Kampania wiosenna 1807 roku.
Bitwy pod Lidzbarkiem Warmińskim (10 czerwca) i Frydlandem (14 czerwca).
Wykrwawiona armia francuska ustąpiła kilkadziesiąt kilometrów na południe, za rzekę Pasłękę, nad którą stanęły teraz korpusy Bernadotte'a, Soulta i Davouta. Murat kwaterował z konnicą w Ostródzie, a gwardia cesarska w Kamieńcu Suskim. Korpus Neya pozostał w okolicach Dobrego Miasta, prowokacyjne wysforowany przed siły główne, jako przynęta dla Bennigsena. Lannes natomiast miał bronić dostępu do Warszawy. Nadal trwało oblężenie Gdańska przez 18-tysięczny 10. korpus marsz. Francois Levebre'a. Miasta bronił 14-tysięczny korpus pruski feldmarszałka Friedricha von Kalkreutha oraz przybyła z odsieczą 4-tysięczna dywizja rosyjska. Początkowo sądzono, że Gdańska, tak jak inne twierdze pruskie szybko skapituluje, a jego upadek mógłby być odpowiednio spożytkowany przez propagandę o zatarcia nieprzyjemnych komentarzy po bitwie iławskiej. Niestety, Prusacy docenili rolę miasta jako strategicznego węzła komunikacyjnego i musiały minąć dwa miesiące oblężenia nim Gdańsk został zmuszony do uległości. W tym czasie Napoleon kwaterował w dawnej fortecy krzyżackiej w Ostródzie, a potem przeniósł się do Kamieńca Suskiego.
Cesarz postanowił dać sobie spokój z nową kampanią aż do wiosny. Obecnie skupił się na ściąganiu świeżych uzupełnień, aby odbudować siły armii nadszarpniętej mocno pod Pruską Iławą. Bonaparte uwzględniał także tę okoliczność, że Bennigsen był prawie w domu, o kilka kroków od macierzystej granicy, on zaś kwaterował z armią daleko od Francji, odseparowany przez państwa niemieckie, pokonane i uległe, lecz szczerze mu niechętnie i czekające tylko, aż podwinie mu się noga. Szczególnym problemem była kwestia dostaw prowiantu i paszy dla koni. Żywność musiała być sprowadzana z odległych zakątków państwa pruskiego, gdyż prowincje miejscowe same przymierały głodem, uciskane kontrybucjami tak przez Rosjan, jak i Francuzów.
Przez pewien czas Napoleon chciał się dogadać a dworem pruskim przebywającym w Królewcu. Jednak warunki oferowanego pokoju zostały uznane przez Fryderyka Wilhelma III za zbyt surowe, tym bardziej, że bitwa pod Pruską Iławą nieco podniosła pruskiego monarchę na duchu. Ostatecznie na kategoryczne żądanie Aleksandra I rozmowy te zostały przerwane.
Cała Europa była tak wystraszona, że robiła to co Napoleon chciał; rozkazywał nawet krajom z którymi nie prowadził wojny. Na przykład, ściągając posiłki do wojny z Rosją, postanowił "poprosić" rząd hiszpański o 15-tysięczny korpus. Nie miał do tego najmniejszych podstaw prawnych, tym bardziej, że Hiszpania nie toczyła wojny ani z Rosją, ani z Prusami. Bonaparte umotywował prośbę w sposób następujący - owych 15 tysięcy żołnierzy hiszpańskich przebywa w kraju bezużytecznie, gdy tymczasem jemu bardzo się przydadzą. Ten argument (innych Napoleon nie miał i nie mógł mieć) został uznany przez Madryt za całkowicie przekonujący, że natychmiast przerzucono cały korpus do Prus Wschodnich, a częściowo do północnych Niemczech.
Tymczasem Bennigsen przyjął taktykę niepokojenia rozproszonych korpusów francuskich, starając się przy tym doprowadzić pomoc do oblężonego Gdańska. Wyrazem tych starań rosyjskiego dowództwa było uderzenie korpusu gen. Iwana Essena na Ostrołękę w dniu 15 lutego. W tym czasie komendę nad korpusem Lannes'a (który był chory) objął marsz. Andre Massena. Nie był on szczególnie zadowolony z nowego przydziału, ściągnięty w błota i śniegi Mazur z pięknej i słonecznej Kalabrii. Jego rozkazodawstwo było raczej miękkie, jednak udało mu się odrzucić Essena na przedpolach Ostrołęki. Również kolejne próby przebicia się do Gdańska spaliły na panewce. 12 maja w Wisłoujściu angielska eskadra przetransportowała 8-tysięczny korpus rosyjski gen. Siergieja Kamieńskiego. Napoleon natychmiast pchnął pod miasto korpus Mortiera. 15 maja doszło do zaciętej bitwy. Stojąca w pierwszej linii dywizja grenadierów gen. Nicolasa Oudinota spisała się na medal. Nie przepuściła Rosjan ani o metr. Nie mając nadziei na skuteczną odsiecz, Kalkreuth postanowił skapitulować 26 maja. Upadek twierdzy bardzo poprawił ogólne położenie armii napoleońskiej; poważnie skróciło linie komunikacyjne prowadzące na zachód. Nie trzeba już było przechodzić przez Toruń. Teraz konwoje mogły iść przez Gdańsk, położony dużo bliżej Warmii, przyszłego pola bitwy.
Nadchodziła godzina ostatecznej konfrontacji. Armia rosyjska, także uzupełniona po bitwie iławskiej, odzyskała pełną sprawność bojową. Problemem jednak nadal była logistyka. Tutaj Rosjanie zdecydowanie ustępowali Francuzom. Ciężkie było życie żołnierza francuskiego w zimie 1807 roku w tym spustoszonym kraju, lecz żołnierzom carskim powodziło się o niebo gorzej. Korupcja i biurokracja skutecznie podkopywały siły i morale armii rosyjskiej. Toteż Rosjanie cierpieli na froncie głód i mróz oraz choroby, które niejednokrotnie dziesiątkowały całe bataliony i regimenty. Oczywiście, ze zjawiskami tymi, choć na dużo mniejszą skalę, mieliśmy do czynienia również w armii francuskiej. Jednak tam Napoleon wypowiedział nadużyciom oficjalna wojnę. Nie udało mu się jednak całkowicie wykorzenić tej plagi.
Aleksander I bał się panicznie nowego Austerlitz. Nie chciał więc czekać, aż Napoleon będzie gotów narzucić nową kampanię. Również car, podobnie jak król pruski, dał się ponieść przechwałkom Bennigsena, jakie to lanie spuścił Bonapartemu pod Pruską Iławą. W tej sytuacji popychał swojego generała do ofensywy uważając, że nie należy tracić czasu i teraz, kiedy zima minęła, a drogi znowu stały się przejezdne, należy jak najszybciej przejąć inicjatywę.
Na początku maja Napoleon dokonał koncentracji podległych mu korpusów, rozproszonych do tej pory po wsiach i miastach, i w krótkim czasie cesarz był gotów do uruchomienia nowej ofensywy.
Pod koniec miesiąca Bennigsen, naciskany przez cara, nie chcąc czekać biernie na uderzenie Napoleona, postanowił uderzyć pierwszy. W pierwszych dniach czerwca przystąpił do realizacji swojego planu strategicznego, polegającego na izolowaniu i rozbijaniu kolejnych korpusów francuskich pozostających jeszcze na kwaterach zimowych. Na początek skoncentrował siły główne w okolicach ufortyfikowanego Lidzbarku Warmińskiego, a następnie postanowił wymierzyć silny cios korpusowi Neya stojącemu pod Dobrym Miastem. Aby odwrócić uwagę Napoleona, rozkazał, by pruski korpus gen. Lestocqa uderzył na korpus Bernadotte'a nad dolną Pasłęką. 4 czerwca Lestocq starł się z Bernadotte'm. Od początku marszałek nie przejawiał dużej ochoty do wojaczki, szczególnie teraz, gdy ranny z ulgą oddał komendę gen. Claude'owi Victorowi. Ten szybko ustabilizował sytuację i odrzucił Lestocqa.
To było jednak tylko preludium. Następnego dnia korpus gen. Piotra Bagrationa uderzył w korpus Neya pod Dobrym Miastem. Jednocześnie korpus kozacki atamana Matwieja Płatowa przeprawił się przez rzekę Łynę. Ney pod osłoną ognia artyleryjskiego począł ustępować w pełnym porządku, a po ciężkich walkach ulicznych oddał miasto. Było to nieuniknione przy takiej dysproporcji sił - 10 tysięcy Francuzów przeciwko 30 tysiącom Rosjan. Korpus Neya po utracie Dobrego Miasta, kontynuował odwrót aż do Gietrzwałdu nad Pasłęką.
Napoleon nie spodziewał się ofensywy Bennigsena tak szybko. Sam ustalił termin nowej kampanii na 10 czerwca. Widząc, że Rosjanie uprzedzili go, natychmiast przygotowuje nowy plan. W krótkim czasie ściąga korpus Davouta spod Olsztyna ku Ostródzie, a sam pospieszył z Kamieńca Suskiego do Gietrzwałdu, gdzie stanął Ney. W ciągu kilku kolejnych dni skoncentrował pod Morągiem korpusy Lannes'a, Murata i Mortiera. Liczył na to, że Bennigsen posunie się odpowiednio głęboko na południe, tak by jego siły główne mogły zmasowanym uderzeniem rozbić prawe skrzydło Rosjan, przebić się na ich tyły i odciąć ich armię od Lidzbarku Warmińskiego. Gdyby tak się stało Napoleon niechybnie rozbiłby armię Bennigsena w proch i Aleksander i musiałby poprosić o rozejm. Niestety, 6 czerwca Bennigsen poczuł, że coś się święci (korpus Neya ustępował "zbyt szybko") i nie ryzykując "niespodzianki" przerwał ofensywę Bagrationa, zawracając go spod Gietrzwałdu do Dobrego Miasta, a następnie poprowadził armię z powrotem do Lidzbarku Warmińskiego. 9 czerwca do Dobrego Miasta dotarł Napoleon z korpusami Neya, Davouta, Lannes'a i Murata oraz gwardią cesarską. Miasto płonęło, podpalone przez rejterujących Rosjan. Żywcem spłonęło wtedy kilkuset żołnierzy rosyjskich i francuskich przebywających w szpitalach, rannych w pierwszej bitwie.
Napoleon szybko skoncentrował korpusy Victora, Soulta, Lannes'a, Neya, Davouta i Murata oraz elitarną gwardię cesarską (w sumie około 125 tysięcy piechoty i konnicy) i wydaje swoim marszałkom rozkaz ogólnego uderzenia na armię Bennigsena, która liczyła około 100 tysięcy żołnierzy.
Bennigsen, obawiając się oskrzydlenia, ustąpił z armią pod Lidzbark Warmiński, gdzie na tamtejszych fortyfikacjach skupił ponad 90 tysięcy piechoty i konnicy. Tutaj 10 czerwca doszło do krwawej bitwy z forpocztą Napoleona. Murat i Soult, mając kilkakrotnie mniejsze siły niż Bennigsen, nieopatrznie uderzyli na okopaną armię rosyjską. To zuchwalstwo mogło ich drogo kosztować.
Na początek ciężka konnica Murata, niczym pancerny walec, przetoczyła się przez pierwszą linię Rosjan, jednak tuż za nią natrafiła na ścianę ognia i stali postawioną przez rosyjską artylerię. Dalszy natarcie było niemożliwe. Dopiero nadejście korpusu Soulta chwilowo poprawiło sytuację, gdy francuskie baterie, które akurat nadeszły, poczęły mocno odgryzać się carskim kanonierom. W tym momencie jednak Bennigsen rzucił do gwałtownego uderzenia ciężką jazdę z korpusów Bagrationa i Uwarowa. Rosyjska nawałnica zwarła się z śmiertelnych zapasach z konnicą Murata, skrwawioną już przez carską artylerię. Na odsiecz spychanemu marszałkowi, Napoleon natychmiast pchnął dwa regimenty strzelców pieszych gwardii cesarskiej pod komendą gen. Anne - Jean Savary'ego. Jej perfekcyjnie wymierzone uderzenie odrzuciło rosyjską konnicę, co odsłoniło prawe skrzydło Bennigsena. Nim jednak Napoleon mógł skorzystać z podarunku, z drugiej strony Łyny przemówiły baterie gwardii carskiej wielkiego księcia Konstantego, który pokrył ogniem kartaczowym pole oddane przez Bagrationa i Uwarowa. Przez to ogniowe piekło nikt nie odważyłby się przejść. I o to Rosjanom chodziło. W tej chwili tak Soult, jak i Bennigsen zrezygnowali z jakichkolwiek manewrów oskrzydlających, koncentrując się na wymianie ciosów ogniem ciężkiej artylerii.
W końcu poturbowani marszałkowie napoleońscy dali za wygraną i późnym popołudniem poczęli ustępować z pola bitwy. W tym momencie jednak nadciągnął korpus Lannes'a, który wymógł na cesarzu zgodę na jeszcze jedno uderzenie. O godz. 22, a więc już po zmroku, czworoboki francuskiej piechoty ruszyły w ciemnościach w kierunku linii rosyjskich. Bennigsen natychmiast postawił armię w stan alarmu. Rozgorzała krótka co prawda, lecz niezwykle zaciekła bitwa na bagnety. Regimenty Lannes'a przebiły się przez pierwszą linię rosyjskich okopów, lecz przypłaciły to 2 tysiącami poległych i rannych. Gdyby Bennigsen rzucił teraz swoją armię do generalnego przeciwuderzenia, klęska francuskich marszałków byłaby niemal pewna. Ten jednak pozostał bierny, zaś wieczorem 11 czerwca przeprawił się z powrotem na prawy brzeg Łyny, na drogę do Królewca. Bitwa ta szczególnie drogo kosztowała korpusy Napoleona, które pozostawiły pod Lidzbarkiem Warmińskim blisko 10,6 tysięcy poległych i rannych, podczas gdy Rosjanie stracili około 8 tysięcy.
Według obliczeń Bennigsena bitwa pod Lidzbarkiem Warmińskim powinna była nieco przystopować Napoleona. Ten początkowo miał dylemat do rozwiązania: którym brzegiem Łyny ruszyć za Rosjanami. Jeśli pchnie armię prawym brzegiem rzeki, to będzie spychał ich w kierunku Królewca i stojącego tam korpusu Lestocqa, co już po kilku dniach musiało doprowadzić do ich połączenia. Cesarz uznał więc, że korzystniej będzie ruszyć lewym brzegiem i w ten sposób odciąć Bennigsena od Lestocqa. Napoleon słusznie przewidywał, że Rosjanie będą chcieli przede wszystkim bronić dostępu do głównego miasta Prus Wschodnich. Dlatego ten szybko pchnął siły główne przez Iławę Pruską w stronę Królewca. I rzeczywiście, o godzinie 3.00 w nocy 14 czerwca, forpoczty korpusu Lannes'a stwierdziły, że armia Bennigsena, która poprzedniego dnia stanęła we Frydlandzie, rozpoczęła przeprawę na lewy brzeg Łyny, by ruszyć stamtąd w kierunku Królewca.
W przeddzień spotkania się obu armii sytuacja na froncie przedstawiała się następująco. Ostatni istniejący jeszcze korpus pruski gen. Lestocqa (20 tysięcy - dwie dywizje pruskie i jedna rosyjska) schował się w Królewcu, zapędzony tam przez korpusy Murata i Soulta. Główne siły Bennigsena stały na prawym brzegu Łyny. Naprzeciwko "jak samotny, biały żagiel" korpus Lannes'a, który miał zablokować okoliczne mosty i uniemożliwić Rosjanom przeprawę na drugi brzeg rzeki, a jednocześnie pospieszyć z odsieczą oblężonemu Królewcowi. W tym czasie siły główne Napoleona stały pod pamiętną Pruską Iławą i zależnie od okoliczności cała ta potęga miała ruszyć na Królewiec, lub na Frydland.
Już 13 czerwca Bennigsen, przygotowując przeprawę, uderzył na forpoczty Lannes'a, spychając je na lewy brzeg rzeki. Kolejne uderzenie odepchnęło marszałka z mostów, a następnie miasteczka. Rosjanie byli przekonani, że mają przed sobą tylko jeden francuski korpus (i mieli rację), który osłania siły główne Napoleona od wschodu, a sam cesarz "urzęduje" z 50 kilometrów dalej na zachód, zmagając się z Lestocqem pod Królewcem. Byłaby to więc doskonała okazja do całkowitego rozbicia korpusu Lannes'a, który Bonaparte miał tak nieostrożnie pozostawić swojemu losowi.
Już 14 czerwca o godz. 3.00 rano armia rosyjska poczęła przechodzić na lewy brzeg Łyny. Ta gigantyczna masa wymusiła na Bennigsenie konieczność zbudowania dodatkowego mostu pontonowego, chociaż Rosjanie dysponowali trzema dużymi mostami stałymi w samym Frydlandzie. Tak rozpoczęła się pierwsza faza bitwy, jeszcze bez udziału Napoleona.
Na początek 40-tysięczny korpus gen. Aleksandra Gorczakowa rozwinął się na północ od Frydlandu, podczas gdy 27-tysięczny korpus gen. Piotra Bagrationa obsadził okolice na południe od miasta, od wioski Sortlack do okolicznego lasu. Lannes natomiast skoncentrował korpus pod wsią Posthenen, na drodze z Królewca do Pruskiej Iławy, lokując tu swoją najlepszą dywizję - grenadierów gen. Nicolasa Oudinota. Marszałek rozciągnął korpus cienkim kordonem na szerokości 2,6 kilometra, wypełniając wolną przestrzeń między laskami Sortlack i Georgenau. Udało się mu tym oszukać chwilowo Rosjan, że jest dużo silniejszy niż w rzeczywistości, co oczywiście musiałoby skłonić Bennigsena do ostrożności. Ta z kolei oznaczało czas. Czas na przybycie posiłków od Napoleona, po którego ruszyli kurierzy już o świcie.
Przez cztery godziny Lannes doskonale odgrywał rolę małej armii, wiążąc ręce Bennigsena tak długo, aż około godz. 7.00 nadeszły tak oczekiwane posiłki, a z nimi sam Napoleon. Cesarz poinformowany o wydarzeniach przez marszałka natychmiast pchnął całą armią pod Frydland. Jako pierwsza, od strony Pruskiej Iławy, nadciągnęła dywizja dragonów gen. Emmanuela Grouchy'ego, która obsadziła wioskę Georgenau, a następnie dywizja kirasjerów gen. Etienne'a Nasouty'ego, która podeszła od strony Królewca i z miejsca uderzyła na korpus gen. Dmitrija Golicyna. Ciężka konnica francuska natarła z furią na jazdę rosyjską, która tym razem nie dotrzymała pola i ustąpiła z wioski Heinrichsdorf, odgrywającej kluczową rolę w północnej części pola bitwy. Teraz stanęła tu dywizja piechoty gen. Alberta. Golicyn nie chciał jednak ustąpić po pierwszej porażce. O godz. 9.00 60 szwadronów konnicy rosyjskiej uderzyło niczym pancerny taran na dywizję Nansouty'ego. Takiej nawałnicy nie można była się oprzeć. Na szczęście dla Nansouty'ego, w tym momencie nadciągnęła dywizja piechoty gen. Dupasa z korpusu Mortiera, która zluzowała dywizję Alberta, wykrwawioną ciągłymi utarczkami z korpusem Gorczakowa.
Ale Bennigsen nie miał ochoty pozwolić Francuzom na przegrupowanie sił. Potężne uderzenie piechoty Gorczakowa oraz konnicy Golicyna i Uwarowa odbiło wioski Heinrichsdorf i Schwonau. Rosjanie mieli teraz na lewym brzegu Łyny ponad 69 tysięcy piechoty i konnicy, podczas gdy Francuzi tylko 25 tysięcy. Stosunek sił był więc jak prawie 3:1. O godz. 10.00 nadciągnęła dywizja piechoty gen. Verdiera, która zwarła się mocno z korpusem Bagrationa, odpychając go od wioski Sortlack. Pozwoliło to Lannes'owi przystopować parcie Rosjan w centrum frontu. W tej sytuacji Bennigsen uznał, że dostatecznie "dokopał" Francuzom i postanowił dać armii pół dnia odpoczynku. Jedynie baterie obu stron nieprzerwanie obsypywały się ogniem i stalą. Ten błąd będzie Rosjan kosztował porażkę.
Tymczasem Napoleon już w godzinach porannych ruszył pod Frydland. Przodem pchnął korpusy Neya i Mortiera, a sam podążył za nimi z korpusem Victora (dawnym Bernadotte'a), gwardią cesarską i dywizjami ciężkiej konnicy Grouchy'ego, Nansouty'ego i Espagna (Murat był niestety nieobecny). W południe cesarz stanął w Posthenen i od razu dostrzegł fatalny błąd Bennigsena, który chcąc jak najszybciej przeprawić armię na lewy brzeg Łyny skupił ją ciasno w zakolu rzeki. Stłoczona armia była pozbawiona swobody ruchu. Odwrót na drugi brzeg mógł się zakończyć katastrofalnie. Chociaż siły Rosjan były oceniane na ok. 80 tysięcy, a francuskie na 60 tysięcy, Napoleon postanowił nie czekać i jeszcze tego samego dnia uderzyć na Bennigsena. Czekał jednak do godz. 17.00, aż nadciągną w komplecie siły główne.
Plan cesarza był prosty. Podczas gdy Lannes, Mortiera i Grouchy będą hamować frontalne uderzenie Gorczakowa wzdłuż szosy królewieckiej, korpus Neya miał zluzować Lannes'a w lasku Sortlack, rozerwać linie Bagrationa i posiłkowany przez Victora, a w razie potrzeby przez gwardię cesarską, odbić Frydland i mosty na Łynie. Następnie siły główne miały przyprzeć Bennigsena do rzeki. Rosjanom nie pozostałoby nic innego jak ratować się ucieczką lub skapitulować.
O godz. 17.00 korpus Neya, zluzowawszy wyczerpanego Lannes'a, uderzył na korpusy Bagrationa i Kołogriwowa. Rosjanie mieli jednak na prawym brzegu rzeki silną baterię, której ogień kartaczowy dosłownie zdziesiątkował nacierającą dywizję gen. Louisa Marchanda. Krwią spłynęły także czworoboki dywizji gen. Bissona. Słabnącego Neya, który nacierając w mocno zwartym szyku stracił już część korpusu, uratowało desperackie uderzenie dywizji huzarów gen. Marie Latour - Maubourga. O godz. 18.00 piechota Bissona przebiła się pod Frydland, ale tu spadła na nią ulewa rosyjskiego ognia. Szczególnie mordercze w "odchudzaniu" szeregów francuskich okazały się carskie baterie bijące bezpośrednio z prawego brzegu. Napoleon czym prędzej podparł chwiejącego się Neya korpusem Victora, tym bardziej, że Bennigsen rzucił do potężnego uderzenia na lewym skrzydle elitarną gwardię carską Konstantego.
Wymierzony przez nią cios mógł się okazać morderczy. W tej krytycznej sytuacji gen. Alexandre Senarmont skupił 30 armat w jednym miejscu i po mistrzowsku kierując jej ogniem, rozbił rosyjskie baterie na prawym brzegu rzeki, które tak bardzo dały się we znaki piechocie Neya. Następnie francuska artyleria przeniosła ogień na Frydland, który stanął w płomieniach. Senarmont podprowadził teraz baterię na 150 metrów od czworoboków rosyjskiej piechoty i zalał je ogniem kartaczowym. Bagration, widząc topniejące szeregi, rzucił do desperackiej szarży na francuskie baterie całą konnicę, jednak ta poniosła ciężkie straty w gwałtownym ogniu zaporowym i została odrzucona. Korzystając z porażki Bagrationa, dywizja gen. Pierre'a Duponta potężnym natarciem na bagnety odepchnęła rosyjską gwardię. Bagration, mając już mało miejsca, z rzeką za plecami, rozpoczął stopniowy odwrót na prawy brzeg Łyny.
Bennigsen, szczęśliwy, że udało mu się uratować trzecią, najlepszą, część armii, wydał rozkaz podpalenia mostów na rzece. Na jej lewym brzegu pozostał jednak jeszcze 42-tysięczny korpus Gorczakowa. Ten widząc, że Frydland stoi w płomieniach, przerwał szturm na linie Lannes'a i Mortiera, po czym rozpoczął odwrót ku miasteczku. Nie wiedział, że mostów już nie ma.
O godz. 19.00 piechota Neya zdobyła szturmem Frydland, kluczowy punkt na tyłach rosyjskiej armii. Tymczasem korpus Mortiera, posiłkowany przez gwardię konną gen. Anne Savary'ego, raz jeszcze uderzył na ustępującego Gorczakowa. W międzyczasie, stojącemu na jego prawym skrzydle, rosyjskiemu korpusowi gen. Charlesa Lamberta udało się ujść z pułapki, drogą prowadzącą ku Wehlau, na północy. Pod naciskiem Mortiera, Gorczakowowi nie pozostało nic innego jak przeprawiać się na prawy brzeg Łyny przez bród w Kloschenen pod ogniem francuskiej artylerii. Tylko nielicznym udało się tam dotrzeć, a próbując pokonać rzekę wpław, potonęło w bagnistej Łynie.
Bitność i poświęcenie rosyjskich żołnierzy nie uratowała ich od klęski. Zgubiła ich fatalna pomyłka Bennigsena. Rażeni ogniem kartaczowym Rosjanie rzucili się do rzeki. Ucieczka była jedynym ratunkiem przed całkowitym unicestwieniem armii. Klęska Bennigsena tym razem była całkowita. Na pobojowisku pozostawił ponad 25 tysięcy poległych i rannych oraz 80 armat. Armia rosyjska przybita rozmiarami porażki podupadła na duchu, cofając się pospiesznie za Niemen.
Triumf Napoleona tym razem nie pozostawiał żadnych wątpliwości. Mając 54-tysięczną armię rozbił 69-tysięczną armię Bennigsena, tracąc około 12 tysięcy poległych i rannych. Tym razem straty cesarza ledwie przekroczyły 20 procent stanu, podczas gdy Rosjanie pozostawili pod Frydlandem prawie 40 procent armii.
Nazajutrz po bitwie korpus Soulta wkroczył do Królewca, zaś 19 czerwca forpoczty Napoleona stanęły nad Niemnem, pod Tylżą, na granicy rosyjskiego imperium. Niedobitki armii Bennigsena zdążyły już przeprawić się na drugi brzeg. Ostatnim sukcesem Rosjan, choć już bez znaczenia, było połączenie się w okolicach miasta z korpusem Lestocqa, któremu udało się uciec z Królewca.
Tego samego dnia wieczorem do linii francuskich nad rzeką przybył parlamentariusz rosyjski, prosząc o doręczenie Muratowi listu od Bennigsena. Była to prośba o miesięczny rozejm. Murat natychmiast dostarczył list Napoleonowi, a ten wyraził zgodę. Rozejm został podpisany 21 czerwca. Krwawa kampania dobiegła końca.
Opracował: Szymon Jagodziński
|