| ||||
| Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni | ||||
|
Pierre François Augereau - książę Castiglione (1769-1826) |
||
Syn
murarza, Piotr Franciszek Karol Augereau. Zaczął jako lokaj u markiza
Bassompierre, lecz wyrzucono go za uwiedzenie pokojówki. Został więc kelnerem
w jednej z szulerni paryskiego Palais-Royal, skąd wyrzucono go za uwiedzenie
kelnerki. Doszedł wtedy do przekonania, iż życie cywilne jest nazbyt
skomplikowane i zaciągnął się do burgundzkiej kawalerii. Stamtąd wywalono
go za niesubordynację. Niesubordynacja tego wiecznego ulicznika z pewnością złamałaby
mu życie, gdyby nie to, że był on fenomenalnym szermierzem. Gdy pewien
oficerek zdzielił go trzciną podczas parady, Augereau wyrwał mu tę trzcinę
i złamał. Oficerek wpadł w szał, obnażył szablę i natarł na zuchwalca.
Ale zapomniał, że ma do czynienia z najlepszym rębaczem w całej armii, w
rezultacie czego następnego dnia pochowano go z wszelkimi honorami wojskowymi,
a Augereau zwiał na skradzionym koniu do Szwajcarii. Wielokrotnie jeszcze w
swym życiu uciekał z wojska, francuskiego, rosyjskiego (służył pod
Suworowem) i pruskiego, w tym ostatnim przypadku z wielkim fasonem — pociągnął
za sobą sześćdziesięciu kolegów. Przedziwny przypadek sprawił, że w wiele
lat później, podczas kampanii 1806 roku, w ręce marszałka Augereau wpadł
ten sam pruski batalion, z którego czmychnął w młodości. Pułkownik, podpułkownik
i starszy sierżant byli ci sami — Augereau obdarował ich złotem. Ale
zanim to nastąpiło, przewędrował całą Europę i część Azji. W Atenach
się ożenił, w Lizbonie dostał do więzienia, w Konstantynopolu sprzedawał
zegarki, w Dreźnie uczył tańca, a wszędzie zabijał kobiece serca i męskie
ciała, gdyż i kobiety, i mężczyźni pasjami sprawdzali jego perfekcję. Mężczyźni
w szermierce. W Luneville pewien żandarm, upojony kilkoma zwycięskimi
pojedynkami, wyzywając tę „najlepszą szpadę Francji” (opinia
fechmistrza Saint Georgesa) spytał przed starciem, gdzie Augereau chce być
pochowany, na wsi czy w mieście.— Na wsi — odpowiedział Augereau. — W porządku — zadrwił żandarm. — Pogrzeb odbędzie się na wsi. Żandarm się nie pomylił. Pochowano go na wsi. Strasznie dużo ludzi pochowano z inicjatywy Augereau, i to ludzi Bogu ducha winnych. Jako pacyfikator Hiszpanii wpadł marszałek Augereau na bardzo dowcipny sposób przywiązywania mieszkańców tego kraju do Francji, polegający na wieszaniu każdego napotkanego Hiszpana. Przez pewien czas wszystkie drzewa przydrożne w Katalonii uginały się pod ciężarem trupów, a metoda wciąż jakoś nie chciała przynieść oczekiwanego rezultatu i Augereau wrócił do Francji z niczym. W przeciwieństwie do Lannesa, Augereau był postury pruskiego grenadiera i ze względu na swe obycie światowe dysponował bardziej wyszukanym zasobem przekleństw, ale też i wiele ich łączyło, jak chociażby prawdziwy instynkt wielkospektaklowy, a więc i bitewny. Dlatego podczas śpiewania Te Deum w trakcie podniosłej ceremonii koronacji Napoleona w katedrze Notre-Dame, obaj ci marszałkowie wiedli nieskrępowaną rozmowę na różne tematy, zwłaszcza zaś o tym, że — jak to ujął Augereau — „brakuje tu tylko tego miliona ludzi, którzy oddali swe życie, aby uwolnić się od takich bzdur”. Zgadli już państwo, że kochliwy Augereau w Napoleonie się nie zakochał. Nie miał okazji. Już przy pierwszym spotkaniu, w roku 1796, Bonaparte a priori uniemożliwił ten afekt, tak uspokajając pyskującego nań Augereau: — Generale, jest pan ode mnie wyższy o głowę, ale jeśli natychmiast nie przestanie pan być bezczelny, to każę zlikwidować tę różnicę! Augereau wyładował swoją złość w najbliższej bitwie pod Castiglione, za co potem został księciem Castiglione. Lecz nawet będąc księciem, ten uroczy bufon, brutal i złodziej nadal pozostał łobuziakiem. Do końca życia. W. Łysiak, Cesarski poker |
||
|
|
||||||||||||
|
||||||||||||