Napoleon.org.pl English     Deutsch    
Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni



Pamiętniki

Harry Smith
AUTOBIOGRAFIA (wybór)


Rozdział 6: Kampania 1811 roku

Zastałem armię  w ciągłym oczekiwaniu wymarszu, a kapitan mojej kompanii Leach został  chory na tyłach. Rzekłem więc do pułkownika: "Nie wolno mi już  dłużej być pańskim adiutantem, sir. Jakkolwiek wdzięczny jestem, moja kompania mnie potrzebuje." "Ach, teraz możesz trochę chodzić, to mnie opuszczasz! Idź i niech cię ... ale i tak cię kocham za tę chęć." Odszedłem, a następnego dnia pomaszerowaliśmy [6 marca 1811], Massena wycofywał się z Portugalii i stoczyliśmy wiele potyczek. Moja noga, z otwartą raną, bolała i kulałem. Kiedy inni się kładli, siedziałem w siodle, na drogim mi małym hiszpańskim koniu, podarowanym przez Jamesa Stewarta, później zwierzęciu jeszcze większej sławy. 
 

W Pombala miałem wraz z moją kompanią ciężką utarczkę [11 marca]. W Redinha moja kompania była w straży przedniej [12 marca], wspierana przez oddział kapitana O'Hare'y. Las przed nami i z prawej pełen był Francuzów. Nadeszły lekkie kompanie 3-ej dywizji. Zapytałem: "Zaatakujecie ten las?" Kapitan z 88-ej lekkiej kompanii, którego znałem roześmiał się na moje pytanie. Powiedziałem bardzo cicho: "Zostaniecie odparci, a kiedy to już się stanie, ruszę na skraj lasu i pomogę wam." Jakże się roześmiał! Moja przepowiednia została wkrótce zweryfikowana: został ranny i zebrany przez moją kompanię, którą poprowadziłem na prawą flankę Francuzów i natychmiast ich zatrzymałem. Posłałem po moje wsparcie - O'Hare'ę aby zbliżył się do mnie. Uparty stary okrutnik odmówił i byłem zmuszony wycofać, mając niepotrzebnie pięciu lub sześciu rannych.  
 

Równina przy Redinha to świetne miejsce do pokazów wojskowych i nasze szyki uformowane do ataku na straż tylną Neya były wspaniałe. Nieprzyjaciel miał wiele dział w polu, w wydłużonych liniach, świetny sposób odwrotu na takim terenie, i żadna straż nie wycofała się nigdy w bardziej misternym stylu, a ja wówczas myślałem że nasze natarcie w linii było ciężkie, wolne i nawet w połowie nie tak niszczące jak niszczący byłby atak sąsiadujących kolumn. Nieprzyjaciel musiał wycofać się przez most w wiosce Redinha i my, Strzelcy, mocno naciskaliśmy na jego lewe skrzydło. Francuska piechota w linii, schowana za atalayą1 (lub wieżą) na wzgórzu w tym celu, leżała na ziemi w chwili gdy moja kompania oraz kompania dowodzona przez tego cudownego Strzelca Willie Johnstone'a zbliżyły się na dwadzieścia jardów od niej. Ku naszemu zaskoczeniu, szereg poderwał się, oddał salwę (nie trafili nikogo) i wykonał zwrot. Na nich wszyscy ruszyliśmy jak diabły w regularnym pieszym wyścigu, za wyjątkiem mnie i mojego małego konia Tiny, z którego nie mogłem zsiąść. W pościgu zniósł mnie ze skały wysokiej na dwanaście stóp, dotarliśmy z Johnstonem do mostu i odcięliśmy pół batalionu Francuzów. Rzadko kiedy widziałem tyle legii honorowych w grupie, ale orzeł był zdjęty. Nigdy nie powiedzieliśmy co zrobiliśmy choć mieliśmy zabawę ale to anegdota warta zapisu w Historii Napiera. 
 

Ścieraliśmy się z nieprzyjacielem każdego dnia. Następne starcie było w Condesia, kolejne w Casal Nova [14 marca] gdzie mieliśmy potyczkę tak ciężką jak nigdy. My, ludzie Lekkiej Dywizji, mieliśmy pełnię walki jako, że Francuzi musieli utrzymać wioskę aby umożliwić odwrót swojej kolumnie i gdyby zastosowano się do rozkazów Księcia, nasza Dywizja nie powinna była atakować zanim 3-a i 4-a Dywizja znalazły się aż na lewej flance Francuzów. Straciłem tego dnia kilku ludzi, tak jak inne kompanie, a zwłaszcza 52-a. Biedny major Jack Stewart dostał postrzał w płuca i zmarł po trzech dniach, szef sztabu brygady2 Beckwitha porucznik James Stewart został trzy dni później (28 marca koło Freixadas) zabity na tym samym małym angielskim koniu o imieniu Tom; porucznik Strode otrzymał śmiertelną ranę kiedy rozmawiał ze mną itd. Tamtej nocy byłem na pikiecie. Nieprzyjaciel cofał się całą noc, ale jego i nasze czujki były w zasięgu wzroku. O świcie nadeszła gęsta mgła. Brygada Beckwitha, ze nim na czele, dotarła do miejsca gdzie byłem ustawiony. Rzekł on: "Chodź Harry, zbierz swoją kompanię i ustaw się na czele kolumny." W tej chwili przyjechało z powrotem dwóch dragonów z 16-ego pułku i Beckwith zapytał: "Skąd jedziecie?" "Patrolowaliśmy półtorej mili przed czołem i nic nie zobaczyliśmy." "Półtorej mili mój przyjacielu" mówi stary Sydney "w gęstej mgle to chol... długa droga. Dlaczego, Harry, powiedziałeś, że wedety były blisko ciebie." "Jako że są" odparłem "i zostaniesz ostrzelany w chwili kiedy ruszysz naprzód." Nie uszliśmy nawet pięćdziesięciu jardów kiedy rozległo się: "Bach! Bach!" O jak się uśmiał stary Sydney. "Półtorej mili!" Ale mgła była tak gęsta, że nie mogliśmy ruszyć i nieprzyjaciel słysząc naszą kolumnę na swoich tyłach, nienaciskany oddalił się. 
 

Po kilku dniach, kiedy zbliżyliśmy się już do francuskiej straży tylnej i mieliśmy ją zaatakować, otrzymano rozkaz ogólny3, ku mojemu zdziwieniu mianujący mnie szefem sztabu brygady dla 2-j Lekkiej Brygady, a nie dla brygady drogiego starego Sydneya. On spodziewał się tego, gdyż wraz z pułkownikiem Pakenhamem (drogim sir Edwardem) próbowali coś dla mnie zrobić z uwagi na moją kulawą nogę. Beckwith mówi: "Teraz przekaż swoją kompanię Laytonowi i wyruszaj natychmiast do pułkownika Drummonda", który dowodził Brygadą. Ledwo dotarłem do niej, a rozpoczęła się taka kanonada, że 52-gi został rozproszony w sposób jakiego nigdy wcześniej nie widziałem, a i później rzadko. Wkrótce wszyscy byliśmy zaangażowani w walkę i zepchnęliśmy Francuzów do i poza rzekę z ciężkimi stratami w zabitych, jeńcach i utopionych. To była bardzo ciężka walka, zakończona tuż przed zmrokiem. Rzekłem do mojego brygadiera: "Czy ma pan jakieś rozkazy co do pikiet, sir?" To był stary gwardzista, najuprzejmiejszy choć i możliwie najdziwniejszy człek. "Proszę pana, panie Smith, jest pan moim szefem sztabu?" "Myślę, że tak, sir". "Zatem powiem panu, że to pański obowiązek wystawić pikiety, a mój to mieć dla pana codziennie choler... dobry obiad." Wkrótce już się rozumieliśmy. On często sam gotował obiad, a ja dowodziłem Brygadą. 
 

Nasza kolejna wielka walka, pod Sabugal [3 kwietnia], była gorzka. Nigdy nie zapomnę jak ruszali tego dnia z melodyjnym śpiewem moi starzy przyjaciele z 1-ego niemieckiego pułku huzarów. Sir W. Erskine, krótkowzroczny osioł, dowodził kawalerią i Lekką Dywizją a starliśmy się wręcz z korpusem Reyniera zajmującym mocną pozycję na wzgórzach ponad Sabugal i zaatakowaliśmy kiedy wolą Księcia było abyśmy obeszli ich lewe skrzydło do Quadraseyes, podczas gdy 5-ta, 4-ta i 3 dywizja miały zaatakować od frontu w samo centrum pozycji. Jednakowoż rozpoczęliśmy i nigdy waleczność nie była bardziej manifestowana przez przyjaciela i przeciwnika niż przy tej okazji, a zwłaszcza przez drogiego starego przyjaciela Beckwitha i jego 1-ą Brygdę.  Niektóre działa zdobywano i odbijano kilka razy. Francuski oficer na siwym koniu był bardzo waleczny. Stary Beckwith głosem jak grzmot zaryczał do strzelców: "Zastrzelcie tego jegomościa, zrozumiano?". Za chwilę on i jego koń padli a Sydney wykrzyknął: "Nieszczęsny! Zacnym byłeś człekiem." 
 

Mój brygadier, jak wkrótce odkryłem, zostawił mi dowództwo, a ja odprowadziłem oddział i przybyliśmy po nasz znaczny udział w powstrzymaniu Rayniera przed obejściem z lewej brygady Beckwitha. Na szczęście, 5-a dywizja weszła do akcji we właściwym momencie jako że Francuzi wówczas cisnęli nas okropnie. Lekka Dywizja pod krzykiem starego Beckwitha ruszyła do przodu z impetem, którego nic nie mogło powstrzymać; tak zganieni byliśmy, że krew się w nas zagotowała i strasznie odpłaciliśmy nieprzyjacielowi. Taka scena rzezi jaka rozegrała się na jednym wzgórzu przeraziłaby dzisiejszego żołnierza. Noc nadeszła przerażająco wilgotna i 5-a dywizja wraz z Lekką Dywizją została odesłana z powrotem do Sabugal na spoczynek. Miejsce było w opłakanym stanie ale dachy się trzymały, sir W. Gomm, adiutant generalnego kwatermistrza4 5-ej dywizji i ja podzieliliśmy miasto pomiędzy siebie, a nasi biedni ranni leżeli na deszczu i w zimnie całą noc. Następny ranek był ładny, i kiedy słońce wzeszło pomaszerowaliśmy przez pole bitwy. Krew naszych żołnierzy była już chłodna i pięknym było słyszeć wyrazy współczucia dla cierpień licznych konających i rannych wokół nas. Oh wy królowie i uzurpatorzy winniście widzieć te sceny i powściągnąć ambicję! 
 

Tego wieczoru [4-ego kwietnia] odbyliśmy długi marsz ku Quadraseyes, ale przez cały dzień nie widzieliśmy śladu nieprzyjaciela, ani też naszej intendentury. Dosłownie konaliśmy z głodu. Ten stary łajdak Picton zajął zaopatrzenie Lekkiej Dywizji dla swojej 3-ej. Jeśli trafił do czyśćca, na co go skazywaliśmy, to ma za swoje. 
 

Postępowaliśmy blisko za Francuzami przez granicę, ale nigdy nie doświadczyliśmy prawdziwego uderzenia w nich. Almeida obsadzoną ich wojskami została okrążona przez 5-tą dywizję podczas, gdy Lekka Dywizja ruszyła ku starym liniom, Gallegos, Marialva, Carpio i Espeja. Z francuskiego garnizonu Ciudad Rodrigo nieprzyjaciel częste czynił wypady. Książe odjechał był ku Aletmejo i sir Brent Spences dowodził - zwyczajna stara baba, która dozwalała Francuzom popełniać wszelkiego sortu ekstrawagancje przed naszymi nosami, kiedy nagły ruch z Espeja na ich tyły pokarałby ich. Sir W. Erskine dowodził natarciem kawalerii i Lekkiej Dywizji. 
 

Pewnego ranka jadłem śniadanie z sir Williamem Erskine'm, który wraz ze swym sztabem wysłał był mały oddział dla rozpoznania Ciudad Rodrigo. Nieprzyjaciel natychmiast wysłał oddział kawalerii dla sprawdzenia natarcia i wielki spór zdarzył się między sir Williamem a jego szefem administracji5 Macdonaldem o to czy nieprzyjaciel przekroczył w sile jednego czy dwóch szwadronów. W czasie tej dyskusji wszedł ordynans sir Williama, bystry stary dragon6 z 1 pułku niemieckich huzarów. "Ah!" mówi Sr William, "to jest mój stary ordynans; on nam powie. Huzarze, ile szwadronów nieprzyjaciela przekroczyło Agueda tego ranka?" Z ciałem tak sztywnym i wyprostowanym jak posąg i ręką złożoną do salutowania jak w akcie ścinania wroga: "Tylko czterdzieści dziewięć człowiek, nie więcej, ja policzyć go." Śmiano się z obu dyskutantów. 
 

Wtedy przydarzyło się okropne nieszczęście ucieczki francuskiego garnizonu Almeidy. Nigdy nie zapomnę zawstydzenia naszych żołnierzy, ani podziwu naszych oficerów dla tak błyskotliwej próby z szansami jak jeden do stu. Mój stary przyjaciel Ironmonger, wtedy u Queens'ów, ten któremu George Simmons wylał prosto w twarz wiadro wody podczas marszu, jak już opisane, z Belem, poważnie zawinił.  
 

Armia Masseny szybko dochodziła do siebie. Otrzymali posiłki i gotowali się  do rzucenia wielkiego konwoju z zaopatrzeniem do Ciudad Rodrigo. Do tego koniecznym było aby nas odepchnęli i chwila wydawała się  sposobna jako że zamiarem było ostatecznie wycofać francuską armię do Salamanki i sąsiednich dużych miast, tak by nie można było zażądać obfitych zapasów wymaganych dla Ciudad Rodrigo. W chwili tej Soult urządzał pokaźną demonstrację w Alemtejo i Estramandurze, nasza próba wzięcia Badajoz się nie powiodła a duża część armii ruszyła na południe; była zatem dobra okazja dla Masseny aby wyprzeć nas za Coa. 
 

Jednakowoż  drogi Książe Wellington dokonał odważniejszego oglądu sytuacji i skoncentrował swoją armię za Fuentes D'Onoro, gdzie stoczył tę osławioną bitwę, która trwała półtora dnia [5 maja]. Generał Craufurd dołączył do nas tutaj w dniu głównej akcji. Żołnierze przywitali go demonstracją radości. Oficerowie w owym czasie darzyli go niechęcią. Ja nie; mianował mnie swoim adiutantem, choć nie chciałem iść do niego, i zawsze był dla mnie uprzejmy i gościnny. 
 

Rankiem tego dnia stary Sydney znów się wyróżnił, gdyż nieprzyjaciel z Poza Velha obszedł naszą prawą flankę i pobił okrutnie naszą kawalerię (14-y pułk lekkich dragonów i pułk królewski) wystawiając przeciwko niej 4000 świeżych ludzi. Nigdy nie było cięższej walki niż te kilka godzin w wiosce Fuentes. Tam zobaczyłem 79-y pułk w ataku na czoło francuskiej kolumny podchodzącej po górę, siedmiu lub ośmiu francuskich oficerów i do 100 żołnierzy przebitych bagnetem, jedyne starcie na bagnety jakiego świadkiem byłem kiedykolwiek. Po bitwie pod Fuentes D'Onoro Francuzi wycofali się nie niepokojeni bo byliśmy zadowoleni z pozbycia się ich. Mieli tak potężną kawalerię, że na otwartej przestrzeni po prostu nie mogliśmy ich niepokoić.  
 

W owym czasie prawie cała armia ruszyła do Alemtejo przez Arronchas, gdzie w czasie manewru sir Johna Moore'a na Salamankę miałem dobrą kwaterę, która zajmowałem cztery razy podczas wojny. Uboga rodzina zawsze z radością mnie gościła. W czasie naszego manewru na Alemtejo usłyszeliśmy o krwawej bitwie pod Albuera [16 maja], bardzo krwawym starciu pięknie i wiernie opisanym przez Napiera i wielu z nas pojechało zobaczyć pole, które dobrze oznaczone rzędami zwłok. 
 

Muszę  tu wspomnieć o najśmieszniejszym alarmie nocnym jaki się przydarzył Lekkiej Dywizji, pomimo oddalenia o wiele mil od nieprzyjaciela, w trakcie jej marszu do Aletmejo. Stado wołów przegalopowało przez naszych ludzi śpiących na biwaku i przez jakiś czas oficerowie z trudnością przekonywali naszych najlepszych żołnierzy, że nie była to francuska kawaleria. Mój brygadier Drummond spał pod drzewem na swoim małym przenośnym żelaznym stelażu. Światło ogniska ukazało go, ku mojemu rozbawieniu, jak w koszuli (nie za długiej) usiłował wspiąć się na to drzewo. Wezwałem jego straż do szeregu i mężnie zaszarżowałem na nic drogą prowadzącą do naszego obozu, podczas gdy generał Craufurd leżał na plecach i zaśmiewał się, biedak, do histerii. Drummond wkrótce potem zmarł w Guinaldo, na moich rękach, na wstrętne zapalenie gardła, a Craufurd poległ podczas szturmu Ciudad Rodrigo. 
 

Podczas tego lata nasza armia była skoncentrowania obserwując Soulta i ani on nas nie zaatakował, ani my jego. Nigdy nie spędziliśmy lata bardziej bezczynnie. Nieprzyjaciel ruszył z Ciudad Rodrigo do Castello Branco czym zagroził naszej lewej flance i linii komutacyjnej przez Tag. Kiedy Soult nie mógł już dłużej wyżywić swojej armii, wycofał się i nasza Lekka Dywizja została nagle przeniesiona do Castello Blanco, a reszta armii następnie na północ. 
 

Tej jesieni nasza armia została podzielona i rozlokowana, tak blisko aby można ją żywić, na granice w celu obserwowania Ciudad Rodrigo, którego oblężenie rozważał Książe. Po śmierci generała Drummonda generał dywizji7 Vandeleur został przydzielony do mojej brygady. Był to wytworny dżentelmen w stylu staroirlandzkiego bohatera. Zakwaterowano nas w Martiago, a naszą Dywizję częściowo w El Bodon, a częściwo w Zamora, Guinaldo etc. Była to bardzo upalna jesień ale przy końcu roku, kiedy rozpoczęły się deszcze było świetne polowanie z psami. 
 

Tego roku generał  Craufurd, w jednym ze swoich szalonych wybryków, zgłosił, że Lekkiej Dywizji brakuje odzieży etc. i musi zostać odesłana na tyły. Książe rozkazał nam pomaszerować pewnej zimnej nocy przez Agueda do Larade, niedaleko Guinaldo, na jego inspekcję. Wielka scena miała miejsce. Craufurd nie przybył przed tym jak Książe przejechał przed szeregiem. Książe zaśmiał się i rzekł: "Craufurd, spóźniłeś się". "Nie panie, to pan jest przed czasem. Na moim zegarku trzeba polegać." Jechałem wówczas na brązowej klaczy, za którą dałem 120 funtów Charliemu Rowan'owi, którego zrzuciła po tym jak kupił ją od generała Craufurda, gdyż ten nie mógł na niej jeździć. Klacz zaszarżowała na Księcia, ze mną na grzbiecie. "No, no" mówi Książe "Pański koń panuje nad panem". Książe, ku naszej radości, mówi do generała Craufurda: "Nigdy nie widziałem Lekkiej Dywizji lepiej wyglądającej lub bardziej gotowej do służby. Odmaszerować do swoich kwater. Wkrótce będę was potrzebować w akcji". W owym czasie Marmont ruszył do Ciudad Rodrigo z wielkim konwojem zaopatrzenia, zmusił Księcia do zebrania sił i świetne starcie kawalerii z czworobokami piechoty miało miejsce za El Bodon. 
 

Mniej więcej w tym czasie, mieliśmy nieco ciężkiego i żmudnego manewrowania, nocnych marszy, etc. W czasie tych ruchów maszerowaliśmy ciemną nocą z Guinaldo i, jako że droga była mokra i daleka od doskonałości, mieliśmy kilka przestojów w kolumnie. Wtedy usłyszałem rozmowę dragona z 16-ego pułku lekkich dragonów z jednym z 1-ego niemieckiego pułku huzarów, z obu ich żaden nie powstrzymał się od składnika stanowiącego przedmiot rozmowy. Dragon z 16-ego pułku: "Słuchaj huzarze, ja to lubię kiedy jest mocny, gorący i słodki z mnóstwem ... a ty jak lubisz?" Huzar: "Ja lubić go surowym." 
 

Marmont osiągnąwszy swój cele cofnął się, a my wróciliśmy do naszych starych obozów. Raport Księcia z 29 września z Quadrasies tak szczegółowo opisuje wszystkie te operacje i ukazuje piękno manewrów tak wyraźnie, że mogę ograniczyć się do tego, co wydarzyło się tego wieczoru kiedy brygada generała Pakenhama miała poważną utarczkę w Aldea de Ponte. 
 

Czwarta dywizja dostała rozkaz powrotu o zmierzchu, tak samo jak Lekka. Leżałam na biwaku rozmawiając z generałem Craufurdem i Johnem Bellem kiedy nadjechał dragon z pismem generała Cole'a żądającym od Craufurda wysłania oficera w charakterze przewodnika do poprowadzenia o zmierzchu jego dywizji na wzgórza Rendo. Powiedziałem: "Oh, John Bell pojedzie oczywiście." "Nie" mówi John. "Harry Smith najlepiej zna drogę." No i dostałem rozkaz wyjazdu. Zanim dotarłem do Cole'a zrobiło się ciemno. Znalazłem jego dywizję w marszu: wszystko było z nimi w porządku. Zameldowałem się mu - był to pierwszy raz kiedy z nim rozmawiałem. Był z nim pułkownik Brooke, brat "Shannona Brooke'a i jego kwatermistrz generalny. "Oh" mówi Cole. "Wysłany przez Craufurda, nieprawdaż? Zna pan drogę?" My, panowie z Lekkiej Dywizji, byliśmy odpowiednio zuchwali. Odparłem: "Przypuszczam, że nie wysłano by mnie gdybym nie znał." "Uh" mówi Cole czerwony jak papryka. W tym miejscu mogę poczynić uwagę o trudności rozpoznawania dróg nocą nawet jeśli ktoś jest z nimi zaznajomiony. Zapalające się i gasnące ogniska, kraj pokryty wojskiem - takie rzeczy zmieniają oblicze natury i dodają odrobinę niepokoju do tej trudności. Cole, bardzo zaniepokojony człowiek, nieustannie pytał: "Czy pan jest pewien, że zna drogę, sir?" itd. itd. itd. W końcu rzekłem: "Generale Cole, jeśli zostawi mnie pan w spokoju poprowadzę pańską dywizję; jeśli będzie pan jednak odciągać moją uwagę, nie będę w stanie." Był moment niepokoju, przyznaję. Znajdowałem się właśnie w miejscu gdzie mogłem zgubić drogę, wielką drogę, która była blisko. Ruszyłem galopem do przodu aby jej szukać i jakże zły był na mnie generał Cole. Znalazłem drogę jednak i tak szybko jak czoło kolumny dobrze do niej dotarło, rzekłem: "Dobrej nocy, generale" i za chwilę byłem na pełnej szybkości podczas gdy on wołał aby wrócił. Miałem trochę trudności w znalezieniu mojej własnej dywizji, która poruszała się równolegle z resztą sił. Jakże się roześmiał Craufurd kiedy mu opowiedziałem o moim pierwszym spotkaniu z tym gwałtownym Irlandczykiem. Biedny drogi sir Lowry! Później, po bitwie pod Waterloo, byłem jego AQMG, służyłem pod nim jako komendant Cape Castle i Starszy Członek Rady kiedy był gubernatorem i wielokrotnie się śmieliśmy z tego naszego pierwszego poznania.  
 

W czasie jednego z naszych przemarszów z Alemtejo na północ, w domu, w Idanha a Nova, w którym generał Drummond i ja kwaterowaliśmy wielce żartobliwy Portugalczyk pokazał na nam coś w rodzaju raportu o Brytyjczykach, tak błędnego, że generał Drummond się roześmiał. Ale Charlie Rowan, nasz szef administracji, (obecnie świetny policjant w Londynie) obiadujący z generałem Drummondem opowiedział tę anegdotę przy stole Księcia w Guinaldo, i zostałem wysłany 150 mil z powrotem aby sprowadzić mojego przyjaciela. Mówiłem po portugalsku tak dobrze jak angielsku. Dlatego też namówiłem naszego bohatera aby mi towarzyszył do Księcia, nie mówiąc dlaczego, ale bardziej nieprzyjemnej podróży, będąc odpowiedzialnym za mojego przyjaciela, całkiem sam i bez służącego etc., nigdy nie miałem i wielce błogosławiłem język Charliego Rowana. Dostarczyłem mojego przyjaciela AG w Guinaldo i miałem dwadzieścia cztery mile aby dołączyć do mojego generała w Robledillo.  

Tłumaczenie: ChLasalle

<<< Wstecz





Teatr wojny w Hiszpanii

Geneza i przebieg wojny w Hiszpanii
 • Preludium

Kampanie, bitwy, potyczki, oblężenia
 • Saragossa 1808
 • Saragossa 1809
 • La Coruna 1809
 • Fuengirola 1810
 • Albuhera 1811
 • Sagunt 1811
 • Ciudad Rodrigo 1812
 • Badajoz 1812
 • Almaraz 1812

Polacy w Hiszpanii
 • Polacy w Hiszpanii
 • Legia nadwiślańska
 • 4 pułk piechoty
 • Ułani nadwiślańscy
 • Somosierra
 • Szwoleżerowie

Uczestnicy wojny
 • M. K. Bronikowski
 • G. J. Chłopicki
 • L. M. Dembowski
 • F. A. Dembiński
 • S. Estko
 • F. Kierzkowski
 • S. Klicki
 • J. Konopka
 • T. Łubieński
 • L. Pac
 • P.A. Sułkowski

W oczach różnych narodowości
 • Albuhera
 • Cataluña
 • Ciudad Rodrigo

Wspomnienia, raporty, listy
 • Saragossa w roku 1809
 • Autobiografia - Smith
 • Żołnierz Daleki
 • Wspomnienia Blayney'a
 • Pamiętniki Rudnickiego
 • Hołownia - Opisanie...
 • Kozłowski - Historya...
 • Łaszewski - Opisanie
 • Wspomnienia Sucheta
 •  Raport Philippona
 •  Dziennik Walla
 •  Raporty Wellingtona
 •  Raporty i pamiętniki

Wojna w Hiszpanii w sztuce
 • Francisco Goya

Varia hiszpańskie
 • W piekle Cabrery
 • Guerrilla
 • Szabla Blayneya
 • Okręty angielskie
 • Korespondencja
 • Armia Badenii

Forum
Forum projektu stworzenia najlepszego w Polsce opracowania wojny w Hiszpanii 1808-1814. Zapraszamy do dyskusji i wspomagania projektu.

Guerra de la Independencia española team
Pomysł, projekt i koordynacja:
Rafał Małowiecki anrama@interia.pl
Włodzimierz Nabywaniec wlonab@wp.pl
Guerra team:
Duroc, Bernard Lipka, Waldemar Karczmarczyk, Michał Swędrowski, Zenobi, Magda, Scout, Gipsy, makron, Rafał Jan Komorowski, Eques, Agent FBI.

Guerra de la Independencia española - linki

Copyright © 2001 - 2011  NapoleonTeam
Wszelkie Prawa Zastrzeżone