Home P@ge 


              Pierwsza wojna polska
Powrót 

KAMPANIA 1806-1807

   Ku kolejnej wojnie
   Pułtusk i Gołymin
   Eylau
   Friedland
   Traktat w Tylży

Cesarz

    Napoleon czekał na właściwy moment. Już nie do rozstrzygnięcia, jakie kombinował na początku dnia, ale do zemsty za Augereau. W sytuacji, jaka się wytworzyła, po pogromie mas piechoty ugrupowania środkowego, tylko czyn najbardziej rozpaczliwy mógł przechylić szalę. Na szczęście cesarz miał człowieka, który był do takiego czynu zdolny.
    Skinął ręką. Murat na rozkaz nadbiegł cwałem.
    - Joachimie! Nie pozwolisz, by ci Azjaci zjedli nas żywcem?!
    - Sire! Zostań tu i... i patrz! - Murat wyszczerzył białe zęby i pognał do swojej konnicy.
Historia, która do tego dnia nie widziała hekatomby równej, pod względem szybkości spełnienia czynu, łaźni jaką sprawiła rosyjska artyleria korpusowi Augereau, otrzymała jeszcze jedno curiosum. Pierwszy jeździec empiru, w złoconym kożuszku, z pękami strusich piór na kapeluszu, poprowadził największą szarżę, siedząc w siodle podesłanym zamiast czapraka lamparcią skórą i dyrygując laską o złotej gałce. Sto tysięcy żołnierzy obu armii patrzyło z nabożnym podziwem, jak ten cudowny szaleniec Boży pędzi, między cmentarzem a Rothenen, na czele dziewięćdziesięciu szwadronów konnicy, by ocalić Wielką Armię. [...]
    Uderzenie było tak potworne, jak uderzenie obuchem w głowę. Linie rosyjskie pękły i zostały stratowane, a galeon Cesarstwa mógł płynąć dalej.

Waldemar Łysiak

Copyright © 2001-2002 Włodzimierz Nabywaniec