Napoleon.org.pl English     Deutsch    
Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni

Polacy na San Domingo

Polacy na San Domingo

Wyspa i jej warunki

    W paśmie Wielkich Antyli na morzu Karaibskim, jakby w środku całego pasma wysp dostrzegamy Haiti. W XVIII wieku wyspa ta nosiła nazwę San Domingo, której pamiątką jest dzisiaj nazwa stolicy Dominikany.
Samą wyspę wyróżnia dodatkowo jej ukształtowanie, zdradza je pierwotna, tubylcza nazwa "Kraj Górzysty". Nad całością dominuje masyw Cordilliera Central, z 3175 metrowym szczytem Loma Tina. Na uwagę zasługuje jeszcze w zachodniej części wyspy 2347 m. Massif du Sud. Miedzy tymi masywami rozciągają się żyzne niziny, z największą w dolinie rzeki Artibonite. Ogólna powierzchnia wyspy to 77844 km kwadratowych.
Obecność pasm górskich wpływa znacząco na klimat wyspy, od tropikalnego po umiarkowany (zależnie od wysokości). Opady roczne kształtują się od 300 do 2000 mm rocznie. Temperatury na nizinach bez większych wahań, 25 - 29 stopni Celsjusza, ale wysoko nawet 0 stopni. Pogodę urozmaicają huragany i cyklony między sierpniem a październikiem.
Pod względem zdrowotnym, pozytywem jest bardzo czyste powietrze. Ale po porze deszczowej powstawały bagna i rozlewiska, które przy wysokich temperaturach sprzyjały insektom np. bardzo uciążliwym komarom. Dodatkowo powodowały zjawisko pocenia, a pragnienie zmusza do częstego picia, przy czym wiele strumieni, mimo że czystych, płynąc z gór ma bardzo zimną wodę, przyczyniając się do chorób gardła. Inne zbiorniki często mają wodę nie zdatną do picia. Inne problemy to szybkie psucie się produktów spożywczych, oraz wszędobylskie mrówki, kleszcze, liczne gady i płazy często jadowite.
Dzisiejszy turysta zwykle może śmiać się z niedogodności, mając niezliczone udogodnienia, ale my musimy przenieść się na wyspę sprzed ponad 200 lat, kiedy tropikalne piekło urozmaicał wszędobylski i bezwzględny wróg.

Przed ekspedycją

Pierwsi Francuscy koloniści pojawili się tutaj w 1553 roku, notabene pod kierownictwem Franciszka Le Clerka. Ale nie byli jedynymi Europejczykami. Ostatecznie o losie wyspy zadecydował traktat francusko-hiszpański z 1697 r. Potwierdzony układem z Aranjuz 1777 r. Potwierdzającym władzę Francji nad prawie 28 tyś. km kwadratowych w części zachodniej. Co do ludności kolonii francuskiej, to przybliżona jej liczba w 1789 roku wynosiła 500 tyś. Nie była jednak jednolita. Jako że o bogactwie wyspy decydowała wydajność plantacji, największą grupę ludności stanowili murzyńscy niewolnicy, stanowiący ok. 87%. Jakieś 5,5% to wyzwoleńcy, czyli głównie mieszańcy. Ludność biała, jakieś 40 000 to 7,6%. Podstawowe produkty wyspy, przynoszące wcale znaczne dochody, choć w większości przejmowane przez metropolię, to cukier z trzciny, kawa, bawełna, indygo, kakao. Ale na wyspie produkowano też przetworzone produkty, np. alkohole, w tym rum.
Plantatorzy, szukając nie opodatkowanych zysków chętnie handlowali z kupcami amerykańskimi, hiszpańskimi, czy nawet angielskimi. Zwołanie Stanów Generalnych i dalsze wydarzenia rewolucyjne zwiastowały daleko idące zmiany nie tylko we Francji. Kolonie takie jak San Domingo z niepokojem lub nadzieją czekały na dalsze wydarzenia. Plantatorzy, co nie może dziwić, zainteresowani byli głównie większą samodzielnością gospodarczą kolonii, ale jak ognia bali się przewrotu społecznego, który mógł podważyć podstawy systemu niewolniczego. W większych miastach można było spotkać zwolenników rewolucji, którzy dopuszczali też myśl o zniesieniu niewolnictwa. Mulaci zwani wyzwoleńcami (było wśród nich trochę murzynów), mieli nadzieję na przyznanie praw obywatelskich. Wreszcie niewolnicy, dla których teraz liczyła się już tylko wolność. Jednak Zgromadzenie Kolonii w sierpniu 1791 roku nie dopuściło kolorowych do obywatelstwa, nie godząc się na zmiany. Znamienne tutaj było wystąpienie przywódcy plantatorów, barona de Beavais, który w niewybredny sposób określił mulatów, a murzynów wprost nazwał małpami. Wiadomości o wydarzeniach rozchodziły się też wśród kolorowych, którzy widząc, że niczego bez walki nie zyskają wywołali pierwsze większe powstanie w 1791 roku. Krwawe walki (ok. 2000 zabitych białych), zakończono porozumieniem i amnestią, ale wielu powstańców nie złożyło broni i z górskich kryjówek atakowali plantacje, często dla zwykłego rabunku. Powstanie przyniosło decyzje o rozwiązaniu starego Zgromadzenia Kolonii i w marcu 1792 roku przyznanie pełni praw obywatelskich mieszkańcom wyspy.
Zgilotynowanie Ludwika XVI stało się powodem nie tylko niepokojów na wyspie, ale także interwencji zbrojnej Wielkiej Brytanii, Holandii i Hiszpanii. Ci ostatni wkraczają na wyspę poparci przez część murzyńskich powstańców, ale i royaliści oddali się pod opiekę Hiszpanom. By ratować sytuację, Santhonax, przywódca republikanów, próbował dogadać się z powstańcami umożliwiając im wkroczenie do Cap Francais, przy czym nie obyło się bez ofiar. I wreszcie 29 sierpnia 1793r. ogłosił zniesienie niewolnictwa. Teraz dzięki poparciu murzynów odzyskano obszary zajęte przez Hiszpanów, którzy ostatecznie wycofali się z walk przeciw Francji w 1795 roku. A dla plantatorów ostatnią szansą stali się Anglicy. Ich ekspedycja na wyspę rozpoczęła się już 18 sierpnia 1793r. Gen. Whyte zdobył w czerwcu 1794 Port au Prince i dużą część wyspy, ale radość była przedwczesna. Anglikom cała impreza zbytnio się nie opłacała. Gdy musieli walczyć z połączonymi siłami murzynów mulatów i Francuzów ostatecznie poprosili o rozejm 30 kwietnia 1798 roku. W całym okresie walk stracili 54 tysiące ludzi (z powodu żółtej febry do 12000) i 10 mln. funtów. Smutne, że zwycięskich Francuzów ta lekcja wiele nie nauczyła.
Co do sił, które przyczyniły się do zwycięstwa, najważniejszym z murzyńskich przywódców był już wtedy Franciszek Toussaint-Louverture, wnuk wodza Arradów z Konga. Początkowo walczył po stronie Hiszpanów, lecz gdy Francja potwierdziła wolność murzynów 4 lutego 1794 roku, wyrżnął hiszpańską załogę Marmelade i ze stopniem generała brygady przeszedł na jej stronę. Drugą siłą byli mulaci dowodzeni przez gen. Rigaud. Ci dwaj wodzowie walczyli także między sobą, a Francuzi po pokonaniu Anglików próbowali wygrać jednego przeciw drugiemu. Lecz z rozgrywek tych najsilniejszy wyszedł Toussaint-Louverture. Gdy dodatkowo w 1800 roku podbił hiszpańską część wyspy, znosząc tam niewolnictwo, on zaczął rozdawać karty. 5 lutego 1801 roku kazał wybrać 7 białych i 3 mulatów do Centralnego Zgromadzenia, ale i tak wiadomo było, że sam podejmuje decyzje. W lipcu nie czekając na opinię Paryża ogłosił konstytucję wyspy, sobie przyznając funkcję dożywotniego generalnego gubernatora, z władzą jak I Konsul we Francji. Metropolia uznając to za akt wrogi, skreśliła go z listy generałów.
Wyspa doznała ogromnych strat, jedna trzecia mieszkańców San Domingo wyginęła, zniszczeniu uległa większość plantacji. Co prawda Toussaint-Louverture dbał o rozwój gospodarczy, ale np. produkcja kawy to tylko 56% stanu sprzed rewolucji, a z innymi towarami było jeszcze gorzej. A przecież coraz bardziej stawało się jasne, że następstwem powstałej sytuacji będzie zbrojna interwencja.

Ekspedycja generała Leclerca

Nominacje dowódcy ekspedycji podpisał Bonaparte 24 października, wyznaczając własnego szwagra, gen Wiktora Emanuela Leclerca, męża Pauliny. Dowódca opracował plan akcji, a w tym czasie trwały przygotowania do wyprawy, której główną bazą był Brest. Przewidziano do niej 21 883 żołnierzy, ale kiedy ruszano na przełomie listopada/grudnia 1801 roku, na pokładach statków znalazło się ich 14 283. Nie ulega wątpliwości, że przy doborze oficerów na tę wyprawę, kierowano się stosunkiem do I Konsula. W pierwszej kolejności oddelegowano oficerów o wyraźnie republikańskich poglądach. W sztabie Leclerca znalazło się 5 gen. Dyw. i 9 gen. Bryg. Na wyprawę zabrano też wygnanych wcześniej z wyspy generałów mulackich, Rigauda i Petiona. Flotą w składzie 32 liniowców, 22 fregat i korwet, dowodził admirał Ludwik Villaret-Joyese.
Wyruszono 14 grudnia 1801 roku i dotarto na miejsce w styczniu następnego roku. Tutaj Leclerc próbował przekonać murzyńskich dowódców do podporządkowania się. Gdy przekonał się, że nic nie wskóra, wydał rozkaz lądowania i zdobycia Fort Dauphin. Następnie sam Leclerc zajął 6 lutego Cap Francais. W okresie lutego oddziały francuskie zajęły większość ważnych miast, ale nie zdołano rozbić armii murzyńskiej. Toussaint-Louverture odmówił złożenia broni w zamian za przywrócenie do służby, dlatego 17 lutego wyjęto go spod prawa, wraz z gen. Christophe. Podjęto atak na ich pozycje w górach, ale nie uzyskano rozstrzygnięcia. Mimo dotychczasowych sukcesów, Leclerc był zaniepokojony, bo straty sięgały już 5 000 żołnierzy. Dodatkowo rozpoczęły się działania partyzanckie małych partii murzyńskich, nie uznających niczyjego zwierzchnictwa.
W kwietniu 1802 roku wyraźnym sukcesem było przejście gen. Christophe'a na stronę Francuzów. 1 maja, po potwierdzeniu amnestii i wolności murzynów to samo zrobił Toussaint-Louverture. Potwierdzono jego stopień generalski i wysłano go do plantacji Ennery. Jednak obawa o jego popularność spowodowała, że Leclerc nakazał 7 czerwca go aresztować i osadzić w cytadeli Joux, gdzie zmarł 7 kwietnia 1803 roku.
Wyspa była znów wyniszczona, dla ratowania produkcji Leclerc wydał 30 czerwca dekret o przymusie pracy i wiele innych zarządzeń gospodarczych, np. dotyczących handlu z amerykańskimi kupcami. Opanowanie sytuacji przyczyniło się też do licznego powrotu białych na wyspę. Problem agrarne, jak i obawa przed powrotem niewolnictwa stały się powodem wznowienia powstania na przełomie sierpnia/września 1802 roku. Od nowa narastało okrucieństwo po obu stronach, lecz dla Francuzów dodatkowym problemem stały się straty wynikające z chorób, np. żółtej febry i dyzenterii. O dramatycznej sytuacji świadczą raporty Leclerca do I Konsula. W październiku pisał, że wyjściem z sytuacji było by wybicie wszystkich murzyńskich mężczyzn powyżej 12 roku życia. Problemem była też demoralizacja przetrzebionych oddziałów francuskich. Posiłki z Francji stały się konieczne.

Polacy wysłani na San Domingo

Pierwszym Polakiem wysłanym na San Domingo był gen. bryg. Władysław Jabłonowski (znamienity dawniej ród, miał w swych szeregach hetmanów). Wysłano go na własną prośbę w maju 1802 roku, delegując do sztabu gen. Leclerca.. W sierpniu powierzono mu akcje likwidacji powstania w Departamencie Północnym. W trakcie wykonywania powierzonych sobie zadań Jabłonowski zachorował na żółtą febrę i szybko, 29 września 1802 roku zmarł. Warto wspomnieć jeszcze jego adiutanta, kpt. Konstantego Przebendowskiego, który mając wysokie kwalifikacje, został dołączony do sztabu, a 6 listopada 1803 roku w stopniu szefa szwadronu mianowany adiutantem naczelnego wodza gen. Rochambeau.
Latem 1802 roku Bonaparte planował wysłanie posiłków na San Domingo, listy Leclerca nie nastrajały optymizmem i wiadomo było, że bez szybkiego wsparcia ekspedycja może się zakończyć fiaskiem. Liczbę sił określono na 5 generałów (Jabłonowski już pojechał) i 9008 żołnierzy i oficerów. Do ekspedycji wyznaczono także Polaków z 3 półbrygady Legii Naddunajskiej, stacjonującej wtedy w Livorno. Zniechęceni służbą we Włoszech legioniści, przyjęli decyzję o ekspedycji obojętnie, choć część oficerów złożyła dymisje (robili to też wcześniej). Decyzję za to protestował w Mediolanie Dąbrowski, znający cel wyprawy. Nie zgodził się jednak z propozycją przeprowadzenia oddziałów polskich do Turcji, skąd miały by wyruszyć na ziemię polskie i po zajęciu Kamieńca Podolskiego wywołać powstanie.
Na czele jednostki, przemianowanej 22 grudnia 1801 r. na 113 półbrygadę francuską, po dymisji Stanisława Fiszera, stanął Francuz Fortunat Bernard. Choć stan jednostki miał wynosić 96 oficerów i 3138 żołnierzy, nie był pełny i na wyprawę ruszyło ogółem 2810 Polaków. Zaopatrzono ich w przewidzianą ilość pożywienia, dodatkowe stroje kolonialne, wypłacono żołd. Na pokładach 12 statków przewozowych wypłynęli 17 maja 1802r. Po postojach w Hiszpanii ruszono na Antyle 23 -25 lipca 1802 i dotarto na miejsce 2 września.
Drugim polskim rzutem na San Domingo była 2 półbrygady Legii Naddunajskiej, także przemianowana na 114 półbrygadę francuską, a jej dowódcą był płk. Aksamitowski. (Co ciekawe początkowo proponowano 1 półbrygadzie, ale jej szef Grabiński dzięki dobrym znajomością doprowadził do zmiany decyzji). I Konsul uznając znaczenie tej kolonii, w listopadzie 1802 roku podjął decyzję o wysłaniu kolejnych posiłków. Przewidziano ich liczbę na 12 138 żołnierzy. Tym razem poważnym problemem mogła być dezercja, ponieważ wiedziano już wtedy o stratach i warunkach walk na wyspie. Znowu odezwały się głosy sprzeciwu wśród polskiej emigracji, ale ponownie Dąbrowski nie zdecydował się na jakąś akcję. W grudniu jednostkę przesunięto do Reggio, gdzie zebrano 83 oficerów i 2587 żołnierzy (liczba ta wzrosła po dołączeniu rekonwalescentów). Po przejściu do Parmy, 16 grudnia ogłoszono przemianowanie na 114 półbrygadę francuską i ogłoszono podniesienie żołdu, co poprawiło nastroje. Niestety nie przeprowadzono wymiany karabinów, które były w opłakanym stanie Potem poszła pod Genuę, gdzie 24 stycznia 1803 roku załadowano pierwszą grupę na okręty z eskadry kontradmirała Jakuba Bedouta. Ogółem około 1960 żołnierzy, którzy wypłynęli 27 stycznia. 13 lutego zaokrętowano 475 żołnierzy, czyli ruszyło około 2460 ludzi, plus dodatkowo szebek "L'Eole" z 60 spóźnionymi Polakami z obu półbrygad. Do celu okręty docierały oddzielnie w marcu 1803 roku.
Dane liczbowe nie są pełne, dodatkowo różne źródła różnią się liczbami, a poza tym nie są pewne straty w podróży. Opierając się na podanych wyżej liczbach można przyjąć, że na wyspę ruszyło łącznie 5270 Polaków.

Dalej >>>

Opracował: Miłosz Korczyk





Copyright © 2001 - 2011  NapoleonTeam
Wszelkie Prawa Zastrzeżone