Napoleon w Moskwie (14 września - 19 października)
Bitwa pod Winkowem (18 października)
Napoleon miał jeszcze nadzieję, że Kutuzow wyda mu nową bitwę pod murami Moskwy. Cesarz nie wiedział jednak o wynikach narady wojennej w sztabie rosyjskim, jaka odbyła się w Filach, na zachodnich przedmieściach stolicy, 13 września. Kutuzow spotkał się tu ze swoimi generałami, by uzgodnić jedną rzecz: co dalej? Zdania były podzielone. Część generalicji, w tym Konownicyn, Uwarow, Dochturow, Jermołow i Bennigsen byli za stoczeniem nowej bitwy o Moskwę. Ten ostatni został przydzielony przez cara do sztabu Kutuzowa (Aleksander I nigdy nie ufał staremu feldmarszałkowi). Z kolei za oddaniem stolicy bez drugiego Borodina byli Rajewski, Osterman - Tołstoj, Barclay de Tolly i gen. Karl Toll. Ten ostatni był członkiem sztabu przybocznego cara i współautorem planu prowadzenia kampanii przeciwko Napoleonowi. Kutuzow uznał, że najważniejsze teraz jest uratowanie armii przed zagładą, a nowe Borodino mogłoby ją całkowicie unicestwić. Dlatego Moskwa miała być oddana.
Tymczasem decyzja Napoleona kontynuowania marszu, już po Borodino, gdy wiedział, że nie złamał rosyjskiej armii, świadczyła, że cesarza zawiodła jego wspaniała intuicja. Można powiedzieć więcej, to było samobójstwo. Ale Bonaparte ciągle miał nadzieję, że upadek Moskwy rzuci Rosjan na kolana.
Krok w krok za ustępującym Kutuzowem podążał korpus Murata. Już 9 września Napoleon wkroczył do pustego Możajska, zaś następnego dnia książę Eugeniusz zajął Ruzę. Rankiem 13 września Napoleon stanął na Górze Pokłonnej. Stamtąd roztaczał się zachwycający widok. Gigantyczne, połyskujące w promieniach słońca miasto, wydawało się tą od dawna upragnioną nagrodą, miejscem gdzie Wielka Armia będzie mogła w końcu, po trzech miesiącach udręki, odpocząć i nabrać sił. Przede wszystkim jednak miała to być upragniona rękojmia, że car będzie musiał poprosić o pokój.
W dniach 14-16 września armia rosyjska nieprzerwanym strumieniem płynęła ulicami Moskwy, skręcając następnie na południowy wschód, wychodząc na trakt kołomieński i riazański. Ariergarda Miłoradowicza stanęła wieczorem w pobliżu wioski Wiazowka w odległości tylko sześciu wiosek od rogatki kołomieńskiej dopilnowując, by konnica Murata nie zagalopowała się za bardzo. W tym czasie Murat przejechał przez całe miasto i forpoczty dotarły do wsi Karaczarowo, już poza obrębem stolicy.
16 września armia Kutuzowa przekroczyła rzekę Moskwę, maszerując dalej traktem riazańskim. Przenocowawszy pod wsią Kułakówka, następnego dnia niespodziewanie skręciła na zachód i forsownym marszem, pod osłoną rzeki Pachry, dotarła 18 września do Podolska. Po dwóch dniach odpoczynku Kutuzow ruszył dalej. Wyszedłszy na starą drogę kałuską i 21 września stanął pod wsią Krasna Pachra. Tym razem odpoczynek był trochę dłuższy. 27 września armia rosyjska ruszyła na południowy zachód i dwa dni później stanęła pod wsią Tarutino. To była stacja docelowa. Tu też powstał potężny kompleks warowny, w którym Kutuzow miał dokonać gruntownej reorganizacji i uzupełnienia armii.
Wybiegając trochę do przodu. Pod Tarutinem Kutuzow połączył 1. i 2. Armię Zachodnią w nową 1. Armię Zachodnią, nazywaną też Armią Główną pod swoją komendą. Wydał również rozkaz o połączeniu 3. Armii Zachodniej z przybywającą Armią Dunajską w 3. Armię Zachodnią pod dowództwem adm. Pawła Cziczagowa. W okresie od 29 września do 23 października, armia rosyjska została rozbudowana do 130 tysięcy żołnierzy, w tym 100 tys. piechoty, 20 tys. konnicy i 10 tys. artylerzystów oraz 400 armat. Organizacyjnie dawało to siedem korpusów piechoty (2., 3., 4., 5., 6., 7. i 8.) oraz 1., 2. i 3. korpus kawalerii. Do tego dochodziły jeszcze szwadrony jazdy lekkokonnej i konnicy tatarskiej oraz nieregularne formacje partyzanckie, np. improwizowane kolumny lotne (po kilka szwadronów kawalerii) gen. Iwana Dorochowa, Aleksandra Fignera i Aleksandra Siesławina. Pod Tarutino masowo też tworzono tzw. opołczenija. Były to nieregularne formacje uzbrojonej milicji, rodzaj pospolitego ruszenia. Organizacyjnie tworzyły kohorty (po trzy bataliony piechoty), połączone następnie w regimenty. To Kutuzow był inicjatorem i powołania. W sumie pod Tarutino było aż 8 regimentów opołczenija. Choć 2/3 stanu była uzbrojona w broń białą (piki), były to formacje niezwykle bitne i gotowe do poświęceń. Najczęściej jednak pełniły one funkcje pomocnicze - pilnowanie składów i magazynów, konwojowanie jeńców francuskich, transport prowiantu i amunicji, budowa mostów, sypanie szańców, czy kopanie okopów. Przechodziły co prawda krótkie szkolenie wojskowe (dowodzili nimi wysłużeni oficerowi piechoty), lecz uczono ich przede wszystkim jak nacierać. O obronie raczej nie myślano. W formacjach tych nie noszono mundurów, strój był dowolny, jedynie na czapkach naszywany był krzyż prawosławny.
Napoleon początkowo stracił Kutuzowa z oczu. Sądził, że ten stoi z armią gdzieś na południowy wschód od Moskwy i tam leczy rany. Dopiero w ostatnich dniach września forpoczty Murata namierzyły Kutuzowa pod Tarutino. Marszałek rozwinął cienką linię korpusu nad rzeką Czerniszą w centrum pod Winkowem, by osłonić w ten sposób Moskwę przed niespodziewanym uderzeniem Rosjan.
14 września Napoleon stanął przy rogatce dorogomiłowskiej. Tu też dotarły do niego pierwsze informacje, że Moskwa jest wyludniona, a oczekiwanej przez cesarza deputacji stolicy z kluczami do bram miasta nie ma i nie będzie. Tego samego dnia forpoczty Murata stwierdziły ze zdumieniem, że rosyjskie szańce są puste. Teraz jasne się stało, że Rosjanie postanowili nie bronić starej stolicy.
W tym czasie korpus księcia Eugeniusza dotarł do rogatki twerskiej, zaś korpus Poniatowskiego do Wzgórz Wróblich. Trzon armii francuskiej stał kilka kilometrów na zachód, pod wioską Filach, gdzie poprzedniego dnia odbyła się narada sztabu Kutuzowa. Po całodziennym, daremnym czekaniu, wieczorem 14 września Napoleon polecił zajmować Moskwę. Jako pierwszy ulicami rosyjskiej stolicy przejechał 10. regiment huzarów polskich płk. Jana Umińskiego. Miasto było zajmowane w śmiertelnej ciszy. Domy były puste, a ulice wyludnione. Sam cesarz noc spędził na rogatce, zaś do Moskwy wjechał dopiero nad ranem 15 września. Towarzyszyła mu gwardia cesarska w paradnych mundurach.
Kwatera główna Napoleona została umieszczona na Kremlu, historycznej siedzibie rosyjskich carów. Tego dnia o zmierzchu wybuchły pierwsze pożary. Rankiem następnego dnia pożary gwałtownie się nasiliły. W ciągu dnia nie rzucały się jeszcze tak bardzo w oczy. Ale w nocy z 16 na 17 września zerwał się silny wicher, który dął nieprzerwanie przez całą dobę. Morze płomieni coraz bardziej ogarniało centrum miasta w pobliżu Kremla. Pożary wybuchały prawie jednocześnie w różnych, nawet najodleglejszych krańcach miasta.
Tymczasem gigantyczny pożar nie tylko zaczął zagrażać Kremlowi, ale ogarnął już jedną jego część (basztę troicką). Iskry niesione przez wiatr mogły lada chwila podpalić magazyny prochu zgromadzone na Kremlu. Przez niektóre bramy nie można już było wyjść, gdyż płomienie odcięły drogę. Marszałkowie prosili Napoleona, aby natychmiast przeniósł się do podmiejskiego Pałacu Piotrowskiego. Cesarz na początku nie chciał się na to zgodzić i o mało nie przypłacił tego życiem. Gdy w końcu pod eskortą grenadierów Davouta opuszczał Kreml, na niego i jego świtę już sypał się grad płonących iskier. Cesarz przeniósł się teraz do odległego od Moskwy Pałacu Piotrowskiego, gdzie przebywał do 19 września.
Pożary szalały w Moskwie jeszcze przez dwa dni (16-17 września) i dopiero wieczorem 18 września zaczęły słabnąć. Ustała wichura i spadł ulewny deszcz. Co prawda pożary wybuchały i w następnych dniach, ale nie były już tak niszczycielskie. Dopiero wtedy Napoleon powrócił na Kreml.
Jak doszło do tego gigantycznego pożaru? Aleksander I - ze względów propagandowych - oskarżył Napoleona o spalenie miasta. Było to oskarżenie typowe pod publikę. Moskwa była bowiem zbyt cenna dla cesarza. Zbyt liczył na jej magazyny z prowiantem i odzieżą, którymi chciał obdarować swoją wyczerpaną już armię. Chciał, aby Wielka Armia wchłonęła rezerwy miasta systematycznie, wzmocniła siły i dzięki temu utrwaliła morale i wartość bojową. Spalenie Moskwy godziłoby więc w najbardziej żywotne interesy cesarza.
Napoleon z kolei ani przez chwilę nie wątpił, że Rosjanie sami puścili z dymem starą stolicę, aby ta nie dostała się w ręce Francuzów. Wszystko też przemawiało za tym. Gubernator Moskwy Fiodor Rostopczyn usunął wcześniej z miasta urządzenia przeciwpożarowe, zaś pożary wybuchały jednocześnie, w różnych punktach stolicy. Potwierdzały to zeznania niektórych pojmanych podpalaczy, jak i świadectwa francuskich żołnierzy, widzących naocznie podpalaczy z pochodniami w dłoniach. Później Rostopczyn sam będzie chwalił się, że to on zorganizował podpalenie Moskwy, by nie dopuścić wydania bogactw stolicy w ręce Napoleona i jego armii.
Tak Rosjanie, jak i Francuzi przedstawiają różne hipotezy dotyczące odpowiedzialności za spalenie 2/3 miasta. Pożary w mieście pustym, a drewnianej zabudowie, pełnego pałaców i cerkwi, mogli wzniecić zarówno plądrujący je żołnierze napoleońscy, jak i nieostrożna ludność cywilna uciekająca z Moskwy, jak również armia rosyjska, która pospiesznie przemaszerowała ulicami miasta w dniach 14-16 września. Jak było naprawdę, tego nie wiemy. Wydaje się jednak, że Moskwa nie spłonęła w wyniku jakiegoś odgórnego i sekretnego rozkazu.
Tymczasem Napoleona przygniatała jedna, najważniejsza i najcięższa troska. Ciągle powracało pytanie: co dalej? Pożar Moskwy nie pozbawił go wszystkich rezerw miasta; mógł nadal skorzystać z ocalałych magazynów. Nie było jednak tego dużo. Większość przepadła w ogniu i grabieży. Coraz bardziej też rozprzęgała się dyscyplina, rosło maruderstwo. Przezimowanie w Moskwie było możliwe, nawet niektórzy marszałkowie i generałowie doradzali to cesarzowi. Ten jednak wiedziony instynktem wiedział, że podstawy jego imperium nie są tak mocne, a sojusznicy tak pewni, by mógł na dłużej opuścić Europę i zakopać się w śniegach Rosji.
Czy ścigać Kutuzowa, który nie dawał znaku życia? Ale Kutuzow mógł w każdej chwili ustąpić jeszcze dalej na wschód, chociażby do Syberii, a może jeszcze dalej. Co wtedy? Wielka Armia słabła z każdym krokiem. Apel z 20 września upewnił cesarza, że ma jeszcze tylko 95-tysięczną armię, podczas gdy armia Kutuzowa wchłaniała z każdym dniem nowe masy pospolitego ruszenia i niebawem mogła odzyskać pełnię sił. A wtedy na pewno przejdzie do ofensywy. Istniał też pomysł marszu na Petersburg, gdzie przebywał Aleksander I z dworem. Faktycznie, po upadku Moskwy w Petersburgu zaczęto pakować manatki i wyjeżdżać. Ale na taki marsz armia francuska była już za słaba. Coraz mniej pewne były linie komunikacyjne. Nadmiernie rozciągnięte. Szarpane przez jazdę kozacką i chłopską partyzantkę. A co najważniejsze, dużymi krokami zbliżała się rosyjska zima.
Postanowiono więc podjąć rokowania pokojowe z carem i zakończyć tę wojnę w podniesioną przyłbicą. Wydostanie się z armią z Rosji było w tej chwili najważniejsze. Cesarz gotów był iść na kompromis. Nie mogło już być nawet mowy o kapitulacji Aleksandra I. Teraz problemem było: jak dotrzeć do cara i przedstawić mu propozycję pokoju?
Napoleon podjął trzy próby. W Moskwie przebywał generał Tutołmin, kierownik Domu Wychowawczego. Poprosił o władze francuskie o opiekę nad domem i wychowankami, którzy pozostali w mieście. Napoleon polecił wezwać go siebie. Prośbę Tutołmina, który pragnął napisać raport o sytuacji w spalonej stolicy i przesłać go cesarzowej Marii Teodorownej, Bonaparte nie tylko uwzględnił, ale jeszcze dodał: "Proszę jeszcze, by Pan przy tej sposobności napisał do cara Aleksandra I, dla którego jak dawniej żywię szacunek, że pragnę pokoju". Był 2 października. Cesarz rozkazał, by warty francuskie przepuściły rosyjskiego kuriera jadącego do Petersburga. Odpowiedź jednak nie nadeszła.
Nie czekając nawet chwili, kiedy odpowiedź mogłaby nadejść, cesarz podjął drugą próbę już następnego dnia. Bardziej jeszcze przypadkowo niż gen. Tutołmin pozostał wbrew swojej woli pewien możnowładca nazwiskiem Jakowlew, ojciec słynnego Aleksandra Hercena. Jakowlew zwrócił się do władz francuskich o opiekę. Zameldowano go marsz. Edouardowi Mortierowi, obecnemu gubernatorowi Moskwy. Mortier znał Jakowlewa z Paryża. Teraz zameldował o nim cesarzowi. Ten natychmiast ściągnął go do siebie. Propozycja cesarza była prosta. Jeśli Jakowlew doręczy carowi list od Napoleona, on poleci wydać mu i jego rodzinie przepustki na wyjazd z Moskwy. Chociaż Jakowlew z góry oświadczył, że nie ma pewności iż dotrze do cara, Napoleon dał mu list do Aleksandra I z propozycją pokoju. List ten był napisany w bardzo pojednawczym tonie. Wystarczy zacytować ustęp: "Prowadzę wojnę w Waszą Cesarską Mością bez żadnej złości". Bonapartemu wydawało się więc, że po tym wszystkim co zaszło w ciągu trzech i pół miesiąca, nie on wzbudza to uczucie, lecz przeciwnie, sam ma do niego prawo. I na ten list odpowiedź nie przyszła.
Wtedy 4 października podjął trzecią i ostatnią próbę pojednania z carem. 4 października wysłał do Kutuzowa, do wsi Tarutino, gen. Jacquesa Lauristona, byłego ambasadora francuskiego w Rosji. Początkowo chciał posłać gen. Armanda de Caulaincourta, również byłego ambasadora przed Lauristonem, lecz ten nalegał na cesarza na poniechanie misji. Uważał, że takie poselstwo tylko umocni Rosjan w przekonaniu o słabości i niepewności panującej we francuskiej armii. Przed wyjazdem Lauristona Napoleon powiedział mu tylko jedno: "Potrzebny mi jest pokój, chcę ratować honor".
Przybycie francuskiego generała na rosyjskie forpoczty wywołało prawdziwą burzę w kwaterze głównej Kutuzowa. Feldmarszałek chciał osobiście udać się na pierwszą linię i tam przeprowadzić rozmowę z wysłannikiem Napoleona. Szybko jednak okazało, że sztabie Kutuzowa są "patrioci rosyjscy" dużo gorętsi od niego samego. Co więcej, Kutuzow dowiedział się o owych "patriotów", że armie zbuntuje się przeciwko niemu, jeśli ośmieli się spotkać z Lauristonem z cztery oczy. W tej sytuacji rosyjski feldmarszałek musiał ustąpić. Cesarski kurier został przyjęty w sztabie Kutuzowa, jednak ten odmówił prowadzenia rozmów na temat pokoju lub rozejmu. Obiecał jedynie poinformować Aleksandra I o propozycji Napoleona. Odpowiedź z Petersburga jednak i tym razem nie nadeszła.
Tymczasem sytuacja ogólna zaczęła coraz szybciej się pogarszać. Od południa, od granicy tureckiej, ruszyła 35-tysięczna Armia Dunajska adm. Pawła Cziczagowa, która po ratyfikacji traktatu bukareszteńskiego, została skierowana na front rosyjski. Na północy, na Litwie stały skoncentrowane trzy napoleońskie korpusy - ok. 25-tysięczny bawarski marsz. Laurenta Gouviona Saint-Cyra i 27-tysięczny marsz. Nicolasa Oudinota pod Połockiem nad rzeką Dźwiną (w zastępstwie rannego Oudinota, Saint - Cyr dowodził obu korpusami), pod Rygą, gdzie bronił się 14-tysięczny korpus rosyjski gen. Iwana Essena, tkwiło samotnie ok. 25 tys. żołnierzy "niemieckich" marsz. Etienne'a Macdonalda, tu też stacjonował 17-tysięczny korpus pruski gen. Johanna Yorka. Naprzeciwko, pod Połockiem stał rosyjski korpus gen. Ludwika Wittgensteina, teraz rozbudowany już do rozmiarów armii polowej - ponad 40 tysięcy żołnierzy. Dodatkowo między Rygą i Wittgensteinem operował, świeżo przybyły z Finlandii, słaby 12-tysięczny korpus gen. Steinheila.
Plan Wittgensteina był prosty. Zdobędzie Połock, odetnie korpus Saint - Cyra od sił głównych Napoleona i odrzuci go na zachód, wyjdzie na linię rzeki Uły, a następnie odetnie cesarzowi drogę odwrotu między Dźwiną a Berezyną.
18 października armia Wittgensteina uderzyła na Połock, broniony przez 27-tysięczny dawny korpus Oudinota. Była to już trzecia bitwa o to miasto. Ciężkie walki trwały przez okrągłe dwa dni, jednak solidne umocnienia francuskie oparły się rosyjskiej nawale. Nie na długo. Kiedy do Saint - Cyra dotarła informacja, że wzdłuż Dźwiny na Połock zmierza korpus Steinheila, w obawie przed okrążeniem, marszałek przeprawił się z korpusem na lewy brzeg rzeki, paląc za sobą mosty, a następnie z marszu uderzył na rosyjski korpus. Dysponując liczebną przewagą (ponad 2:1), Saint - Cyr rozbił odizolowaną od Wittgensteina forpocztę Steinheila i odrzucił ją na prawy brzeg Dźwiny. Połock jednak został stracony.
W tym czasie marszałek sprawował też nominalną komendę nad także nad swoim korpusem bawarskim, ale po bitwie pod Połockiem, komendę nad nim objął bawarski gen. Karl Wrede, który odszedł teraz w kierunku Wilna. Natomiast korpus Saint - Cyra ruszył na Lepel i Czaszniki. W pobliżu, miedzy Orszą i Smoleńskiem, stał dodatkowo 17-tysięczny korpus Victora (druga połowa korpusu była rozproszona po garnizonach). 30 października oba korpusy połączyły się. Dało to w sumie 36 tys. żołnierzy. Ranny Saint - Cyr oddał komendę Oudinotowi (który już przyszedł do siebie), a sam, nie mając korpusu, który "podebrał" mu Wrede, odjechał do Mińska. Tymczasem Oudinot i Victor nie mogli dojść do porozumienia w sprawie naczelnego dowództwa. Ponieważ żaden nie chciał podlegać drugiemu, oba korpusy operowały faktycznie osobno.
Tymczasem Wittgenstein przekroczył Dźwinę i 1 listopada dopadł korpusy obu marszałków pod Czasznikami. Zacięta bitwa wyszła obu stronom na remis, choć to Rosjanie pozostali na placu bitwy. Francuzi odeszli w stronę Czerei, zaś Wittgenstein, nie mając liczebnej przewagi nie ryzykował, pozostając pod Czasznikami. Zgodnie z rozkazem kwatery głównej, armia Wittgensteina obsadziła linię Uły, od Lepla do jej ujścia do Dźwiny. Tak część planu została wykonana. Co prawda bierny korpus bawarski Wredego został tym samym odepchnięty jeszcze bardziej na zachód, jednak nie udało się rozbić korpusu Oudinota, ani odciąć go od sił głównych Napoleona. Poza tym Wittgenstein nie był już tak silny, jak na początku (jego armia stopniała do ok. 30 tysięcy). Wpływ na to miały nie tylko straty bitewne, ale również konieczność pozostawienia garnizonów w Połocku i Witebsku. Wybiegając trochę do przodu powiedzmy, że 20 listopada na rozkaz Napoleona korpus Oudinota ruszył w stronę Borysowa. W dodatku zaangażowanie się korpusu Victora w kampanię przeciwko Wittgensteinowi pozbawiło Napoleona świeżych odwodów smoleńskich, na które tak liczył w razie odwrotu.
Tymczasem Napoleon nadal tkwił w Moskwie. Decyzję cesarza o odwrocie przyspieszył... Kutuzow. Jak pamiętamy, po oddaniu Moskwy Kutuzow wykonał tzw. manewr tarutiński, koncentrując swoją armię pod Tarutinem, na południowy zachód od stolicy. Konnica Murata rozwinęła się szerokim frontem 6 kilometrów na północ od linii rosyjskich, nad rzeką Czerniszą, pod miejscowością Winkowo. Z czasem Muratowi został podporządkowany też korpus Poniatowskiego i Legia Nadwiślańska, co w sumie dawało marszałkowi małą 26-tysięczną armię. Jednak kilka tygodni zupełnej bezczynności nieco uśpiła czujność napoleońskich żołnierzy. Tym bardziej, że wszyscy liczyli na rychły pokój z carem.
Tymczasem w dowództwie rosyjskim przeważył pogląd gen. Leontija Bennigsena, że należy przystąpić do generalnej ofensywy, tym bardziej, że Napoleon przygotowywał się już do wymarszu z Moskwy. Kutuzow uważał, że należy jeszcze poczekać parę dni dla dokończenia szkolenia przez świeżych rekrutów i opołczenija. Bennigsen postanowił więc samemu sprowokować bitwę i wymusić na Kutuzowie zgodę na nią (!). Rankiem 18 października dywizja kozacka gen. Wasilija Orłowa - Denisowa podjęła próbę obejścia lewego skrzydła Murata, które "wisiało w powietrzu". Następnie na skrzydło to miały uderzyć w równoległych kolumnach korpusy Baggowuta i Ostermana - Tołstoja. Jednocześnie konnica Dorochowa i Fignera miały zająć Winkowo i odciąć Muratowi drogę odwrotu. Na prawe skrzydło francuskie miał z kolei uderzyć korpus Miłoradowicza. Ogólną komendę nad tą 45-tysięczną armią objął osobiście Bennigsen.
Rosyjskie uderzenie zaskoczyło Murata. Nim francuskie dowództwo zdążyło podjąć kroki zaradcze wobec manewru oskrzydlającego konnicy Orłowa - Denisowa, a już runęły za nią masy piechoty Baggowuta i Ostermana - Tołstoja. Jednocześnie na prawym skrzydle francuskim pojawił się korpus Miłoradowicza. Brak czasu nie pozwolił Francuzom na postawienie korpusów pod bronią, co tylko spotęgowało bitewny chaos. Najbardziej ucierpiał stojący w pierwszej linii uderzenia 2. korpus kawalerii gen. Horace Sebastianiego, którego rozciągnięte linie zostały przerwane. Dywizje rosyjskie czym prędzej rzuciły się w wybitą lukę, wprost na tyły Murata. Tam jednak natknęły się na korpus Poniatowskiego. Książę błyskawicznie sformował czworoboki piechoty, które plunęły ogniem prosto w twarz nacierającej piechoty Bennigsena. Jednocześnie szybko została uruchomiona cała artyleria korpuśna, która zmasowanym ogniem kartaczowym poraziła ukazujące się już zza okolicznych wzgórz kolumny Baggowuta i Ostermana - Tołstoja. Sam Baggowut został śmiertelnie ranny. Kiedy postępy Rosjan zostały jako tako zatrzymane, ruszyło przeciwnatarcie jazdy Poniatowskiego. Pozwoliło to 5. korpusowi polskiemu nie tylko uratować siebie, ale i całą armię Murata, której groziło oskrzydlenie i rozbicie. Teraz pod osłoną korpusu Poniatowskiego, Murat odszedł na północ, za wieś Spas - Kupla, gdzie mógł uporządkować nadszarpnięte szeregi.
Faktem jest, że porażka Murata byłaby dotkliwsza, gdyby Rosjanom nie zabrakło należytej koordynacji. Orłow - Denisow pospieszył się trochę ze swoją konnicą, co uniemożliwiło dokładne zgranie z uderzeniem Baggowuta i Ostermana - Tołstoja. Poza tym, Kutuzow niechętny całej sprawie odmówił posiłków osamotnionemu Miłoradowiczowi. W ten sposób plan Bennigsena nie powiódł się. Armia Murata nie została rozbita, chociaż poniosła dotkliwe straty. Poległo i zostało rannych ok. 2,5 tys. francuskich żołnierzy, a kolejnych 1 tys. dostało się do rosyjskiej niewoli. Utracono także 38 armat i spora część taborów. Rosjanie stracili tylko 1,8 tys. poległych i rannych.
Bitwa pod Winkowem, nazywana przez Rosjan bitwą pod Tarutinem, a przed Francuzów nad rzeką Czerniszą, zakończyła okres nieformalnego rozejmu, jaki trwał na froncie od zajęcia Moskwy przez Napoleona. Bitwa ta, a raczej duża potyczka, uzmysłowiła cesarzowi, że Kutuzow nabrał już sił pod Borodino, i niedługo trzeba się będzie liczyć z rosyjską ofensywą. Po Winkowie Napoleon nie miał już żadnych wątpliwości - Aleksander I nie chce pokoju. Dalsze pozostawanie w Moskwie może zakończyć się okrążeniem Wielkiej Armii i jej upokarzającą kapitulacją.
Następnego dnia, 19 października, Napoleon wydał rozkaz wymarszu z Moskwy i odwrotu na zachód. W mieście pozostawił marsz. Edouarda Mortiera z 10 tys. młodej gwardii cesarskiej, polecając mu wysadzenie w powietrze murów Kremla. Rozkaz ten był jakby odpowiedzią Bonapartego na milczenie Aleksandra I w sprawie trzech propozycji pokojowych. Niestety, padający od kilku dni deszcz doprowadził do zamoknięcia min podłożonych już pod bramami i wieżami wjazdowymi na Kreml. W rezultacie w powietrze wyleciała tylko część murów fortecy.
Plan odwrotu cesarza był następujący. Armia miała ustąpić pod Smoleńsk i na linię Dniepru, gdzie miała stanąć na kwaterach zimowych. Po nabraniu sił, na wiosnę 1813 roku miała ruszyć stamtąd nowa ofensywa. Dla zachowania twarzy, marsz miał odbywać się początkowo na południe od stolicy, aby nie stwarzać wrażenia odwrotu na zachód. Bitwa pod Winkowem była o tyle wygodna, że pozwalała francuskiej armii przerwać tę coraz bardziej obniżającą jej wartość bojową bezczynność na froncie.
Początkowo Napoleon chciał stoczyć z Kutuzowem nową bitwę, aby przebić się na życiodajny trakt kałuski, biegnący na południe od spustoszonego traktu smoleńskiego. Wiedział już, że Kutuzow odzyskał siły, ale i do Wielkiej Armii nadeszły długo oczekiwane, choć raczej skromne posiłki. W dniu wymarszu z Moskwy Napoleon prowadził ze sobą 102-tysięczną armię, w tym 22 tysiące doborowej gwardii cesarskiej oraz 533 armaty. Do tego dochodziła jeszcze druga "armia" - ok. 50 tys. maruderów ciągnących za Wielką Armią. Strasznym obciążeniem i prawdziwym przekleństwem armii był gigantyczny tabor ponad 10 tys. zaprzęgów konnych, na których starano się wywieźć z miasta carów wszystko co miało jakąkolwiek wartość. Co gorsze, do taborów zaprzęgano nawet konie z artylerii i kolumn transportowych, co pociągnęło za sobą konieczność pozostawienia części artylerii i jaszczy amunicyjnych. Niekończące się tabory bardzo opóźniały marsz Wielkiej Armii i stały się jedną z przyczyn jej klęski.
Opracował: Szymon Jagodziński
|