| ||||
| Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni | ||||
|
Jean Lannes - książę Montebello (1769 - 1809) |
||
Gaskończyk Jan Lannes, był
synem wieśniaka i rozpoczął od czeladnikowania w farbiarni. Dopiero w roku
1792 wstąpił jako ochotnik do armii republikańskiej i od tej pory tam, gdzie
się znalazł, wszystko wokół farbowało się na czerwono. Doceniono ten jego
zapał w rąbaniu i strzelaniu, i w przeciągu zaledwie czterech lat promowano
go na generała. Całą swą dalszą karierę zawdzięczał Bonapartemu i był
jedynym marszałkiem, który pozwalał sobie kłócić się z cesarzem,
przeklinać w jego obecności i nawet wygrażać mu. W ogóle lubił dużo i głośno
mówić, kłócić się oraz soczyście kląć. Napoleon wybaczał mu to
wszystko. Poznawszy dobrze jego sposób bycia, Bonaparte wpadł na genialny
pomysł, żeby używać go w misjach dyplomatycznych. Metoda dyplomacji Lannesa
polegała na stukaniu obcasami i końcem olbrzymiej szabli o posadzki pałaców,
co czyniło wszystkich książąt europejskich, do których go posyłano, nader
podatnymi na żądania Paryża. Sam zresztą także stał się księciem
Montebello, która to nazwa została uznana przez żony pozostałych marszałków
za najpiękniejszą spośród wszystkich książęcych nominacji epoki i ściągnęła
na jego żonę dobrodziejstwo powszechnej zawiści. Była to już druga jego żona.
Pierwszą zostawił Lannes we Francji, wyruszając wraz z Napoleonem do Egiptu.
Tam został ranny w nogę podczas bitwy pod Abukirem i wzięty do szpitala, w którym
jego przekleństwa zagłuszały wycie operowanych. Klął z dwóch powodów. Po
pierwsze, obok niego położono kontuzjowanego Murata, Lannes zaś wolałby leżeć
obok kobry, niż obok tego „cyrkowego błazna”. Ale na dobre kląć zaczął
dopiero wówczas, kiedy z ojczyzny przyszła wiadomość, że jego małżonka, z
którą rozstał się przed czternastoma miesiącami, powiła mu właśnie
zdrowego chłopczyka. Po powrocie sklął ją i wziął rozwód. Rozwodu z
gaskonadą nie wziął nigdy. W roku 1797 został wraz z dwunastoma żołnierzami
otoczony przez kompanię kawalerii papieskiej na drodze z Mantui do Rzymu.— Szable z pochew! — rozkazał swym ludziom oficer papieski. — Jak śmiecie wyciągać szable! — ryknął Lannes. — Schowajcie je z powrotem! — Rozkaz! — odpowiedział skonfudowany oficer. — Z koni! — komenderował dalej ośmielony pierwszym powodzeniem Lannes. — I marsz do mojej kwatery głównej! „Gdybym próbował uciekać — tłumaczył później — któryś z tych bałwanów mógłby mnie postrzelić w plecy, sądziłem więc, że mniej ryzykuję nadrabiając bezczelnością”. Będąc rodakiem d`Artagnana, byt Lannes mistrzem szalonego ataku, czego dowody dał pod Arcole, Lodi, Rivoli, Montebello i w wielu innych bitwach. Pod broniącą się Ratyzboną — kiedy jego atakujących grenadierów wystrzelano z murów i wojsko odmówiło dalszego udziału w tym samobójstwie — wziął pod pachę drabinę i pomaszerował sam w kierunku twierdzy. W połowie drogi zawstydzeni żołnierze dogonili swego marszałka i zdobyli Ratyzbonę. Ta brawura kosztowała go mnóstwo kontuzji, chociaż daleko mu było do rekordzisty Oudinota, który w czasie kampanii napoleońskich odniósł trzydzieści cztery ciężkie rany, nie licząc pomniejszych, i przeżył. Lannes nie przeżył. W Hiszpanii uratowano mu wiszące na włosku życie, zaszywając całego w świeżo zdartą skórę barana. Pod Aspern-Essling, w roku 1809, gdy kula armatnia oberwała mu nogę i w sprawę wdała się gangrena, nic już nie mogło go uratować. Napoleon płakał przy jego łożu śmierci. Pobyt w Hiszpanii niewiele dał Lannesowi, nie nauczył się nigdy hiszpańskiego przysłowia: „Dobrze się zastanów, zanim powiesz prawdę”. Tylko od niego i od Moutona Bonaparte wysłuchiwał gorzkich prawd. Najpiękniejszą prawdę w swym życiu powiedział Lannes do jednego ze swoich pułkowników, kiedy ten wyrzucał młodemu oficerowi tchórzostwo: — Tylko świnia lub skończony tchórz może się chwalić, że nigdy nie odczuwał strachu! Konając też nie odczuwał żadnego strachu i przed śmiercią jedyny raz, pierwszy i ostatni, zwrócił się do Bonapartego w słowach nader obcych swej „niewyparzonej gębie”: — Za kilka godzin, Sire, utracisz człowieka, który bardzo Cię kochał. W. Łysiak, Cesarski poker Szturm
Ratyzbony był najsławniejszym czynem wojennym Lannes`a. Miasto było otoczone
wysokimi murami i głęboką fosą, garnizon był liczny i twierdza ta wydawała
się nie do zdobycia. [...] Lannes udał się na rekonesans i zauważył mały
domek leżący poza murami na brzegu fosy. W pobliżu znajdowała się duża
grupka budynków, wśród których można było ukryć baterię i oddział
szturmujących. Lannes sprowadził baterię i w krótkim czasie strzałami
zdemolował budynek, tak że gruzy wpadły w fosę i utworzyły rodzaj
improwizowanej kładki. Wtedy Lannes sprowadził grenadierów i wysłał partię
ochotników z drabinami. Wystrzelano ich co do jednego. Druga partia poszła z
drabinami i również zginęła. Więcej ochotników już nie było. Nawet
"piekielną kolumnę" obleciał strach. "Byłem grenadierem,
zanim zostałem marszałkiem" – powiedział Lannes, wziął drabinę
pod pachę i sam jeden skierował się ku wałom. Jak zwykle miał na sobie
paradny mundur ze wszystkimi swymi orderami. Natychmiast pobiegli za nim jego
oficerowie sztabu, aby mu pomóc, i jeden z adiutantów zaproponował, że będzie
niósł drabinę. Marszałek odmówił, a wtedy oficerowie zaczęli mu z
szacunkiem odbierać drabinę i nastąpiło pewne zamieszanie. Działo się to
na otwartym miejscu, między dwiema armiami. Grenadierzy Lannes`a widząc, jak
ich ukochany marszałek spiera się ze swoim sztabem o przywilej niesienia
drabiny, nie mogli tego znieść i cały pułk rzucił się do szturmu. Na czele
biegł marszałek, za nim jego sztab, tuż za sztabem grenadierzy i wszyscy, łamiąc
opór nieprzyjaciela, dostali się do miasta.
A. G. Macdonell, Napoleon i jego marszałkowie |
||
|
|
||||||||||||
|
||||||||||||