Traktat w Campo Formio Sprawa Legionów Polskich
Po Rivoli Dyrektoriat w końcu pojął, że to Bonaparte miał rację i że głównie z północnej Italii może paść cios rozstrzygający, wymierzony w serce Austrii. Napoleon dostał teraz zielone światło. Po nadejściu świeżych posiłków (dwóch dywizji przybyłych znad Renu) rozporządzał obecnie ponad 50-tysięczną armią. Wiedeń natomiast oceniając pozytywnie dla siebie przebieg kampanii niemieckiej, postanowił skierować do Włoch najlepszego ze swoich generałów, arcyksięcia Karola, który pokazał już próbkę swoich niepoślednich talentów militarnych nad Renem.
Po podbiciu Lombardii i doliny Padu, Napoleon przygotował na wiosnę 1797 roku śmiały plan ofensywy na Wiedeń przez Friul. Wiedząc o przybyciu arcyks. Karola postanowił po swojemu szybkością marszu uprzedzić Austriaków. Sytuację Wiednia dodatkowo pogarszał fakt, że nowa, czwarta już z kolei armia cesarska była rozproszona od Salzburga do stolicy, a część garnizonów tkwiła jeszcze rozrzucona po całym Tyrolu. W tej sytuacji talent arcyksięcia Karola nie mógł przynieść oczekiwanych rezultatów. Już 16 marca Bonaparte uderzył na jego słabe korpusy, odrzucając je za rzekę Tagliamento, zaś 24 marca Austriacy zostali raz jeszcze pobici pod Tarvisio.
Ścigając armię arcyksięcia Karola, połączył się w Klagenfurcie z korpusem Jouberta, który robił w międzyczasie porządek w Tyrolu. Te trzy nowo przybyłe dywizje natychmiast zostały pchnięte na przełęcz Semmering, skąd "widać już było wieże kościołów w Wiedniu". Arcyksiążę Karol, pokonany i odepchnięty aż do Brenneru, już się nie liczył. W austriackiej stolicy wybuchła panika. Zbliżający się Napoleon był powszechnie porównywany do barbarzyńskiego Hannibala.
Mimo postępów we Włoszech sytuacja Napoleona nie była pewna. Na tyłach frontu zbroiła się bowiem Wenecja, w Tyrolu wybuchło powstanie chłopskie, zaś nad Renem armie gen. Lazare Hoche'a i Jean Moreau dopiero szykowały się do ofensywy. Dlatego też Napoleon przyspieszył tempo marszu, a jednocześnie skierował do sztabu arcyksięcia list proponując mu rozejm. Należy tu dodać, że Bonaparte uczynił co do niego należało, aby zakończyć wojnę z Austrią w tym najbardziej dogodnym dla Francji momencie. Arcyksiążę Karol z ochotą wyraził zgodę. Stosowny dokument został podpisany w Loeben 18 kwietnia.
Pogrom siedmiu najlepszych armii cesarskich, upokarzające porażki czterech najbardziej utalentowanych generałów, utrata całych północnych Włoch i namacalne już niebezpieczeństwo wkroczenia Francuzów do Wiednia - oto rezultaty rocznej kampanii włoskiej Bonapartego. Dalsze kontynuowanie wojny przez Austrię było już niemożliwe. W tym samym miesiącu do kwatery głównej Bonapartego dotarł list cesarza Austrii Franciszka II, prosząc o rozpoczęcie rozmów pokojowych.
Podstawy sztuki wojennej Napoleona wypracowane we Włoszech podpierały się na dwóch kombinacjach strategicznych. Po pierwsze, stosował manewr oskrzydlający, który kończył się fatalnie dla Austriaków, dzięki umiejętnemu ich okrążeniu, odcięciu od tyłów i odepchnięciu w trudną do manewrowania okolicę np. w błota Arcole (15-17 listopada 1796 r.). Ruch oskrzydlający przynosił Bonapartemu rozstrzygnięcie często bez bitwy, tylko dzięki starannie zaplanowanym marszom, na ogół bardzo forsownym, które doprowadzały do koncentracji sił głównych dokładnie w miejscu przewidzianym przez plan. Druga, faworyzowana przez Napoleona kombinacja strategiczna to manewr po liniach wewnętrznych. Pod osłoną uformowaną przez silną forpocztę, którą rozpościerał przed spodziewającymi się francuskiego natarcia Austriakami, Bonaparte skupiał pięść uderzeniową na jej tyłach i wymierzał potężny cios w najbardziej newralgicznym i najmniej oczekiwanym punkcie armii habsburskiej. Podstawowym warunkiem powodzenia tego rodzaju strategii była odporność francuskich żołnierzy. Wytrzymałość napoleońskiej armii odgrywała tutaj decydującą rolę. Niejednokrotnie była ona wyczerpana przez mordercze tempo skrupulatnie zaplanowanych marszów i kontrmarszów. Powszechnie uważa się, że kampania włoska była jedną z najpiękniejszych kart w historii wojen napoleońskich.
Obietnice rządu wiedeńskiego i początkowe sukcesy ofensywy Alvinczy'ego sprowokowały gabinet papieski do zerwania pokoju z Francją i wystawienia na spółkę z Neapolem 12-tysięcznej armii. Wystarczyła jednak tylko jedna dywizja Napoleona, by cała ta armia rzuciła się do panicznej ucieczki. Żołnierze papiescy rejterowali tak szybko, że ścigający ich gen. Jean Junot dopadł ich dopiero po dwóch godzinach pościgu. Część armii Watykanu po prostu wyparowała, a druga część z ochota pomaszerowała do francuskiej niewoli. Cóż za morale? Jedno miasto po drugim poddawało się bez jednego strzału. W tej sytuacji przerażony papież Pius VI poprosił Bonapartego o pokój. Rzym musiał pogodzić się z bardzo niekorzystnym traktatem pokojowym podpisanym 19 lutego 1797 roku w Tolentino. Generalnie powtarzał on postanowienia poprzedniego, ale powiększał przeszło dwukrotnie sumę kontrybucji wojennej. Papież musiał także oddać Francji Awinion i całą północna część Państwa Kościelnego.
Dlaczego Napoleon nie uczynił wtedy tego, czego dokonał parę lat później? Dlaczego nie wkroczył do Rzymu i nie aresztował papieża, który nieprzerwanie mu bruździł?
Po pierwsze, czekały go jeszcze rozmowy pokojowe z Austrią, a zbyt surowe potraktowanie głowy Kościoła katolickiego mogło oburzyć katolicką ludność w centralnych i południowych Włoszech. A takie powstanie nie było mu na rękę.
Po drugie, Napoleon widział w państwie papieskim doskonałe narzędzie policyjno-duchowne, bardzo pomocne w kierowaniu masami społecznymi. A przecież podboje w imieniu biurokratycznego Dyrektoriatu musiały się w końcu skończyć. Czy warto było narażać się z tego powodu? Na pewno nie. Czy nie lepiej było utrzymać na tronie watykańskim kogoś, kto może pomóc w okiełznaniu milionów, milionów Francuzów? Szczególnie gdy dni rządzących dobiegną końca? Na to pytanie Bonaparte odpowiedział twierdząco.
Klęska Austrii pod Arcole i Rivoli przypieczętowała także los Wenecji. Już od ubiegłego roku wojna francusko-austriacka toczyła się na jej terytorium, oczywiście nie pytając jej o zgodę. Bonaparte tymczasem z pomocą swojego wywiadu postanowił sprowokować Wenecję do powstania przeciwko Francji. Było to tym prostsze, że biedota wenecka była poprzez agitację księży i szlachty nastawiona bardzo nieprzychylnie do "bezbożnych" Francuzów. W dniach 17-18 kwietnia 1797 roku doszło w Weronie do zmasakrowania przez rozjuszone tłumy 400 francuskich żołnierzy przebywających w tamtejszych szpitalach (a więc bezbronnych rannych), co ostatecznie przesądziło o losach Wenecji.
Wiedeń był przerażony klęskami na frontach. Armia francuska pod dowództwem gen. Lazare Hoche (który objął komendę po Jourdanie) podeszła już pod mury Frankfurtu, zaś gen. Jean Moreau parł w tym czasie w głąb południowych Niemiec. Jednocześnie Napoleon przygotowywał plan ofensywy na stolicę Austrii; forpoczty jego armii dotarły już do przełęczy Semmering niedaleko Wiednia (!). W tej sytuacji dwór cesarski poprosił o rozejm, zaś jeszcze w kwietniu dał "zielone światło" do rozmów pokojowych. Zgodnie z pierwszymi ustaleniami Francja miała dostać Niemcy i Włochy, zaś Austria "na otarcie łez" Wenecję. Problem był tylko taki, że ta ostatnia była nadal krajem niepodległym. Nie na długo jednak, bo już w maju Bonaparte wystosował do doży weneckiego ultimatum, domagając się kapitulacji Wenecji pod pretekstem, że ta uczestniczyła w wojnie przeciwko Francji. Samo miasto, usytuowane na wysepkach, mając silną artylerię i flotę, mogło się skutecznie bronić w razie inwazji. Jednak rząd wenecki nie miał tyle odwagi. Z dniem12 maja do miasta wkroczyła francuska dywizja gen. Baraguay d' Hilliersa. Po trzynastu wiekach niezależnego bytu państwowego, Wenecja przestała istnieć - stała się republiką. Przynajmniej do czasu pokoju w Campo Formio. Wtedy też została pokrojona przez Wiedeń i Paryż.
Jednym z pierwszych posunięć politycznych Bonapartego w północnych Włoszech było rozbudowanie armii w nowo utworzonych przez siebie republikach, aby tym silniej powiązać je z Francją. Tymczasem po klęsce powstania kościuszkowskiego (listopad 1794 roku) centrum emigracji polskiej stał się Paryż. Każdy liczył na pomoc republikańskiej Francji w wojnie przeciwko zaborcom. Dyrektoriat jednak nawet o tym nie myślał, choć nie powiedział tego wprost. Od kwietnia 1795 roku Francja nie prowadziła już wojny z Prusami, zaś z Austrią chciała jak najszybciej podpisać traktat pokojowy. W tych okolicznościach do Paryża przybył gen. Jan Henryk Dąbrowski, który przedstawił Dyrektoriatowi propozycję utworzenia Legionów Polskich z ochotników i jeńców polskich; u boku armii francuskiej. Rząd nie chciał podjąć się tego planu przy armiach nadreńskich, gdyż chciano utrzymać pokój z Prusami, ale sądząc, że przyspieszy on pokonanie Austrii, odesłano polskiego generała do Napoleona. Jego armia wzięła do niewoli w północnych Włoszech ponad 8 tys. żołnierzy polskich. Ponieważ i Bonaparte nie chciał krępować sobie rąk dodatkowym problemem, zaś z drugiej strony potrzebował świeżych posiłków by umocnić swoje panowanie w Italii, postanowił, że Legiony Polskie zostaną powołane przy boku jednej z sprzymierzonych republik włoskich. Wybór padł na Republikę Lombardzką (Mediolan) z którą został podpisany stosowny traktat w dniu 9 stycznia 1797 roku. Do tworzących się legionów trafiali nie tylko jeńcy polscy z armii austriackiej, a później rosyjskiej, ale również ochotnicy z kraju. Do lata 1797 roku pod sztandarami legii służyło ponad 7 tys. żołnierzy polskich. Zgodnie z podpisaną umową legiony polskie miały znajdować się na żołdzie republiki, naczelną komendę sprawować miał nad nimi Napoleon, ale w razie potrzeby umowa przewidywała ich powrót do kraju.
Tymczasem Bonaparte kontynuował nowe "porządki" we Włoszech. Na początek zmusił Republikę Genui do przekształcenia się w sprzymierzoną z Francją Republikę Liguryjską (czerwiec 1797 roku), a następnie, w tym samy miesiącu, połączył Republikę Lombardzką z Cispadańską w jedną Republikę Cisalpińską, przyłączając do niej dodatkowo część Wenecji i Szwajcarii.
W dniu 17 października 1797 roku w Campo Formio (na północny-zachód od Triestu) we Włoszech pokonana Austria sfinalizowała z Francją traktat pokojowy. Podpisał go sam Napoleon stawiając Dyrektoriat, nie pierwszy raz, wobec faktów dokonanych. Na jego mocy Austria godziła się na przyłączenie do Francji podbitej już Belgii, Lombardii i posiadłości niemieckich na lewym brzegu Renu, poza Kolonią. W zamian Wiedeń dostawał jako "nagrodę pocieszenia" większość Republiki Weneckiej, przy czym jednak Wyspy Jońskie i część Wenecji nad Adriatykiem miały pozostać przy Francji. Pokój ten przyniósł gorzkie rozczarowanie Legionom Polskim (liczącym już prawie 8 tys. żołnierzy), gdyż nie było tam nawet wzmianki w sprawie polskiej. Co gorsza obie strony stwierdziły, że nie będą popierać polskich dążeń niepodległościowych. Dowództwo legionowe pozostało jednak wierne Bonapartemu, podpisując nawet nową konwencję z rządem Republiki Cisalpińskiej, co na kilka najbliższych lat powiązało ich losy z Włochami.
Dyrektoriat łakomym okiem patrzył na niezależny dotąd Rzym, w którym spodziewano się prawdziwych skarbów. Ponieważ na skutek wojen europejskich redukcji uległ napływ gotówki do Rzymu, plebs rzymski burzył się ustawicznie. Podczas jednej z takich manifestacji żołnierze papiescy "przypadkowo" zastrzelili francuskiego generała Leonarda Duphota. Była to świetna okazja do poddania i Rzymu panowaniu francuskiemu. Z dniem 10 lutego 1798 roku armia gen. Louisa Berthiera wkroczyła do Wiecznego Miasta. Pięć dni później proklamowano Republikę Rzymską oraz zniesiono świecką władzę papieży (Pius VI został internowany). Co ciekawe, żadne z mocarstw europejskich nie kiwnęło nawet palcem w jego obronie. Tymczasem w Rzymie administracja francuska rozpoczęła prawdziwą "eksploatację" nowej republiki, która dotknęła głównie dobra dygnitarzy kościelnych i arystokracji. Niestety, masy ludowe pozbawione szybkiego zarobku od pielgrzymów i turystów rychło zaczęły traktować Francuzów jak okupantów. W tej sytuacji chłopi często podnosili bunty, za każdym jednak razem były one krwawo tłumione. W pacyfikacjach tych brały również udział legiony polskie.
Wpływ haseł rewolucyjnych przyspieszył także przemiany społeczne w Szwajcarii. W styczniu 1798 roku wybuchło tam powstanie chłopów i drobnomieszczaństwa skierowane przeciwko rządom bogatego patrycjatu miejskiego. Zgodnie z umową podpisaną z rządem francuskim z tą chwilą do Szwajcarii wkroczył francuski korpus gen. Gauillaume Brune'a; stojąca mu na drodze armia kantonu berneńskiego została całkowicie rozbita w trakcie dwumiesięcznej kampanii (5 marca). Była to też dobra lekcja geografii wojskowej dla Francuzów, którzy w pełni dostrzegli naturalne walory górzystej Szwajcarii, a z lekcji tej skorzystają już w następnym roku w czasie kampanii włoskiej Suworowa. Zgodnie z poleceniem Paryża w dniu 21 kwietnia 1798 roku utworzono z nowego sojusznika Republikę Helwecką.
Napoleon chciał jeszcze pozostać we Włoszech. Tymczasem Dyrektoriat uprzejmie, lecz stanowczo poprosił go o powrót do Paryża. Tam miał odebrać nominację na głównodowodzącego armią przewidywaną do inwazji na Anglię. Bonaparte domyślał się, o co tak naprawdę chodzi. Już dawno wyczuł, że Dyrektoriat się go obawia, a ta nowa nominacja miała na celu zabranie go z Italii, gdzie był raczej królem niż generałem.
Po powrocie do stolicy natychmiast przystąpił do przygotowywania planów wojny z Anglią. Bonaparte wiedział doskonale, że bezpośrednia inwazja przez kanał La Manche będzie bardzo ryzykowana, biorąc pod uwagę przewagę angielskiej floty. Zaproponował w zamian nieco inny plan - podbój Egiptu i stworzenie na Bliskim Wschodzie przedpola do uderzenia na Indie, najcenniejszą z brytyjskich kolonii. Ten "cios po kieszeni" miał przekonać rząd w Londynie do pokoju z Francją. Dyrektoriat od razu zapalił się do tego projektu. Chciał się pozbyć z Paryża tego zbyt ambitnego i zbyt popularnego generała. Napoleon zaś wiedział, że nie wybiła jeszcze jego godzina. Jeśli miał przejąć władzę, musiał sięgnąć po nowe laury i nimi olśnić całą Francję. Dopiero wtedy mógł zyskać taką popularność i prestiż, które miały umożliwić mu obalenie niepopularnego Dyrektoriatu i zajęcia jego miejsca. Tym razem talent Napoleona miał błysnąć na pustyniach Egiptu.
Opracował: Szymon Jagodziński
|