Bitwa morska pod Trafalgarem (21 października 1805 roku)
Pierwsze salwy artyleryjskie zagrzmiały jednak nie na froncie niemieckim, ale na morzu. Przygotowując inwazję na Anglię Napoleon potrzebował solidnej osłony dla floty transportowej w trakcie pokonywania kanału La Manche.
Problem w tym, że flota angielska była dużo silniejsza, nie tylko liczebnie, ale także jakościowo. W momencie wybuchu wojny między obu krajami (maj 1803 roku) Anglia dystansowała swojego rywala na morzach. Dysponowała m.in. 55 okrętami liniowymi przeciwko 42 francuskim, z których jednak tylko 13 pełniło czynną służbę, zaś reszta była dopiero wykańczana w stoczniach i miała pojawić się w linii najszybciej z końcem 1804 roku. Sytuacja ta poprawiła się w grudniu 1804 roku, gdy do wojny przeciwko Anglii przystąpiła Hiszpania z jej silną flotą.
Porównanie techniczne obu flot także stawiało Francję na drugim miejscu. Anglia posiadała bowiem liniowce trójpokładowe, jakich eskadry francuskie nie miały w ogóle. Z góry więc liniowce francuskie ustępowały angielskim pod względem siły ognia artyleryjskiego.
Dysproporcja występowała także przy porównaniu korpusu oficerskiego stron. Marynarze francuscy w dużej mierze przebywający większość czasu w portach nie mogli nabyć stosownego doświadczenia, a sama flota była ograniczana w rozwoju. Tego rodzaju problemy nie występowały we flocie angielskiej, która była oczkiem w głowie rządu londyńskiego, zaniedbującego inne rodzaje broni (armię lądową), byle tyle flota wojenna mogła należycie strzec interesów monarchii. Do tego dochodzi jeszcze wybitnie ofensywna taktyka, której trzymała się angielska marynarka, ryzykując bitwę nawet pod wiatr, w nocy, lub blisko obcych brzegów. W tym miejscu należałoby powiedzieć o najwybitniejszym admirale okresu napoleońskiego, angielskim oczywiście - Horatio Nelsonie. Był prawdziwym rewolucjonistą w skali wojny morskiej, tak jak Napoleon w wojnie lądowej. Swój admiralski talent pokazał 1 sierpnia 1798 roku, gdy pod Abukirem rozbił zakotwiczoną tam eskadrę francuską, odcinając armię Bonapartego w Egipcie od Francji.
Napoleon nie chciał więc ryzykować walnej bitwy z flotą angielską. Postanowił ją wymanewrować, uzyskując chwilową przewagę na kanale La Manche, która pozwoliłaby mu na przeprowadzenie inwazji. W myśl planu cesarza eskadry francuskie z Brestu, Tulonu i Rochefort, miały wyjść na pełne morze i skierować się na Antyle. W ślad za nimi z Kadyksu i Le Ferrol miała udać się także sojusznicza flota hiszpańska. Koncentracja tak potężnej armady na Antylach miała zmusić Londyn - obawiający się o swój stan posiadania w Ameryce Północnej, a także w Indiach - do ściągnięcia na Antyle całej floty angielskiej z kanału La Manche i Morza Śródziemnego. Napoleon liczył na to, że Anglicy podążą w ślad za eskadrami francuskimi i będą ich szukać, podczas gdy te wymanewrują przeciwnika i czym prędzej powrócą nad kanał La Manche, na co będzie tylko czekał cesarz rzucając swoją flotę inwazyjną na Anglię. Być może plan był znakomity, jednak jego wykonanie pozostawiało dużo do życzenia.
Realizacja cesarskiego planu poczęła szwankować na samym początku. Zabrakło koordynacji między dowództwem francuskim i hiszpańskim, i w tej sytuacji poszczególne eskadry które w różnym czasie (!) dopłynęły na Antyle, powróciły do macierzystych portów. Rząd angielski nie wiedział dokładnie o co chodzi Napoleonowi, jednak był świadomy, że manewry francuskie mają na celu odciągnięcie floty angielskiej znad kanału La Manche. Jeśli to tego by doszło Anglia niechybnie przepadnie. Admirał Horatio Nelson nie rozumiał początkowo celowości posunięć floty francuskiej, mając jednak obsesję na punkcie Egiptu, obserwował przede wszystkim zachodnią część Morza Śródziemnego. Eskadra francuska z Tulonu (adm. Pierre Villeneuve) nie skorzystała z nadarzającej się okazji, że flota angielska była rozproszona w kilku eskadrach i pozostała w porcie. Napoleon począł naciskać na admirała, aby połączył się z eskadrą z Rochefort (adm. Edouard Missiessy) i zlikwidował angielską blokadę portu w Breście (adm. Honore Ganteaume). Spodziewał się, że oto nadchodził moment, kiedy admirałowie francuscy mogą się stać panami Pas de Calais. Jednak i tym razem koncentracja francuskiej floty nie została przeprowadzona sprawnie. Villeneuve nie spieszył się, przybył co prawda do Kadyksu 18 sierpnia, jednak tam rzucił kotwicę, czekając na bardziej dogodny, według niego, moment. Tym samym plan Bonapartego ponownie został przekreślony.
Gdyby jednak eskadra Villeneuve stanęła pod Brestem, wydała walną bitwę flocie angielskiej blokującej port i zajęła Pas de Calais, jest rzeczą wątpliwą, czy Napoleon zaryzykowałby skok do Anglii mając już za plecami uformowaną przeciwko sobie koalicję rosyjsko-austriacką. 25 sierpnia armia francuska ruszyła w kierunku Niemiec, a 1 września Napoleon wyjechał z Boulogne.
W dniu 15 września Napoleon, przekonany o tchórzostwie Villeneuve polecił mu natychmiast wypłynąć z Kadyksu i razem z eskadrą hiszpańską zademonstrować swoją obecność na morzu w pobliżu Neapolu, który dyplomacja angielska i rosyjska chciały przeciągnąć na stronę koalicji. Dwa dni później, po przeanalizowaniu ryzyka, cesarz wydał rozkaz o odwołaniu całej operacji. Jednak francuski admirał pragnąc się zrehabilitować w oczach Napoleona i ratować swój honor, postanowił poświęcić siebie i całą flotę. Czekał już tylko na sposobność wyjścia w morze i uderzenia na Anglików.
Gdy 18 października został poinformowany, że sześć liniowców angielskich odpłynęło udając się po aprowizację, postanowił z tego skorzystać. Już dwa dni później flota francusko-hiszpańska skierowała się na pełne morze, a 21 października o godz. 7 rano w pobliżu przylądka Trafalgar dostrzeżono flotę angielską.
Siły obu stron były mniej więcej wyrównane. Eskadrę francuską adm. Pierre Villeneuve tworzyło 17 okrętów liniowych oraz 5 fregat, natomiast hiszpańska eskadra adm. Carlosa Gravina dysponowała 15 liniowcami, co w sumie dawało 38 okrętów wojennych oraz 2856 armat. Z kolei eskadra angielska adm. Horatio Nelsona rozporządzała 27 okrętami liniowymi i 6 fregatami, tj. łącznie 33 okręty wojenne oraz 2314 armat.
Według klasycznych reguł ówczesnej sztuki wojennej obie eskadry rozciągnęły się w dwie długie linie bojowe. Nelson słusznie przewidywał, że jeśli rozegra bitwę według tego wzorca, to może mu się udać co najwyżej rozproszyć flotę napoleońską, nie doprowadzając do jej rozbicia, co było jego głównym celem. Dlatego też postanowił posłużyć się innym manewrem. Podzielił mianowicie swoją eskadrę na dwie kolumny uderzeniowe, które posuwały się prostopadle ku liniom francuskim. Pierwsza z nich pod osobistą komendą Nelsona, miała przerwać się mniej więcej w połowie szyku bojowego eskadry napoleońskiej, przeprowadzając następnie manewr okrążający ku forpoczcie przeciwnika. Z kolei druga z kolumn angielskich pod rozkazami adm. Cuthberta Collingwooda, miała uderzyć równolegle, ale w stronę ariergardy, odciąć 1/3 sił francuskich, okrążyć je i rozbić. Istotą całego planu była największa słabość przyjętego przez napoleońskich admirałów ugrupowania bojowego. Rozciągnięcie się w długą linię, uniemożliwiało liniowcom płynącym na obu krańcach przyjście z odsieczą siłom głównym.
Zaciekła bitwa, a raczej kilkadziesiąt indywidualnych pojedynków artyleryjskich między liniowcami obu stron rozgorzała kwadrans przed godz. 12. Od samego początku oficerowie angielscy wykonywali rozkazy Nelsona bez poważniejszych potknięć, podczas gdy ich francuscy i hiszpańscy przeciwnicy byli zaskoczeni nową taktyką angielską, nie potrafiąc odpowiednio szybko zareagować na tę zmianę.
Eskadra napoleońska raczej przypadkowo uformowała linię wygiętą w delikatny łuk, co dawało jej lepsze pole rażenia w obliczu nadciągającej floty angielskiej. Niestety, forpoczta francuska w obawie przed odcięciem i okrążeniem przez eskadrę Nelsona podniosła pełne żagle i oderwała się od sił głównych. To był błąd. W tym momencie centrum zostało pozbawione szybkiej odsieczy, tym bardziej, że to na nie spadło teraz główne uderzenie obu brytyjskich eskadr.
Kiedy eskadra Collingswooda zwarła się z liniowcami hiszpańskimi, Nelson szukał flagowego liniowca Villeneuve. Kiedy angielski admirał natrafił na swojego rywala, nagle w pobliżu pojawiło się kilka liniowców francuskich, które zasypały morderczym ogniem artyleryjskim flagowiec Nelsona. Jednocześnie niezwykle precyzyjni francuscy strzelcy pokładowi poczęli dziesiątkować angielskich marynarzy. Co ciekawe, eskadra Nelsona ciągle milczała, przygotowując się do generalnej salwy na rozkaz swojego przełożonego. W końcu rozkaz padł.
Obie floty zderzyły się w śmiertelnych zapasach. Piekielne salwy raz po raz demolowały nadbudówki rywala, ogień muszkietowy nie słabł ani na chwilę, zaś haki abordażowe fruwały miedzy jedną a drugą stroną. Marynarze francuscy bronili się z niezwykłą desperacją i uporem. Niejednokrotnie ich artyleria cichła, aby za moment ponownie przemówić z podwójną siłą. Sam flagowiec Nelsona ("Victory") znalazł się w opałach gdy do abordażu ruszył francuski "Retoutable". Mimo przewagi Anglików, mało brakowało aby Francuzi zdobyli to "oczko w głowie" każdej floty. Kiedy rozgorzał bezpośredni pojedynek, francuscy strzelcy wyborowi bez trudu namierzyli Nelsona w galowym mundurze, śmiertelnie go raniąc w kręgosłup. Angielski admirał zmarł trzy godziny później. Tylko pomocy reszty eskadry brytyjski flagowiec zawdzięczał ocalenie. Tymczasem szala zwycięstwa stopniowo, lecz nieubłaganie przechylała się na stronę Anglików. Chociaż eskadra napoleońska, mimo ciężkich strat i pożarów, nadal ziała ogniem i stalą, stawiając opór, który wzbudził podziw nawet angielskich marynarzy, było jasne, że klęska jest nieunikniona. Brak możliwości odwrotu i przewaga ogniowa liniowców angielskich, z góry skazywała ją na porażkę.
Około godziny 18 masakra dobiegła końca, gdy mrok spowił morze na którym dopalało się osiem liniowców francuskich i dziewięć hiszpańskich. Zostały one następne przejęte przez flotę angielską. Jednak o zmierzchu rozszalała się gwałtowna burza i Anglicy musieli porzucić aż 16 z nich (niektóre, najciężej uszkodzone, zatonęły w czasie sztormu). Z prezentu tego skorzystali Francuzi, którzy odzyskali jeden z liniowców. Sam flagowiec adm. Pierre Villeneuve spoczął na dnie, zaś francuski admirał dostał się do angielskiej niewoli. Poległo lub utonęło ok. 3,4 tys. marynarzy francuskich, a 1,2 tys. zostało rannych. Straty hiszpańskie ocenia się na około 2,5 tys. poległych i rannych. Tak więc straty eskadry napoleońskiej przekroczyły 40% stanu, choć w rzeczywistości do Kadyksu powróciło tylko 11 okrętów wojennych (tj. niecałe 1/3 ogółu), jednak również one były w różnym stopniu uszkodzone. Reszta rozproszyła się. Tym samym flota francuska na Morzu Śródziemnym została zdziesiątkowana, a jej siła ofensywna rozbita.
Za ten największy sukces w historii wojen morskich epoki napoleońskiej flota angielska zapłaciła życiem 402 marynarzy, w tym adm. Horatio Nelsona oraz 1139 rannych. Chociaż Anglicy nie ponieśli strat bezpowrotnych, to de facto mocno oberwało się każdemu z 33 okrętów wojennych, które natychmiast po powrocie trafiły na co najmniej miesiąc do generalnego remontu.
Bitwa pod Trafalgarem miała duże następstwa dla sytuacji politycznej. Przekreśliła ona plany inwazyjne Napoleona wobec Anglii, gdyż odbudowa floty po takiej klęsce była bardzo kosztowna i czasochłonna. Oczywiście przesadą jest stwierdzenie, że bitwa ta rozstrzygnęła wojnę francusko-angielską. Obiektywnie patrząc, możemy stwierdzić, że udaremniła plan Napoleona uderzenia na Anglię, jednak śmiertelną ranę, po której już się nie otrząsnął, doznał dopiero w czasie kampanii rosyjskiej 1812 roku. Trafalgar stanowił także istotne potwierdzenie faktu istniejącego już poprzednio. Anglia jest dominującą potęgą na morzu i hegemonii tej nie da sobie odebrać. Klęska Francji na morzu nie miała najmniejszego wpływu na przebieg kampanii napoleońskiej w Niemczech. Tam role odwróciły.
Opracował: Szymon Jagodziński
|