczeli - nie jeżdżaj, bo tam bardzo strzelają"33 Nie zważał jednak na ich wołanie i jak pisze "rzuciwszy im kilka ostrych słów, z wykrzykiem: En avant, vive l'empereur! - w jednaj chwili jużeśmy się złączyli ze szwadronem".34 Oddział Niegolewskiego znalazł się w zasięgu gęstego ognia, miotanego z baterii II i III. W stronę atkującej po górach piechoty strzelały też działa baterii IV, a rykoszety dosięgały szarżyjących: "Wszyscy pędzili wśród ogromnego ognia tak kartaczowego z przodu i z prawej strony wąwozu i samego jego szczytu, jak z ręcznej broni przez piechotę na nas w tę cieśninę ciskanego (...)".35 W tym miejscu rozegrała się właściwa bitwa i tu były największe straty. "Porucznik Krzyżanowski, ugodzony kartaczem w czoło poległ na miejscu. Porucznik Rowicki wpadł na harmatę stojącą przy drodze i tam kilkunastu postrzałami razem z koniem zabity został".36 Uczestnik szarży, Wincenty Toedwen wspominał: "Na własne oczy widziałem żołnierza naszego Izabelewicza, który dostawszy odłomem granatu w sam brzuch, usiadł na ziemi i prawie konając z najzimniejszą krwią wysnuwał z siebie wnętrzności".37 Największą cenę za zdobycie drugiej baterii zapłaciła 3 kompania, tracąc oprócz wielu zabitych i rannych swego kapitana: "Przybywszy przed nią, Dziewanowski został ugodzony dwiema kulami, jedna mu rękę, druga nogę urwała."38 Straty mogłyby być jeszcze większe, ale na szczęście, armaty zdołały wystrzelić tylko raz, na co zwracało uwagę wielu pamiętnikarzy (Niegolewski, Toedwen). Nad dalszym atakiem próbował zapanować dowódca 7 kompanii, kapitan Piotr Krasiński. Widząc po lewej stronie drogi kolejną baterię, uporządkował resztki szwadronu czwórkami, podporucznika Zielonkę przywołał do pierwszego plutonu i natarł na działa. III bateria, ustawiona w niewielkiej odległości od baterii II, na lewo od drogi blisko mostku przed kolejnym zakrętem, złożona była, jak i poprzednie z 2 dział i prawdopodobnie strzelała pełnymi kulami, z których jedna dosięgła wcześniej kapitana Dziewanowskiego. Działa te zostały zdobyte przez pluton Zielonki, a kapitan Krasiński padł powalony rykoszetem odłamku skalnego po salwie oddanej przez IV baterię. Zmieszani ze sobą żołnierze 3 i 7 kompanii ciągle jeszcze wyprzedzali oddział Niegolewskiego, ale ten wkrótce dotarł w okolice trzeciej baterii, gdzie zobaczył jeszcze "Kapitana Dziewanowskiego, któren nogę miał od armatniej kuli zgruchotaną" i pędził dalej, na czele kilku szwoleżerów z wachmistrzem Sokołowskim, zostawiając za sobą rozproszony szwadron. Dopiero teraz też na plac boju dotarło wsparcie prowadzone przez Łubieńskiego, który tak wspominał ten moment: "W ten sposób przybyłem na miejsce bitwy; porucznik Szeptycki, jedyny oficer, który ostatkiem drugi atak prowadził, jakby zraniony, wspólnie z wachmistrzem szefem Zielonką39 zbierał szczątki szwadronu u ostatniej wyniosłości przy drugim zakręcie wąwozu."40 Trudno powiedzieć, ile upłynęło czasu od początku szarży do tego momentu, ale na pewno nie był to czas bardzo krótki. Zielonka pisał nawet, że "został przez pół godziny pod morderczym ogniem wroga."41 Wysłanie szwadronu posiłkowego być może nastąpiło wtedy, kiedy Napoleon stwierdził, że atakująca górą po obu stronach drogi piechota nie nadąża ze wsparciem szwoleżerów. Kiedy jednak podporucznik Zielonka zbierał rozproszony szwadron, niewielki oddział porucznika Niegolewskiego pędził już ku IV baterii.
Kliknij aby powiększyć January Suchodolski: Walka przy trzeciej baterii. Natarcie szwadronu posiłkowego Tomasza Łubieńskiego. Za zakrętem widoczne są już zabudowania Somosierry i ostatnia bateria. Uwagę zwraca ustawienie jednego z dział tej baterii. Ustawione jest bokiem do drogi i skierowane na prawo w stronę atakującej piechoty.
Kliknij aby powiększyć Louis François Lejeune: Obraz Lejeune'a ma wartość dokumentu ze względu na topografię terenu. Namalowany został w 1810 r., a autor nie tylko był świadkiem wydarzeń, ale też poprzedniej nocy dokonywał zwiadu w kierunku pozycji hiszpańskiej. Udało mu się wtedy dotrzeć do pierwszych dział ustawionych za mostem na strumieniu Duraton, dokładnie znał więc ich położenie. Jedno z nich przedstawione jest na obrazie, drugie prawdopodobnie zostało już zepchnięte z drogi. Scena nie przedstawia jednak ataku 3 szwadronu, ale wsparcie go przez resztę pułku szwoleżerów. Wskazuje na to duża liczba atakujących i widoczny oddział francuskiej kawalerii dołączający z tyłu. Szwadron służbowy był już w tym czasie w okolicach 4 baterii, która jako jedyna widoczna jest na obrazie, wieńcząc pozycję już pod miasteczkiem Somosierra. Niezgodna z rzeczywistością jest ilość szarżujących w jednym szeregu - jest ich ośmiu a powinno być czterech.
Kliknij aby powiększyć Horace Vernet: Końcowa faza bitwy. Nieco upozowana scena przedstawia okolice 4 baterii. W głębi jeszcze toczy się walka piechoty, a oddział szwoleżerów pułkownika T. Łubieńskiego poprzedzając francuskich strzelców konnych pędzi w stronę zabudowań Somosierry. Pozycję zajmują pozostałe szwadrony pułku szwoleżerów na czele z dowódcą, Wincentym Krasińskim na białym koniu. Precyzyjnie namalowane postacie wojskowych mają charakter studiów portretowych. "Grono osób pamięci przekazanych składa się z pułkownika Krasińskiego, majora Dautancourt, szefa szwadronu Kozietulskiego i czwartego oficera niższej rangi, którym ma być - jak słyszałem - kapitan Dziewanowski (...)" (J. Załuski) Przy jednym ze zdobytych dział scena opatrywania rannego oficera przez pułkowego lekarza, doktora Gadowskiego. Po prawej stronie, w rozpiętym mundurze wzięty do niewoli hiszpański oficer i grupa innych jeńców. Piechurzy z 9 pułku piechoty lekkiej stoją nad leżącymi na ziemi dwoma szwoleżerami, jeden z nich poległ, a drugi obejmuje martwego w geście rozpaczy. Być może są to bracia Sokołowscy. Mimo wszystko bilans bitwy był zdecydowanie dodatni. Pozycja została zdobyta stosunkowo niewielką liczbą strat, droga do Madrytu stała otworem, a 13 tysięczna armia Benito San Juana została rozbita i wyeliminowana z dalszych działań. Jednakże triumf militarny nie był jedynym sukcesem Napoleona. W zdobyciu Somosierry widział on jeszcze jedną korzyść - polityczną. Odniesione zwycięstwo nie tyle pokazywało siłę Francuzów, co ujawniało słabość Hiszpanów, a przede wszystkim demaskowało niepewność sojuszu z Anglikami, którzy zamiast pospieszyć z pomocą, rozpoczęli odwrót na zachód w stronę morza. Ten aspekt sprawy Napoleon podkreślał z wyraźnie propagandowym zamiarem w 14 Biuletynie armii w Hiszpanii: "Sposób postępowania Anglików jest haniebny. (...) stali w Escurialu w liczbie sześciu tysięcy (...). Nosili się (...) z zamiarem przejścia przez Pireneje i zejścia w dolinę Garonny. Ich wojska prezentują się świetnie i są bardzo zdyscyplinowane. Jedni mieli nadzieję, że dywizja ta ruszy na Somosierrę, inni zaś, że przyjdzie bronić stolicy tak drogiego im alianta. Ale nie znali dobrze Anglików. Ci bowiem, gdy tylko dowiedzieli się, że Cesarz przebywa pod Somosierrą, przeszli do odwrotu na Escurial. (...) Tak mówił pewien Hiszpan: "Dali nam broń, proch i ubrania, ale ich żołnierze przyszli tu jedynie po to, by nas zachęcić do walki, zwodzić i opuścić w biedzie. (...) To nie w Lizbonie Anglicy winni byli bronić Portugalii, lecz pod Espinozą, pod Burgos, pod Tudelą, pod Somosierrą i Madrytem."46 Trudno powiedzieć, jak swój chrzest bojowy oceniali żołnierze 3 szwadronu w chwili, gdy liczyli straty. Późniejsze awanse i odznaczenia w pewnym stopniu złagodziły smutek po śmierci tak wielu współtowarzyszy walki, a tempo wydarzeń nie pozwalało długo rozpamiętywać ofiar, ale gdy upłynęły lata, zaczęli tworzyć legendę zwycięstwa możliwego tylko dzięki patriotycznej determinacji przejętych entuzjazmem dla Napoleona Polaków, co w swoich wspomnieniach wyraził Andrzej Niegolewski, pisząc: "My tylko Polacy tę jak cud, prawie niepojętą szarżę mogliśmy wykonać".47 Przypisy: 1. J. Załuski, Wspomnienia, Kraków 1976, s. 77. 2. Tamże, s. 77 - 78. 3. Tamże, s. 152. 4. J. Załuski, Wspomnienia o pułku lekkokonnym polskim, Kraków 1865, s. 134. 5. M. Brandys, Kozietulski i inni, Warszawa 1974, s. 159 - 160. 6. J. Chłopicki, Pamiętniki, Wilno 1849. 7. Tamże. 8. Tamże. 9. A. Niegolewski, Somo-Sierra. Wspomnienie Andrzeja Niegolewskiego, [w:] "Lech" 1879. 10. Tamże. 11. Tamże. 12. Tamże. 13. Korpus gen. Don Benito San Juana pod Somosierrą i Sepulvedą. R. Bielecki, Somosierra, Warszawa 1889, s. 193: Z 1 dywizji Armii Andaluzji: gwardia walońska - 1 batalion - 500 ludzi, pułk Reyna - 2 bataliony - 927 ludzi, pułk Jaen - 2 bataliony - 1300 ludzi, pułk Irlanda - 2 bataliony - 1186 ludzi, pułk Corona - 2 bataliony - 1039 ludzi. Z 3 dywizji Armii Andaluzji: pułk Cordoba - 2 bataliony - 1300 ludzi, milicja prowincji Toledo - 1 batalion - 500 ludzi, milicja prowincji Alcazar - 1 batalion - 500 ludzi, III batalion ochotników Sewilli - 1 batalion - 400 ludzi. Z Armii Estremadury: milicja prowincji Badajoz - 2 bataliony - 566 ludzi, Ochotnicy z Kastylii: 1 pułk ochotników madryckich - 2 bataliony - 1500 ludzi, 2 pułk ochotników madryckich - 2 bataliony - 1500 ludzi. Kawaleria: pułk Principe - 2 szwadrony - 200 koni, pułk Alcantara - 1 szwadron - 100 koni, pułk Montesa - 1 szwadron - 100 koni, ochotnicy madryccy - 2 szwadrony - 200 koni. Artyleria: 22 działa różnego kalibru i 300 ludzi. Razem: 12118 ludzi. 14. R. Bielecki, op. cit., s. 91. 15. Tamże, s. 90. 16. W. Toedwen, Somosierra, [w:] K. Wł. Wójcicki, Cmentarz Powązkowski, Warszawa 1856, t. I, s. 257. 17. T. Łubieński, Krótki opis bitwy pod Somo - Sierra, [w:] "Tygodnik Ilustrowany" 1905, t. I, s. 452. 18. A. Niegolewski, op. cit. 19. Tamże. 20. J. Chłopicki, op. cit. 21. A. Skałkowski, Korespondencja byłych szwoleżerów gwardii Napoleona I dotycząca zdobycia Somosierry, [w:] "Kwartalnik Historyczny" 1924, s. 91 - 103. 22. Tamże, relacja G. Siemońskiego. 23. Tamże, list Załuskiego do Niegolewskiego. 24. Opis szarży pod Somosierra w liście przypisywanym Kozietulskiemu, [w:] M. Kujawski, Z bojów polskich w wojnach napoleońskich, Londyn 1967. 25. J. Chłopicki, op. cit. 26. J. Załuski, Wspomnienia, op. cit., s. 152. 27. A. Skałkowski, op. cit. 28. Tamże. 29. List T. Łubieńskiego do Niegolewskiego z dnia 1 lutego 1855, [w:] A. Skałkowski, op. cit. 30. List G. Siemońskiego, [w:] A. Skałkowski, op. cit. 31. Wspomnienie o bitwie pod Somo - Sierrą przez naocznego świadka i uczestnika, [w:] "Tygodnik Ilustrowany" 1860, t. II, s. 578. 32. J. Załuski, op. cit., s. 137. 33. A. Niegolewski, op. cit. 34. Tamże. 35. Tamże. 36. J. Chłopicki, op. cit. 37. W. Toedwen, op. cit. 38. Wspomnienie o bitwie pod Somo-Sierrą, op. cit. 39. Pomyłka Łubieńskiego paradoksalnie potwierdza jego dobra pamięć, bo jak pisał Ambroży Skarżyński w liście do Niegolewskiego "Zielonka (...) został oficerem wilja batalii i tylko odpruł galonki wachmistrza a nawet nie miał szlif". A. Skałkowski, op. cit. 40. T. Łubieński, op. cit. 41. R. Bielecki, op. cit., s. 199. 42. K. Kalinowski, O sławnym zdobyciu wąwozu Somo-Sierra w Hiszpanii, Warszawa b.r.w., s. 56. Porównaj też: A. Rembowski, Źródła do historii pułku lekkokonnych polskich, Warszawa 1899. 43. Somosierra. Z rękopismów pozostałych po jenerale Szeptyckim, [w:] "Dziennik Literacki" 1862, s. 313. 44. Tamże. 45. A. Rembowski, op. cit. 46. Napoleon Bonaparte. Mowy i rozkazy, przełożył Krzysztof Znamierowski, Warszawa 2002, s. 107. 47. A. Niegolewski, op. cit. Literatura i źródła: Bielecki R., Somosierra, Warszawa 1989. Brandys M., Kozietulski i inni, Warszawa 1974. Chłopicki J., Pamiętniki, Wilno 1849. Falkowski J., Obrazy z życia kilku ostatnich pokoleń w Polsce, Poznań 1882, t. 2. Hempel S., Wspomnienia wojskowe, [w:] "Rozmaitości Lwowskie" 1843, nr 3. Kalinowski K., O sławnym zdobyciu wąwozu Somo-Sierra w Hiszpanii, Warszawa b.r.w. Kujawski M., Z bojów polskich w wojnach napoleońskich, Londyn 1967. Łubieński T., Krótki opis bitwy pod Somo-Sierra, [w:] "Tygodnik Ilustrowany" 1905, t. 1, s. 452. Łubieński R., Generał Tomasz Pomian hrabia Łubieński, Warszawa 1889, t.1. Napoleon Bonaparte. Mowy i rozkazy, przełożył Krzysztof Znamierowski, Warszawa 2002, s. 107. Niegolewski A., Somo-Sierra. Wspomnienie Andrzeja Niegolewskiego, [w:] "Lech" 1879. Płaczkowski W., Pamiętniki, Żytomierz 1861. Puzyrewski A. K., Szarża jazdy polskiej pod Somo-Sierrą, Warszawa 1898. Rembowski A., Źródła do historii pułku lekkokonnych polskich, Warszawa 1899. Skałkowski A., Korespondencja byłych szwoleżerów gwardii Napoleona I dotycząca zdobycia Somosierry, [w:] "Kwartalnik Historyczny" 1924. Szeptycki W., Somosierra. Z rękopismów pozostałych po jenerale Szeptyckim, [w:] "Dziennik Literacki" 1862, s. 313. Toedwen W., Somosierra, [w:] Wójcicki K. W., Cmentarz Powązkowski, Warszawa 1856. Wspomnienie o bitwie pod Somo - Sierrą przez naocznego świadka i uczestnika, [w:] "Tygodnik Ilustrowany" 1860, t. II, s. 578. Załuski J., Wspomnienia, Kraków 1976. Załuski J., Wspomnienia o pułku lekkokonnym polskim, Kraków 1865.
Zenobi |
||
|
|
||
|
||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
||
|
Forum projektu stworzenia najlepszego w Polsce opracowania wojny w Hiszpanii 1808-1814. Zapraszamy do dyskusji i wspomagania projektu.
|
||
|
|
||
|
Pomysł, projekt i koordynacja:
Rafał Małowiecki anrama@interia.pl Włodzimierz Nabywaniec wlonab@wp.pl Guerra team: Duroc, Bernard Lipka, Waldemar Karczmarczyk, Michał Swędrowski, Zenobi, Magda, Scout, Gipsy, makron, Rafał Jan Komorowski, Eques, Agent FBI. |
||
|
|
||
|
• Guerra de Independencia espanola 1808-1814 • Asociación para el Estudio de la GI • The Peninsular War 1808-1814 • English officers killed in Peninsula 1808-1814 • Peninsular War: Orders of Battle • Wellington's dispatches • Los sitios de Zaragoza • Pagina de la Albuera • La batalla de Bailén • Revista de Historia Militar • Lord Blayney's Narrative |
||