Home P@ge 


              Pierwsza wojna polska
Powrót 

KAMPANIA 1806-1807

   Ku kolejnej wojnie
   Pułtusk i Gołymin
   Eylau
   Friedland
   Traktat w Tylży

Polityka Napoleona po klęsce Prus i przystąpienie Rosji do wojny

Jegrzy rosyjscy z lat 1806-1807

  Rząd angielski szybko pojął, że tym razem Napoleon rzucił mu wyzwanie na śmierć i życie. W tej sytuacji Londyn ponownie "uderzył z płaczem" do mocarstwa, które już dwukrotnie (1799 i 1805 r.) ratowało Anglię z opresji. Po raz kolejny Aleksandrowi I oferowana była daleko idąca pomoc finansowa, jeśli znowu wystąpi przeciwko Napoleonowi i postara się ocalić Prusy (a raczej to co z nich pozostało).
Rząd angielski starał się także "uśmiechnąć" do Austrii, ale ta nie doszła jeszcze do siebie po straszliwej klęsce pod Austerlitz, a tak poza tym, z ledwie skrywaną radością obserwowała upadek Prus, które w ubiegłym roku odmówiły udziału w trzeciej koalicji antyfrancuskiej. To teraz miały za swoje.
Natomiast w Petersburgu przygotowania do wojny były już zapięte na ostatni guzik. Napoleon, miał całą armię szpiegów i agentów w każdym kraju europejskim i w każdej stolicy, a szczególnie w rosyjskiej stolicy. Dzięki temu, cesarz na bieżąco był informowany o rozmowach angielsko-rosyjskich, o przygotowaniach wojennych Aleksandra I i o obietnicach Londynu udzielenia carowi pomocy pieniężnej w razie wypowiedzenia Francji wojny.
Mając czasowo kwaterę główną w Berlinie, Napoleon nie tracąc czasu wydał dwie dyrektywy: pierwsza dotyczyła praktycznej strony przestrzegania blokady kontynentalnej Anglii przez kraje europejskie, zaś druga (najważniejsza) dotyczyła szybkiej koncentracji armii i przygotowania jej do mającego rychło nastąpić spotkania z armią rosyjską, spieszącą już z odsieczą ginącym Prusom.
Kroki wojenne Aleksandra I miały tym razem dużo głębsze podstawy niż w roku ubiegłym. Po pierwsze, tym razem napoleońska armia przesuwając się na wschód od pruskiej stolicy, ewidentnie nastawała na całość rosyjskiego imperium. Nic już bowiem nie stało na przeszkodzie, aby granice obu cesarstw spotkały się. A tego nikt w Petersburgu nie chciał. Prusy były dotąd naturalnym kordonem izolującym Rosję od Francji. Teraz tej bariery zabrakło. Równowaga sił uległa zachwianiu.
Po drugie, sprawa polska. Napoleon miał dylemat. Czy podpisać pokój z Prusami na korzystnych dla Francji warunkach, które ofiarował mu Fryderyk Wilhelm III, błagając o ich przyjęcie? Czy też przerzucić armię na linię Odry, Wisły i Bugu, co miało doprowadzić do ostatecznego unicestwienia państwa pruskiego i było równoznaczne z podjęciem sprawy polskiej, a tym samym do niechybnego konfliktu z Rosją? Aleksandrowi I, gdy przystępował do czwartej koalicji antyfrancuskiej, nie chodziło tylko o sojusz z Fryderykiem Wilhelmem III, który po odebranych cięgach był praktycznie bezsilny i wypadł z rywalizacji europejskich monarchów. Niepokoił go natomiast fakt, że napoleońska armia niebezpiecznie blisko podeszła zachodnich granic rosyjskiego imperium.
Napoleon, wydając rozkaz do przekroczenia linii Odry, grał o dużą stawkę. To musiało nieuchronnie doprowadzić do zwarcia z cesarstwem rosyjskim. Pobił Aleksandra I w grudniu 1805 roku pod Austerlitz, ale wtedy pole bitwy (Morawy) były odległe od rosyjskich granic, wobec czego można było liczyć na dogadanie się z Moskalem. Teraz było inaczej. Ziemie polskie, wschodni przedsionek państwa pruskiego, to dla Aleksandra I stanowczo za blisko. Tutaj musiało dojść do krwawej konfrontacji. I to natychmiast.
Nie należy się jednak oszukiwać, że Napoleon podejmując się sprawy polskiej, czynił to z miłości do narodu polskiego. Skłoniły go do tego okoliczności wynikające z ogólnej gry politycznej. Początkowo sądził przecież, że zakończy wojnę w Berlinie, potem jednak uświadomił sobie, że nie ma co marzyć do trwałym pokoju, jeśli nie uporządkuje spraw w Europie Środkowej. Postanowił więc całkowicie zdruzgotać (czytaj: pozbyć się) państwo Hohenzollernów, jako mu szczególnie niechętne. Jakie organizmy państwowe miały powstać na ruinach państwa pruskiego, tego jeszcze nie był pewien. Może Polska? Napoleon, jako cesarz Francji, król Włoch i protektor Związku Reńskiego, nie miałby nic przeciwko temu, aby do swoich trzech tytułów dodać czwarty - króla Polski. A może lepiej odpłacić Rosji za neutralność wschodnią (czytaj: polską) częścią likwidowanego państwa pruskiego i dopuścić rosyjską granicę aż pod Wisłę, aby mieć z Petersburgiem "pokój wieczysty"? Nie miał co do tego skrystalizowanych poglądów. Tak naprawdę, sprawy Europy Środkowej były dla niego raczej pochodną głównego punktu polityki imperialnej Francji - rywalizacji z Anglią o hegemonię nad światem.
I po trzecie w końcu. Jasne było, że jeśli Napoleon chce, by dekret o blokadzie kontynentalnej nie pozostał martwą literą, musi skłonić (czytaj: zmusić) Rosję do przyjęcia berlińskiego dokumentu. Aleksander I wiedział, że rosyjska gospodarka nie może sobie na to pozwolić. Dla niej byłby to wyrok śmierci. Anglia była gigantycznym rynkiem zbytu dla rosyjskiego rolnictwa, a w dodatku uderzyłoby to mocno rosyjską walutę, która i tak nie była szczególnie silna.
Tak więc, nie licząc już chęci odwetu za haniebną klęskę pod Austerlitz, Aleksander I miał sporo powodów do wojny z Napoleonem. Tym razem jednak, przygotowywano się do niej dużo poważniej niż do fatalnej kampanii austriackiej. Tym razem nikt w Petersburgu nie lekceważył już francuskiego cesarza i jego armii.

Opracował: Szymon Jagodziński

Powrót 

Copyright © 2002 Szymon Jagodziński