Napoleon.org.pl English     Deutsch    
Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni

Biblioteka źródeł

TRAKT NAPOLEOŃSKI
Tygodnik Ilustrowany 1912, cz. 11.


Napoleon Orda, Ruiny zamku w Miednikach


Ogromna fosa, otaczająca niegdyś zamek miednicki, porosła dziś lasem olch, osin, czeremch, topoli, krzaków rozmaitych - i dokoła murów, z trzech stron, utworzyła się przecudna promenada, gdzie roje ptactwa trzepocą się latem i świergocą, deszcz słoneczny rozpyla się po zroszonej zieleni, a poprzez liście tu i owdzie prześwieca malownicza czerwień ruin...

Opiewają legendy, że lat temu niewiedzieć ile jakieś plemię olbrzymów czy nawet bogów budowało jednocześnie zamek w Miednikach i zamek w Krewie i że przerzucało sobie kielnie i młoty z Krewa do Miednik i z Miednik do Krewa.

Faktem zaś jest, że mistrz krzyżacki, Konrad Zolner von Rothenstein, zapuściwszy się najazdem potężnym w r. 1385 aż pod Oszmianę, tu, w Miednikach, stał przez czas dłuższy wielkim obozem i wyprawiał świetne turnieje oraz uczty. Potem zaś w r. 1402 raz jeszcze gościli w Miednikach Krzyżacy pod dowództwem wielkiego komtura, Wilhelma z Helfensteinu. Na zamku w Miednikach przebywali latem synowie króla Kazimierza Jagiellończyka z nauczycielem swym, Długoszem; w Miednikach umierał święty królewicz Kazimierz i z Miednik do katedry wileńskiej przewieziono relikwie zwłok jego w 1636 roku. Rezydencyonalna atoli świetność Miednik nie trwała długo. Zamek opustoszał już w pierwszej połowie XVI wieku i stawał się powoli coraz bardziej malowniczą - ruiną. Gdyby wzrok ludzki takie żłobił rysy na martwych przedmiotach, jak nieraz wpija się w ludzką duszę, tedy na zwaliskach miednickiego zamku zostawiłyby ślad swój - oczy Napoleona. Lecz oczy te uderzyły tylko przelotnem spojrzeniem w prastare mury, pamiętające Krzyżaków, prześliznęły się po nich, może... zdumione i - wzrok cesarski już biegł naprzód, naprzód przed siebie, ku Wilnu, i dalej tam, ku Paryżowi.

Prastare zamczysko puściło mimo siebie - i tego potentata. I znów zapadło, głuche i samotne, w dumę swoich dum. Co mu do chwili nawet takich odwiedzin! Widziało przecie przepływające po ziemi tej - stulecia.

Napoleon kazał księciu Bassano zająć miejsce obok siebie w karecie i jechał dalej, słuchając jego relacyi o zawikłanej sytuacyi politycznej. Książę Bassano rezydował bez przerwy od lipca w Wilnie, otoczony istnym sztabem dyplomatycznych pełnomocników aliantów cesarskich, i komunikował się nieustannie - z całą Europą. Cenna tedy była jego relacya dla cesarza i nie musiała dłużyć się obu droga z Miednik do Wilna. Mijano zaś niebawem (z Miednik do Wilna wiorst niepełnych trzydzieści) byłe dobra jednego z najzasłużeńszych obywateli kraju, Rukojnie, dziedzictwo i miejsce zgonu referendarza litewskiego, Pawła Ksawerego Brzostowskiego; mijano Niemieżę, znaną całej Litwie z osad swoich prastarych tatarskich, upamiętnioną pobytem króla Jana Kazimierza i umową, zawartą przezeń w Niemieży z carem Aleksym Michajłowiczem; mijano wzniesiony na wzgórzu pod Niemieżą pomnik nad zwłokami niewiedzieć dlaczego tu właśnie pochowanego generała Diejewa, co za czasów insurekcyi kościuszkowskiej padł trupem podczas szturmowania przez Rosyan Ostrejbramy wileńskiej... Wpierw zaś jeszcze nieco kareta, wioząca Napoleona i jego ministra, zsuwała się w sporą kotlinę między dwoma dość stromemi górami, mijając - o wiorstę niespełna od traktu - miejscowość, mającą w lat mniej niż pięćdziesiąt potem zasłynąć - nie tylko na Litwę całą. Miejscowość ta zowie się: Borejkowszczyzna.

Gdy osiadał tam "na dzierżawie" Syrokomla, marny folwark tyszkiewiczowski miał trzy włóki obszaru. Pola piaszczyste nie widywały nigdy urodzaju. Urodzaj by tylko zawsze - w tece poety.

Nie mój to domek, nie moja gleba, Choć chleb mi rodzi przez lato; Moim jest tylko ten błękit nieba, Co się unosi nad chatą... Tutaj dni moje spokojnie płyną, Mam chleba, soli, kwiatów do syta, I dobry człowiek czasem gościną Do mnie zawita. W cichej ustroni żyćby niezgorzej Wśród gęstych dębów, jabłoni, gruszy - Och, gdyby tylko jeden dar Boży: Spokojność duszy!

A wespół z Syrokomlą gospodarzył jako "doradca agronomiczny" - Wincenty Korotyński, ówczesny tłómacz Bérangera i autor zbioru poezyi lirycznych "Czem chata bogata". Rezydencyę miał w budynku, gdzie mieściła się "czeladnia" i "piekarnia", w izdebce narożnej z cudnym z okna widokiem na zielony wielki parów, na faliste wzgórza, na uroczy swojski krajobraz. U okna rosło rozłożyste drzewo, zastępujące w lecie firanki a zimą osłonę od wiatru.


Oszmiana, ul. Żuprańska


I u traktu napoleońskiego, u zbroczonego krwią szlaku rozbitej wojennej imprezy, zakwitały cicho i ulatywały w świat, pełne poezyj i przedziwnej serdeczności, nieśmiertelne odtąd "gawędy" wioskowego lirnika - o "Starych wrotach", o "Kęsie chleba", nie zliczyć wszystkich!... A w izbie ladajakiej poety przesiadywali, lub w sadzie u stołu z prostego kamienia młyńskiego gwarzyli poobiednią, lipcową porą, lub wychodzili na przechadzkę - na "napoleoński" trakt poblizki goście najmilsi a stali Borejkowszczyzny, bracia poety po piórze, sercu i umyśle: Odyniec i Pług, Eustachy Tyszkiewicz i Stanisław Moniuszko, Horajn, Chodźko...

Bo puścić tylko w tej stronie traktem napoleońskim wyobraźnię nieco lotniejszą, a nie pójdzie szlakiem tym karoca cesarska: luzem i samotna. Pomkną przodem i krzyżackie płaszcze i chorągwie pancerne i regimenty liniowe pułkowników kościuszkowskich, zamajaczy świetlana postać królewicza i złotoustego Skargi, co tyle razy z letniej rezydencyj swojej w Kamiennym Łogu tędy do Wilna drogę odbywał, a na oddalający się korowód cesarza Francuzów patrzeć będą w zamyśleniu ze wzgórza pod Borejkowszczyzną: Syrokomla i Moniuszko...

* * *

Dotarłszy szczęśliwie do Wilna, Napoleon do miasta nie wjeżdżał. Nie leżało w jego widokach, aby wieść o jego odjeździe do Francyi uderzyła piorunem w miasto, gdzie rozbita armia spodziewała się znaleźć popasowe schronienie i "gorące" przyjęcie. Okrążył tedy Wilno, nie domyślające się nawet co zaszło, i, spożywszy na przedmieściu śniadanie, pomknął dalej przez Kowno, Maryampol, Łomżę do Warszawy.

Tymczasem ku Wilnu nadciągały bezładnym tłumem... widma zdziesiątkowanych, wynędzniałych, zgłodniałych, skostniałych wojsk. Parły się zaś ku miastu, jak ku bezpiecznemu portowi nie tylko wielkim traktem, ale i okolicznemi drogami wszystkiemi, w rozsypce, staczając utarczki z napastującą pojedyńcze oddziały konnicą rosyjską, z trudem opanowywane komendą "naczelnego wodza", Murata.

Sam Murat posuwał się naprzód śladami cesarza, ze Smorgoń przez Oszmianę i rozbił główną swoją kwaterę w Miednikach. Do Miednik też niebawem ściągnęły resztki dywizyj Loisona i korpusu Ney'a. Przybył też de Wrede z Bawarczykami od strony Niemenczyna silnie naciskany przez podjazdy Wittgensteina. Puszczając przodem walące ku Wilnu oddziały wojska, całkiem rozprzężone, utworzył Murat z niedobitków Loisona, de Wrede'go i Ney'a aryergardę, mającą odwrót armii - osłaniać. Komendę nad tą aryergardą, złożoną z jakich sześciu mniej więcej tysięcy żołnierza różnej broni, objął Ney i, jak zwykle, spisał się bohatersko.

Podczas gdy do Wilna stłaczało się mrowie oszalałe z głodu i chłodu, szerząc po mieście straszliwą panikę, zasypując ulice i podwórza domów rannymi, pijanymi i trupami, Ney cofał się we względnym porządku, powstrzymując iście nadludzko ataki Czyczagowa. Pod Rukojniami przyszło nawet do zaciętej batalii.

Ale, gdy waleczna ta kohorta "wielkiej armii" dotarta nareszcie sama do upragnionego Wilna, odpływały już z miasta co tchu wojska francuskie; Murat wiódł je na Kowno, jadąc z Berthierem w saniach, podczas gdy konno lub pieszo prowadzili poszczególne oddziały książę Beauharnais, Davout, Lefebvre, Mortier, Bessičres. Był dzień dziesiąty grudnia. O wiorst kilka od Wilna wparto się we wzgórza Ponarskie - zamiast je obejść - i na tych fatalnych wzgórzach nastąpiła katastrofa, jedna z najsromotniejszych w całej kampanii. Wozy i sanie, wiozące bagaż, amunicyę a przedewszystkiem "skarb" armii, nie mogły po gołoledzi wspiąć się na wzgórza i zatarasowały względnie nieduży wąwóz.

Wszystkie oddziały cofającego się wojska stłoczyły się bezładną masą w wąwóz...

Tymczasem Ney z aryergardą, stopniałą już do 3000 ludzi, ścigany przez wojska rosyjskie, zdążył tylko przejść przez miasto, do którego, goniąc przed sobą Ney'a, wpadli kozacy Płatowa, zajmując Wilno, biorąc w niewolę 14.000 rannych i bezwładnych Francuzów, co ruszyć się z miasta nie mogli, zagarniając 140 francuskich armat. Ney rzucił się na trakt kowieński i dogonił armię pod Ponarami, właśnie w chwili, gdy dziać się tam zaczęły rzeczy, urągające wszelkiemu opisowi. Kufry i skrzynie, zawierające kasę armii, powypadały z sań i powózek i porozbijały się. Popłynęło z nich szerokimi strumieniami złoto. Żołnierze porzucili broń i jęli - rabować. Żaden rozkaz nie miał mocy nad nimi. Nie powstrzymał ich nawet huk dział Ney'a, odstrzeliwającego się po opuszczeniu Wilna i nacieranego przez oddziały rosyjskie, wysłane za nim w pogoń z miasta. Huk tylko kanonady wywołał pod Ponarami nieopisany popłoch. Nie przerwał jednak rabunku gdy nadbiegł Ney, gdy posypały się kule, gdy doskoczyli i do Ponar kozacy, - rabowano jeszcze. W popłochu! Powiadadają, że kozacy, zaniechawszy kłucia i rąbania Francuzów, też rzucili się zgarniać napoleondory. I tak walczono i rabowano dopóki - jak notuje Ségur - nie znikło... dziewięć milionów franków w srebrze i złocie. Nie stracił przytomności tylko Ney. Wsiadł na karki kozaków i po zaciętej walce zmusił ich do odwrotu. Wówczas dopiero zdołał Murat wywikłać armię z Ponarskiego wąwozu, wyprowadzić ją na wzgórza i puścić dalej traktem na Kowno. Ney zaś, sprawiwszy oddział swój w szyk bojowy, znowu stanął w aryergardzie i pociągnął za Muratem, osłaniając odwrót aż do Jewja. Od Wiazmy do Jewja trwał na najfatalniejszym posterunku: w aryergardzie, wytrzymującej cały impet pościgu. I wytrwał! Z honorem i bohaterstwem, co po wieczne czasy opromieniać będą Ney'a imię 1)

Taki epizod ostatni odwrotu "wielkiej armii" rozegrał się na trakcie napoleońskim. We dwa dni potem przybył do zajętego przez wojska rosyjskie Wilna feldmarszałek książę Kutuzow, wódz naczelny całej ówczesnej siły zbrojnej Rosyi. Przybywał - pisze Szylder - do kraju dobrze sobie znanego, bo przed laty zajmował stanowisko litewskiego gubernatora wojennego. Ludność Wilna przyjęła wodza-tryumfatora entuzyastycznie; posypały się ody i przemówienia powitalne. Na scenie w teatrze zajaśniał transparentowy wizerunek Kutuzowa z nadpisem u góry: "Zbawcy ojczyzny". Napoleon był - daleko.

K O N I E C.


__________________________
1) Marbot w pamiętnikach swoich tłumaczy, że sam Ney kazał rozbić skrzynie, zawierające kasę, aby rozchwytali ją żołnierze francuscy, gdyż była niemal pewność, że kasa dostanie się w ręce Rosyan. I - pochwala to zarządzenie Ney'a, któremu jednak inni historycy wiary nie dają.

Czesław Jankowski

<<< Wstecz 





Biblioteka empire'u
 • WOJNY NAPOLEOŃSKIE
 • LEGIA NADWIŚLAŃSKA
 • POD SZTANDARAMI N
 • 1812 WIELKI ODWRÓT
 • LIPSK 1813

Forum - Antykwariat
 •  Kampanie i bitwy
 •  Projekt 1812
 •  Guerra de la...
 •  Barwa i broń
 •  Biblioteka Barwy i Broni
 •  Polityka i dyplomacja
 •  Ludzie epoki
 •  Muzy Empire'u
 •  Napoleonica
 •  Wymiana informacji
 •  Gry wojenne i figurki
 •  Historical fiction
 •  Quiz
 •  Varia napoleońskie
 •  Babel

Copyright © 2001 - 2011  NapoleonTeam
Wszelkie Prawa Zastrzeżone