Pierwsze kroki wojenne
Głównym celem dowództwa pruskiego było odcięcie napoleońskich korpusów stacjonujących w Bawarii od połączeń z Francją. W tym celu około 200-tysięczna armia pruska przekroczyła w dniu 2 października Łabę pod Dreznem i Magdeburgiem, a następnie ruszyła na południowy - zachód trzema mniejszymi armiami, maszerującymi od siebie w odległości około 50 kilometrów. 75-tysięczna armia centralna pod rozkazami księcia Karola Wilhelma Brunszwickiego ruszyła przez Lipsk i Naumburg w stronę Erfurtu. Tutaj też przebywali ze świtą król Fryderyk Wilhelm III i królowa Luiza. Idąca na prawym skrzydle, 50-tysięczna armia gen. Ernsta von Ruchela szła przez Nordhausen ku Eisenach. Z kolei na lewym skrzydle, 55-tysięczna armia księcia Hohenlohe parła w stronę Zwickau. Forpocztę całej armii pruskiej tworzyły dwa korpusy - pruski gen. Ludwika Ferdynanda, który miał przekroczyć Soławę pod Saalfeld, i saski gen. Bolesława Tauentiena, który miał sforsować tę rzekę w Saalburgu. W odwodzie, pod Halle, stał 20-tysięczny korpus księcia wirtemberskiego.
Napoleon, przewidujący wybuch wojny z Prusami, choć miał nadzieję, że nie dojdzie do niej tak szybko, sprawnie skoncentrował w Bawarii 166-tysięczną armię, w tym 128 tysięcy piechoty, 28 tysięcy konnicy, 10 tysięcy kanonierów oraz 256 armat. Te 166 tysięcy miało być stopniowo uzupełnianych 50 tysiącami rekrutów, powołanych pod broń niedawno i intensywnie szkolonych na tyłach frontu. W tym czasie dodatkowych 70 tysięcy napoleońskich żołnierzy stacjonowało we Włoszech, a drugie tyle - w innych rozległych posiadłościach cesarstwa. W dniu 2 października Napoleon przybył do Wurzburga, zaś 6 października objął komendę nad armią w Bambergu. Dwa dni później armia napoleońska wkroczyła do sprzymierzonej z Prusami Saksonii kierując się na północny - wschód ku Łabie. Podzielona była na trzy mniejsze, autonomiczne armie, zgodnie z prawem: "armie mają maszerować osobno, ale bić się razem". Front maszerujących armii francuskich nie przekraczał 70 kilometrów, podczas gdy wlokące się armie pruskie były rozciągnięte na aż 150 kilometrach. W tej sytuacji każdy z korpusów francuskich mógł w dowolnej chwili przyjść sobie z odsieczą, bo odległość miedzy nimi nie przekraczała pół dnia marszu, podczas gdy armie pruskie były od siebie praktycznie odizolowane.
W centrum frontu, spod Bambergu przez Kronach i Lobenstein, posuwały się 1. korpus marsz. Jean Bernadotte'a, 3. korpus marsz. Louisa Davouta, korpus konny marsz. Joachima Murata i gwardia cesarska marsz. Jean Bessieres'a. Miały one przekroczyć rzekę Soławę pod Saalburgiem. Na lewym skrzydle, 5. korpus marsz. Jean Lannes'a i 7. korpus marsz. Pierre Augereau maszerowały z Bambergu przez Koburg i Grafenthal na Saalfeld, gdzie miały przeprawić się przez Soławę. I w końcu na prawym skrzydle szły 4. korpus marsz. Nicolasa Soulta i 6. korpus marsz. Michela Neya. Spod Bayreuth poprzez Hof miały dotrzeć do Plauen. Tempo marszu miało tutaj kolosalne znaczenie. Chodziło o to, by dopaść armię pruską w Saksonii i rozbić ją, nim z kierunku Śląska nadciągną rosyjskie posiłki. Ponieważ tabory zostały ograniczone do minimum, korpusy francuskie maszerowały kolumnami nie przekraczającymi 8 kilometrów długości. Było to o tyle istotne, że w czasie marszu przez Las Turyński, poszczególne korpusy były od siebie w naturalny sposób odizolowane i w razie konieczności nie mogłyby pospieszyć sobie na odsiecz. Jednocześnie każda z posuwających się dywizji przyjęła szyk czworoboku batalionowego, by w dowolnej chwili móc stawić czoło Prusakom, gdyby ci pojawili nagle się pojawili. Tempo marszu było także imponujące - średnio 25 do 30 kilometrów dziennie.
W dniu 9 października doszło do pierwszej potyczki francusko-pruskiej, pod Schleitz. Korpus Murata posiłkowany żołnierzami z korpusu Bernadotte'a rozbił w błyskawicznym uderzeniu 9-tysięczną forpocztę korpusu Tauentziena. Następnego dnia Francuzi ponownie starli się z Prusakami, tym razem na poważniej. Korpus Lannes'a podszedł pod miasto Saalfeld, gdzie stał prawie 10-tysięczny korpus księcia Ludwika Ferdynanda, który przekroczył rzekę Salę, by stanąć na drodze kolumnom francuskim. I stanął. Natknął się jednak na dwa napoleońskie korpusy, Lannes'a i Augereau, rozporządzające w sumie aż 41 tysiącami piechoty i konnicy. Lannes uderzył frontalnie, zaś dywizja gen. Louisa Sucheta należąca do korpusu Augereau, przeszła przez pobliski las, przebijając się na prawe skrzydło Prusaków. Korpus księcia Ludwika rozpaczliwe bronił się przez dwie godziny, w końcu jednak rzucił się do ucieczki w kierunku miasta, pozostawiając na pobojowisku prawie 1 tysiąc poległych i rannych, oraz blisko 2 tysiące jeńców. Sam książę, do niedawna jeden z najgłośniejszych krzykaczy w Berlinie na rzecz wojny, padł na polu bitwy.
Tym samym Napoleon mógł bezpiecznie przekroczyć Soławę, która do tej pory osłaniała pruską armię od południa. Armia francuska, dotąd maszerująca przez Las Frankoński ku północy, teraz skręciła na zachód. Napoleon nie orientował się jednak dokładnie, gdzie w tym momencie jest główna armia pruska. Przypuszczał, że jest skoncentrowana w okolicach miejscowości Weimar, by stamtąd ruszyć w drogę powrotną w stronę Berlina. Sądził, że 15 października dane mu będzie stoczyć walną bitwę pod murami miasta. Cesarz natychmiast pchnął korpusy Bernadotte'a, Davouta i Murata w północ, w kierunku miasta Halle, aby odciąć Prusakom drogę odwrotu do stolicy. Natomiast korpusy Neya, Lannes'a i Augereau oraz gwardię cesarską osobiście poprowadził w kierunku Jeny.
Tymczasem resztki rozbitego pod Saalfeld korpusu księcia Ludwika połączyły się z armią księcia Hohenlohe, stojącą pod Jeną. Z kolei książę Karol Wilhelm Brunszwicki, stojący na czele głównej armii w okolicy Weimaru, na informacje o porażkach pod Schleitz i Saalfeld, natychmiast przerwał marsz na zachód, dając sygnał do generalnego odwrotu na wschód, ku Naumburgowi, aby nie dać się Francuzom odciąć od Berlina. Nie dane jednak było mu tam dotrzeć.
Opracował: Szymon Jagodziński
|