| ||||
| Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni | ||||

|
Pamiętniki |
||
Harry Smith
AUTOBIOGRAFIA (wybór) Rozdział 6: Kampania 1811 roku Zastałem armię w
ciągłym oczekiwaniu wymarszu, a kapitan mojej kompanii Leach został chory na
tyłach. Rzekłem więc do pułkownika: "Nie wolno mi już dłużej być pańskim
adiutantem, sir. Jakkolwiek wdzięczny jestem, moja kompania mnie potrzebuje."
"Ach, teraz możesz trochę chodzić, to mnie opuszczasz! Idź i niech cię ... ale i
tak cię kocham za tę chęć." Odszedłem, a następnego dnia pomaszerowaliśmy [6
marca 1811], Massena wycofywał się z Portugalii i stoczyliśmy wiele potyczek.
Moja noga, z otwartą raną, bolała i kulałem. Kiedy inni się kładli, siedziałem w
siodle, na drogim mi małym hiszpańskim koniu, podarowanym przez Jamesa Stewarta,
później zwierzęciu jeszcze większej sławy. W Pombala miałem wraz z
moją kompanią ciężką utarczkę [11 marca]. W Redinha moja kompania była w straży
przedniej [12 marca], wspierana przez oddział kapitana O'Hare'y. Las przed nami
i z prawej pełen był Francuzów. Nadeszły lekkie kompanie 3-ej dywizji.
Zapytałem: "Zaatakujecie ten las?" Kapitan z 88-ej lekkiej kompanii, którego
znałem roześmiał się na moje pytanie. Powiedziałem bardzo cicho: "Zostaniecie
odparci, a kiedy to już się stanie, ruszę na skraj lasu i pomogę wam." Jakże się
roześmiał! Moja przepowiednia została wkrótce zweryfikowana: został ranny i
zebrany przez moją kompanię, którą poprowadziłem na prawą flankę Francuzów i
natychmiast ich zatrzymałem. Posłałem po moje wsparcie - O'Hare'ę aby zbliżył
się do mnie. Uparty stary okrutnik odmówił i byłem zmuszony wycofać, mając
niepotrzebnie pięciu lub sześciu rannych. Równina przy Redinha to
świetne miejsce do pokazów wojskowych i nasze szyki uformowane do ataku na straż
tylną Neya były wspaniałe. Nieprzyjaciel miał wiele dział w polu, w wydłużonych
liniach, świetny sposób odwrotu na takim terenie, i żadna straż nie wycofała się
nigdy w bardziej misternym stylu, a ja wówczas myślałem że nasze natarcie w
linii było ciężkie, wolne i nawet w połowie nie tak niszczące jak niszczący
byłby atak sąsiadujących kolumn. Nieprzyjaciel musiał wycofać się przez most w
wiosce Redinha i my, Strzelcy, mocno naciskaliśmy na jego lewe skrzydło.
Francuska piechota w linii, schowana za atalayą1 (lub wieżą) na
wzgórzu w tym celu, leżała na ziemi w chwili gdy moja kompania oraz kompania
dowodzona przez tego cudownego Strzelca Willie Johnstone'a zbliżyły się na
dwadzieścia jardów od niej. Ku naszemu zaskoczeniu, szereg poderwał się, oddał
salwę (nie trafili nikogo) i wykonał zwrot. Na nich wszyscy ruszyliśmy jak
diabły w regularnym pieszym wyścigu, za wyjątkiem mnie i mojego małego konia
Tiny, z którego nie mogłem zsiąść. W pościgu zniósł mnie ze skały wysokiej na
dwanaście stóp, dotarliśmy z Johnstonem do mostu i odcięliśmy pół batalionu
Francuzów. Rzadko kiedy widziałem tyle legii honorowych w grupie, ale orzeł był
zdjęty. Nigdy nie powiedzieliśmy co zrobiliśmy choć mieliśmy zabawę ale to
anegdota warta zapisu w Historii Napiera. Ścieraliśmy się z
nieprzyjacielem każdego dnia. Następne starcie było w Condesia, kolejne w Casal
Nova [14 marca] gdzie mieliśmy potyczkę tak ciężką jak nigdy. My, ludzie Lekkiej
Dywizji, mieliśmy pełnię walki jako, że Francuzi musieli utrzymać wioskę aby
umożliwić odwrót swojej kolumnie i gdyby zastosowano się do rozkazów Księcia,
nasza Dywizja nie powinna była atakować zanim 3-a i 4-a Dywizja znalazły się aż
na lewej flance Francuzów. Straciłem tego dnia kilku ludzi, tak jak inne
kompanie, a zwłaszcza 52-a. Biedny major Jack Stewart dostał postrzał w płuca i
zmarł po trzech dniach, szef sztabu brygady2 Beckwitha porucznik
James Stewart został trzy dni później (28 marca koło Freixadas) zabity na tym
samym małym angielskim koniu o imieniu Tom; porucznik Strode otrzymał śmiertelną
ranę kiedy rozmawiał ze mną itd. Tamtej nocy byłem na pikiecie. Nieprzyjaciel
cofał się całą noc, ale jego i nasze czujki były w zasięgu wzroku. O świcie
nadeszła gęsta mgła. Brygada Beckwitha, ze nim na czele, dotarła do miejsca
gdzie byłem ustawiony. Rzekł on: "Chodź Harry, zbierz swoją kompanię i ustaw się
na czele kolumny." W tej chwili przyjechało z powrotem dwóch dragonów z 16-ego
pułku i Beckwith zapytał: "Skąd jedziecie?" "Patrolowaliśmy półtorej mili przed
czołem i nic nie zobaczyliśmy." "Półtorej mili mój przyjacielu" mówi stary
Sydney "w gęstej mgle to chol... długa droga. Dlaczego, Harry, powiedziałeś, że
wedety były blisko ciebie." "Jako że są" odparłem "i zostaniesz ostrzelany w
chwili kiedy ruszysz naprzód." Nie uszliśmy nawet pięćdziesięciu jardów kiedy
rozległo się: "Bach! Bach!" O jak się uśmiał stary Sydney. "Półtorej mili!" Ale
mgła była tak gęsta, że nie mogliśmy ruszyć i nieprzyjaciel słysząc naszą
kolumnę na swoich tyłach, nienaciskany oddalił się. Po kilku dniach, kiedy
zbliżyliśmy się już do francuskiej straży tylnej i mieliśmy ją zaatakować,
otrzymano rozkaz ogólny3, ku mojemu zdziwieniu mianujący mnie szefem
sztabu brygady dla 2-j Lekkiej Brygady, a nie dla brygady drogiego starego
Sydneya. On spodziewał się tego, gdyż wraz z pułkownikiem Pakenhamem (drogim sir
Edwardem) próbowali coś dla mnie zrobić z uwagi na moją kulawą nogę. Beckwith
mówi: "Teraz przekaż swoją kompanię Laytonowi i wyruszaj natychmiast do
pułkownika Drummonda", który dowodził Brygadą. Ledwo dotarłem do niej, a
rozpoczęła się taka kanonada, że 52-gi został rozproszony w sposób jakiego nigdy
wcześniej nie widziałem, a i później rzadko. Wkrótce wszyscy byliśmy
zaangażowani w walkę i zepchnęliśmy Francuzów do i poza rzekę z ciężkimi
stratami w zabitych, jeńcach i utopionych. To była bardzo ciężka walka,
zakończona tuż przed zmrokiem. Rzekłem do mojego brygadiera: "Czy ma pan jakieś
rozkazy co do pikiet, sir?" To był stary gwardzista, najuprzejmiejszy choć i
możliwie najdziwniejszy człek. "Proszę pana, panie Smith, jest pan moim szefem
sztabu?" "Myślę, że tak, sir". "Zatem powiem panu, że to pański obowiązek
wystawić pikiety, a mój to mieć dla pana codziennie choler... dobry obiad."
Wkrótce już się rozumieliśmy. On często sam gotował obiad, a ja dowodziłem
Brygadą. Nasza kolejna wielka
walka, pod Sabugal [3 kwietnia], była gorzka. Nigdy nie zapomnę jak ruszali tego
dnia z melodyjnym śpiewem moi starzy przyjaciele z 1-ego niemieckiego pułku
huzarów. Sir W. Erskine, krótkowzroczny osioł, dowodził kawalerią i Lekką
Dywizją a starliśmy się wręcz z korpusem Reyniera zajmującym mocną pozycję na
wzgórzach ponad Sabugal i zaatakowaliśmy kiedy wolą Księcia było abyśmy obeszli
ich lewe skrzydło do Quadraseyes, podczas gdy 5-ta, 4-ta i 3 dywizja miały
zaatakować od frontu w samo centrum pozycji. Jednakowoż rozpoczęliśmy i nigdy
waleczność nie była bardziej manifestowana przez przyjaciela i przeciwnika niż
przy tej okazji, a zwłaszcza przez drogiego starego przyjaciela Beckwitha i jego
1-ą Brygdę. Niektóre działa zdobywano i odbijano kilka razy. Francuski oficer
na siwym koniu był bardzo waleczny. Stary Beckwith głosem jak grzmot zaryczał do
strzelców: "Zastrzelcie tego jegomościa, zrozumiano?". Za chwilę on i jego koń
padli a Sydney wykrzyknął: "Nieszczęsny! Zacnym byłeś człekiem." Mój brygadier, jak
wkrótce odkryłem, zostawił mi dowództwo, a ja odprowadziłem oddział i
przybyliśmy po nasz znaczny udział w powstrzymaniu Rayniera przed obejściem z
lewej brygady Beckwitha. Na szczęście, 5-a dywizja weszła do akcji we właściwym
momencie jako że Francuzi wówczas cisnęli nas okropnie. Lekka Dywizja pod
krzykiem starego Beckwitha ruszyła do przodu z impetem, którego nic nie mogło
powstrzymać; tak zganieni byliśmy, że krew się w nas zagotowała i strasznie
odpłaciliśmy nieprzyjacielowi. Taka scena rzezi jaka rozegrała się na jednym
wzgórzu przeraziłaby dzisiejszego żołnierza. Noc nadeszła przerażająco wilgotna
i 5-a dywizja wraz z Lekką Dywizją została odesłana z powrotem do Sabugal na
spoczynek. Miejsce było w opłakanym stanie ale dachy się trzymały, sir W. Gomm,
adiutant generalnego kwatermistrza4 5-ej dywizji i ja podzieliliśmy
miasto pomiędzy siebie, a nasi biedni ranni leżeli na deszczu i w zimnie całą
noc. Następny ranek był ładny, i kiedy słońce wzeszło pomaszerowaliśmy przez
pole bitwy. Krew naszych żołnierzy była już chłodna i pięknym było słyszeć
wyrazy współczucia dla cierpień licznych konających i rannych wokół nas. Oh wy
królowie i uzurpatorzy winniście widzieć te sceny i powściągnąć ambicję! Tego wieczoru [4-ego
kwietnia] odbyliśmy długi marsz ku Quadraseyes, ale przez cały dzień nie
widzieliśmy śladu nieprzyjaciela, ani też naszej intendentury. Dosłownie
konaliśmy z głodu. Ten stary łajdak Picton zajął zaopatrzenie Lekkiej Dywizji
dla swojej 3-ej. Jeśli trafił do czyśćca, na co go skazywaliśmy, to ma za swoje. Postępowaliśmy blisko
za Francuzami przez granicę, ale nigdy nie doświadczyliśmy prawdziwego uderzenia
w nich. Almeida obsadzoną ich wojskami została okrążona przez 5-tą dywizję
podczas, gdy Lekka Dywizja ruszyła ku starym liniom, Gallegos, Marialva, Carpio
i Espeja. Z francuskiego garnizonu Ciudad Rodrigo nieprzyjaciel częste czynił
wypady. Książe odjechał był ku Aletmejo i sir Brent Spences dowodził - zwyczajna
stara baba, która dozwalała Francuzom popełniać wszelkiego sortu ekstrawagancje
przed naszymi nosami, kiedy nagły ruch z Espeja na ich tyły pokarałby ich. Sir
W. Erskine dowodził natarciem kawalerii i Lekkiej Dywizji. Pewnego ranka jadłem
śniadanie z sir Williamem Erskine'm, który wraz ze swym sztabem wysłał był mały
oddział dla rozpoznania Ciudad Rodrigo. Nieprzyjaciel natychmiast wysłał oddział
kawalerii dla sprawdzenia natarcia i wielki spór zdarzył się między sir
Williamem a jego szefem administracji5 Macdonaldem o to czy
nieprzyjaciel przekroczył w sile jednego czy dwóch szwadronów. W czasie tej
dyskusji wszedł ordynans sir Williama, bystry stary dragon6 z 1 pułku
niemieckich huzarów. "Ah!" mówi Sr William, "to jest mój stary ordynans; on nam
powie. Huzarze, ile szwadronów nieprzyjaciela przekroczyło Agueda tego ranka?" Z
ciałem tak sztywnym i wyprostowanym jak posąg i ręką złożoną do salutowania jak
w akcie ścinania wroga: "Tylko czterdzieści dziewięć człowiek, nie więcej, ja
policzyć go." Śmiano się z obu dyskutantów. Wtedy przydarzyło
się okropne nieszczęście ucieczki francuskiego garnizonu Almeidy. Nigdy nie
zapomnę zawstydzenia naszych żołnierzy, ani podziwu naszych oficerów dla tak
błyskotliwej próby z szansami jak jeden do stu. Mój stary przyjaciel Ironmonger,
wtedy u Queens'ów, ten któremu George Simmons wylał prosto w twarz wiadro wody
podczas marszu, jak już opisane, z Belem, poważnie zawinił. Armia Masseny szybko
dochodziła do siebie. Otrzymali posiłki i gotowali się do rzucenia wielkiego
konwoju z zaopatrzeniem do Ciudad Rodrigo. Do tego koniecznym było aby nas
odepchnęli i chwila wydawała się sposobna jako że zamiarem było ostatecznie
wycofać francuską armię do Salamanki i sąsiednich dużych miast, tak by nie można
było zażądać obfitych zapasów wymaganych dla Ciudad Rodrigo. W chwili tej Soult
urządzał pokaźną demonstrację w Alemtejo i Estramandurze, nasza próba wzięcia
Badajoz się nie powiodła a duża część armii ruszyła na południe; była zatem
dobra okazja dla Masseny aby wyprzeć nas za Coa. Jednakowoż drogi
Książe Wellington dokonał odważniejszego oglądu sytuacji i skoncentrował swoją
armię za Fuentes D'Onoro, gdzie stoczył tę osławioną bitwę, która trwała półtora
dnia [5 maja]. Generał Craufurd dołączył do nas tutaj w dniu głównej akcji.
Żołnierze przywitali go demonstracją radości. Oficerowie w owym czasie darzyli
go niechęcią. Ja nie; mianował mnie swoim adiutantem, choć nie chciałem iść do
niego, i zawsze był dla mnie uprzejmy i gościnny. Rankiem tego dnia stary
Sydney znów się wyróżnił, gdyż nieprzyjaciel z Poza Velha obszedł naszą prawą
flankę i pobił okrutnie naszą kawalerię (14-y pułk lekkich dragonów i pułk
królewski) wystawiając przeciwko niej 4000 świeżych ludzi. Nigdy nie było
cięższej walki niż te kilka godzin w wiosce Fuentes. Tam zobaczyłem 79-y pułk w
ataku na czoło francuskiej kolumny podchodzącej po górę, siedmiu lub ośmiu
francuskich oficerów i do 100 żołnierzy przebitych bagnetem, jedyne starcie na
bagnety jakiego świadkiem byłem kiedykolwiek. Po bitwie pod Fuentes D'Onoro
Francuzi wycofali się nie niepokojeni bo byliśmy zadowoleni z pozbycia się ich.
Mieli tak potężną kawalerię, że na otwartej przestrzeni po prostu nie mogliśmy
ich niepokoić. W owym czasie prawie
cała armia ruszyła do Alemtejo przez Arronchas, gdzie w czasie manewru sir Johna
Moore'a na Salamankę miałem dobrą kwaterę, która zajmowałem cztery razy podczas
wojny. Uboga rodzina zawsze z radością mnie gościła. W czasie naszego manewru na
Alemtejo usłyszeliśmy o krwawej bitwie pod Albuera [16 maja], bardzo krwawym
starciu pięknie i wiernie opisanym przez Napiera i wielu z nas pojechało
zobaczyć pole, które dobrze oznaczone rzędami zwłok. Muszę tu wspomnieć o
najśmieszniejszym alarmie nocnym jaki się przydarzył Lekkiej Dywizji, pomimo
oddalenia o wiele mil od nieprzyjaciela, w trakcie jej marszu do Aletmejo. Stado
wołów przegalopowało przez naszych ludzi śpiących na biwaku i przez jakiś czas
oficerowie z trudnością przekonywali naszych najlepszych żołnierzy, że nie była
to francuska kawaleria. Mój brygadier Drummond spał pod drzewem na swoim małym
przenośnym żelaznym stelażu. Światło ogniska ukazało go, ku mojemu rozbawieniu,
jak w koszuli (nie za długiej) usiłował wspiąć się na to drzewo. Wezwałem jego
straż do szeregu i mężnie zaszarżowałem na nic drogą prowadzącą do naszego
obozu, podczas gdy generał Craufurd leżał na plecach i zaśmiewał się, biedak, do
histerii. Drummond wkrótce potem zmarł w Guinaldo, na moich rękach, na wstrętne
zapalenie gardła, a Craufurd poległ podczas szturmu Ciudad Rodrigo. Podczas tego lata nasza
armia była skoncentrowania obserwując Soulta i ani on nas nie zaatakował, ani my
jego. Nigdy nie spędziliśmy lata bardziej bezczynnie. Nieprzyjaciel ruszył z
Ciudad Rodrigo do Castello Branco czym zagroził naszej lewej flance i linii
komutacyjnej przez Tag. Kiedy Soult nie mógł już dłużej wyżywić swojej armii,
wycofał się i nasza Lekka Dywizja została nagle przeniesiona do Castello Blanco,
a reszta armii następnie na północ. Tej jesieni nasza armia
została podzielona i rozlokowana, tak blisko aby można ją żywić, na granice w
celu obserwowania Ciudad Rodrigo, którego oblężenie rozważał Książe. Po śmierci
generała Drummonda generał dywizji7 Vandeleur został przydzielony do
mojej brygady. Był to wytworny dżentelmen w stylu staroirlandzkiego bohatera.
Zakwaterowano nas w Martiago, a naszą Dywizję częściowo w El Bodon, a częściwo w
Zamora, Guinaldo etc. Była to bardzo upalna jesień ale przy końcu roku, kiedy
rozpoczęły się deszcze było świetne polowanie z psami. Tego roku generał
Craufurd, w jednym ze swoich szalonych wybryków, zgłosił, że Lekkiej Dywizji
brakuje odzieży etc. i musi zostać odesłana na tyły. Książe rozkazał nam
pomaszerować pewnej zimnej nocy przez Agueda do Larade, niedaleko Guinaldo, na
jego inspekcję. Wielka scena miała miejsce. Craufurd nie przybył przed tym jak
Książe przejechał przed szeregiem. Książe zaśmiał się i rzekł: "Craufurd,
spóźniłeś się". "Nie panie, to pan jest przed czasem. Na moim zegarku trzeba
polegać." Jechałem wówczas na brązowej klaczy, za którą dałem 120 funtów
Charliemu Rowan'owi, którego zrzuciła po tym jak kupił ją od generała Craufurda,
gdyż ten nie mógł na niej jeździć. Klacz zaszarżowała na Księcia, ze mną na
grzbiecie. "No, no" mówi Książe "Pański koń panuje nad panem". Książe, ku naszej
radości, mówi do generała Craufurda: "Nigdy nie widziałem Lekkiej Dywizji lepiej
wyglądającej lub bardziej gotowej do służby. Odmaszerować do swoich kwater.
Wkrótce będę was potrzebować w akcji". W owym czasie Marmont ruszył do Ciudad
Rodrigo z wielkim konwojem zaopatrzenia, zmusił Księcia do zebrania sił i
świetne starcie kawalerii z czworobokami piechoty miało miejsce za El Bodon. Mniej więcej w tym
czasie, mieliśmy nieco ciężkiego i żmudnego manewrowania, nocnych marszy, etc. W
czasie tych ruchów maszerowaliśmy ciemną nocą z Guinaldo i, jako że droga była
mokra i daleka od doskonałości, mieliśmy kilka przestojów w kolumnie. Wtedy
usłyszałem rozmowę dragona z 16-ego pułku lekkich dragonów z jednym z 1-ego
niemieckiego pułku huzarów, z obu ich żaden nie powstrzymał się od składnika
stanowiącego przedmiot rozmowy. Dragon z 16-ego pułku: "Słuchaj huzarze, ja to
lubię kiedy jest mocny, gorący i słodki z mnóstwem ... a ty jak lubisz?" Huzar:
"Ja lubić go surowym." Marmont osiągnąwszy
swój cele cofnął się, a my wróciliśmy do naszych starych obozów. Raport Księcia
z 29 września z Quadrasies tak szczegółowo opisuje wszystkie te operacje i
ukazuje piękno manewrów tak wyraźnie, że mogę ograniczyć się do tego, co
wydarzyło się tego wieczoru kiedy brygada generała Pakenhama miała poważną
utarczkę w Aldea de Ponte. Czwarta dywizja dostała
rozkaz powrotu o zmierzchu, tak samo jak Lekka. Leżałam na biwaku rozmawiając z
generałem Craufurdem i Johnem Bellem kiedy nadjechał dragon z pismem generała
Cole'a żądającym od Craufurda wysłania oficera w charakterze przewodnika do
poprowadzenia o zmierzchu jego dywizji na wzgórza Rendo. Powiedziałem: "Oh, John
Bell pojedzie oczywiście." "Nie" mówi John. "Harry Smith najlepiej zna drogę."
No i dostałem rozkaz wyjazdu. Zanim dotarłem do Cole'a zrobiło się ciemno.
Znalazłem jego dywizję w marszu: wszystko było z nimi w porządku. Zameldowałem
się mu - był to pierwszy raz kiedy z nim rozmawiałem. Był z nim pułkownik Brooke,
brat "Shannona Brooke'a i jego kwatermistrz generalny. "Oh" mówi Cole. "Wysłany
przez Craufurda, nieprawdaż? Zna pan drogę?" My, panowie z Lekkiej Dywizji,
byliśmy odpowiednio zuchwali. Odparłem: "Przypuszczam, że nie wysłano by mnie
gdybym nie znał." "Uh" mówi Cole czerwony jak papryka. W tym miejscu mogę
poczynić uwagę o trudności rozpoznawania dróg nocą nawet jeśli ktoś jest z nimi
zaznajomiony. Zapalające się i gasnące ogniska, kraj pokryty wojskiem - takie
rzeczy zmieniają oblicze natury i dodają odrobinę niepokoju do tej trudności.
Cole, bardzo zaniepokojony człowiek, nieustannie pytał: "Czy pan jest pewien, że
zna drogę, sir?" itd. itd. itd. W końcu rzekłem: "Generale Cole, jeśli zostawi
mnie pan w spokoju poprowadzę pańską dywizję; jeśli będzie pan jednak odciągać
moją uwagę, nie będę w stanie." Był moment niepokoju, przyznaję. Znajdowałem się
właśnie w miejscu gdzie mogłem zgubić drogę, wielką drogę, która była blisko.
Ruszyłem galopem do przodu aby jej szukać i jakże zły był na mnie generał Cole.
Znalazłem drogę jednak i tak szybko jak czoło kolumny dobrze do niej dotarło,
rzekłem: "Dobrej nocy, generale" i za chwilę byłem na pełnej szybkości podczas
gdy on wołał aby wrócił. Miałem trochę trudności w znalezieniu mojej własnej
dywizji, która poruszała się równolegle z resztą sił. Jakże się roześmiał
Craufurd kiedy mu opowiedziałem o moim pierwszym spotkaniu z tym gwałtownym
Irlandczykiem. Biedny drogi sir Lowry! Później, po bitwie pod Waterloo, byłem
jego AQMG, służyłem pod nim jako komendant Cape Castle i Starszy Członek Rady
kiedy był gubernatorem i wielokrotnie się śmieliśmy z tego naszego pierwszego
poznania. W czasie jednego z naszych przemarszów z Alemtejo na północ, w domu, w Idanha a Nova, w którym generał Drummond i ja kwaterowaliśmy wielce żartobliwy Portugalczyk pokazał na nam coś w rodzaju raportu o Brytyjczykach, tak błędnego, że generał Drummond się roześmiał. Ale Charlie Rowan, nasz szef administracji, (obecnie świetny policjant w Londynie) obiadujący z generałem Drummondem opowiedział tę anegdotę przy stole Księcia w Guinaldo, i zostałem wysłany 150 mil z powrotem aby sprowadzić mojego przyjaciela. Mówiłem po portugalsku tak dobrze jak angielsku. Dlatego też namówiłem naszego bohatera aby mi towarzyszył do Księcia, nie mówiąc dlaczego, ale bardziej nieprzyjemnej podróży, będąc odpowiedzialnym za mojego przyjaciela, całkiem sam i bez służącego etc., nigdy nie miałem i wielce błogosławiłem język Charliego Rowana. Dostarczyłem mojego przyjaciela AG w Guinaldo i miałem dwadzieścia cztery mile aby dołączyć do mojego generała w Robledillo.
Tłumaczenie: ChLasalle |
||
|
|
||
|
||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
||
|
Forum projektu stworzenia najlepszego w Polsce opracowania wojny w Hiszpanii 1808-1814. Zapraszamy do dyskusji i wspomagania projektu.
|
||
|
|
||
|
Pomysł, projekt i koordynacja:
Rafał Małowiecki anrama@interia.pl Włodzimierz Nabywaniec wlonab@wp.pl Guerra team: Duroc, Bernard Lipka, Waldemar Karczmarczyk, Michał Swędrowski, Zenobi, Magda, Scout, Gipsy, makron, Rafał Jan Komorowski, Eques, Agent FBI. |
||
|
|
||
|
• Guerra de Independencia espanola 1808-1814 • Asociación para el Estudio de la GI • The Peninsular War 1808-1814 • English officers killed in Peninsula 1808-1814 • Peninsular War: Orders of Battle • Wellington's dispatches • Los sitios de Zaragoza • Pagina de la Albuera • La batalla de Bailén • Revista de Historia Militar • Lord Blayney's Narrative |
||