Napoleon.org.pl English     Deutsch    
Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni

Wspomnienia Napoleona
Tłumaczenie: Kamp


VI. Marengo. 
 

I. Utworzenie Armii Rezerwowej. - II. Wyjazd Pierwszego Konsula do armii. Kwatera główna w Genewie, później w Lozannie. - III. Przejście przez przełęcz Św.Bernarda. - IV. Przejście przez armię francuską Sesii i Trebbii. Wkroczenie do Mediolanu. - V. Pozycja armii francuskiej. Wiadomość o poddaniu Genui. - VI. Potyczka pod Montebello. - VII. Przybycie do głównej kwatery generała Desaix. - VIII. Bitwa pod Marengo. - IX. Zawieszenie broni podpisane pod Marengo. - X. Oddanie Francuzom Genui. - XI. Powrót Pierwszego Konsula do Francji. 
 

I.

7 stycznia 1800 roku Pierwszy Konsul wydał dekret o utworzeniu Armii Rezerwowej. Do wszystkich weteranów skierowano wezwanie stawienia się na służbę ojczyzny pod rozkazy Pierwszego Konsula. By zapewnić tej armii żołnierzy, zarządzono powołanie 30 000 rekrutów. Minister wojny, generał Berthier wyjechał z Paryża 2 kwietnia, by objąć dowództwo armii; konstytucja roku VIII nie pozwalała bowiem Pierwszemu Konsulowi osobiście objąć dowództwa. Konsulowie stanowili władzę cywilną; zgodnie z zasadą, że kompetencje są podzielone, a za poszczególne resorty odpowiedzialni są ministrowie, nie wolno było najwyższemu urzędnikowi Republiki osobiście dowodzić armią; ale żaden przepis, żadne prawo nie zabraniało jego obecności przy armii. W rzeczywistości Armią Rezerwową dowodził Pierwszy Konsul; ale oficjalnie stanowisko głównodowodzącego zajmował jego szef sztabu Berthier.

Gdy tylko do Paryża dotarły wiadomości o rozpoczęciu działań wojennych i niekorzystnym rozwoju wypadków, Pierwszy Konsul uznał za niezbędne pomaszerować najkrótszą drogą na pomoc Armii Italii; uznał, że najkorzystniejszym będzie wkroczenie do Włoch przez przełęcz Św.Bernarda, by znaleźć się za plecami armii Melasa, zająć jej magazyny, pociągi transportowe i szpitale, a na koniec wydać bitwę odciętej od Austrii armii nieprzyjaciela. Klęska w jednej bitwie musiała oznaczać całkowite zniszczenie armii austriackiej i zdobycie całych Włoch. By zrealizować taki plan konieczna była szybkość, całkowite zachowanie tajemnicy i wielka śmiałość. Najtrudniejszym było zachowanie tajemnicy; jak ukryć przed licznymi szpiegami angielskimi i austriackimi ruchy armii? Za najodpowiedniejszy środek Pierwszy Konsul uznał rozpowszechnienie na szeroką skalę wieści o utworzeniu nowej armii i tak częste o niej mówienie, aż wywołało to rozbawienie nieprzyjaciół, którzy w tych pompatycznych zapowiedziach widzieli jedynie próbę zastraszenia armii austriackiej oblegającej Genuę. Koniecznym było skierowanie uwagi obserwatorów i szpiegów na jeden określony punkt: zdradzano zatem w informacjach przekazywanych Ciału Prawodawczemu i Senatowi, w dekretach i artykułach prasowych, że miejscem koncentracji Armii Rezerwowej jest Dijon, gdzie Pierwszy Konsul odbierze rewię itd. Do Dijon przybyli natychmiast szpiedzy i obserwatorzy; zobaczyli tam w pierwszych dniach kwietnia wielki sztab bez armii, a w przeciągu tego samego miesiąca około 5-6 000 rekrutów i weteranów, wśród nich nawet kaleki, którzy mieli więcej dobrej woli niż zdrowych członków.

Już wkrótce armia ta stała się obiektem żartów, a gdy Pierwszy Konsul odebrał 6 maja rewię, że zdziwieniem zobaczono tylko 7-8 000 ludzi, z których większość nawet nie była umundurowana. Dziwiono się, że najwyższy urzędnik Republiki opuścił swój pałac, by odebrać paradę, która mogłaby też odbyć się w obecności generała brygady. Raporty o przeglądzie popłynęły do Bretanii, do Genewy, Bazylei, Londynu, Wiednia i Włoch. Europa była zalana karykaturami. Jedna z nich przedstawiała karykaturę 12-letniego chłopca oraz inwalidę z drewnianą nogą. Podpis brzmiał: Armia Rezerwowa Bonapartego.

W tym samym czasie rzeczywista armia powstała na innej drodze; w różnych miejscach koncentracji organizowały się nowe dywizje. Miejscowości te leżały na uboczu i nie miały między sobą żadnej łączności. Środki pojednawcze zastosowane w zimie przez rząd konsularny oraz przeprowadzone równolegle z dużą szybkością operacje wojskowe przywróciły pokój w Wandei i na terenach szuanów. Duża część oddziałów tworzących Armię Rezerwową została odciągnięta właśnie z tych terenów. Dyrektoriat uważał za stosowne trzymanie w Paryżu kilku pułków do własnej obrony i zwalczania niepokojów. Ponieważ jednak rząd Pierwszego Konsula był w najwyższym stopniu narodowy, obecność wojska w stolicy była całkowicie zbyteczna, a stacjonujące tam oddziały zostały również posłane do Armii Rezerwowej. Wiele z tych pułków nie uczestniczyło w nieszczęsnej kampanii 1799 roku i dlatego miały pełne poczucie swojej przewagi i chwały. Park artylerii utworzono z armat oddanych przez liczne arsenały i twierdze. Najtrudniejszym było ukrycie dostawy niezbędnego prowiantu dla armii, która przebyć miała pozbawione wszystkiego góry. Intendent kazał przygotować w Lyonie 2 miliony porcji sucharów. Około 100 000 z nich przesłano do Tulonu, skąd miały zostać przewiezione drogą morską do Genui; 1 800 000 skierowano do Genewy, załadowano na statki na jeziorze i rozładowano w Villeneuve w momencie, gdy dotarła tam armia.

W tym samym czasie, gdy z największą ostentacją chełpiono się utworzeniem Armii Rezerwowej, przygotowano małe ulotki zawierające przeróżne skandaliczne anegdoty o Pierwszym Konsulu i udowadniano, że Armia Rezerwowa nie istnieje i nawet istnieć nie może; a aktualnej sytuacji możliwym było zebranie najwyżej 12-15 000 rekrutów. Jako dowód przypominano wysiłki dokonane podczas zeszłorocznej kampanii mające na celu zebranie różnych armii, które wszystkie zostały pobite we Włoszech oraz tegoroczne, wzmocniające potężną Armii Renu. A przede wszystkim - stwierdzano - czy pozostawiono by Armię Italii tak słabą, jeżeli można było ją wzmocnić?

Wszystkie te wysiłki skierowania szpiegów na fałszywy trop zostały uwieńczone wielkim sukcesem. W Paryżu, w Dijon, we Wiedniu mówiono:

"- Nie istnieje żadna Armia Rezerwowa!

W kwaterze głównej feldmarszałka Melasa stwierdzano nawet:

"- Armia Rezerwowa, którą nieustannie nam grozi się, to banda 7-8 000 rekrutów i inwalidów, którą chce się nas zwieść i odciągnąć od oblężenia Genui. Francuzi za bardzo wierzą w naszą naiwność; chcieliby, byśmy postąpili jak pies w bajce, który porzuca trzymane w pysku mięso, by polować na jego odbicie w wodzie". 
 

II.

Pierwszy Konsul opuścił  6 maja Paryż i udał się do Dijon, by odebrać  wspomnianą wyżej paradę obecnych tam żołnierzy i inwalidów. 8 maja przybył do Genewy. Mieszkający tam słynny Neckar postarał się, by dostąpić zaszczytu zostania przedstawionym Pierwszemu Konsulowi Republiki Francuskiej; rozmawiał z nim przez godzinę, mówiąc wiele o moralności, która powinna cechować ministra finansów. We wszystkich swoich słowach dawał do zrozumienia, że życzyłby sobie stanięcia na czele francuskiego systemu finansowego. Nie wiedział przy tym nawet, jak należy postępować z obligacjami państwowymi. Chwalił bardzo operacje wojskowe, które odbywały się przed jego oczami. Pierwszy Konsul był z tej rozmowy niezbyt zadowolony.



13 maja Napoleon odebrał  w Lozannie rewię rzeczywistej awangardy Armii Rezerwowej. Dowodził  nią generał Lannes; składała się z 6 starych, wyborowych regimentów, doskonale umundurowanych i wyposażonych, we wszystko, co potrzebne. Awangarda natychmiast pomaszerowała w kierunku Wielkiego Św.Bernarda; jej śladem podążyły stopniowo pozostałe dywizje, Tworzyły one liczącą 36 000 żołnierzy armię, którą można było obdarzyć zaufaniem; jej park artyleryjski liczył 40 dział. Dowódcami w tej armii byli generałowie Victor, Loison, Watrin, Boudet, Chambarlhac, Murat i Monnier. 
 

III.

Pierwszy Konsul przedłożył  przejście przez Św.Bernarda nad drogę przez Mont Cenis; ta pierwsza nie była trudniejsza od tej drugiej. Od Lozanny do Saint-Pierre, wioski leżącej u podnóża Św.Bernarda, prowadziła dogodna dla artylerii droga, podobnie jak od wsi Saint-Remy do Aosty. Trudność stanowiło jedynie przekroczenie Św.Bernarda. Ten sam problem występował również na Mont Cenis; ale przejście przez Św.Bernarda było o tyle korzystne, że zostawiano po prawej stronie Turyn i manewrowano w słabo zaludnionej okolicy, co umożliwiało lepsze ukrycie manewrów niż w Sabaudii; tam bowiem, na głównym trakcie, nieprzyjaciel miał oczywiście wielu szpiegów.



Szybkie przetransportowanie artylerii przez Alpy wydawało się niemożliwym. Zebrano wiele mułów i przygotowano mnóstwo małych skrzynek na amunicję dla piechoty i artylerii. Te skrzynki miały być transportowane na grzbietach mułów, podobnie jak wyposażenie kuźni polowych; jedyną rzeczywistą trudnością, którą należało jeszcze pokonać, był transport armat. Do tego celu przygotowano około 100 pni drzewnych; zostały one wydrążone w ten sposób, że w każdym z nich można było umieścić lufą armatnią, przymocowaną klinami. Do każdego tak zapakowanego działa miało być zaprzężonych 100 żołnierzy. Lawety porozbierano i załadowano na grzbiety mułów. Wszystkie te przygotowania wykonane zostały przez generałów Gassendi i Marmonta tak starannie wykonane, że artyleria w żadnym stopniu nie opóźniała marszu. Oddziały wzięły sobie za punkt honoru nie pozostawienia w tyle swojej artylerii i rywalizowały między sobą w ciągnięciu pni. W czasie całego marszu przygrywały pułkowe kapele; najtrudniejsze miejsca pokonane zostały przez żołnierzy, mimo dużego wysiłku, z wielką ochotą. Jedna z dywizji postanowiła na przełęczy, w śniegu i mrozie rozbić biwak, by czekać na swoją artylerię, zamiast zejść na nizinę, którą osiągnęłaby przed zapadnięciem ciemności. 2 półkompanie robotników artylerii rozłożyły się z kuźniami polowymi we wioskach St.Pierre i St.Remy, by rozbierać, a potem ponownie składać różne wozy artylerii.

16 maja Pierwszy Konsul przenocował w klasztorze Saint-Maurice; armia przeszła przez Św.Bernarda w dniach 17-20 maja. Pierwszy Konsul zrobił to 20 maja; w najgorszych miejscach wsiadał na muła, należącego do wieśniaka z St.Pierre; przeor klasztoru twierdził, że był to najpewniejszy muł w całej okolicy. Przewodnikiem Pierwszego Konsula był silny, 22-letni młodzieniec; rozmawiał z Pierwszym Konsulem z zaufaniem typowym dla młodości i z prostotą ludzi gór, zdradzając mu wszystkie swoje drobne bolączki i marzenia na przyszłość. Po przybyciu do hospicjum Pierwszy Konsul, który dotychczas nie zareagował na słowa młodzieńca, napisał list i wręczył swojemu przewodnikowi; list ten zawierał polecenia, które wykonano bezpośrednio po przejściu gór i które spełniły wszystkie życzenia młodego przewodnika, jak np. budowę domu, zakup ziemi itd. Młody mieszkaniec gór był tak zdziwiony, gdy zobaczył po powrocie, jak wielu ludzi pospiesznie wypełnia jego życzenia i jak wiele szczęścia go nagle spotyka.

Pierwszy Konsul zatrzymał  się przez godzinę w klasztorze u gościnnych mnichów i przystąpił do schodzenia, zsuwając się po bardzo stromym ośnieżonym zboczu. Panował jeszcze bardzo silny mróz. Dla koni zejście było trudniejsze, niż wspinaczka; mimo tego wydarzyło się tylko kilka wypadków. Bracia ze Św.Bernarda mieli wielkie zapasy wina, chleba i sera, każdy przechodzący żołnierz dostał od tych dobrych mnichów sporą porcję żywności.

16 maja generał  Lannes na czele 6.półbrygady lekkiej, 28. i 44. półbrygady piechoty liniowej, 11. i 12. pułku huzarów oraz 21.pułku strzelców konnych dotarł do Aosty. W mieście tym armia znalazła znakomite kwatery i zaprowiantowanie. 17 maja awangarda przybyła do Chatillon, gdzie stał austriacki korpus, liczący 4-5 000 ludzi, który uznano za wystarczający do obrony doliny. Został on natychmiast zaatakowany i rozbity; Austriacy stracili 3 armaty i kilkuset jeńców.

Armia francuska była przekonana, że pokonała wszystkie przeszkody; maszerowała przy wspaniałej wiosennej pogodzie piękną doliną, zabudowaną domami, pełną wspaniałych zielonych łąk. Ale niespodziewanie zatrzymały ją armaty fortu Bard.

Fort ten leży pomiędzy Aostą i Ivreą na wzgórzu pomiędzy dwoma pasmami, które oddalone są od siebie o 50 metrów. U stóp góry płynie górski potok Dora, którego dolinę fort całkowicie zagradza; droga wiedzie przez umocnienia miasta Bard, otoczonego murami obronnymi i będącego w zasięgu armat fortu. Oficerowie inżynierii awangardy dokonali rozpoznania i przygotowali raport, w którym stwierdzali iż dalszy marsz możliwy jest tylko przez miasto. Generał Lannes rozkazał przeprowadzić atak nocny na fort; był on jednak ze wszystkich stron osłoniony. Jak to zwykle bywa, zła wiadomość szybko rozniosła się w szeregach armii, a nawet na jej tyłach. Wydano nawet rozkaz, by zatrzymać transport artylerii przez przełęcz Św.Bernarda. Ale Pierwszy Konsul, który dotarł już do Aosty, udał się natychmiast do Bard, wspiął się na górujące nad miastem skały Albaredo i rozpoznał już wkrótce, że istniała możliwość opanowania miasta. Nie należało jednak tracić ani chwili. 25 maja 28.półbrygada, prowadzona przez pułkownika Dufour, wspięła się po drabinach na mury i zajęła miasto, oddzielone od fortu jedynie potokiem Dora. Daremnie przez całą noc na głowy znajdujących się w mieście Francuzów spadały wystrzelone z fortu kartacze; utrzymali się, a fort, ze względu na mieszkańców, zaprzestał w końcu prowadzenie ognia.

Pułki piechoty i kawalerii jeden po drugim przechodziły wąską ścieżką, którą wspiął się Pierwszy Konsul i po której jeszcze nigdy nie przeszedł żaden koń. Była to ścieżka znana tylko kozicom.

W przeciągu następnych nocy oficerowie inżynierii z podziwu godnym sprytem przy pomocy kanonierów przetransportowali armaty przez miasto. Wszystko przygotowano tak, by komendant twierdzy niczego nie spostrzegł: ulica wyłożona została materacami i obornikiem; armaty, pokryte liśćmi i słomą, były ciągnięte w całkowitym milczeniu przez ludzi. Odbywało się to w odległości pistoletowego strzału od baterii fortu na długości 400-500 metrów. Garnizon nie miał wprawdzie pojęcia, co się dzieje, ale od czasu do czasu na chybił trafił oddawane były strzały, od których zginęło albo zostało rannych wielu kanonierów; ale to nie obniżyło ich zapału. Fort poddał się dopiero w pierwszych dniach czerwca, kiedy ogromnym wysiłkiem udało się ustawić kilka armat na skałach Albaredo, które swoim ogniem zniszczyły baterie fortu (po zdobyciu fort został na polecenie Napoleona zrównany z ziemią, istniejąca współcześnie twierdza wybudowana została w latach 1830-1837 - przyp.tłum.).

Gdyby trzeba było dla przetransportowania artylerii odczekać upadku fortu, zniweczone zostałyby wszystkie nadzieje na zakończenie kampanii sukcesem.

Ta przeszkoda była o wiele znaczniejsza niż Wielki Św.Bernard, a mimo tego żadna z nich nie opóźniła marszu armii nawet o jeden dzień. Istnienie fortu Bard było znane Pierwszemu Konsulowi; ale na podstawie wszystkich planów i wszystkich otrzymanych informacji można było przyjąć, że zajęcie go nie będzie stwarzało problemów.

Dowodzący fortem austriacki oficer (dowódcą garnizonu twierdzy był wówczas kapitan Bernkopf - przyp.tłum.) wysłał list do Melasa, informując go, że widział przechodzących ponad 30 000 piechoty i 3-4 000 koni oraz liczny sztab; te tłumy przeszły po jego prawej stronie po swojego rodzaju schodach przez skały Albaredo; zapewnił jednak, że nie przeszła ani jedna armata, ani jeden wóz amunicyjny; on sam może bronić się przez miesiąc; jest zatem mało prawdopodobne, by armia francuska, nie mając przy sobie jeszcze artylerii, odważyła się przed upływem tego czasu na zejście na nizinę. Po kapitulacji fortu oficerowie garnizonu byli nieprzyjemnie zaskoczeni, gdy dowiedzieli się, że cała francuska artyleria w przeciągu jednej nocy przeciągnęła w odległości 60-70 metrów od wałów fortu.

Czy armia francuska cofnęłaby się z powrotem przez Św.Bernarda, gdyby niemożliwym okazało się przetransportowanie artylerii przez miasto Bard? Nie. Wyszłaby mimo wszystko koło Ivrei na nizinę, a ten manewr zmusiłby Melasa do wycofania się z Nicei. Nawet bez artylerii nie musiała się niczego obawiać, zajmując znakomite pozycje u wyjść z wąwozów, gdzie osłaniałaby oblężenie fortu Bard i czekała na jego kapitulację. Przy normalnym rozwoju wydarzeń fort wpadłby w posiadanie Francuzów 1 czerwca; ale gdyby rzeczywiście zatrzymał całą armię, zostałby przypuszczalnie wcześniej zajęty, gdyż wówczas cały wysiłek zostałby poświęcony jego zdobyciu, zamiast pozostawić tam złożoną z rekrutów brygadę pod generałem Chabran. Brygada ta przeszła przez Małego Św.Bernarda.

W międzyczasie Melas skierował liczne oddziały do Turynu, by stamtąd wzmocnić  dywizje pilnujące doliny Aosty i Mont Cenis; on sam dotarł do Turynu 22 maja. W tym samym dniu dowodzący w Alpach generał Turreau zaatakował na czele 3 000 ludzi Mont Cenis, zajął go, wziął wielu jeńców i zajął pozycje pomiędzy Susą i Turynem. Ten manewr oskrzydlający zaniepokoił Melasa i powstrzymał go od skierowania swoich wysiłków w kierunku Dora Baltea.

24 maja generał  Lannes na czele awangardy dotarł do Ivrei; napotkał tam liczącą 5-6 000 dywizję. Przed 8 dniami rozpoczęto wzmacnianie tamtejszej twierdzy i cytadeli; 15 armat stało już na swoich stanowiskach. Ale dywizja ta składała się w połowie z kawalerii, nieprzydatnej do obrony Ivrei; resztę stanowiła piechota, pobita już pod Chatillon. Miasto, zaatakowane z wielką śmiałością z jednej strony przez Lannesa, z drugiej przez Watrina, zostało wkrótce zdobyte; ten sam los spotkał cytadelę, gdzie znaleziono liczne magazyny. Nieprzyjaciel wycofał się za Chiusellę i ustawił się za Romano, by osłaniać Turyn, skąd otrzymał znaczne posiłki.

26 maja Lannes pomaszerował  naprzód, zaatakował nieprzyjaciela i po zaciętej potyczce rozbił  go i odrzucił w nieładzie w kierunku Turynu. Awangarda zajęła następnie stanowiska pod Chivasso; zablokowała tam żeglugę na Padzie i zdobyła dużą liczbę barek, załadowanych prowiantem i rannymi; zostali oni ewakuowani z opuszczanego przez Austriaków Turynu. 28 maja Pierwszy Konsul odebrał pod Chivasso rewię awangardy, przemówił do oddziałów, obsypując oddziały awangardy zasłużonymi pochwałami.

Zdobyte na Padzie barki zostały użyte do zbudowania mostu; to zagrożenie wywołało oczekiwany skutek; Melas osłabił oddziały osłaniające na lewym brzegu Padu Turyn i wysłał swoje siły główne, by zapobiec wybudowaniu mostu. Było to zgodne z życzeniem Pierwszego Konsula, który pragnął bez zakłóceń skierować swoje manewry przeciwko Mediolanowi.

Jeden z oficerów armii austriackiej, który miał zaszczyt znać Pierwszego Konsula, został posłany przez Melasa jako parlamentariusz do francuskich fortpocztów. Był on w najwyższym stopniu zdziwiony, widząc Pierwszego Konsula tak blisko armii austriackiej. Ta nowina, przekazana przez oficera, napełniła feldmarszałka strachem i przerażeniem.

Cała Armia Rezerwowa wraz z całą swoją artylerią dotarła 26 i 27 maja do Ivrei.  
 

IV.

Kwatera główna armii austriackiej znajdowała się w Turynie; ale połowa jej sił  stała pod Genuą, a druga była w drodze, by wzmocnić znajdujące się w Turynie oddziały. Pytanie brzmiało: co postanowi w tej sytuacji Pierwszy Konsul? Pomaszeruje na Turyn, by wyprzeć stamtąd Melasa, połączyć się z Turreau, by w ten sposób zabezpieczyć swoje połączenia z Francją i swoimi arsenałami w Grenoble i Briançon? Czy wykorzysta zdobyte pod Chivasso barki, które szczęśliwym trafem wpadły w jego ręce, wybuduje most i pomaszeruje prosto w kierunku Genui, by przerwać oblężenie tej ważnej twierdzy? Albo pozostawi Melasa za swoimi plecami, pójdzie przez Sesię i Ticino w kierunku Mediolanu i Addy, by połączyć się z liczącym 15 000 ludzi korpusem Monceya, maszerującym znad Renu i który właśnie przekroczył Św.Gotharda?

Ta pierwsza możliwość zaprzeczała wszystkim zasadom prawdziwej sztuki wojennej, bo Melas miał przy sobie wystarczająco duże siły. Ponieważ fort Bard jeszcze nie został zdobyty, armia francuska naraziłaby się więc na ryzyko wydania bitwy nie mając zapewnionych linii odwrotu. Poza tym, gdyby Melas opuścił Turyn i pomaszerował do Alessandrii, cel kampanii byłby chybiony; obie armie znalazłyby się na swoich naturalnych pozycjach, francuska oparta o Mont Blanc i Delfinat, armia Melasa z Genuą na lewym skrzydle i Mantuą, Piacenzą i Mediolanem za plecami.

Druga z możliwości wydawała się niemożliwa do realizacji. Jak można było odważyć się, w obliczu tak silnej armii jak austriacka, na wejście na terytorium pomiędzy Padem i Genuą, nie mając zapewnionych linii komunikacyjnych i bez zabezpieczonego odwrotu?

Trzecia możliwość zapewniała z kolei wszelkie korzyści. Po zajęciu przez armię francuską Mediolanu, miałaby ona w swoich rękach wszystkie magazyny, depots i szpitale armii austriackiej i połączyłaby się z dowodzonym przez generała Monceya lewym skrzydłem; miałaby też zabezpieczony odwrót przez Simplon i Św.Gotharda. Trakt simploński prowadził do kantonu Valais i do Sitten, gdzie zgromadzone były zapasy żywności dla armii. Trakt w kierunku Św.Gotharda prowadził do Szwajcarii, która od 2 lat była w naszych rękach, a która wówczas osłaniana była przez stojącą nad rzeką Iller Armię Renu. Z takiej pozycji francuski głównodowodzący mógłby działać według własnego uznania. Gdyby Melas pomaszerował na czele swoich zjednoczonych sił z Turynu nad Sesię i do Ticino, armia francuska mogłaby wydać mu bitwę, mając po swojej stronie tę ogromną przewagę, że w przypadku zwycięstwa Melas nie miałby żadnej możliwości odwrotu i zostałby wyparty do Sabaudii; ale gdyby armia francuska została pobita, mogłaby wycofałać się przez Simplon i Św.Gotharda. Gdyby Melas - co można było przyjąć za najbardziej naturalne - skierował swój marsz w kierunku Alessandrii, by połączyć się tam z częścią armii przybywającej z Genui, wystarczyłoby przejść przez Pad i skierować się przeciw niemu; można było mieć nadzieję dotarcia w okolice Alessandrii wcześniej niż Melas i wydania mu zwycięskiej bitwy, gdyż armia francuska byłaby osłaniała z tyłu przez rzekę, Mediolan, Simplon i Św.Gothard, podczas gdy armia austriacka nie miałaby żadnej możliwości odwrotu i żadnego połączenia z Mantuą i Austrią; byłaby narażona na wyparcie w góry Riwiery de Ponente i całkowite wybicie albo wzięcie do niewoli u podnóża Alp, pod Col de Tenda albo w hrabstwie Nicea.

W końcu, gdyby francuski dowódca, panując w Mediolanie, pozwolił Melasowi na przemarsz i chciał pozostać pomiędzy Padem, Addą i Ticino, zdobyłby w ten sposób bez żadnej bitwy Lombardię, Piemont, Alpes Maritimes i Riwierę Genueńską oraz przerwałby oblężenie Genui. To byłyby wielkie sukcesy.

Korpus złożony z 2 000 włoskich ucieknierów dowodzonych przez generała Lecchi pomaszerował 21 maja z Chatillon nad górną Sesię. Przetrwał potyczkę z Legionem ks.Rohan, pobił go i zajął stanowiska na przełęczach Simplonu, w dolinie Domo d'Ossola, by zapewnić przez Simplon drogi komunikacyjne armii.

27 maja Murat pomaszerował  w kierunku Vercelli i przeszedł przez Sesię.

31 maja Pierwszy Konsul udał się pospiesznym marszem nad rzekę Ticino. Korpus obserwacyjny, pozostawiony przez Melasa do pilnowania szwajcarskich przełęczy oraz dywizje kawalerii i artylerii, których nie zabrał, gdy rozpoczynał oblężenie Genui, połączyły się, by bronić przejścia przez Ticino i osłaniania Mediolanu.

Ticino jest rzeką  nadzwyczaj szeroką i o żwawym nurcie. Adiutant generalny Girard (Jean-Baptiste Girard, 1775-1815, był wówczas szefem sztabu dywizji gen.Monnier - przyp.tłum.) oficer pełen zasług i wielkiej odwagi, przeszedł jako pierwszy przez rzekę. Przez cały dzień trwała zacięta walka na lewym brzegu. Armia francuska nie miała żadnego mostu; przekroczyła rzekę na 4 promach. Ponieważ jednak teren był bardzo zalesiony, kawaleria nieprzyjaciela tylko w ograniczonym stopniu zdecydowała się na walkę.

2 czerwca Pierwszy Konsul wkroczył do Mediolanu i rozkazał natychmiast zablokować  cytadelę. Generał Lannes na czele awangardy wyruszył 30 maja pospiesznie naprzód; pozostawiając jeden oddział na lewym brzegu rzeki Dora Baltea, a drugi jako załogę Ivrei, maszerował tak szybko, jak to było możliwe do Pavii, gdzie wkroczył 1 czerwca. Znalazł tam znaczne magazyny i 200 dział, wśród nich 30 armat polowych.

4 czerwca jego dywizja wkroczyła do Lodi; 15-tego okrążyła Pizzighettone, a jej lekka kawaleria zajęła Cremonę. W Mantui, gdzie nie było zapasu prowiantu ani wystarczająco licznej załogi, panowało wielkie poruszenie. Korpus Monceya, złożony z 15 000 ludzi pochodzących z Armii Renu, dotarł 31 maja do Bellinzony.

Trudno opisać zdziwienie i zachwyt Mediolańczyków, widzących nadchodzącą armię  francuską. Pierwszy Konsul znajdował się przy awangardzie; w ten sposób generał Bonaparte był jednym z pierwszych, którego ujrzały oczy Mediolańczyków, którzy, pędzeni zachwytem i ciekawością, wyszli wszystkimi drogami na spotkanie armii francuskiej. Ludność Mediolanu nie chciała wierzyć wiadomościom; opowiadano bowiem, że Napoleon utonął w Morzu Czerwonym, a armią dowodzi jeden z jego braci.

Od 2 do 8 czerwca, czyli przez 6 dni, Pierwszy Konsul nie miał nic innego do roboty, jak przyjmowanie delegacji i pokazywanie się tłumom, które przybywały ze wszystkich zakątków Lombardii, by zobaczyć swojego wyzwoliciela. Przywrócono rząd Republiki Cisalpińskiej; ale wielu z najzagorzalszych patriotów włoskich gniło nadal w austriackich więzieniach. Pierwszy Konsul opublikował następującą odezwę do armii:

"Żołnierze!

Jeden z naszych departamentów był we władaniu nieprzyjaciela. Całe południe Francji było tym przerażone.

Większość terytorium narodu liguryjskiego, najbardziej oddanego przyjaciela Republiki, było w ręku wroga.

Republika Cisalpińska, unicestwiona w czasie minionej kampanii, stała się igraszką  w rękach groteskowego reżimu feudalnego.

Żołnierze, wymaszerowaliście - i oto już ziemia francuska jest uwolniona. W naszej ojczyźnie po przerażeniu i obawach wstępuje w serca radość i nadzieja.

Lud Genui obdarzycie wolnością i niepodległością. Raz na zawsze uwolniony zostanie od swych odwiecznych wrogów.

Stanęliście w stolicy Republiki Cisalpińskiej.

Przerażony nieprzyjaciel pragnie już tylko powrócić w swoje granice. Zabraliście mu szpitale, magazyny i zapasy.

Zakończył się  pierwszy akt kampanii.

Miliony ludzi - słyszycie to codziennie - zwracają się do Was z wyrazami wdzięczności.

Czyż jednak wolno bezkarnie naruszać granice Francji? Czy pozwolicie armii, która napełniła przerażeniem Wasze rodziny, aby powróciła w swoje pielesze? Chwytajcie za broń! Ruszajcie na jej spotkanie. Nie pozwólcie jej cofać się. Zabierzcie jej laury, w które się przystroiła i pokażcie światu, że przekleństwo losu spada na szaleńców, którzy odważają się atakować ziemie wielkiego narodu.

Wszystkie nasze trudy przyniosą nam niczym nie zaćmioną sławę i trwały pokój.

Pierwszy Konsul

Bonaparte

(odezwa opublikowana została 6 czerwca 1800 roku, wg kalendarza rewolucjynego 17 prairiala roku VIII - przyp.tłum.). 
 

V.

Prowadzonych przez generała Monceya 15 000 ludzi postępowało tylko powoli naprzód; maszerowali pułkami. To opóźnienie było niekorzystne. Pierwszy Konsul 6 i 7 czerwca dokonał przeglądu tych oddziałów. 9 czerwca odjechał do Pavii.

Generał Murat 6 czerwca pojawił się pod Piacenzą; nieprzyjaciel miał  tam most i przyczółek mostowy; Murat miał to szczęście, że udało mu się zdobyć przyczółek i prawie wszystkie pontony. Tego samego dnia przejął on depeszę wiedeńskiego ministerstwa do Melasa; zawierała ona dość dziwaczne wiadomości o Armii Rezerwowej Bonapartego, która ponoć w rzeczywistości w ogóle nie istniała. Dlatego rozkazywano Melasowi zdecydowaną kontynuację ofensywy w Prowansji. Minister wojny wyrażał nadzieję, że Genua już skapitulowała i że przybyła tam już armia angielska. Równocześnie pisał do marszałka:

"Konieczne są sukcesy; francuska Armia Renu stoi w sercu Niemiec; zwycięstwa odniesione nad Armią Italii zmuszą Francuzów do jej odwołania, by przyszła z pomocą Prowansji; w Paryżu miały miejsce niepokoje, co zmusiło Pierwszego Konsula do udania się z Genewy z powrotem do Paryża; dwór wiedeński w pełni ufa talentom generała Melasa i waleczności jego zwycięskiej armii we Włoszech."

Korpus obserwacyjny, który mieliśmy na lewym brzegu Dora Baltea i garnizon Ivrei zachowywały się spokojnie. Od 1 czerwca w naszych rękach był fort Bard, a Ivrea zapełniała się amunicją, żywnością i bagażami wszelkiego rodzaju. Melas opuścił Turyn i wydawało się, że skieruje się na prawy brzeg Padu.

Pierwszy Konsul wysłał  należącą do korpusu Monceya dywizję Lapoype, by zajęła pozycje nad Padem od Pavii aż do Dora Baltea, by obserwowała ruchy nieprzyjaciela naprzeciw Piacenzy. Postanowił pomaszerować prawym brzegiem Padu do Stradelli, by odciąć Melasowi drogę do Mantui i zmusić go do przyjęcia bitwy, a równocześnie uwolnić Genuę i zdecydowanym pościgiem przycisnąć nieprzyjaciela do Alp. Generał Lannes na czele awangardy przekroczył 6 czerwca Pad pod Belgiojoso naprzeciw Pavii. 7 czerwca pod Nocettą Pad przekroczył Murat i zajął Piacenzę, gdzie znalazł znaczne zapasy. Następnego dnia pobił korpus austriacki, który go zaatakował i wziął 2 000 jeńców. Generał Murat otrzymał rozkaz pomaszerowania do Stradelli i połączenia się tam z awangardą; w tym ważnym punkcie zebrała się cała armia.

Pośrodku tych wielkich sukcesów, rokujących wielkie nadzieje, dotarła smutna wiadomość: 4 czerwca skapitulowała Genua, a austriacka armia oblężnicza nadciągała w pośpiechu, by połączyć się pod Alessandrią z Melasem. Uciekinierzy z Mediolanu, którzy byli zamknięci w Genui, zameldowali o szczegółach wydarzeń podczas oblężenia. Massena popełnił po kapitulacji niewybaczalny błąd zaokrętowania się na jeden ze statków i udania się do Antibes. Tam udała się również część jego armii; jedynie 8 500 ludzi wyszło z miasta drogą lądową. Oddziały te zatrzymały swoją broń i amunicję. Kapitulacja nie mogła być bardziej honorowa; ale fatalne zarządzenia generała Masseny, które były tym bardziej niewybaczalne, iż wiedział on o przybyciu Pierwszego Konsula nad Pad, zmarnowały wszystkie korzyści warunków kapitulacji. Gdyby Massena po kapitulacji wyszedł z miasta na czele wszystkich swoich oddziałów - a miał wtedy jeszcze do dyspozycji 12 000 ludzi pod bronią i swoją artylerię - a po przybyciu do Voltri natychmiast rozpoczął ponownie operacje wojskowe, sparaliżowałby taką samą liczbę oddziałów austriackich; dywizje generała Sucheta, które maszerowały już na Port Maurizio, połączyłyby się natychmiast z nim i w ten sposób mógłby później na czele około

20 000 ludzi manewrować  przeciwko nieprzyjacielowi. Ale oddziały wyszły bez swojego dowódcy; maszerowały wzdłuż Riwiery Genueńskiej i zatrzymały się dopiero, gdy napotkały generała Sucheta. W ten sposób stracono 3 albo 4 dni, w których oddziały te były bezużyteczne. Wszystkie te straty musiało wyrównać zwycięstwo pod Marengo. 
 

VI.

Pierwszy Konsul widział  teraz, że może liczyć jedynie na swoje własne siły, a przeciw sobie będzie miał całą armię austriacką. Wieczorem 8 czerwca zbliżyły się nieprzyjacielski patrole i obserwowały Francuzów, którzy przeszli przez Pad i biwakowali na prawym brzegu; stwierdziły one, że siły francuskie nie są zbyt liczne, czego efektem był atak awangardy liczącej 4-5 000 Austriaków; ale przez rzekę przeszła już cała awangarda i część francuskiej armii głównej. Generał Lannes odrzucił szturmem nieprzyjacielską awangardę i zajął w przeciągu nocy pozycję bezpośrednio przed armią austriacką, zajmującej Montebello i Casteggio.

Armia ta była dowodzona przez tego samego generała Ott, który prowadził oblężenie Genui. Jego korpus zbliżył się do sił głównych po 3-dniowym marszu. Sądząc po liczbie ognisk, zeznaniach jeńców i dezerterów można było szacować tę część armii austriackiej na 30 batalionów, około 18 000 ludzi.

Generał Lannes zajmował dobrą pozycję, a ponieważ w każdym momencie oczekiwał wzmocnienia, nie mogło mu zależeć na zaatakowaniu wroga; ale generał austriacki rozpoczął o świcie potyczkę. Generał Lannes miał przy sobie jedynie 8 000 ludzi; ale dywizja Victora, która przeszła już przez Pad, była oddalona jedynie o 15 kilometrów. Bitwa była krwawa; Lannes okrył się sławą; jego ludzie dokonywali cudów odwagi. Przybycie około południa dywizji Victora zdecydowało o zwycięstwie. Austriacy bili się z desperacją: byli dumni z sukcesów minionej kampanii i czuli, że ich sytuacja zmusza ich do odniesienia zwycięstwa.

Na pierwszą wiadomość o ataku Pierwszy Konsul pospieszył na pole bitwy; ale w momencie jego przybycia zwycięstwo było już rozstrzygnięte. Nieprzyjaciel stracił 3 000 zabitych i 6 000 jeńców; na polu bitwy piętrzyły się stosy ciał, Lannes był spryskany krwią; jego oddziały wypełniało poczucie dobrze spełnionego obowiązku; były skrajnie zmęczone, ale pijane ze szczęścia.

10, 11 i 12 czerwca Pierwszy Konsul pozostał na pozycjach w Stradelli; czas ten poświęcił  na skoncentrowanie swojej armii i zabezpieczenie linii odwrotu przez zbudowanie 2 mostów na Padzie. Nie było już powodu do nadmiernego pośpiechu: Genua już padła. Drogami górskimi posłał pewnych ludzi z rozkazem dla generała Sucheta, by maszerował przez przełęcz Cadibony nad Scrivię.

Nieprzyjaciel miał  bardzo silną kawalerię i liczną artylerię. Oba te rodzaje broni nie zaznały jeszcze żadnych strat, podczas gdy nasza kawaleria i artyleria była o wiele mniej liczne; ryzykiem było zatem zdecydowanie się na bitwę na nizinie pod Marengo. Gdyby wróg zdecydował się na marsz powrotny do Mantui, musiałby przejść przez Stradellę i najpierw rozbić armię francuską. Pozycja pod Stradellą wydawała się być stworzoną dla armii francuskiej; nieprzyjacielska kawaleria nie mogła tam niczego zdziałać, a posiadająca dużą przewagę artyleria byłaby tam mniej skuteczna niż w innym miejscu. Prawe skrzydło armii Pierwszego Konsula opierało się o Pad i niemożliwe do przebycia bagna w pobliżu rzeki; centrum, stojące na trakcie, miało oparcie w okazałych wioskach z solidnymi kamiennymi domami; lewe skrzydło stało na stromym i wysokim wzgórzu. 
 

VII.

Desaix, który powrócił  z Egiptu i odbył w Tulonie kwarantannę, przybył 11 czerwca wraz ze swoimi adiutantami Rapp i Savary do kwatery głównej w Montebello. Przez całą noc Pierwszy Konsul i Desaix prowadzili długie rozmowy o wszystkim, o wydarzeniach w Egipcie po wyjeździe Napoleona, o szczegółach kampanii w Górnym Egipcie, o rokowaniach w El Arisz, o wielkiej armii tureckiej Wielkiego Wezyra, w końcu o bitwie pod Heliopolis i aktualnej sytuacji armii francuskiej.



- Desaix, jak mógł  Pan umieścić swoje nazwisko pod kapitulacją z El Arisz? - zapytał Pierwszy Konsul.

- Uczyniłem to - odpowiedzia Desaix - i uczyniłbym to ponownie, bo głównodowodzący generał  Kleber nie chciał pozostać w Egipcie; w armii, która przebywa w obcych krajach i poza granicami wpływów rządu, postanowienia jej dowódcy są 5/6 tego, do czego jest ona zdolna. W stosunku do armii Wielkiego Wezyra, którą obserwowałem z bliska, odczuwałem ciągle największą pogardę, pisałem do Klebera, że jestem gotów sam na czele mojej dywizji rozgonić ją. Gdyby Pan mnie pozostawił dowództwo w Egipcie i zabrał ze sobą Klebera do Francji, utrzymałbym tę piękną prowincję, a Pan nigdy nie usłyszałby słowa kapitulacja. W końcu przebieg wydarzeń obrócił się na dobre, a Kleber pod Heliopolis naprawił popełniony przez niego przed 6 miesiącami błąd.

Desaix płonął  żądzą wykazania się. Jego serce krwawiło jeszcze od złego potraktowania go w Livorno przez admirała Keitha; łaknął zemsty (Desaix w trakcie podróży powrotnej z Egiptu został w pobliżu wysp Hyeres wzięty do niewoli przez angielską fregatę "Dorothy" i odstawiony do Livorno, gdzie mimo posiadania paszportu wystawionego przez Sidneya Smitha, został zamknięty w szpitalu i wraz ze swoimi towarzyszami uznany przez admirała Keitha za jeńców wojennych; na podstawie decyzji przysłanej z Londynu zwolniony 29 kwietnia i odesłany do Tulonu - przyp.tłum.). Pierwszy Konsul natychmiast powierzył mu dowództow dywizji Boudeta. 
 

VIII.

Melas miał swoją kwaterę główną w Alessandrii; od 2 dni skoncentrowana tam była cała jego armia. Jego położenie było krytyczne, utracił bowiem swoją linię komunikacyjną. Im dłużej zwlekał z podjęciem decyzji, tym gorsza była jego sytuacja, bo z jednej strony do jego tyłów zbliżał się korpus Sucheta, z drugiej strony armia Pierwszego Konsula z każdym dniem umacniała się na swoich pozycjach pod Stradellą.

Mimo tego Melas nie ruszał  się. W swoim położeniu miał 3 możliwości:

Po pierwsze: na czele swoich przewyższających sił rozbić armię Pierwszego Konsula, osiągnąć Piacenzę i odbudować swoje linie komunikacyjne w kierunku Mantui.

Po drugie: przejść Pad pod Turynem albo pomiędzy tym miastem i ujściem rzeki Sesia i podążyć pospiesznymi marszami przez Ticino, dotrzeć do Mediolanu przed armią Pierwszego Konsula, przeciąć jej linie komunikacyjne i wyprzeć ją za Addę.

Po trzecie: rzucić  się z Alessandrii w kierunku Novi, oprzeć się o Genuę  i wykorzystując wsparcie angielskiej eskadry admirała Keitha w żadnym wypadku nie podejmować ofensywy przed przybyciem zebranej już w Mahon armii angielskiej. Armia austriacka była pewna, że nie zabraknie jej ani żywności ani amunicji; mogła liczyć nawet na pewne wzmocnienia, gdyż przez swoje prawe skrzydło miała połączenie z Florencją i Bolonią, w Toskanii stała neapolitańska dywizja, a ponadto miała łączność z wybrzeżem morskim. Ze tej pozycji Melas mógł, kiedy tylko by chciał, wrócić do Mantui, gdyby przesłał z Toskanii drogą morską większą część swojej ciężkiej artylerii.

Generał Lapoype, zajmujący pozycje wzdłuż Padu, miał rozkaz powolnego wycofania się w kierunku Ticino, gdyby nieprzyjaciel przeszedł na lewy brzeg. Tam dołączyłoby do niego 5-6 000 ludzi, które mógłby zebrać dowodzący w Mediolanie generał Moncey. Te 10 000 ludzi byłoby wystarcząjącą liczbą, by powstrzymać przeprawę przez rzekę i dać czas Pierwszemu Konsulowi na przekroczenie po dwóch istniejących mostach rzeki Ticino.

Po południu 12 czerwca Pierwszy Konsul zaczął się niepokoić bezczynnością  Melasa, która go dziwiła. Obawiał się, że armia austriacka znajduje się już w Genui, maszeruje w kierunku Ticino albo przeciwko korpusowi Sucheta, by po jego zgnieceniu, zwrócić się przeciwko niemu. Postanowił więc opuścić Stradellę i przeprowadzić wielkie rozpoznanie w kierunku Scrivii, by móc właściwie zareagować na ruchy podjęte przez wroga. Wieczorem armia francuska zajęła pozycję nad Scrivią; Tortona została zablokowana, kwatera główna przeniesiona do Voghery. Podczas tych manewrów Pierwszy Konsul nie otrzymał żadnych wiadomości o nieprzyjacielu. Zauważono jedynie kilka patroli kawalerii wroga, z pojawienia się których nie można było wywnioskować, czy armia nieprzyjacielska znajduje się na nizinach Marengo. Pierwszy Konsul nie wątpił już, że armia austriacka umknęła.

O świcie 13 czerwca przeszedł on przez Scrivię i pomaszerował do San Giuliano, miejscowości leżącej w środku niezmierzonej niziny pod Marengo. Lekka kawaleria prowadziła rekonesanse, nie potrafiła jednak znaleźć śladu nieprzyjaciela; nie było już żadnych wątpliwości: był on w trakcie wykonywania jakiegoś manewru; bo gdyby chciał czekać na armię francuską, nie oddałby tak korzystnego pola walki, jakim była, mając na uwagę możliwość rozwinięcia jego przewyższającej liczebnie przeciwnika kawalerii, nizina koło Marengo. Można było przyjąć, że maszeruje w kierunku Genui.

W wyniku tego Pierwszy Konsul wysłał w wielkim pośpiechu korpus Desaixa (dywizje generałów Boudet i Monnier - przyp.tłum.) jako awangardę na skrajne lewe skrzydło z rozkazem pilnowania traktu prowadzącego z Novi do Alessandrii. Dywizji Victora rozkazał marsz do Marengo i wysłanie patroli w kierunku Bormidy, by stwierdzić, czy nieprzyjaciel wybudował most na tej rzece. Victor dotarł do Marengo, natrafił tam na austriacką ariergardę w sile 3-4 000 ludzi, zaatakował ją, zmusił do ucieczki i zajął wieś. Jego patrole dotarły z zapadnięciem zmierzchu do Bormidy; zameldowały one, że nie ma tam mostu, a nieprzyjaciel pozostawił w Alessandrii jedynie zwykły garnizon. O armii Melasa nie dostarczyły żadnych wiadomości.

Korpus Lannesa biwakował na prawym skrzydle na ukos w tył od Marengo.

Pierwszy Konsul był  bardzo zaniepokojony. Gdy nastała noc, postanowił udać  się do swojej kwatery głównej, która nadal znajdowała się  w Stradella. Miał nadzieję na otrzymanie wiadomości od generałów Monceya i Lapoype, a także od wysłanych w kierunku Genui agentów, których punktem zbiorczym była właśnie kwatera główna. Ale wody Scrivii wylały. Scrivia jest górską rzeką, która czasami w przeciągu niewielu godzin znacznie przybiera, ale później równie szybko opada. W efekcie tego Pierwszy Konsul pozostał ze swoim sztabem głównym w Torre dei Garoffoli, pomiędzy Tortoną i Alessandrią.

Tak minęła noc.

W tym czasie w Alessandrii od czasu potyczki pod Montebello panowało straszne zamieszanie. Austriacką  radę wojenną napełniły ponure przeczucia. Widziała ona armię austriacką odciętą od jej linii komunikacyjnej i wszystkich jej zakładów i zaklinowaną pomiędzy armie Pierwszego Konsula i generała Suchet. Fortpoczty tego ostatniego przekroczyły już góry i zaczynały pokazywać się za plecami austriackiego prawego skrzydła. Wszystkie umysły opanowało ogromne niezdecydowanie.

Po wielu wahaniach Melas zdecydował się na wysłanie silnego oddziału przeciwko korpusowi Sucheta, podczas gdy reszta jego armii pozostawała pod osłoną Bormidy i cytadeli Alessandrii; ale w nocy z 11 na 12 czerwca otrzymał wiadomość, że Pierwszy Konsul posuwa się w kierunku Scrivii. Wezwał więc 12 czerwca wysłany oddział do powrotu, a noc z 13 na 14 spędził na naradach. Po ożywionych i nawet chwilami burzliwych debatach rada wojenna Melasa doszła do wniosku, że istnienie Armii Rezerwowej jest niepotwierdzone; instrukcje dworskiej rady wojennej wspominały jedynie o armii Masseny; niebezpieczna sytuacja, w której znalazła się armia, musi zostać zapisana na konto ministerstwa, a nie jej dowódcy; w tych nieprzewidzianych okolicznościach dzielni żołnierze mogą wypełnić tylko swój obowiązek; należy rozbić armię Pierwszego Konsula i odzyskać komunikację z Wiedniem. W przypadku powodzenia tej operacji Austriacy, mając w ręku twierdzę Genua, staliby się panami sytuacji; mogliby pomaszerować szybko z powrotem do Nicei i wykonać plan ustalony w Wiedniu. Gdyby jednak przedsięwzięcie to nie powiodło się i bitwa zostałaby przegrana, sytuacja stałaby się okropna; odpowiedzialność za nią leżałaby jednak w pełni po stronie ministerstwa.

Ta decyzja została podjęta jednomyślnie; ze wszystkich stron rozbrzmiał okrzyk: Do broni! Do broni!, i każdy rozpoczął przygotowania do bitwy.

Wszystkie prognozy były korzystne dla armii austriackiej: była bardzo liczna, a jej kawaleria była przynajmniej 3-krotnie liczniejsza od francuskiej. Nie wiedziano wprawdzie dokładnie, jak liczna jest armia Pierwszego Konsula, ale Austriacy, mimo strat poniesionych w bitwie pod Montebello i w potyczkach pod Genuą i Niceą, mieli nadal dużą przewagę.

14 czerwca Austriacy przeszli po 3 mostach Bormidę i zaatakowali Marengo. Opór był  zacięty i trwał długo.

Gdy po odgłosach ożywionej kanonady Pierwszy Konsul zorientował się, że Austriacy przeszli do ataku, wysłał natychmiast rozkaz do generała Desaix, by zawrócił wraz ze swoim korpusem do San Giuliano. Był on oddalony o pół dnia marszu od lewego skrzydła.

Pierwszy Konsul dotarł  o godzinie 10 rano na pole bitwy pomiędzy Marengo i San Giuliano.

Wróg zajął w końcu wieś Marengo; dywizja Victora została po pełnym wielkiej odwagi oporze wyparta i znajdowała się w stanie całkowitego chaosu. Cała nizina pokryta była naszymi uciekinierami, którzy wszystko ze sobą porywali; w kilku miejscach rozległ się nawet straszny okrzyk: wszystko przepadło!

Korpus generała Lannes stał nieco w tyle na prawo od Marengo i rozpoczął walkę  z nieprzyjacielem po tym, jak ten, po zajęciu wioski, rozwinął się  na lewym skrzydle i ustawił w szyku przed naszym prawym skrzydłem, tak, że go prawie oskrzydlił. Napoleon natychmiast wysłał swój batalion gwardii konsularnej, złożony z 800 grenadierów, wyborowych żołnierzy armii i kazał im zająć pozycje przed prawym skrzydłem generała Lannesa, by trzymać nieprzyjaciela w szachu. Sam Pierwszy Konsul pospieszył z 72.półbrygadą na pomoc korpusowi Lannesa, a dywizję rezerwy generała Carra Saint-Cyr posłał do Castel Ceriolo na skrajne prawe skrzydło, by zaatakowała z boku nieprzyjacielskie lewe skrzydło.

W międzyczasie armia rozpoznała w środku niezmierzonej niziny Pierwszego Konsula otoczonego przez jego sztab i 200 grenadierów konnych w ich niedźwiedzich czapach; już sam widok wystarczył, by oddziały nabrały nowej nadziei na zwycięstwo. Powróciło zaufanie we własne siły, uciekinierzy zaczęli zbierać się w kierunku San Giuliano, za lewym skrzydłem generała Lannesa. Ten, zaatakowany przez dużą część nieprzyjacielskiej armii, wycofał się z zimną krwią i w podziwu godnym porządku środkiem niziny. W przeciągu 3 godzin jego korpus cofnął się tylko o 3 kilometry, mimo, że pozbawiony był osłony przed ogniem strzelających kartaczami 80 dział; w tym samym czasie Carra Saint-Cyr maszerował na skrajnym prawym skrzydle w przeciwnym kierunku i obszedł lewe skrzydło Austriaków.

Około godziny 3 po południu powrócił korpus Desaixa; Pierwszy Konsul wskazał mu pozycję na trakcie prze San Giuliano.

Melas uznał bitwę  za rozstrzygniętą; wyczerpany wysiłkiem, przeszedł przez most z powrotem do Alessandrii, pozostawiając swojemu szefowi sztabu, generałowi Zachowi pościg za armią francuską. Ten wierzył, że odwrót odbywać się będzie drogą w kierunku Tortony i dlatego próbował osiągnąć ją za San Giuliano. Ale na początku bitwy Pierwszy Konsul zmienił swoją linię odwrotu, która przebiegała teraz pomiędzy Salo i Tortoną, tak że trakt do Tortony nie miał dla armii francuskiej żadnego znaczenia.

W trakcie odwrotu korpus Lannesa stale schodził z drogi lewemu skrzydłu, zbliżając się  w ten sposób do nowego punktu zbiorczego; Carra Saint-Cyr, tworzący skrajne prawe skrzydło, znajdował się prawie na drodze odwrotu, podczas gdy generał Zach wierzył, że oba te korpusy nie mają ze sobą kontaktu.

W międzyczasie dywizja Victora zebrała się ponownie i z niecierpliwością czekała na ponowny kontakt z wrogiem. Cała kawaleria była zebrana na prawym skrzydle korpusu Desaixa oraz za lewym skrzydłem generała Lannesa w okolicy San Giuliano. Kule i granaty padały na San Giuliano; kolumna generała Zacha złożona z 6 000 grenadierów zajęła już lewy skraj wioski. Pierwszy Konsul posłał do generała Desaix rozkaz zaatakowania tej kolumny nieprzyjaciela siłami świeżej dywizji. Desaix natychmiast wydał zarządzenia, by wykonać ten rozkaz. Ale gdy kroczył na czele 200 flankierów 9.półbrygady lekkiej został trafiony kulą karabinową w serce, ginąc na miejscu w momencie, gdy chciał właśnie wydać rozkaz do ogólnego ataku. To wydarzenie pozbawiło Pierwszego Konsula człowieka, którego uważał za najodpowiedniejszego, by został jego zastępcą.

To nieszczęście nie zatrzymało jednak ruchu naprzód. Generał Boudet potrafił  napełnić serca swoich żołnierzy tą samą żądzą, który sam był przepełniony: natychmiast pomścić śmierć uwielbianego dowódcy! 9.półbrygada, która na tym polu walki zdobyła imię L'incomparable (Niezrównanej) okryła się sławą. Równocześnie generał Kellermann na czele 800 dragonów wykonał śmiały atak na środek nieprzyjacielskiego skrzydła: w niespełna pół godziny 6 000 grenadierów zostało stratowanych, rozsieczonych, rozbitych. Zniknęli. Generał Zach wraz ze swoim sztabem dostał się do niewoli.

Generał Lannes natychmiast ruszył do szturmu. Carra Saint-Cyr, stojący na naszym prawym skrzydle klinem do lewej flanki austriackiej, był bliżej mostów na Bormidzie niż nieprzyjaciel. Armia austriacka była w stanie całkowitego pomieszania. Na nizinie było 8-10 000 kawalerzystów; w obawie, że piechota Saint-Cyra przed nimi osiągnie mosty, uciekali galopem, tratując wszystko na swojej drodze. Dywizja Victora w pośpiechu zajęła wieś Marengo. Armia nieprzyjacielska była w rozsypce; każdy myślał tylko o ucieczce. Na mostach na Bormidzie, przez które musieli przejść uciekinierzy, panował niesamowity tłok. Gdy nastała noc, wszystko, co znajdowało się na lewym brzegu, wpadło w ręce oddziałów Republiki.   
 

IX.

Trudno opisać zmieszanie i zwątpienie w szeregach armii austriackiej. Po jednej stronie na brzegu Bormidy stała armia francuska i można było przyjąć, że o świcie przejdzie rzekę; z drugiej strony za plecami jej prawego skrzydła stał Suchet ze swoimi oddziałami.

W którą stronę  wycofać się? Jeżeli poszłaby prosto, zostałaby zepchnięta w kierunku Alp i francuskiej granicy. W prawo, w kierunku Genui, powinna była pomaszerować przed bitwą; ale po klęsce, naciskana przez zwycięską armię, nie mogła liczyć na sukces takiego posunięcia. W tej rozpaczliwej sytuacji Melas postanowił przez całą noc pozbierać swoje oddziały i dać im wypocząć, chowając się za Bormidą pod osłoną cytadeli Alessandrii, by stamtąd, jeżeli byłoby to konieczne, wycofać się za Tanaro; w międzyczasie rozpoczęte miały zostać rokowania mające na celu uratowanie armii przed kapitulacją.

O świcie pojawił  się austriacki parlamentariusz i zaproponował zawieszenie broni. Doprowadziło ono jeszcze tego samego dnia do podpisania konwencji, zgodnie z którą Genua i wszystkie twierdze Piemontu, Lombardii i legacji przekazane miały zostać armii francuskiej. Armia austriacka otrzymała zezwolenie na wycofanie się za Mantuę, unikając w ten sposób niewoli.

Tym samym całe Włochy były oswobodzone.

Generał Melas działał  zgodnie z interesem swojego cesarza, ratując główną część  armii i oddając twierdze, które, słabo wyposażone i obsadzone, nie były w stanie stawiać przez dłuższy czas oporu, a po rozbiciu armii były do niczego nieprzydatne.

Z drugiej strony Pierwszy Konsul brał pod uwagę możliwość przybycia do Genui liczącego 20 000 ludzi korpusu angielskiego; wraz z 10 000 Austriaków, którzy pozostali w twierdzy, uworzyliby oni nową armię. Sytuacja Francuzów, którzy  we Włoszech nie posiadali żadnej twierdzy, była niepewna. Straty poniesione w bitwach pod Montebello i Marengo były duże; wycofana z Genui armia francuska oraz korpus Sucheta też odniosły duże straty, zarówno przed, jak i podczas oblężenia miasta, w trakcie potyczek o Niceę oraz podczas pościgu za Austriakami. Po przekroczeniu Tanaro generał Melas był przez kilka dni zabezpieczony przed wszelkimi atakami; mógł się zatem pozbierać i odpocząć. Zebrana armia austriacka potrzebowała przewagę jednego jedynego dnia marszu, by oderwać się od armii francuskiej; mogła skierować się do Genui albo nocnym marszem osiągnąć Stradellę. Duża przewaga w kawalerii zapewniała jej wiele możliwości ukrycia swoich posunięć; gdyby armii austriackiej udało się ujść, nawet ze stratą swojej artylerii i bagaży, to zdobycie licznych twierdz kosztowałoby wiele czasu i wysiłku.  
 

X.

Generał Suchet maszerował na czele swojego korpusu w kierunku Genui i wkroczył 24 czerwca do miasta, oddanego mu, ku wielkiemu niezadowoleniu Anglików, przez księcia Hohenzollerna. Awangarda nadciągającej z Port Mahon armii, która miała zająć twierdzę, była już bowiem widoczna z portu. Twierdze Tortona, Alessandria, Coni, Fenestrella, Mediolan, Pizzighettone, Peschiera, Urbano i Ferrara zostały wraz z ich artylerią stopniowo przekazane armii francuskiej. Armia Melasa maszerowała dywizjami przez Stradellę i Piacenzę i zajęła swoje stare pozycje za Mantuą.

Radość Piemontczyków, Genueńczyków, Włochów była nie do opisania! Niespodziewanie byli znowu wolni, bez trudów długiej wojny i utrudnień wynikających z oblężeń, które są dla okolicznych miast i krain tak bardzo uciążliwe.

We Francji nie wierzono początkowo we wiadomość o zwycięstwie. Pierwszy kurier, który dotarł do Paryża, należał do jednego z domów handlowych; wyjechał 14 czerwca, między godziną 10 i 12, akurat w tym momencie, kiedy na pole bitwy przybył Pierwszy Konsul. Radość była więc tym większa, gdy otrzymano wiadomość o zwycięstwie Napoleona i wszystkich korzystnych dla Republiki jego skutkach.

Żołnierze Armii Renu wstydzili się nikłości swoich osiągnięć, a szlachetna rywalizacja skłoniła ich do niepodpisywania zawieszenia broni przed zajęciem całej Bawarii.

Oddziały angielskie, które stłoczono na skałach Portu Mahon, cierpiały na wszystkie możliwe choroby i straciły wielu ludzi.

Kilka dni po wspaniałym 14 czerwca wszyscy włoscy patrioci opuścili austriackie więzienia i z triumfem wkroczyli do stolicy swojej ojczyzny (czyli do Mediolanu - przyp.tłum.), witani przez swoich rodaków głośnym okrzykiem: Viva il liberatore dell'Italia! 
 

XI.

17 czerwca Pierwszy Konsul opuścił Marengo i udał się do Mediolanu, gdzie dotarł  w nocy; zastał miasto oświetlone, wypełnione szczęściem i radością. Ogłosił odtworzenie Republiki Cisalpińskiej; ale ponieważ obowiązująca wcześniej konstytucja wymagała kilku poprawek, ustanowił rząd prowizoryczny, by dopiero po podpisaniu traktatu pokojowego ustanowić Reublikę w ostatecznej formie. Intendenta Petiet, który we Francji był ministrem wojny (Claude-Louis Petiet, 1749-1806, minister wojny Francji w latach 1796-1797 - przyp. tłum.) mianował ministrem pełnomocnym i zlecił mu prowadzenie administracji oraz zabezpieczenie potrzeb armii francuskiej, równocześnie jednak prowadzenie dokładnego nadzoru, by zapobiec nadużyciom.

Również Republika Liguryjska została odbudowana i odzyskała swoją niepodległość.

Gdy Austriacy byli władcami Piemontu, nie przywrócili królestwa, lecz zarządzali krajem dla własnych korzyści. W tej sprawie panowała sprzeczność z Rosjanami, którzy życzyli sobie powrotu na tron Ligurii jej króla (Karol Emanuel II, 1751-1819, król Sardynii i Piemontu w latach 1796-1802. Pozbawiony przez Francję tronu w 1798roku tronu, osiadł na Sardynii, gdzie po śmierci swojej żony Klotyldy w 1802 roku abdykował na rzecz brata Wiktora Emanuela I, zachowując tytuł księcia Sabaudii - przyp.tłum.). Książę opuścił Sardynię i znajdował się w Toskanii, ale nie otrzymał pozwolenia udania się do Turynu. Pierwszy Konsul osadził w Piemoncie prowizoryczny rząd i mianował generała Jourdana ambasadorem Republiki Francuskiej. Generał ten, którego zachowanie w dniu 18 brumaire'a było dwuznaczne, był pełen wdzięczności, że Pierwszy Konsul nie tylko całkowicie zapomniał minione wydarzenia, lecz dał mu nawet wyraźny dowód zaufania. Cały swój zapał poświęcił działaniom dla dobra ogółu.

Nawet jeżeli generał  Massena popełnił błąd zaokrętowując się w Genui, zamiast poprowadzić swoją armię drogą lądową, to jednak dowiódł siły charakteru i energii; przemawiały za nim również zasługi oddane w pierwszych kampaniach i ostatnio pod Zurychem. Pierwszy Konsul mianował go dowódcą Armii Italii.

Sprawy Republiki Francuskiej wymagały obecności Pierwszego Konsula w Paryżu. 5 messidora (24 czerwca) odjechał; podróżował przez Turyn, gdzie przebywał tylko przez 2 godziny, by zwiedzić cytadelę, następnie przez Mont Cenis i Lyon, gdzie zatrzymał się, by sprawić przyjemność mieszkańcom i położyć kamień węgielny pod odbudowanie pięknego placu Bellecour. To była wspaniała uroczystość, która odbyła się przy udziale nieprzeliczonego tłumu ludzi.

13 messidora (2 lipca) Pierwszy Konsul całkiem niespodziewanie powrócił w nocy do Paryża; gdy tylko następnego dnia wieść o tym rozniosła się po różnych dzielnicach miasta, wszyscy mieszkańcy tego wielkiego miasta i jego przedmieść pospieszyli i wypełnili dziedzińce i ogrody pałacu Tuileries. Wszyscy robotnicy opuścili swoje warsztaty; cała ludność pchała się do okien w nadziei zobaczenia człowieka, któremu Francja tak wiele zawdzięczała. W parku, na dziedzińcach, na brzegu Sekwany - wszędzie rozbrzmiewały okrzyki radości. Wieczorem bogaci i biedni prześcigali się w oświetleniu swoich domów.

To był naprawdę  piękny dzień!

<<< Wstecz    Dalej >>>





Copyright © 2001 - 2011  NapoleonTeam
Wszelkie Prawa Zastrzeżone