Napoleon.org.pl English     Deutsch    
Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni

Mariusz Promis
Fuengirola - z dziejów wojny w Hiszpanii


Eustachy Chełmicki - jeden z obrońców Fuengiroli Główny temat artykułu nie jest znany szerszemu gronu osób zainteresowanych historią. Nawet jeżeli ktoś pasjonuje się epoką napoleońską, nie łatwo trafi na hasło Fuengirola. Ja z tą nazwą spotkałem się w zeszłym roku książce W. Zajewskiego "W kręgu Napoleona i rewolucji europejskich"1. Znajdował się tam rozdział pod tytułem "Napoleon i marynarka wojenna". Autor dość dokładnie opisał przebieg działań pod Fuengirolą, przy czym posiłkował się pozycją na której także ja oparłem swoje rozważania. Jest nią książka M. Kujawskiego "Z bojów polskich w wojnach napoleońskich." 2. Kujawski niezmiernie wnikliwie przestudiował cztery starcia z epoki opierając się na źródłach polskich, hiszpańskich, angielskich i francuskich. Hasło "Fuengirola" można znaleźć w Encyklopedii wojen napoleońskich R. Bieleckiego3, a także w Encyklopedii wojskowej Ottona Laskowskiego4. Pisze o niej również W. Przyborowski5, oraz oczywiście, doskonały Marian Kukiel6. Dość obszerną wzmiankę zamieścił w swojej pracy S. Kirkor7. Mała ilość informacji o tych walkach wynika nie tylko z małego znaczenia strategicznego tychże działań, lecz najzwyczajniej z powodu innych wydarzeń, które przesłoniły bohaterską walkę garstki Polaków z desantem angielskim. Niniejszy artykuł ma przybliżyć nieco te walki sprzed prawie dwustu lat i jednocześnie ochronić je przed zapomnieniem.

Do wojny w Hiszpanii doszło w wyniki przyjęciu przez cesarza Napoleona dekretu o blokadzie kontynentalnej. W związku z blokadą przyszło Napoleonowi (po pokoju w Tylży, który dołączył do blokady Rosję) zająć Portugalię, ostatniego europejskiego sojusznika Anglii. W tym celu wysłano korpus pod dowództwem gen. A. Junota, który dość szybko uporał się z problemem. Mimo tego sytuacja nie była prosta, bo w Portugalii wylądował angielski korpus ekspedycyjny. Wojska francuskie dość nieudolnie dowodzone poniosły porażkę pod Vimiero i skapitulowały8. Co prawda w 1808 roku, na czele armii złożonej z weteranów9 wkroczył do Hiszpanii sam cesarz, i tym razem jednak Anglikom dopisywało szczęście, gdyż w trakcie pościgu za ich wojskami Napoleon otrzymał wiadomość o zbrojeniach Austrii, w związku z czym musiał na początku stycznia 1809 wracać do Paryża. Rozbicia wojsk angielskich miał dokonać marsz. N. Soult. Niestety nie potrafił on ani prowadzić pościgu w wystarczająco zdecydowany sposób, ani odnieść decydującego zwycięstwa pod La Coruną (16 I 1809). Być może doszczętne rozbicie wojsk ekspedycyjnych wybiłoby Anglikom z głowy kolejne desanty10. A tak mimo sukcesów Francuzów, którzy wygrywali z Hiszpanami prawie każdą bitwę w polu, był to dopiero początek konfliktu, który miał się ciągnąć do 1814 r. i doprowadzić do poważnego zaangażowania sił francuskich i brytyjskich. 11
Polacy w Hiszpanii byli reprezentowani w doborowym składzie. Od połowy roku działała tam Legia Nadwiślańska w składzie trzech pułków piechoty i pułku ułanów12. Dołączył do nich pułk szwoleżerów gwardii cesarskiej13, oraz tzw. Dywizja Księstwa Warszawskiego (trzy pułki piechoty, kompania saperów i artylerii) 14. Właśnie z tej dywizji wywodził się 4 pp, będący głównym bohaterem wydarzeń pod Fuengirolą.

W 1810 r. sytuacja w Hiszpanii była (jak zwykle zresztą) zagmatwana. Regularne siły hiszpańskie wielokrotnie bite właściwie nie istniały, angielskie wojska Wellingtona broniły się w Portugalii, atakowane przez armię marsz. A. Masseny. Na południu stacjonowała Armia Andaluzji pod dowództwem marszałka Soulta. Miał on pod sobą korpusy marsz. C. Victora (pierwszy), gen. Sebastianiego (czwarty) i marsz. A.E. Mortiera (piąty). Victor oblegał Kadyks, a Sebastiani okupował ogromny obszar od rzeki Gwadalkiwir do Murcji. Miał do dyspozycji 16000 ludzi z tego ponad 1/4 stanowiła tzw. Dywizja Księstwa Warszawskiego składająca się z trzech pułków piechoty i kompanii artylerii15, oraz prawie cały pułk ułanów nadwiślańskich. Były to jednostki doskonałe16 znające teren i przeciwnika, niemniej ogromny obszar, zmuszał do rozproszenia sił, co w wypadku grup partyzantów działających z gór Sierra Nevada i Ronda było bardzo niebezpieczne. Zwłaszcza, że owym "serranos", jak nazywano górali, dostarczali broń i instruktorów Anglicy. Jednakże ci ostatni również znajdowali się w ciężkim położeniu, gdyż wojska francuskie panowały prawie nad całą Hiszpanią. Oczywiście było to panowanie czysto teoretyczne, ponieważ każdy konwój z zaopatrzeniem musiał mieć eskortę co najmniej kilku kompanii piechoty, lub szwadronów kawalerii, a praca kurierów stała się szczególnie niebezpieczna. Niemniej trudno było wypędzić "el rey intruzo", jak mówiono na Józefa Bonapartego, posiadając tylko Kadyks i kawałek Portugalii.
W związku z tym gubernator Gibraltaru gen. Campbell postanowił wysadzić desant w pobliżu świeżo zdobytej przez wojska Sebastianiego Malagi, odbić ją wspomóc partyzantów i odciągnąć część sił spod Kadyksu. Jednym słowem akcja dywersyjna na wielką skalę. Dodatkowym argumentem przemawiającym za uderzeniem właśnie na Malagę było wykorzystywanie tego portu przez korsarzy francuskich, którzy byli jedyną poważną siłą mogącą, po klęsce pod Trafalgarem zagrozić flocie brytyjskiej. Zajęcie Malagi i uczynienie z niej bazy dla powstańców przecinało komunikacje z Sewillą i Kadyksem wojsk znajdujących się na wschodzie.
Na miejsce desantu wyznaczono Fuengirolę, położoną 37 km na płd.-wsch. od Malagi. W całej okolicy Rondy znajdowało się około 900 żołnierzy francuskich z czego 660 było cudzoziemcami (Polacy), których liczono w poczet gorszych17. Sama Fuengirola była obsadzona 200 osobowym garnizonem (wg wywiadu brytyjskiego).
Do desantu wyznaczono II bat. 89 pp angielskiej (353 ludzi), I bat. 82 pp angielskiej (952), oddział dezerterów (509) i hiszpański pułk Toledo (650). Do tego dochodzi 69 artylerzystów i 60 żołnierzy z obsługi kanonierek. Siły morskie wspierające całą operację to dwa okręty liniowe ("Rodney" z 74 działami i jeden hiszpański o podobnej liczbie dział), trzy fregaty "Circe", "Topaze" i " Sparrowhawk", kilka brygów i pięć kanonierek. Razem było tego 1612 bagnetów (82 pp nie brał udziału w początkowej fazie działań) 18. Dowódcą sił inwazyjnych został generał lord Andrew Thomas Blayney. Rok młodszy od Wellingtona (1770) miał za sobą kampanie w Holandii w latach 1794-95, gdzie odznaczył się pod Boxtel. W 1798 został dowódcą 89 pułku piechoty. Brał udział w pacyfikacji Irlandii, walczył na Minorce i Malcie. Później w sztabie Suworowa, znów Malta i Egipt, gdzie odznaczył się razem ze swoim pułkiem. Następnie Indie Zachodnie, Hanower i kolejna egzotyczna (nieudana) wyprawa, tym razem do Buenos Aires, ewakuacja z Ameryki Płd. i przymusowe lądowanie koło Kapsztadu do którego potrafił dotrzeć w wyjątkowo trudnych warunkach. W lipcu 1810 r. awans na gen. mjr i Hiszpania. Aktywny typ nie potrafiący usiedzieć w miejscu, więc wybrano go na dowódcę tej wyprawy gdzie mógł zdobyć kolejny laur sławy19.
11 X 1810 r. wyruszyła eskadra, którą wyprzedziła fregata " Sparrowhawk", mająca wysadzić transport broni i amunicji dla partyzantów. Tego samego dnia siły główne zawinęły do Ceuty, gdzie miało się odbyć zaokrętowanie pułku piechoty hiszpańskiej. Blayney dokonał przeglądu oddziału i ze zdziwieniem zorientował się, że znajduje się on w dobrym stanie. Wyjątkiem był jeden szczegół, wręcz głupstwo. W pułku brakowało 148 karabinów, a do pozostałych nie posiadano ostrej amunicji. Tą drobnostkę uzupełniono dość szybko i wkrótce jednostki były gotowe do wyruszenia. W drodze do wybrzeża Hiszpanii, Blayney otrzymał wiadomość, że Malaga jest słabo broniona i można by zaryzykować desant bezpośrednio w jej sąsiedztwie. Jednakże angielski dowódca odrzucił tę propozycję i kontynuował swój pierwotny plan. Jak później się okazało, lądowanie w pobliżu Malagi nie byłoby sensownym posunięciem, ze względu na obecność dużych sił francuskich w tym regionie.

Tymczasem zanim zacznę opisywać wydarzenia jakie rozegrają się na brzegu chciałbym powiedzieć coś na temat sił francuskich (a raczej polskich) biorących udział w tych wypadkach.
Zamek znajdujący się w pobliżu Fuengiroli, będący jedynym miejscem nadającym się do obrony obsadzało 150 żołnierzy z 4pp polskiej pod dowództwem kpt. Franciszka Młokosiewicza. W Mijas, 6 km na północ od Fuengiroli był por. Chełmicki z 60 ludźmi tego samego pułku. Wreszcie w Alhaurin el Grande, stacjonował szef batalionu Ignacy Bronisz z 205 bagnetami (4 pp) i 82 szablami (21 pdrag) 20. Alhaurin było położone 6 km od Mijas, lecz drogami było tam 13 km. Francuską kawalerią dowodzili kpt. Autié i por. Pethion. Pomiędzy Mijas, a Fuengirolą była łączność wzrokowa, gdyż ta pierwsza miejscowość znajduje się na wysokości 400 m. n.p.m. Nie było takiej łączności z oddziałami w Alhaurin, gdyż zasłaniały je góry. Z tej miejscowości było 13 km do morza (w linii prostej), 19 km drogami co odpowiada 4-5 godzinom marszu. Sam Castillo de Fuengirola położony był na niewielkim 30 m łagodnym wzniesieniu około 200 m od morza. Zbudowany do ochrony wybrzeża przed napadami piratów, ostatni raz był remontowany w 1730 roku przez hrabiego Montemarmando. Mury były w związku z tym w kiepskim stanie, lepsze i grubsze znajdowały się od strony morza. Zamek miał kształt wielokąta z basztami. Teren w pobliżu nie był najlepszy, ale nadawał się do szarży kawalerii. Fatalne dla obrońców były wzgórza na zachód od zamku, które sięgając ponad 60 m n p m umożliwiały w przypadku ustawienia tam artylerii ostrzał nawet wnętrza fortyfikacji. Skuteczny zasięg strzału bezpośredniego 6-funtowej armaty wynosił 400 lub 700 m w zależności od rodzaju strzału21.
Główny bohater wydarzeń po stronie polskiej kpt. Młokosiewicz, który zostawił bardzo ciekawą relację z wydarzeń22, był prawie rówieśnikiem swego adwersarza, gdyż urodził się w 1769 r. Późno, bo w wieku lat 20 zaciągnął się do wojska, brał udział w powstaniu kościuszkowskim, w kampanii 1806 i 1807 r23. Od 1809 r. w Hiszpanii, odznaczył się pod Ponte Almaraz przechodząc most pod ogniem na czele kompanii grenadierów. Walczył pod Ciduad Real, Talaverą, Ocana (ranny), w górach Sierra Morena, Ronda i w Maladze24.
4 pp pochodził z Mazowsza (Płock). Żołnierze umundurowani byli w granatowe kurtki z żółtymi rabatami, pąsowymi kołnierzami, nosili białe pasy, czarne ładownice, mosiężne guziki z czwórką. Na głowach mieli rogatywki z czarnego filcu z czarnym pomponem u fizylierów, z przodu biały orzeł. Spodnie białe (zimą granatowe) 25.
Operacja lądowania rozpoczęła się o godz. dziewiątej 14 X w zatoce Cala Moral około 3 km na południowy zachód od zamku. O 10.30 zaczęło się wyładowanie oddziałów (tyle czasu zajęły sprawne manewry marynarki Jego Królewskiej Mości Jerzego III). Po wylądowaniu przećwiczono manewrowanie, które ustalono na trąbkę, w związku z wielonarodowościowym składem wojsk. Ustalono cztery sygnały (do marszu naprzód, do rozwinięcia się, do otwarcia ognia i nader często używana w armii angielskiej do odwrotu). Następnie wojsko wyruszyło w kierunku zamku. Ich lądowanie jak też zbliżanie się eskadry okrętów obserwował por. Chełmicki z Mijas. Wysłał wiadomości do Bronisza i do Sebastianiego w Maladze. Do Alhaurin pieszy goniec powinien dotrzeć w 2 godz. do Malagi w 8-9 (konno trzy razy szybciej, pytanie czy Chełmicki miał konia). Zakładając, że wysłał wiadomość o 10 mógł się spodziewać Bronisza ok. 16. (jeśli wyruszyłby od razu). Sebastianiego można by wyczekiwać 15 wieczorem, gdyby wyruszył natychmiast i bez artylerii. W czasie gdy wojska Blayneya maszerowały, w pobliży zamku pojawiła się grupa serranos, która uprowadziła 40 bydła będącego żywym prowiantem załogi, zabijając jednego, a raniąc drugiego z polskich wartowników. Jak wiadomo zaopatrzenie podobnie jak kilka innych rzeczy ma ogromny wpływ na morale wojska, w związku z czym oburzony Młokosiewicz wysłał śladem bydłokradów 40 żołnierzy pod por. Ubyszem, aby odbić uchodzącą trzodę. Niestety ku rozpaczy żołądków naszych dzielnych wojaków w tym momencie dostrzeżono z murów zamku czerwone mundury zbliżającej się piechoty angielskiej. Uderzono na alarm i Ubysz zawrócił. Blayney rozwinął wszystkie siły, aby zademonstrować swoją przewagę poczym uznał, że nadszedł czas na działania natury psychologicznej i wysłał parlamentariusza. Młokosiewicz nie chciał z nim gadać i posłał mu jedynie piękne "Venez le prendre"(co w wolnym tłumaczeniu oznacza "przyjdźcie to wziąć") 26. Angielski generał postanowił zastosować do rady swojego adwersarza i wysłał swoje oddziały.
Atak od strony lądu kryty był ogniem artylerii morskiej fregat "Topaze" i Sparrowhawk", brygów i kanonierek. Ten ogień kilkudziesięciu dział27 z pewnością nie był przyjemny. Zwłaszcza, że nie za bardzo było czym odpowiadać. Może było i czym, ale brakowało obsługi. Obrońcy mieli do dyspozycji dwie dwufuntówki i dwie stare żelazne 16-funtówki28. Ich obsługę stanowiło 3 starych Hiszpanów, którzy czmychnęli korzystając z ataku przygnębienia jaki ogarnął Polaków po utracie miesięcznego przydziału wołowiny. Nasz dzielny kapitan musiał się więc zakrzątnąć i pod ogniem angielskich dział, znaleźć ochotników do nawiązania "ołowianej" konwersacji. Wkrótce udało mu się wyszukać dwóch żołnierzy, którzy służyli kiedyś w artylerii rosyjskiej i sierżanta Zakrzewskiego, który okazał się być nader pojętnym uczniem. Niemniej minęła cała godzina nim Polacy zaczęli odpowiadać na ogień przeciwnika. Była 2-ga po południu. Oczywiście oprócz tych trzech ludzi jeszcze inni pomagali im obsługiwać działa, zwłaszcza, że regulamin artylerii francuskiej przewiduje 15 ludzi do 12-funtówki (w tym 8 specjalistów) 29. W kierunku eskadry okrętów posypały się "argumenty" z 16-funtówek, a 2-funtówki strzelały do zbliżającej się piechoty. Początkowo skupiono ogień na kanonierkach, które ze względu na mniejsze zanurzenie mogły podpłynąć bliżej i siać większe spustoszenie wśród obrońców zamku. Dość szybko ostrzał obrońców przyniósł wymierne rezultaty w postaci posłania na dno jednej z nich, co wpłynęło onieśmielająco na dowódców pozostałych kanonierek i zaczęli oni utrzymywać pełen szacunku dla polskich artylerzystów, dystans. Obydwa angielskie źródła, wspomnienia Blayneya i raport z działań Campbella do lorda Liverpoola, opisują ogień Polaków, jako ciężki i skuteczny30.
Tymczasem na lądzie angielski atak rozwijał się cokolwiek niemrawo. Pierwsi do ataku zostali posłani dezerterzy (ciekawe dlaczego). Batalion ten składał się z jeńców niemieckich (przede wszystkim), włoskich i polskich. Atakował także 89-ty pułk i Hiszpanie. Wszystkie oddziały uderzały w szyku rozproszonym, kryjąc się w uskokach terenowych. Ich natarcie polegało głównie na ostrzeliwaniu obrońców ogniem karabinowym. Oficerowie angielscy starali się zachęcić swoich żołnierzy do bardziej zdecydowanych działań, lecz skończyło się to śmiercią majora Granta, dowódcy batalionu 89-go pułku trafionego kartaczem. Tymczasem sytuacja obrońców również nie była godna pozazdroszczenia, zwłaszcza, że oni także ponosili straty. Poległ trafiony kartaczem w czoło jeden z "wykwalifikowanych" artylerzystów, a skład amunicji i prochów znajdujący się w "pustym pokoju, bez okien, bez drzwi, i tylko skórami okryty" 31 groził eksplozją w przypadku jednego celnego trafienia. Takie wybuchy kończyły z reguły oblężenia o czym przekonała się angielska załoga Almeidy w czasie oblegania tej twierdzy przez oddziały marszałka Neya32 w tym samym roku. Brak widocznych sukcesów i z pewnością zbliżające się ciemności33 połączone z zaskakująco silnym oporem Polaczków spowodowały wycofanie się angielskich oddziałów na z góry upatrzone pozycje. 89 pułk zajął pozycje najbliżej morza dalej dezerterzy, a najbardziej na wzgórzach, pułk Toledo. Kontynuowano ostrzał z okrętów, który trwał do czasu rozpętania się burzy.

Dalej >>>





Copyright © 2001 - 2011  NapoleonTeam
Wszelkie Prawa Zastrzeżone