| ||||
| Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni | ||||

|
Polacy w Hiszpanii 1808-1813 |
||
Relacje polsko-hiszpańskie
Jednym z najciekawszych i najbardziej dyskusyjnych aspektów pobytu Polaków za Pirenejami są ich szeroko rozumiane kontakty z Hiszpanami. W zasadzie każdy polski pamiętnikarz przyznaje rację walczącym o niepodległość Hiszpanom; czuje co prawda odrazę wobec środków i sposobów prowadzenia tej walki, lecz nie odmawia temu narodowi szacunku. Jest to zapewne efektem moralnej odpowiedzialności za udział w wojnie z narodem, którego bohaterska postawa zyskała sobie uznanie całej ówczesnej Europy. Warto się zastanowić, jaką wiedzę o Hiszpanii mieli Polacy w momencie przekraczania granicy. Otóż, wydaje się pewne, że bardzo słabą. Ci lepiej wykształceni opierali swoją opinię o tym kraju o przeczytane powieści, głównie "Don Kichota" Cervantesa oraz legendy, zwłaszcza o Rolandzie; oficer Legii Nadwiślańskiej w pobliżu wąwozu Roncesvalles wypytywał miejscową ludność o słynnego rycerza, ale z rozczarowaniem musiał skonstatować, że wiedzieli o nim mniej, niż ja dowiedziałem się w szkołach27. W początkach XIX wieku Hiszpania była dla Polaków krajem zupełnie obcym; ówczesne polskie encyklopedie pod hasłami "Hiszpania" i "Portugalia" zamieszczały bardzo skromne i wybiórcze informacje; z reguły notki ograniczały się do krótkiego opisu położenia danego kraju, kilkuzdaniowego streszczenia historii oraz wiadomości o panujących dynastiach, obowiązującej religii. Kwestią dyskusyjną pozostaje - ilu spośród polskich oficerów przed wyjazdem do Hiszpanii zajrzało do encyklopedii w poszukiwaniu wiadomości?28 O wiele bardziej prawdopodobne, że Polacy najwięcej informacji o Hiszpanii zebrali w czasie marszu ku Pirenejom; im bliżej było granicy hiszpańskiej, tym prawdziwsze były przekazywane im uwagi. Nieco więcej informacji o kraju mogli mieć dawni legioniści Dąbrowskiego, którzy przez kilka lat tułaczki po Europie niejedno musieli o nim zasłyszeć. Z całą pewnością głównym budulcem rodzącej się tu i ówdzie sympatii między polskimi żołnierzami były motywy religijne, czyli wyznawanie tej samej rzymskokatolickiej religii. Ówczesne społeczeństwo hiszpańskie było zdecydowanie wrogie na przeróżne wpływy wewnętrzne, pełne ksenofobii - głównie za sprawą wieści napływających z rewolucyjnej Francji. Ortodoksyjnie konserwatywne i katolickie społeczeństwo reagowało z oburzeniem na wiadomości o francuskiej apologii ateizmu, zeświecczeniu państwa, likwidacjach klasztorów, prześladowaniu księży i zakonników. Wkroczenie Francuzów do Hiszpanii - początkowo jako sojuszników przecież - spotkało się z ogromną nieufnością społeczną, z biegiem czasu rosło wzburzenie, by wreszcie przerodzić się w gigantyczną nienawiść. Rozpowszechniony w czasie wojny katechizm hiszpański zawierał pytanie: Kim są Francuzi? i dawał znaczącą odpowiedź: Dawni chrześcijanie, a obecnie heretycy. Wojna w obronie wolności nabrała bardzo szybko charakteru ogólnonarodowej krucjaty29. Bo też miała o co oburzać się katolicka Hiszpania. Ówczesna armia francuska z każdym rokiem opierała się na coraz młodszym rekrucie - takim, który został wychowany już na ideach rewolucyjnych, o wyraźnie zmaterializowanych poglądach i bez większych potrzeb religijnych. W Wielkiej Armii powszechny był ironiczny, czy wręcz szyderczy stosunek do hiszpańskiej pobożności; na porządku dziennym było rabowanie i bezczeszczenie świątyń, zamienianie ich na stajnie, urządzanie w kościołach i klasztorach orgii i pijatyk. Stąd też tak szerokie zaangażowanie w wojnę księży i zakonników. Zachował się w polskiej historiografii pogląd, iż Polacy byli przez Hiszpanów traktowani znacznie lepiej niż Francuzi. Abstrahując już od tego, że zawsze było to zależne od okoliczności, w jakich nastąpiło spotkanie, musimy stwierdzić, że niekoniecznie rolę najistotniejszą odgrywało tutaj pochodzenie polskich żołnierzy. Zakres wiedzy o Polsce nie mógł być w ówczesnej Hiszpanii aż tak duży, aby od razu robiło to na Hiszpanach tak wielkie wrażenie30. Najprawdopodobniej decydujące znaczenie miała tu właśnie kwestia wyznania. Wspaniały przykład na poparcie tej tezy stanowi list Stanisława Hempla do kraju: Mieszkam sobie teraz u jednego hiszpańskiego proboszcza, któremu, jakem powiedział, że jestem katolik, i mówił "Pater Noster" po łacinie, mam takie wygody, jak u nas szlachcic, co ma sześć wsi. Trzeba przyznać, że wychowanym z reguły w poszanowaniu dla Kościoła Polaków, niezbyt chyba trudno było pod tym względem odróżnić się od francuskich "heretyków". Religijność i pobożność polskich żołnierzy - nie mamy żadnych przesłanek źródłowych, by stwierdzić, że Polacy dopuścili się równie bluźnierczych praktyk - z całą pewnością przełamywała pierwsze lody nieufności między przedstawicielami obu narodów. Poświadcza to - choć z lekką przesadą - podoficer ułanów nadwiślańskich Antoni Kulesza: [...]kiedy Francuzi obdzierali kościoły, nasi żołnierze śpiewali tam ze skruchą, korząc się przed ołtarzami [...]. Mimo tej ciemnoty prostego ludu [hiszpańskiego] i oni nawet w bardzo prędkim czasie nauczyli się Polaków od Francuzów odróżniać. Katolicyzm czasami - choć niezwykle rzadko - pomagał ujść z życiem polskim maruderom, zdanym na łaskę i niełaskę mieszkańców, ale gdy taki nieszczęśnik wpadał w ręce gerylasów, kończyło się do dlań z reguły śmiercią, i to często okrutną. Natomiast ci, którzy mieli szczęście i zostali pojmani przez regularną armię trafiali na osławioną Cabrerę lub brytyjskie pontony. W sytuacji odwrotnej, Polacy na ogół pozostawiali po sobie dość przyzwoite wspomnienia wśród jeńców hiszpańskich, których eskortowali do Francji31. Należy jednak w tym miejscu podkreślić, że katolicyzm Polaków nie mógł sprawić, iż zaczęto postrzegać ich inaczej; wojna na Półwyspie była bodaj najbardziej barbarzyńskim teatrem wojennym ówczesnej Europy, a polscy żołnierze uczestniczyli w niej jako sprzymierzeńcy znienawidzonych Francuzów. Zatem owo postrzeganie Polaków jako szczerych katolików mogło jedynie ł a g o d z i ć nienawiść do nich, albowiem wciąż byli to najeźdźcy, okupanci, wrogowie. Z rozbrajającą szczerością opisywał stosunek Hiszpanów do Polaków oficer 4.pp. Księstwa Warszawskiego, Wincenty Hołownia: Hiszpanie dość dla nas zdają się być grzecznymi; ale to może dla tego, że tu u nas jest wielkich pięć batalijonów i pułk pierwszy ułanów Konopki. Nie można zapominać, że postawa ludności miejscowej zawsze była determinowana strachem przed armią, przed uzbrojonym żołnierzem; jedynie strach był równie silny, co nienawiść, i on to sprawiał, że Hiszpanie często zdawali się odnosić do okupantów "z grzecznością". Jakże inaczej do ułanów nadwiślańskich mieli się odnosić mieszkańcy Baza, gdzie Polacy stacjonowali niemal rok, skoro owo miasto w tym czasie było nie zamieszkałe przez wyższe rodziny hiszpańskie, opuszczone przez księży i młodzież, miało tylko starce i dzieci. Z nadejściem armii takie miasto zazwyczaj albo całkowicie pustoszało - mieszkańcy uciekali w góry lub inne niedostępne tereny - albo też znikali jedynie mężczyźni, którzy przyłączali się do gerylasów, pozostawiając w mieście jedynie starców, kobiety i dzieci. W takiej sytuacji obu stronom zależało na tym, by jakoś ułożyć wzajemne stosunki. Rozpatrując postępowanie hiszpańskiej ludności cywilnej wobec Polaków należy mieć na uwadze, że znajdowała się ona bardzo często między młotem a kowadłem, i bywała zmuszana do wyboru mniejszego zła. Z jednej strony bowiem, zagrożenie dla niej stanowiła armia okupacyjna, z którą należało sobie jakoś ułożyć kontakty; z drugiej natomiast zbyt poufałe stosunki z okupantami niosły za sobą ryzyko zemsty partyzantów nad owymi "kolaborantami"32. Dlatego też badanie wzajemnych relacji polsko-hiszpańskich jest bardzo trudne; raz jeszcze należy podkreślić, że relacje te zawsze uzależnione były od okoliczności. Niektórzy polscy dowódcy potrafili jednak zaskarbić sobie prawdziwy szacunek i sympatię ludności cywilnej. Dobrą opinię miał pod tym względem major 9.pp. Feliks Grotowski, zwłaszcza w andaluzyjskiej Almerii, gdzie przez czas jakiś był gubernatorem. Warto tu na dłużej oddać głos Józefowi Kozłowskiemu, który wzmiankuje, że gdy pułk opuszczał miasto był przymuszony zostawić tam jednego kapitana, ciężko rannego w kolumnie ruchomej pod opieką miasta. Po wyjściu naszem oddział nieprzyjacielski odwiedził to od nas opuszczone miejsce i nie tylko w kapitanie naszym opiekę miasta szanował, ale odwiedzając go, prawdziwie po przyjacielsku z nim się obchodził [...]. Ażeby i gubernatorowi Polakowi dać dowód szacunku wszystkie odezwy i urządzenia francuskie, gdzie tylko po ulicach poprzybijane znaleźli, pozrywali i podarli. Rozkazy zaś gubernatora miasta majora Grotowskiego wydane szanując je, nietknięte zostawili. Tego typu przypadki były jednak bardzo nieliczne. Szwoleżerowie gwardii mieli to szczęście, że nie zostali użyci do tłumienia madryckiego powstania "Dos de Mayo" w 1808r. Dzięki temu jako jedyni spośród całej armii francuskiej w następnych dniach mogli czuć się bezpiecznie na ulicach miasta; mieszkańcy bowiem uznali, iż polscy szwoleżerowie odmówili udziału w wydarzeniach, które w tak przejmujący sposób odmalował Goya. Tymczasem było to jedynie następstwo wydanych tego dnia rozkazów. Relacje z cywilami z reguły układały się według schematu przedstawionego przez Brandta, który w ten oto zwięzły i treściwy sposób scharakteryzował rządy Chłopickiego w pewnym okręgu: Surowa karność, najostrzejsza dyscyplina, oraz jednolitość charakteru jenerała budziły w mieszkańcach szacunek, ale niezmordowana czynność, niesłabnąca gorliwość w krzyżowaniu i przeszkadzaniu planom nieprzyjaciela, czyniły go podwójnie nienawistnym przeciwnikiem. [...] Mieszkańcy Nawarry wyrażali się o nim nienawistnie, i gdyby im był wpadł w ręce, byliby go niezawodnie [...] spalili żywcem. Wzajemne kontakty polsko-hiszpańskie uzależnione były również od ogólnej sytuacji w poszczególnych prowincjach Hiszpanii oraz od polityki prowadzonej przez francuskich dowódców. Marszałek Bessieres, żarliwy katolik, potrafił swym postępowaniem wobec kleru pozostawić po sobie dobre wspomnienia w północnej Hiszpanii. Jeszcze korzystniej na mądrych rządach Sucheta wyszła Aragonia, toteż stacjonujący właśnie tam Polacy z Legii Nadwiślańskiej mieli o wiele lepsze warunki do nawiązania kontaktów z ludnością33 niż na przykład ci rzuceni pod granicę portugalską. Nie ulega jednak wątpliwości, że tam, gdzie polskie oddziały stacjonowały przez dłuższy czas, udawało się obu stronom jakoś ułożyć wzajemne stosunki. Tak działo się choćby w przypadku 4.pp. w Maladze, szwoleżerów w Castrogeriz czy ułanów w Baza. Oficerowie polscy bywali zapraszani na przyjęcia, tańce i zabawy urządzane przez hiszpańską szlachtę czy mieszczan; zresztą, oficerowie zajmowali kwatery właśnie w najlepszych, najbogatszych domach danego miasta. Kontakty te osiągnęły szczyt w postaci mieszanych małżeństw polsko-hiszpańskich. Wśród polskich oficerów żony-Hiszpanki mieli m.in. gen. Jan Konopka, płk Sykstus Estko, płk Józef Chłusowicz, kapitanowie Jan Murzynowski i Łukasz Sulejowski oraz por. Tadeusz Niewodowski. Wielu polskich pamiętnikarzy - od oficerów po szeregowców - wspomina po latach swe hiszpańskie miłostki i romanse. Rzecz jasna, Polacy brali udział również w tych najbardziej barbarzyńskich wydarzeniach wojny hiszpańskiej. Nie mamy udokumentowanych przypadków takich skrajnych zachowań w pułku szwoleżerów gwardii, lecz dzięki relacjom pamiętnikarskim możemy się domyślić, na co było stać pełnych honoru i oddania dla cesarza szwoleżerów. Znany jest epizod przytoczony przez Józefa Załuskiego. Kronikarz dziejów pułku opowiada, że w pewnej wiosce imię Napoleona nosił...pies, co wywołało tak wielki szok wśród Polaków, że chcieli puścić wieś z dymem i oficerowi ledwo udało się opanować sytuację, a mieszkańcom dał groźną naukę [...] i mieli się za szczęśliwych, że mściwości naszego żołnierza nie doznali. Co do wielu innych przypadków nie można już mieć żadnych wątpliwości. Tym bardziej, że przyznają to właśnie ci, którym najbardziej mogłoby zależeć na puszczeniu ich w niepamięć. Kiedy w połowie 1809 roku w wiosce Villa Ferdinando został napadnięty i wyrżnięty oddział polskich rekonwalescentów powracających do swych pułków, w odruchu zemsty wieś do szczętu spaloną została, a mieszkańcy bez różnicy płci i wieku wykłuci. Podobnie rzecz się miała, gdy w miasteczku Herencia zamordowany został por. Czyński - 9.pp. natychmiast wyruszył w drogę, lecz mieszkańcy zostali uciec: Na rynku siedział tylko stary człowiek, szpieg prawdopodobnie. Nie darowali mu też rozjątrzeni do najwyższego stopnia nasi żołnierze, poczem zrabowali miasto i podpalili go z wielu stron. Wznoszące się w górę płomienie zdawały się nasycać ich zemstę34. Również relacje francuskie potwierdzają, że polscy żołnierze potrafili być bezlitośni wobec ludności cywilnej; jeden z francuskich pamiętnikarzy opisuje doszczętne złupienie i wymordowanie mieszkańców andaluzyjskiej Cazaroli przez Francuzów i żołnierzy Dywizji Księstwa Warszawskiego. Bardzo znane są w historii wojny hiszpańskiej przypadki grabienia zdobytych miast; bywało, iż dowódcy na kilkanaście-kilkadziesiąt godzin zupełnie tracili kontrolę nad swoimi żołnierzami, ogarniętymi pasją niszczenia, plądrowania, gwałcenia i pustoszenia35. Jakże znaczący jest fakt, iż marszałek Suchet, wsławiony przecież właśnie uwieńczonymi sukcesem oblężeniami, nigdy nie stracił panowania nad swymi oddziałami - i piechota Legii Nadwiślańskiej nie jest tutaj wyjątkiem. Najbardziej natomiast znanym przykładem udziału polskich żołnierzy w tego rodzaju wydarzeniach, jest zdobycie Malagi w lutym 1810 roku. Warto nadmienić, że miasto stawiło tylko kilkugodzinny opór, toczyły się jedynie krótkie walki na przedpolach; główną przyczyną wydarzeń, które nastąpiły po wkroczeniu do miasta, były strzały oddane z miasta do parlamentariuszy francuskich. W efekcie - na ulicach miasta przez całą noc rozgrywały się iście dantejskie sceny. Bardzo ciekawe wnioski można wysnuć, analizując wydarzenia w Maladze opisane w polskich pamiętnikach. Otóż, Józef Rudnicki zapamiętał jedynie, że F r a n c u z i rozpoczęli rabunki, gwałty i wszelkie przykładu nie mające bezprawia; od godziny 7 w wieczór, aż do 4 zrana trwały nieprawne i nieludzkie zabawy; wrzawa wojska biegającego z zapalonemi pochodniami, kagańcami, po wszystkich ulicach, jęki i ślochanie mieszkańców [...] wystawiały noc ostateczną. Inny pamiętnikarz potwierdza wersję Rudnickiego, a przy tym dodaje, że do powstrzymania francuskich żołdaków najwięcej się przyłożyli oficerowie pułków polskich, którzy patrolowali ulice i aresztowali rabusiów. Jednak najbardziej szczerą relację z tamtych wydarzeń pozostawił Stanisław Broekere, który nie obawiał się do niczego przyznać: Uzbrojeni mieszkańcy walczyli na ulicach, a z okien domów rzucano na nas kamieniami lub palącemi się głowniami, ale byliśmy nieustraszeni i nic w świecie niezdolnem było powstrzymać naszego zapału i rozjątrzenia [...]. Kogo tylko spotkaliśmy na ulicy, czy to starca, młodzieńca, kobietę lub dziecko - wszystko padało trupem. [...] Ciała zabitych Hiszpanów przez 6 dni leżały na ulicach wystawione na widok publiczny dla przykładu mieszkańców innych miast. Ciekawe, że pełen honoru książę Sułkowski doszedł najwyraźniej do wniosku, iż jego żona niekoniecznie musi wiedzieć o tym, co się tamtej nocy zdarzyło w Maladze, albowiem w swym liście zupełnie zbanalizował owe wypadki, donosząc jej, że skoro kilku łobuzów strzelało do naszych kawalerzystów, paru niewinnych mieszkańców zostało zabitych. Owo okrucieństwo polskich żołnierzy miało często podłoże zemsty i było odpowiedzią na bestialstwo ze strony Hiszpanów36; miało też być sposobem na wymuszenie posłuszeństwa na Hiszpanach i skłonić ich do regularnego płacenia podatków. Miało również charakter prewencyjny i jako takie powinno powstrzymywać ludność cywilną od współpracy z partyzantami37. Można by tu przytoczyć jeszcze wiele podobnych relacji, tak samo, jak i świadectw o szlachetnych czynach polskich żołnierzy. Materiał źródłowy ukazuje ogromną różnorodność postaw wobec Hiszpanów; od przyzwoitego traktowania hiszpańskich jeńców po udział w egzekucjach. Przy ocenie wszelkiego rodzaju zachowań polskich żołnierzy należy jednak zawsze pamiętać, iż uczestniczyli oni w najokrutniejszej wojnie swoich czasów - co oznacza, że byli poddani wszystkim jej prawidłom: od tych najbardziej barbarzyńskich po te najcnotliwsze. Z dzisiejszej perspektywy należy spoglądać na owe wydarzenia z wielkim obiektywizmem, i pamiętać, iż zarówno potępianie, jak i usprawiedliwianie zachowań Polaków podczas wojny w Hiszpanii, jest pozbawione sensu. Bilans zysków i strat W latach 1808-1813 w szeregach polskich jednostek przebywało w Hiszpanii około 24 tys. polskich żołnierzy. Z czego w pułkach Legii Nadwiślańskiej niespełna 13 tys., w ramach polskiej dywizji Księstwa Warszawskiego około 8 tys., w pułku ułanów nadwiślańskich oraz w szwoleżerach gwardii łącznie około 3 tys. O ile obliczenie dokładnych stanów polskich formacji w Hiszpanii jest bardzo trudne, to rzec można, iż wręcz niemożliwe jest precyzyjne obliczenie strat, jakie te formacje w Hiszpanii poniosły. I tutaj zmuszeni jesteśmy podać jedynie przybliżone dane, które wskazują, iż w podczas pobytu w Hiszpanii z czterech pułków Legii Nadwiślańskiej ubyło łącznie ponad 6,5 tys. ludzi, z pułków dywizji polskiej - około 3 tys., natomiast z polskich pułków jazdy ogółem - około tysiąca ludzi. Otrzymujemy zatem liczbę wahającą się w granicach 10-11 tysięcy ludzi. Trzeba jednak w tym miejscu zauważyć, iż liczba ta nie obejmuje jedynie tych, którzy w Hiszpanii zginęli bądź zmarli, zdezerterowali lub zostali wzięci do niewoli - zawierają się w niej również ci, którzy w przeciągu tych kilku lat zostali zwolnieni z powodu złego stanu zdrowia i skreśleni z ewidencji, ci którzy po odejściu z Półwyspu swych pułków pozostali tam w szpitalach, a w przypadku oficerów również ci, którzy w tym czasie otrzymali dymisję lub zostali przeniesieni. Jak widać, powodów ubytków w polskich szeregach było wiele, stąd też takie komplikacje z ustaleniem, jaki ich procent stanowili zabici, wzięci do niewoli, skreśleni z innych powodów czy też odesłani do Francji albo do Księstwa. Dezorientację pogłębia fakt, iż nie posiadamy kompletnych wykazów uzupełnień, jakie polskie pułki otrzymywały podczas pobytu za Pirenejami. Jednym z najtragiczniejszych aspektów udziału Polaków w wojnie hiszpańskiej były ogromne straty w rannych, których często jako niezdolnych do pełnienia dalszej służby odsyłano do kraju. Dywizja Księstwa Warszawskiego zyskała sobie nawet miano "fabryki inwalidów". O los tych nieszczęśliwych żołnierzy zatroszczył się książę Józef, który w lipcu 1810 roku wzruszony smutnym ich stanem, kazawszy im zapłacić żołd za czas podróży z Hiszpanii do Warszawy i do miejsca urodzenia albo pobytu z podróżnią odesłać, a tych, którzy żadnego przytułku nie mają, do korpusu inwalidów dla pobierania żywności tymczasowie przywiązać, a nie chodziło jedynie o żołnierzy armii Księstwa, lecz także o nadwiślańskich legionistów. Natomiast w marcu roku następnego uzyskał książę specjalny dekret królewski, który zabezpieczał na resztę życia los nieszczęsnych inwalidów. Żołnierze Legii Nadwiślańskiej oraz ułani czy szwoleżerowie mogli w takich wypadkach liczyć na pensje inwalidzkie przyznawane przez rząd francuski; w 1810 roku Napoleon zdecydował, iż w sytuacjach zupełnie wyjątkowych na takie pensje będą mogli liczyć również zasłużeni dla Francji żołnierze sprzymierzonych armii. W ten sposób przyznano pensje inwalidzkie ośmiu woltyżerom i fizylierom z 4.pp. rannym pod Fuengirolą oraz jednemu grenadierowi z 9.pp., który został ranny w górach Ronda. Za swe zasługi w wojnie hiszpańskiej polscy żołnierze byli nagradzani na różnorakie sposoby. Z jednej strony, jako pozostający na żołdzie francuskim, mogli liczyć na odznaczenia cesarskie, głównie Legię Honorową, lub dożywotnie pensje połączone czasem z otrzymaniem tytułu imperialnego i ziemskimi nadaniami w różnych częściach Cesarstwa. Z kolei jako Polacy mogli otrzymać nagrody w postaci chociażby krzyży Virtuti Militari. Legia Honorowa pomyślana była jako odznaczenie dla szczególnie zasłużonych dla Francji wojskowych i cywilów; w pierwszym okresie swego funkcjonowania, który obejmuje również okres wojny hiszpańskiej, bardzo rzadko przyznawano ją żołnierzom obcych armii. Dopiero w roku 1812 Napoleon zdecydowanie rozszerzył grono odznaczonych, wtedy też krzyże Legii posypały się i dla obcokrajowców. Dywizja Księstwa Warszawskiego była co prawda na żołdzie francuskim, lecz nie była częścią francuskiej armii, dlatego też w okresie swych hiszpańskich walk jej żołnierze zdobyli jedynie dziewięć krzyży kawalerskich Legii Honorowej38. W o wiele lepszej sytuacji pod tym względem były pułki Legii Nadwiślańskiej i ułanów nadwiślańskich - w latach 1808-1812 żołnierze tych regimentów otrzymali za swe zasługi w wojnie za Pirenejami odpowiednio: 118 (pułki Legii) i 37 (ułani) krzyży Legii. Sytuacja nieco bardziej złożona była w pułku szwoleżerów gwardii - tutaj przyznanie krzyża było uzależnione nie tylko od względów czysto wojskowych, ale i od osobistych starań poszczególnych oficerów u cesarza oraz intryg Krasińskiego, była to również forma powstrzymania oficerów przed złożeniem dymisji - dlatego też niewielu jest w pułku szwoleżerów tych, o których można jednoznacznie stwierdzić, iż otrzymali Legię za udział w kampaniach hiszpańskich. Podobnie rzecz się ma, jeśli chodzi o napoleońskie donacje dla szwoleżerów, albowiem wszystkie nadania (a było ich 67) nastąpiły już po kampanii austriackiej i stanowiły wynagrodzenie zarówno za Hiszpanię, jak i za Wagram. Z kolei wielkie szczęście do donacji cesarskich miały pułki Legii Nadwiślańskiej. Zaraz po wyjściu z Hiszpanii pomaszerowały one do Paryża, gdzie Napoleon odbył ich przegląd, po którym nakazał stworzyć listę tych, którzy zasłużyli na donacje. Ogółem przyznano wtedy pułkom Legii aż 68 donacji, z których 52. były połączone z nadaniem tytułu imperialnego: kawalera bądź barona. Natomiast jeszcze z okresu pobytu w Hiszpanii tytuły baronów wraz z donacjami o wartości po cztery tysiące franków rocznie otrzymali Józef Chłopicki oraz Mikołaj Kąsinowski (dekret z 7 VIII 1810). Tytuły i donacje cesarskie otrzymywali z pewnością ci, którzy rzeczywiście na nie zasłużyli, jednak - jak zaznacza Kirkor - "trudno [...] dopatrzyć się jakiejś wyraźnej linii w ich przyznawaniu". O otrzymaniu donacji decydowało czasem szczęście - i takie mieli żołnierze pułków Legii w postaci wyjścia z Hiszpanii dostatecznie szybko, by zdążyć do Paryża na cesarski przegląd. Nie mieli go ani piechurzy z 4.pułku Legii, ani tym bardziej nadwiślańscy lansjerzy. Warto zwrócić uwagę, że żadnego cesarskiego nadania nie otrzymał dowódca 4.pułku Legii Sykstus Estko, a przecież był jednym z najlepszych polskich oficerów na Półwyspie - niefart polegał na tym, że jego pułk zbyt późno wyszedł z Hiszpanii, cesarz już dawno wyjechał na wschód. Jakże znaczący jest fakt, iż jedynym (sic!) lansjerem, który otrzymał cesarski tytuł i donację był Stanisław Klicki - dowódca wydzielonego z pułku ułanów oddziału, którego los związał się z losami trzech pułków piechoty Legii. Zupełnie inną kwestią jest fakt, iż po zakończeniu napoleońskiej epopei, wszystkie te donacje przepadły. Ogromne okrucieństwo wojny hiszpańskiej na pewno odbiło się na psychice polskich żołnierzy; ci o słabszej odporności na stres ulegali demoralizacji, jednak z całą pewnością nie można tutaj generalizować i wydawać tak kategorycznych sądów, jak Walery Przyborowski, który stwierdził, że "zrobili się oni żołdakami, gotowymi zawsze i wszędzie bić się za lada co i za kogokolwiek, byle się bić". Przeciwnie, pamiętano o ojczyźnie, zdawano sobie sprawę z tego, że walka ta nie jest bezcelowa. Zarzucano często Polakom walczącym w Hiszpanii złodziejstwa; podczas kampanii 1812 roku polski oficer Michał Jackowski na zarzuty o brak dostatecznej skwapliwości przy furażowaniu odpowiedział swemu szefowi batalionu: Panie szefie, w Hiszpanii nie byłem, gdzie wielu rabowało, a podłym być nie umiem. Owszem, Polacy w Hiszpanii rabowali, na pewno nie incydentalnie i nie nieliczni, lecz łupem była zazwyczaj żywność; o ile Francuzi szabrowali kościoły, o tyle Polacy - spiżarnie. Warto się zastanowić, jakie korzyści odnieśli Polacy z czasów pobytu swego w Hiszpanii. Z całą pewnością nie były to lata stracone dla tych, którzy potrafili wyciągnąć z nich naukę na przyszłość. Książę Sułkowski wielokrotnie powtarza w listach do żony, że każdego dnia stara się doskonalić swe umiejętności i z każdego wydarzenia uczyć się wojennego rzemiosła. Udział w wojnie hiszpańskiej był z pewnością dla Polaków ogromną lekcją dyscypliny wojskowej oraz wytrzymałości na trudy fizyczne i psychiczne; kto nie mógł iść dalej - ginął, kto odłączał się od swego oddziału - ginął. Ci, którzy wyszli z Hiszpanii, byli bez wątpienia jednymi z najlepiej doświadczonych, zdyscyplinowanych, nawykłych do trudów żołnierzy polskich. Dla wielu oficerów wyjazd do Hiszpanii oznaczał rzucenie od razu na głęboką wodę - niedoświadczeni młodzieńcy ujrzeli na samym już początku swej wojskowej kariery najokrutniejsze strony wojny; tam właśnie wdrażali się w służbę, nabierali doświadczenia i sprawności bojowej. Autor biografii Józefa Załuskiego tak podsumował jego pobyt w Hiszpanii w latach 1810-1811: "[...] stojąc na czele wywiadu niewiele zajmował się akcją bojową. Jednakże, choć nie miał sposobności rozwinąć militarnych talentów, wdrożył się w służbę, nabrał tężyzny i dyscypliny wojskowej, a przełożonym pozostawił jak najlepszą pamięć o sobie".
Doświadczenie, sprawność, zdyscyplinowanie, odwaga - zdobyte lub rozwinięte podczas wojny hiszpańskiej - zaprocentowały w kolejnych kampaniach napoleońskich. Legia Nadwiślańska i Dywizja Księstwa Warszawskiego zapisały wspaniałe karty w polskiej historii wojen podczas odwrotu Wielkiej Armii z Moskwy; obie te formacje wykrwawiły się nad Berezyną osłaniając przeprawę resztek napoleońskiej armii, a potem pod Wilnem walcząc w ariergardzie pod dowództwem marszałka Neya, wtedy gdy odwrót przemienił się już w bezładną ucieczkę. Również udział w kampanii 1813 roku nie przyniósł Polakom wstydu, choć z obu tych dywizji pozostały już tylko resztki. Kampania francuska z 1814 roku to z kolei okres, w którym zasłużyli się szwoleżerowie gwardii. Warto odnotować, że w armii Królestwa Polskiego było wielu generałów, którzy mieli za sobą hiszpańskie doświadczenia. Najwięcej generałów wyszło z pułku szwoleżerów gwardii, co dziwić nie powinno, była to bowiem jednostka wybitnie kadrowa; w latach 1815-1831 generalskie awanse uzyskali: Dezydery Chłapowski, Wincenty Dobiecki, Antoni Jankowski, Adam Jaraczewski, Paweł Jerzmanowski, Henryk Kamieński, Józef Kamiński, Ambroży Skarżyński, Wincenty Szeptycki i Józef Załuski. Z Legii Nadwiślańskiej awans taki uzyskali Henryk Milberg i Józef Mroziński, a z dawnej Dywizji Księstwa Warszawskiego: Julian Bieliński, Franciszek Młokosiewicz, Paweł Muchowski i Walenty Zawadzki; dawnym ułanem nadwiślańskim był natomiast Andrzej Ruttié. W powstaniu listopadowym uczestniczyli również - mianowani generałami jeszcze za czasów Księstwa - Józef Chłopicki, Stanisław Klicki, Wincenty Krasiński, Tomasz Łubieński i Ludwik Pac. Oznacza to, że prawie 20 % generałów czasów powstania miało za sobą doświadczenia z Półwyspu Iberyjskiego. Jakże charakterystyczne jest jednak, że zaledwie kilku z nich zapisało się pozytywnie podczas powstania: Chłapowski, Jaraczewski, Szeptycki, Klicki, może Zawadzki jeszcze. Znamienne jest, że w wielu spośród nich pozostała ogromna pogarda do prowadzenia "małej wojny", widać to doskonale na przykładzie Chłopickiego, u którego przejawiło się to w niechęci do formowania nowych formacji oraz braku zgody na wykonanie przedstawionego mu przez Chłapowskiego planu rajdu na Litwę. Nie mniej widoczny jest ten wstręt u generałów: Paca, Łubieńskiego, Jankowskiego i innych. Taka postawa wobec prowadzenia wojny partyzanckiej budzi zdziwienie, oficerowie ci wszak spędzili lat kilka na walce z hiszpańskimi gerylasami i doskonale poznali skuteczność tego rodzaju działań. PRZYPISY: 1. Aczkolwiek załogi francuskie zamknięte m.in. w twierdzach Barcelony, Hostalkirch i Figueras kapitulują dopiero w maju i czerwcu 1814r., czyli już po pierwszej abdykacji Napoleona. 2. Zdaje się, że ta wojna się skończy, gdyż Anglicy nazad się cofają, a prowincje hiszpańskie przysyłają z poddaniem się królowi. - Pisał 20 XII 1808 z Madrytu płk Krasiński do Zygmunta Vogla. - Jak genjusz jednej osoby zmienił postać w kilku momentach ! 3. W liście z 23 IV 1809 pisał Sułkowski: Mnożą się pogłoski, że powinniśmy wrócić do Polski, i jeśli nie jest to prawda, to przynajmniej iluzja ta napełnia błogością każdego żołnierza. 4. Nadzieje te nie były bezpodstawne; Napoleon rzeczywiście planował swój powrót do Hiszpanii. 3 XII 1809 przemawiał w parlamencie: Kiedy osobiście pojawię się za Pirenejami, przerażony leopard ucieknie na ocean, by uchronić się od wstydu, klęski i śmierci. Triumf mojej armii będzie triumfem dobra nad złem... Wierzę, że moja opieka i przyjaźń przyniosą pokój i szczęście ludowi Hiszpanii. 5. Świadectwo Sułkowskiego w liście z 9 IX 1809: Przed bitwą pod Almonacid panowało powszechne przygnębienie, ale teraz wszyscy są ożywieni, [...] odzyskali ten stan duszy, jaki właściwy jest naszemu narodowi. 6. Przepełniony nadzieją na powrót cesarza za Pireneje, Sułkowski jest przekonany, że wojna zakończyłaby się w ciągu kilku miesięcy i choć dla niego to i tak długo, to jednak będziemy mieli tę satysfakcję, że możemy powiedzieć, iż skoro podjęliśmy już wojnę w Hiszpanii, to dokończyliśmy jej, a to pozwoli nam liczyć na nagrody. 7. Dlatego też trudno uwierzyć w to, że Chłopicki jakoby odmówił pozostania w Hiszpanii w zamian za awans na gen.dyw. obiecywany przez Sucheta w początkach 1812r., w co każe nam wierzyć pierwszy biograf generała, Roman Załuski. 8. Zaznacza to Juliusz Falkowski cytując fragment raportu gen. Jean Brun'a napisany po ataku na Santa Engracia (styczeń 1809): Pułkownik Chłopicki szczególniej się przyczynił na czele legii nadwiślańskiej do pomyślnego wyniku tej potyczki. 9. I nie tylko ich, albowiem Sułkowskiego jako dowódcę DKW zakonotował sobie także oficer lansjerów nadwiślańskich, Wojciechowski, co powtórzyli za nim pierwsi polscy historycy. 10. Czego przykładem może być list Konopki do Ministra Wojny pisany w przeddzień Yebenes, w którym pułkownik doprasza się o uzupełnienie stanu osobowego pułku. 11. Według opinii J.H.Dąbrowskiego, wydanej jeszcze w czasach legionowych, Borowski był to człek bardzo dobry, pilny, nad wyraz pracowity, kochany przez podkomendnych. 12. Pod Ximena de la Frontera 25 IX 1811. 13. W armii od 1783, walczył w insurekcji kościuszkowskiej, potem w Legionach (1797-1806), a po zakończeniu epopei napoleońskiej, przez ostatnie 8 lat życia major w korpusie inwalidów w armii Król. Polskiego, daje to w sumie nieomal 40 lat służby wojskowej, a przecież w chwili śmierci miał ledwo lat 53. 14. Po zakończeniu służby w wojskach napoleońskich, służył wpierw w armii Królestwa Polskiego, a potem przez kilka lat wykorzystywany był w misjach dyplomatycznych (m.in. do Madrytu). Jego kariera urwała się nagle i dalsze losy jednego z najlepszych oficerów polskich epoki napoleońskiej po r.1824 nie są znane. Wg Wojciecha Domańskiego podobno na Syberii zakończył życie. 15. Choć warto nadmienić, iż Polacy znacznie łatwiej i szybciej uczyli się języka hiszpańskiego niż Francuzi, głównie dzięki znajomości łaciny. 16. Jedna z nielicznych opinii na temat francuskich dowódców polskiej dywizji w pamiętniku Michała Popiela: Generał Valence co prawda dowodził Polakami bez ich ukrzywdzenia, lecz jenerałowie brygady Margaron i Blondeau nie umieli zachowywać się z wojskowymi polskimi z tą delikatnością honorowych uczuć, jakie powszechnie odznaczają wszystkich polskich wojskowych. 17. Tomasz Łubieński ubolewa, że w przeciwieństwie do Ludwika Paca i płk. Krasińskiego nie ma dostatecznej liczby furgonów, by wozić ze sobą kucharzy, kuchcików i służących, dlatego też nie wydaje dla swych oficerów śniadań i obiadów, tak jak oni. 18. Brandt zaznacza też, iż swoją rolę odegrała tutaj być może nieprzyjacielska agitacja. 19. Oficer DKW: [...] oto w miejsce z chlubą poległych w boju oficerów, nasyłano nam z Polski innych, a ci nam zabierali stopnie krwią naszą tylokrotnie rozlaną zasłużone. [...] ta niesprawiedliwość zmusiła nie jednego umierać dla dobra kraju swojego w tym samym stopniu, w jakim go opuścił. 20. Najbardziej znanym był Jan Marceli Gutkowski, w Królestwie Polskim naczelny kapelan wojska oraz biskup podlaski. 21. Potwierdzenie w pamiętniku mjr. P.Dautancourta: nie pragnęli jak tylko się bić, i w chwilach odpoczynku, pełni wigoru, zdrowia i zalet, nie zawsze wystarczająco zajmowali się sprawami wewnętrznymi swych kompanii. 22. Nic to d z i e c i, naprzód! naprzód! - krzyczy ranny do swych żołnierzy, 28-letni płk Sobolewski w bitwie pod Almonacid. 23. W czasie postoju 9.pp. w miejscowości Elmoral, żołnierzom tak bardzo posmakowało tamtejsze wino, że skoro uderzono w bębny na znak wyruszenia w pochód ja sam zmuszony byłem odszukiwać żołnierzy po domach, piwnicach i innych kątach, aby ich wypędzić [...] - wspominał Stanisław Broekere. 24. Polacy! Porzućcie barwy wasze, karmazyn i biel, barwy honoru i niewinności. Wy sami, wolności pozbawieni, nachodzicie obcy kraj, katolicki jak wasz, żeby go w niewoli pogrążyć... 25. W tym okresie w 9.pp. jedynie dwukrotnie skreślono po kilku żołnierzy. 26. Broekere opisuje swoją kontuzję wynikłą ze źle dopasowanych butów: Opowiedziałem kapitanowi moje cierpienie, lecz on mi nic na to nie mógł poradzić, ponieważ sam musiał maszerować z pułkiem, a o podwozach nie można nawet było pomyśleć w tym kraju. Pomocy znikąd nie można się było spodziewać. Pozostawiony sam sobie, podpierając się karabinem, zmuszony byłem wlec się za pułkiem [...]. Dla Broekerego przygoda ta skończyła się szczęśliwie - lecz ilu było takich, którzy już swych kolegów nigdy nie zobaczyli? 27. Brandt ciągnie dalej wątek: Z przeczytanych powieści powziąłem był o Hiszpanii wyobrażenie zupełnie niezgodne z ponurą rzeczywistością 1808r. Daremnie upatrywałem hidalga-rolnika, ze szpadą w ręku, idącego z manierką wina za pługiem. Podobne rozczarowanie krajem, który znał jedynie z romansów o Gonzalwach, Abencerragach, Rolandach itp., wyraża Józef Załuski. 28. Książę-ordynat Sułkowski, który odebrał nauki zgodnie z kanonami przyjętymi wśród arystokracji europejskiej, z animuszem pisze do żony, że będzie miał okazję odznaczyć się za Pirenejami, podobnie jak Tarnowski, Chodkiewicz i Sobieski [którzy] swe pierwsze doświadczenia wojskowe nabywali w Hiszpanii (sic!). 29. Anonimowy przekaz z okresu wojny mówi: Nie ma już tylko Galicji, czy tylko Asturii; wszyscy stanowimy jedność, wszyscy jesteśmy Hiszpanami. 30. I zapewne dlatego tak łatwo było Hiszpanom uwierzyć, że Polacy są ludożercami, dlatego z nieśmiałością wychylał się lud z mieszkań swoich, gdy polskie pułki przechodziły. Wrażenia z podobnego spotkania zanotował też oficer szwoleżerów Wincenty Płaczkowski, donosząc, że takie opinie rozsiewali o Polakach Francuzi. 31. Choć i w tym przypadku skazani jesteśmy jedynie na przekazy strony polskiej. 32. Świadectwo Józefa Kozłowskiego: Ci [spośród Hiszpanów] którzy nam zawdzięczali daną opiekę [...] obawiali się zemsty od wojsk hiszpańskich a bardziej jeszcze od pospólstwa miejskiego. 33. Brandt: Ścisła karność, której strzegliśmy, i sprawiedliwe rządy, zaprowadzone przez głównodowodzącego jenerała [tzn. Sucheta], obudziły w mieszkańcach zaufanie do nas. 34. Broekere, op.cit., s. 42-43. 35. Najbardziej znane są potworne sceny jakie rozegrały się w zdobytym przez Anglików Badajoz (IV 1812), por. R.Małowiecki, Badajoz 16 III - 6 IV 1812, w: www.napoleon.org.pl. 36. Kiedy mieszkańcy pewnej wioski zamordowali siedmiu polskich żołnierzy z Legii Nadwiślańskiej, dowódca korpusu gen. Junot rozkazał gen. Habert, aby się pomścił, to jest mieszkańców wybił, a miasteczko spalił, F.Łaszewski, Opis zabrania kompaniów wyborczych w wyprawie dla zajęcia miasta Monzon. Sporządzony przez... 10 sierpnia 1816r. dla generała Józefa Chłopickiego, w: forum.gery.pl. 37. Jakże wymowny jest fragment ze wspomnień Józefa Mrozińskiego: Oddziały [nasze] musiały być koniecznie mocne, inaczej mordowano je po drogach. Wprawdzie palono wioski, w których się to zdarzało, ale środki te, niszcząc kraj, nie uśmierzały zaciętości mieszkańców. Jątrzyła się tylko coraz bardziej z obu stron chęć zemsty. Cała wojna brała postać okropnego pustoszenia. 38. Trzy za Fuengirolę, potem trzy kolejne w 1811 i trzy następne w 1812. Opracował: Michał Swędrowski |
||
|
|
||
|
||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
||
|
Forum projektu stworzenia najlepszego w Polsce opracowania wojny w Hiszpanii 1808-1814. Zapraszamy do dyskusji i wspomagania projektu.
|
||
|
|
||
|
Pomysł, projekt i koordynacja:
Rafał Małowiecki anrama@interia.pl Włodzimierz Nabywaniec wlonab@wp.pl Guerra team: Duroc, Bernard Lipka, Waldemar Karczmarczyk, Michał Swędrowski, Zenobi, Magda, Scout, Gipsy, makron, Rafał Jan Komorowski, Eques, Agent FBI. |
||
|
|
||
|
• Guerra de Independencia espanola 1808-1814 • Asociación para el Estudio de la GI • The Peninsular War 1808-1814 • English officers killed in Peninsula 1808-1814 • Peninsular War: Orders of Battle • Wellington's dispatches • Los sitios de Zaragoza • Pagina de la Albuera • La batalla de Bailén • Revista de Historia Militar • Lord Blayney's Narrative |
||