| ||||
| Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni | ||||
|
Wspomnienia Napoleona Tłumaczenie: Kamp |
||
Uwaga: Rozdziały poświęcone swojej pierwszej kampanii we Włoszech Napoleon rozpoczyna szczegółowym opisem geograficznym tego kraju. Fragment ten został pominięty w niniejszym tłumaczeniu, jest to bowiem nic innego, jak wyliczenie niesamowitej ilości nazw rzek i szczytów górskich, które można sobie łatwiej przyswoić studiując mapę północnych Włoch. Ponadto w rozdziale poprzedzającym opis kampanii Napoleon dokonuje wnikliwej analizy sytuacji polityczno-strategicznej poszczególnych państw Półwyspu Apenińskiego, ich możliwości obronnych, powiązań politycznych, poświęcając szczególną uwagę, ze względu na zakres operacji toczonych podczas kampanii 1796-97, charakterystyce Niziny Padańskiej i jej naturalnych linii obronnych. Dla ułatwienia lektury kolejnych rozdziałów, zdecydowałem się na zamieszczenie tego fragmentu wspomnianego rozdziału, który jest, moim zdaniem, istotny dla zrozumienia przebiegu poszczególnych operacji wojskowych i całej kampanii w północnej części Włoch. Czytającemu poniższy tekst zaleca się, dla lepszego zrozumienia, sięgnięcie po mapę tej części Półwyspu Apenińskiego. Kamp T. I, Roz. 4. Włochy w 1796 roku I. Linie obronne we Włoszech. W 1796 roku można było z Francji przekroczyć Alpy i wkroczyć do Włoch następującymi drogami: Po pierwsze - drogą przez przełęcz Tenda, u podnóża której leżała twierdza Coni (nazwa podana w dialekcie piemonckim, po włosku: Cuneo - przyp.tłum.). Po drugie: przez przełęcz Argentiere, która jednak była niedostępna dla artylerii. Pozycje na przełęczy Susa i fort Demonte broniły doliny rzeki Stura. Po trzecie: z Grenoble lub Briancon przez Mont Genevre, podobnie jak poprzednia, niedostępna dla artylerii. Po stronie piemonckiej leżały twierdze Fenestrelles i Exilles. Po czwarte: przez Sabaudię drogą wiodącą przez Chambery i Mont Cenis. Jednak pomiędzy Lans-le-Bourg aż do La Novalais droga ta była nieprzejezdna dla wozów, a dolina była broniona przez twierdze Susa i La Brunette. Po piąte: przez Tarentaise, przez przełęcz Małego św.Bernarda Po szóste: przez szwajcarski kanton Wallis (Valais), przez przełęcz Dużego św.Bernarda Obie ostatnie drogi były nieprzejezdne dla wozów, a wyjścia z doliny i dostępu do niziny strzegł fort Bard. Po siódme: drogą przez Wallis, ale od miejscowości Brieg była, podobnie jak poprzednie, nieprzejezdna. Przejście przez przełęcz Simplon było tak
samo niemożliwe, podobnie jak przez przełęcze Św.Gotharda i Splügen. W 1812 roku wszystkie wspomniane twierdze: Coni,
Demonte, La Brunette, Susa, Bard i Exilles były zburzone, a 4 drogi główne
otworzyły Alpy dla wozów każdej wielkości. Wiodły one przez Corniche, Mont
Genevre, Mont Cenis i przełęcz Simplon. Te drogi, które kosztowały wiele
milionów i długie lata pracy, przejdą do historii jako najpiękniejsze dzieła
tego rodzaju stworzone przez człowieka. Aby uniemożliwić wkroczenie nieprzyjacielskiej armii od strony Niemiec musiała armia francuska lub włoska zająć linie przebiegające na prawych brzegach rzek mających swoje ujście do Adriatyku na północ od Padu. Linie te, stanowiące osłonę całej doliny Padu, broniące dostępu do półwyspu, są zatem najlepszymi liniami obronnymi. Pozycje na dopływach Padu przecinają również dolinę, nie broniąc jednak dostępu do południowych i środkowych Włoch, wymagają zatem współdziałania dwóch armii, operujących na obu brzegach Padu. Broniące doliny Padu linie obronne wytyczają rzeki Isonzo, Tagliamento, Livenza, Piave, Brenta i Adyga. Linia Isonzo broni całych Włoch, gdyż przebiega wzdłuż granicy państwa. Od Tarvisio aż do Caporetto rzeka przepływa przez niedostępne góry. W Caporetto ma swój początek droga biegnąca przez Cividale do Udine. Na trzecim odcinku tej linii, od Gorizy aż do ujścia Isonzo do morza, istnieją trzy możliwości jej przełamania: koło Gradisca, Gorizy i Montfalcone. Zapleczem tej linii jest wenecka twierdza Palmanova, którą można jednak obejść drogą wiodącą z Pontebba w kierunku Osoppo i Tagliamento. W związku z tym należy w pobliżu Tarvisio zająć odpowiednie pozycje, z których można kontrolować ruch na obu drogach. Linię, biegnącą wzdłuż rzeki Livenza, można na jej lewym skrzydle obejść między Sacile i górami. Livenzy nie można przejść w bród, mimo, że jest niezbyt szeroka, jej bagniste otoczenie skutecznie udostępnia dostęp do rzeki. Linia Piave jest w Montello chroniona przez las, a w dalszym jej biegu, aż do ujścia, przez niedostępne bagna. Ale Piave posiada liczne brody. Żeby rzekę przysposobić do obrony, należałoby ją na tyle zwęzić i podnieść poziom wody, aby uniemożliwić jej przejście w bród. Rzeka ta stanowi linię obrony Wenecji. Linia Brenty, leżąca na zachód od Bassano, poprzecinana jest łatwymi do obrony wąwozami. Jednak pomiędzy Bassano i Brondolo łatwo przejść ją w bród. Główna droga, wiodąca przez przełęcz Brenner od Monachium do Werony i Adygi, umożliwia obejście opisanych powyżej linii. Gdyby więc nieprzyjaciel posiadał armię w Tyrolu i Bawarii, mógłby stamtąd, posuwając się tą drogą, dotrzeć na prawy brzeg Adygi i odciąć stacjonującą wzdłuż tej linii armię od reszty Włoch. Adyga tworzy szóstą i ostatnią linię obrony, bez porównania najlepszą ze wszystkich. Szeroka, o wartkim nurcie, nie posiada na całej swej długości żadnych brodów. Jej szerokość w okolicach Werony wynosi około aż 120 metrów. Linia ta nie stanowi oczywiście osłony dla Wenecji i jej posiadłości na stałym lądzie. Posiadanie na jeziorze Garda uzbrojonych szalup i panowanie nad drogą wiodącą przez fort Rocca d'Anfo zapewnia na tej linii obronę całych Włoch, gdyż w górskich okolicach Brescii, Bergamo i Mediolanu nie istnieje żadna droga prowadząca na nizinę padańską. Linia Adygi składa się z 3 części: pierwsza od jeziora Garda aż do wyżyny koło Rivoli, druga od Rivoli do Legnago, trzecia od Legnago do morza. Pierwszy ze wspomnianych odcinków chroniony jest przez wzniesienia Monte Baldo i pozycje w La Corona, niemożliwym jest przeprowadzenie tamtędy artylerii. Jest to możliwe dopiero po opanowaniu wyżyny koło Rivoli, dokąd prowadzi droga biegnąca na lewym brzegiem Adygi. (.....) Dolinę Padu chronią natomiast linie rzek Mincio, Oglio, Addy i Ticino. Mincio stanowi pierwszą z linii przecinających dolinę Padu. Jest to wąska rzeka, nietrudno ją zatem przekroczyć. Ale gdyby zablokować zasilane przez nią kanały nawadniające, przejście jej w bród stałoby się niemożliwe. Najsilniejszymi miejscami tej linii są twierdze Peschiera i Mantua. (.....) Oglio jest często tak płytka, że jej przejście nie stanowi żadnych problemów. Poza tym na skutek jej niedalekiego położenia od Addy, armia stacjonująca na jej brzegu może w łatwy sposób zostać odcięta od Mediolanu, jak to się często zdarzało w trakcie wojen pomiędzy Wenecją i Mediolanem. Rzeka Adda jest również łatwa do przebycia, twierdze lub umocnione szańce na tej linii konieczne są w okolicach Lecco, Trezzo, Cassano i Lodi, na jeziorze Como niezbędne jest posiadanie szalup z armatami. Twierdza w Pizzighettone jest punktem oparcia dolnej części tej linii. Jako uzupełnienie koniecznym byłoby wybudowanie twierdzy koło Piacenzy i wybodowanie tam mostu. Ticino stanowi dobrą linię obrony, jest szeroki
i głęboki, o wartkim nurcie. Ale dla jej obrony koniecznym jest utrzymywanie
przyczółka koło Pawii, a jako uzupełnienie konieczne byłoby wybudowanie
umocnień koło Stradelly, dla zatrzymania nieprzyjaciela na prawym brzegu Padu.
T. I, Roz. 5. Bitwa pod Montenotte I. Plan kampanii. - II. Siła i pozycje armii.
- III. Przybycie Napoleona do Nicei (koniec marca 1796). - IV. Bitwa pod
Montenotte (12 marca). - V. Bitwa pod Millesimo (14 kwietnia). - VI. Potyczka
pod Dego (15 kwietnia). - VII. Potyczka pod San Michele (19 kwietnia); Bitwa pod
Mondovi (22 kwietnia). - VIII. Zawieszenie broni w Cherasco (28 kwietnia). - IX.
Czy należy przekroczyć Pad i oddalić się od Francji? - X. Adiutant Murat wysłany
do Paryża z wiadomościami o odniesionych zwycięstwach. I. Król Sardynii, z powodu militarnego i geograficznego położenia jego kraju, nazywany Strażnikiem Alp, w 1796 roku posiadał na wszystkich wyjściach z alpejskich wąwozów do Piemontu umocnione twierdze. Żeby przemocą przekroczyć Alpy konieczne było opanowanie jednej lub nawet kilku z tych twierdz. Ale stan dróg uniemożliwiał transport artylerii oblężniczej. Ponadto trzy czwarte roku góry są pokryte śniegiem, co znacznie ogranicza czas ewentualnego oblężenia. Napoleon postanowił więc obejść Alpy i wtargąć do Włoch w miejscu, gdzie kończą się wysokie góry i zaczynają Apeniny. Najwyższym szczytem Alp jest Mont Blanc. Od jego zboczy góry opadają aż do Adriatyku i Morza Śródziemnego, do Monte San Giacomo, gdzie zaczynają się Apeniny, które wznoszą się stopniowo aż do Monte Velino w pobliżu Rzymu. Monte San Giacomo jest tym samym najniższym punktem Alp i Apeninów, gdzie te jedne kończą się, a te drugie zaczynają. Umocniony port Sawona, dzięki swojemu położeniu, mógł służyć jako punkt zbiorczy i bazę. Odległość od tego miasta do La Madonna wynosi zaledwie 5 kilometrów, a oba miasta łączy wygodna droga. La Madonna i Carcare dzieli 10 kilometrów. Ten odcinek można było w ciągu kilku dni przygotować dla artylerii. Od Carcare prowadzą drogi do centrum Piemontu i Montferrat. Ten punkt był jedynym miejscem, w którym można było wmaszerować do Włoch bez konieczności przekraczania gór. Wzniesienia są tutaj tak nieznaczne, że później, w czasach Cesarstwa, opracowano plan wybudowania drogi wodnej łączącego Adriatyk z Morzem Liguryjskim, z wykorzystaniem Padu, Tanaro i Bormidy. Od tej ostatniej planowano budowę kanału zaopatrzonego w śluzy.
Wkraczając przez Sawonę, Cadibonę, Carcare i
brody Bormidy do Włoch można było mieć nadzieję, dzięki równoczesnemu
zagrożeniu Lombardii i Piemontu, na rozłączenie armii austriackiej i sardyńskiej.
Stamtąd można było tak samo dobrze pomaszerować na Turyn, jak i na Mediolan.
Piemontczycy byli oczywiście zainteresowani obroną Turynu, Austriacy -
Mediolanu. II. Dowódcą nieprzyjacielskiej armii był generał
Beaulieu, doskonały oficer, który swoją sławę zdobył podczas kampanii na północy.
Jego armia wyposażona była we wszystkie środki, które czyniły ją
niebezpiecznym przeciwnikiem. W jej dwukrotnie liczniejszych niż francuskie
szeregach byli Austriacy, Sardyńczycy i Neapolitańczycy, które mogły być
jeszcze wzmocnione żołnierzami Neapolu, Państwa Kościelnego, Modeny i Parmy.
Podzielona była ta armia na dwie części. Pierwsza, austriacka armia polowa,
składała się z 4 dywizji piechoty po 42 bataliony, 24 szwadronów i 140
armat. W sumie 45 tysięcy żołnierzy pod dowództwem feldmarszałków-poruczników
d'Argenteau, Melasa, Wukassowicza, Liptaya i Sebottendorfa. Druga, sardyńska
armia polowa, składała się z 3 dywizji piechoty i 1 dywizji kawalerii, w
sumie 24 tysięcy żołnierzy i 60 armat. Dowodzona była przez austriackiego
generała Colli i sardyńskich generałów Provera i Latour. Reszta sił sardyńskich
rozlokowana była jako załogi twierdz albo broniła pod wodzą księcia Aosta
granicy przed francuską Armią Alp. W skład Armii Italii wchodziły 4 dywizje piechoty i 2 dywizje kawalerii dowodzone przez generałów Massena, Augereau, Laharpe, Serurier, Stengel i Kilmaine, 25 tysięcy piechoty, 2 tysiące kawalerii, 2,5 tysięcy artylerii, inżynierii itd. W sumie pod bronią stało 30 tysięcy ludzi. Według spisów ministerstwa wojny armia liczyć miała wprawdzie 106 tysięcy, spóśród których jednak 36 tysięcy poległo, dostało się do niewoli lub zdezerterowało. Już od dawna zamierzano przeprowadzić rewizję i skreślić nieobecnych z listy. 20 tysięcy wchodziło w skład 8.dywizji stacjonującej w Tulonie, Marsylii, Awinionie i u ujścia Rodanu. Dywizja ta mogła mogła być użyta jedynie do obrony Prowansji i otrzymywała swoje rozkazy bezpośrednio od ministerstwa. W rzeczywistości zatem siły francuskie na lewym brzegu Varu liczyły 50 tysięcy, z czego 5 tysięcy leżało w szpitalach, a 7 tysięcy stanowiło rezerwę piechoty, artylerii i kawalerii. Wśród tej ostatniej 2,5 tysiąca kawalerzystów była spieszona. Pozostawało 38 tysięcy zdolnych do walki, z których jednak 8 tysięcy piechoty i artylerii stacjonowało w garnizonach Nicei, Villefranche, Monako, pilnowało Saorgio na Riwierze Genueńskiej i grzbietu Alp od przełęczy Argentiere aż do Tanaro. Kawaleria była w złym stanie, mimo, iż dla odpoczynku przez dłuższy czas stacjonowała nad Renem. Tam jednak brakowało zaopatrzenia. Arsenały Nicei i Antibes były dobrze zaopatrzone w artylerię, brakowało jednak śródków transportowych, przede wszystkim koni. Braki w kasie państwowej były tak rażące, że
rząd, mimo wszelkich wysiłków, dla rozpoczęcia kampanii oddał do kasy
armii jedynie 2 tysiące ludwików w gotówce i milion franków w wekslach.
Armii brakowało wszystkiego, od Francji nie mogła niczego oczekiwać, jedyną
jej nadzieją były zwycięstwa. Tylko na włoskich nizinach można było uporządkować
zaprzęgi, znaleźć konie dla artylerii i kawalerii, odzież dla żołnierzy.
Ale armia liczyła jedynie 30 tysięcy i 30 armat, naprzeciw jej stało 80 tysięcy
i 200 armat. Gdyby armia ta stanęła do decydującej bitwy, to przy tak
zdecydowanej przewadze liczebnej przeciwnika, niedostatku artylerii i kawalerii,
bez wątpienia nie byłaby w stanie stawić większego oporu. Musiała zatem
liczebny niedobór wyrównać szybkim marszem, braki w artylerii - zręcznym
manewrowaniem, słabość kawalerii - wyborem odpowiednich pozycji. A to armia
francuska potrafiła. Stan moralny żołnierzy był imponujący - oni zdobyli
szczyty Alp i Pirenejów oraz wygrali wojnę. Niedostatki, bieda i głód są właściwą
szkołą dobrego żołnierza. III. 27 marca Napoleon przybył do Nicei (2 marca 1796 roku generał Bonaparte został mianowany dowódcą Armii Italii - przyp. tłum.). Obraz o stanie armii, który roztoczył przed nim generał Scherer (dowódca Armii Italii od 29 września 1795 do 2 marca 1796 - przyp. tłum.), przedstawiał jeszcze gorszą sytuację, niż można to sobie było wyobrazić. Zaopatrzenie w chleb było niedostateczne, mięso nie było już dawno rozdzielane. Dla transportu żywności armia posiadała jedynie 500 mułów. Każdy miniony dzień pogarszał sytuację, nie należało tracić ani chwili. W miejscu, gdzie armia aktualnie przebywała, nie mogła ona przeżyć, musiała pójść naprzód albo wycofać się. Napoleon wydał rozkaz wymarszu, chciał zaskoczyć
przeciwnika już na początku kampanii, ogłuszyć go gwałtownymi i rozstrzygającymi
uderzeniami. Kwatera główna od początku wojny nie opuściła Nicei, on przeniósł
ją natychmiast do Albenga. Już od dłuższego czasu służby administracyjne
czuły się w Nicei jak w domu i interesowały się więcej własną wygodą niż
potrzebami armii. Napoleon przyjął paradę armii i skierował do niej następujące słowa: "Żołnierze! Jesteście głodni, nadzy i bosi; rząd ma u was wielki dług, a nie może dla was nic zdziałać. Cierpliwość i odwaga, jaką okazujecie wśród tych skał, przynoszą wam zaszczyt. Nie przysparza to wam jednak chwały i nie okrywa was blaskiem sławy. Chcę was poprowadzić w najżyźniejsze równiny świata. Zawładniecie bogatymi prowincjami, wielkie miasta wpadną w wasze ręce. Znajdziecie tam chwałę, sławę i bogactwa. Żołnierze Armii Italii, czyżby miało zabraknąć wam odwagi i wytrwałości?" Ta przemowa tego młodego, 26-letniego generała,
przywołującego wspomnienia Tulonu, Saorgio i Cairo zostały przyjęte głośnym
aplauzem. Żeby uniknąć przedzierania się przez Alpy i
wkroczyć do Włoch przez przełęcz Cadibona, cała armia musiała skoncentrować
się na swoim skrajnym prawym skrzydle. Byłoby to niebezpieczne przedsięwzięcie,
gdyby nie fakt, że Alpy pokryte były jeszcze grubą warstwa śniegu. Przejście
z pozycji defensywnych do ofensywnych jest jednym z najniebezpieczniejszych
manewrów. Serurier zajął ze swoją dywizją stanowiska w Garessio, by
obserwować obóz generała Colli koło Ceva. Massena i Augereau stali w
okolicach Loano, Finale i Sawony. Laharpe przyjął pozycje zagrażające Genui,
jego awangarda, pod dowództwem generała Cervoni, zajęła Voltri. Wysłannik
francuski zażądał od Senatu Genui wydania kluczy Gavi i swobodnego przemarszu
przez przełęcz Bocchetta. Wyjaśnił przy tym, że Francuzi zamierzają
wkroczyć do Lombardii, opierając swoje operacje o Genuę. W mieście zapanowało
niesamowite podniecenie - Senat i Rady ogłosiły niezmienność swojego
stanowiska. Skutki tego można było natychmiast odczuć w Mediolanie. IV. Na wieść o ruchach armii francuskiej, wytrącony ze swojego spokoju Beaulieu, w wielkim pośpiechu podążył na pomoc Genui. Przeniósł swoją kwaterę do Novi, podzielił armię na 3 korpusy: prawe skrzydło, złożone z armii piemonckiej pod dowództwem Colli, z jego kwaterą główną w Ceva, otrzymało polecenie obrony Stura i Tanaro. Centrum, stojące pod rozkazami Argenteau, założyło swoją kwaterę główną w Sassello i rozpoczęło marsz w kierunku Montenotte, planując uderzyć na lewe skrzydło maszerującej w kierunku Genui armii francuskiej. Beaulieu osobiście wyruszył ze swoim lewym skrzydłem przez przełęcz Bocchetta do Voltri, żeby osłonić Genuę. Na pierwszy rzut oka zarządzenia te wydają się być zrozumiałe, biorąc jednak pod uwagę ukształtowanie terenu, można zauważyć, że Beaulieu rozproszył swoje siły. Między jego centrum i lewym skrzydłem nie było innego połączenia, jak tylko przez obejście gór, podczas gdy ustawienie armii francuskiej umożliwiało jej koncentrację w przeciągu kilka godzin i uderzenie wszystkimi siłami w to, czy inne nieprzyjacielskie ugrupowanie. W wypadku rozbicia któregoś z austriackich korpusów, pozostałe zmuszone były do odwrotu. Generał d'Argenteau, dowodzący centrum nieprzyjacielskiej armii, 10 kwietnia rozbił swój biwak poniżej Montenotte. Następnego dnia pomaszerował w kierunku Montelegino, żeby przez La Madonna dotrzeć do Sawony. Pułkownik Rampon, któremu powierzono obronę trzech szańców w Montelegino (Antoine-Guillaume Rampon, wówczas szef brygady 21.półbrygady piechoty liniowej, za obronę Montelegino awansowany przez generała Bonaparte na polu bitwy do stopnia generała brygady - przyp.tłum.), na wiadomość o zbliżaniu się nieprzyjaciela, wysłał na jego spotkanie rekonesans. Oddział francuski potykał się od godziny 12 do 2 po południu z nieprzyjacielem, po czym wycofał się do szańców. D'Argenteau próbował szturmem zdobyć szańce, ale trzy kolejne ataki zostały przez Rampona odparte. Ponieważ w szeregach austriackich dało się zauważyć znużenie, d'Argenteau postanowił w dniu następnym obejść stojące na jego drodze umocnienia, chcąc w ten sposób zmusić obrońców do kapitulacji. 10 kwietnia Beaulieu wyruszył w kierunku Genui. Jeszcze tego samego dnia zaatakował on generała Cervoni pod Voltri. Ten bronił swoich pozycji przez cały dzień, zajął jednak następnego dnia nowe na Monte della Forca, skąd wycofał się w przeciągu nocy i dołączył do macierzystej dywizji Laharpe, która o świcie 12 kwietnia zajęła pozycje za plecami pułkownika Rampon w Montelegino. W przeciągu nocy Napoleon rozkazał dywizjom Augereau i Massena maszerować w kierunku Montenotte, tej pierwszej przez Castelazza, tej drugiej przez przełęcz Cadibona. 12 kwietnia d'Argenteau był okrążony ze wszystkich stron. Jego korpus, zaatakowany od czoła przez dywizję Laharpe, od tyłu i na skrzydłach przez dywizję Massena, został doszczętnie rozbity, jego żołnierze zginęli, dostali się do niewoli albo zbiegli. 4 sztandary, 5 armat i 2000 jeńców były dowodami zwycięstwa. W tym samym czasie Beaulieu zjawił się w
Voltri, gdzie jednak nikogo nie zastał. Nawiązał jedynie bez przeszkód
kontakt z angielskim admirałem Nelsonem. Dopiero w przeciągu 13 kwietnia
dowiedział się o porażce pod Montenotte i wkroczeniu Francuzów do Piemontu.
Musiał zatem zawrócić i pomaszerować tą samą, złą drogą z powrotem. Z
tego powodu wystąpiło tak spore opóźnienie, że tylko część jego oddziałów
dotarła dwa dni później do Millesimo, a ponadto Beaulieu był zmuszony
pozostawić swoje magazyny w Voltri i La Bocchetta. V. 12 kwietnia kwatera główna armii przybyła do Carcare. Piemontczycy wycofali się do Millesimo, Austriacy do Dego. Łączność między oboma pozycjami zapewniała piemoncka brygada, stacjonująca na wzgórzach Biestro. W Millesimo armia piemocka zajmowała stanowiska leżące po obu stronach drogi wiodącej w głąb Piemontu. Tutaj dołączył do nich Colli ze wszystkimi jednostkami, które udało mu się odprowadzić z prawego skrzydła. W Dego Austriacy obsadzili drogę prowadzącą do Acqui i dalej, do księstwa Mediolanu. Beaulieu wzmocnił tę pozycję oddziałami przyprowadzonymi z Voltri. Tutaj austriacki generał miał możliwość otrzymania wzmocnienia z Lombardii. Tym samym zabezpieczone były obie główne drogi prowadzące do Piemontu i Mediolanu. Beaulieu miał nadzieję na dłuższe utrzymanie na tych pozycji, co dawałoby mu możliwość ich umocnienia. Mimo zwycięstwa Francuzów pod Montenotte nieprzyjaciel był przekonany, dzięki posiadanej przewadze liczebnej, że hańba tej porażki zostanie wkrótce wymazana. Ale dwa dni później, 14 kwietnia bitwa pod Millesimo otworzyła Francuzom drogi w kierunku Turynu i Mediolanu. Augereau, którego korpus tworzył lewe skrzydło, pomaszerował w kierunku Millesimo, Massena z centrum w kierunku Dego i Biestro, a Laharpe ze swoim prawym skrzydłem zajął wzniesienie koło Cairo. W ten sposób armia francuska zajęła rozciągnięty na 18 kilometrów odcinek. Nieprzyjaciel wzmocnił swoje prawe skrzydlo zajęciem, górującego nad obiema odnogami Bormidy, wzgórza Cossaria. Już 13 kwietnia generał Augereau, którego pułki nie wzięły udziału w bitwie pod Montenotte, zaatakował z takim impetem prawe skrzydło nieprzyjaciela, że wydarł mu wąwozy Millesimo i okrążył wzgórze Cossaria. Austriacki generał Provera wraz z 2 tysiącami ariergardy został odcięty. Pełen zwątpienia wycofał się w ruiny starego zamku i zabarykadował. Z tej wysokości mógł obserwować przygotowania prawego skrzydła armii sardyńskiej do bitwy. Napoleon rozumiał, jak ważne byłoby zajęcie jeszcze 13 kwietnia zamek Cossaria. Ale pozycja ta była, mimo kilkakrotnych ataków, nie do zdobycia. Następnego dnia rozpoczęła się zacięta walka: Massena i Laharpe zajęli po zażartej walce Dego, Menard i Joubert - wzgórza Biestro. Na nic zdały się próby przerwania okrężenia wzgórza Cosssario podjęte przez generała Colli. Provera zrezygnował i złożył broń. 400 jeźdźców z 22.pułku strzelców konnych, 7.pułku huzarów i 15.pułku dragonów podjęło pościg za nieprzyjacielem na drodze do Acqui. Na polu bitwy zostawił on około 30 zaprzężonych armat, 15 sztandarów i 6 tysięcy jeńców, wśród których znajdowało się 2 generałów i 24 wyższych oficerów. Generał Bonaparte był cały czas na polu walki. Tym samym rozłączenie armii austriackiej i
sardyńskiej stało się faktem dokonanym: Beaulieu przeniósł swoją kwaterę
główną do leżącej na drodze do Mediolanu, Acqui, generał Colli wycofał się
do Ceva, żeby zapobiec połączeniu się dywizji generała Serurier z resztą
armii francuskiej i bronić dostępu do Turynu. VI. 15 kwietnia, o 3 nad ranem do Dego przybyła dywizja grenadierów Wukassowicza, maszerująca z Voltri do Sassello. W Dego stacjonowały jedynie nieliczne francuskie bataliony, grenadierzy zatem bez wysiłku zajęli wieś. We francuskiej kwaterze głównej zawrzało: trudno było zrozumieć, skąd nieprzyjaciel wziął się w Dego, skoro posterunki francuskie na drodze do Acqui nie zauważyły żadnego ruchu nieprzyjaciela i nie były nawet niepokojone. Napoleon udał się natychmiast na pole walki. Po 2-godzinnej zaciętej walce Dego zostało odbite, a cała nieprzyjacielska dywizja wybita lub wzięta do niewoli. O zwycięstwie rozstrzygnął, na czele dwóch batalionów piechoty lekkiej, adiutant generalny Lanusse, który w 1801 roku, jako generał dywizji, zginął w Egipcie pod Aleksandrią. Po dwóch nieudannych próbach zdobycia bronionego przez węgierskich grenadierów wzgórza, Lanusse wsadził kapelusz na szpicę szpady i poprowadził swoich żołnierzy do zwycięskiego ataku. Czyn ten, dokonany na oczach dowódcy armii, przyniósł dzielnemu oficerowi awans do stopnia generała brygady. W bitwie zginęli generałowie Causse i Banel, którzy poprzednio walczyli w Armii Pirenejów Wschodnich. Oficerowie, którzy służyli w tej armii, odznaczali się wielkim męstwem.
We wsi Dego Napoleon po raz pierwszy spotkał
szefa batalionu, którego na polu bitwy awansował do stopnia pułkownika; był
to Lannes, późniejszy marszałek Cesarstwa, książę Montebello, oficer
obdarzony wielkim talentem. W przyszłości będzie odgrywał ważną rolę we
wszystkich wielkich wydarzeniach. Po potyczce pod Dego kolejne operacje skierowane był przeciwko Piemontczykom, zadawalając się trzymaniem Austriaków w szachu. Dla ich obserwacji generał Laharpe zajął obóz w San Benedetto nad Belbo. Beaulieu był tak osłabiony, że jedyną jego działalnością było zbieranie i organizowanie na nowo resztek swojego korpusu. Dywizja Laharpe spędziła na swojej pozycji kilka dni, cierpiąc w wyjałowionym kraju na brak środków żywności i transportu. Z tego powodu dywizja dopuściła się kilku wypadków niesubordynacji. Gdy tylko Serurier otrzymał w Garessio wiadomość o bitwach pod Montenotte i Millesimo, zajął wzniesienia w San Giovanni di Murialo i wkroczył do Ceva, w tym samym dniu, w którym na wzgórzach Montezemolo pojawiła się dywizja generała Augereau. 17 kwietnia, po bezskutecznym oporze, Colli opuścił umocniony obóz w Ceva, przekroczył Tanaro i wycofał się za Corsaglia, zajmując równocześnie swoim lewym skrzydłem Madonna di Vico. Tego samego dnia dowódca armii przeniósł swoją kwaterę do Ceva. Nieprzyjaciel zostawił tam artylerię obozową, której nie zdążył zabrać, zadawalając się pozostawieniem w twierdzy garnizonu. Z wyżyn koło Montezemolo roztaczał się wspaniały widok: niezmierzona bujna nizina Piemontu. Pad, Tanaro i kilka innych mniejszych rzek wiły się w oddali. Śnieżno-lodowy łańcuch ograniczał na horyzoncie nieckę ziemi obiecanej. Jak za działaniem czarodziejskiej siły zniknęły te ogromne przeszkody, które zdawały się być granicami innego świata, stworzonego przez naturę, a przez sztukę, bez oszczędzania środków, jeszcze upiększonego. "Hanibal przekroczył Alpy - powiedział Napoleon spoglądając na te góry - a my je obeszliśmy". Trafne słowa, które w największym skrócie opisały sens i ducha tej kampanii. Armia przekroczyła Tanaro i po raz pierwszy
znajdowała się na nizinie. Tutaj potrzebna była kawaleria. Jej dowódca,
generał Stengel przekroczył koło Lesegno rzekę Corsaglia i przemierzał
nizinę dla rozpoznania terenu. Kwatera główna zajęła zamek Lesegno na
prawym brzegu Corsaglia, tuż przy jej ujściu do Tanaro. VII. 19 kwietnia generał Serurier przeszedł przez most w San Michele, żeby zaatakować prawe skrzydło armii generała Colli, podczas gdy Massena przekroczył Tanaro dla zaatakowania lewego skrzydła. Colli rozpoznał niebezpieczeństwo swojego położenia, opuścił w nocy swoje pozycje i odmaszerował na prawo w kierunku Mondovi. Zupełnie przypadkowo pojawił się pod San Michele w tym samym momencie, gdy Serurier przekraczał most. Zaatakowany przez przeważające siły francuski dowódca wycofał się. Mimo przewagi liczebnej przeciwnika, utrzymałby on swoje pozycje, gdyby nie fakt, że jeden z jego pułków piechoty lekkiej zajmował się w tym czasie grabieżą. 22 kwietnia Serurier przemaszerował przez most w Torre, Massena w San Michele, dowódca armii w Lesegno. Wszystkie 3 kolumny skierowały się w kierunku Mondovi. Colli zdążył tam usypać kilka szańców i zająć pozycje pomiędzy Madonna di Vico i Bicocca. Serurier wziął szturmem szaniec koło Bicocca i rozstrzygnął w ten sposób bitwę pod Mondovi. Miasto wraz z jego magazynami wpadło w ręce zwycięzców. Generał Stengel, który na czele około 1000 kawalerzystów posunął się za daleko w pościgu za nieprzyjacielem, został zaatakowany przez dzielną i dobrze wyszkoloną kawalerię piemoncką. Wydał rozkazy, których należy spodziewać się od dobrego dowódcy, ale w czasie odwrotu do swoich oddziałów został śmiertelny trafiony szpadą. Pułkownik Murat, na czele 3 pułków kawalerii odparł Piemontczyków i ścigał ich przez kilka godzin. General Stengel pochodził z Alzacji, był wyróżniającym się oficerem huzarów, służył pod generałem Dumouriez i w innych kampaniach na północy. Był zręczny, rozważny i skrzętny, jednoczył pozytywne cechy młodości z rozwagą dojrzałego człowieka, był prawdziwym oficerem awangardy. 2 albo 3 dni przed swoją śmiercią wkroczył jako pierwszy do Lesegno. Gdy kilka godzin później przybył tam dowódca armii, znalazł wszystko, czego sobie życzył, już wykonane. Przesmyki i brody były skontrolowane, przewodnicy stali gotowi, ksiądz i pocztmistrz byli już przesłuchani, nawiązane zostały kontakty z mieszkańcami, szpiedzy rozesłani na wszystkie strony, listy na poczcie zarekwirowano, a te, w których spodziewano się znaleźć wiadomości o znaczeniu militarnym, przetłumaczone. Poza tym przedsięwzięte zostały wszystkie środki dla zebrania zapasów żywności. Stengel był niestety krótkowidzem, w jego zawodzie wielka wada, która kosztowała go życie. Piemontczycy stracili w tej bitwie 3 tysiące ludzi, 8 armat, 10 sztandarów, 500 zostało wziętych do niewoli, wśród nich 3 generałów. Po bitwie pod Mondovi dowódca armii pomaszerował
w kierunku Cherasco, Serurier do Fossano, a Augereau do Alba. Beaulieu wyszedł
z Acqui z połową swojej armii w kierunku Nizza della Paglia, chcąc odciążyć
Piemontczyków, ale na wiadomość o zawieszeniu broni podpisanym w Cherasco (28
kwietnia 1796 podpisano tam zawieszenie broni między królestwem Sardynii i
Francją - przyp. tłum.), wycofał się w kierunku Padu. VIII. Trzy francuskie kolumny wkroczyły równocześnie do Cherasco, Fossano i Alba. Kwatera główna generała Colli była w Fossano, skąd wyparł go wkrótce Serurier. Cherasco, miejscowość położona u zbiegu rzek Stura i Tanaro, była twierdzą, źle wyposażoną i całkowicie pozbawioną zapasów żywności. A to tylko z tego powodu, że nie leżała bepośrednio na granicy. Zajęcie tej twierdzy było niezwykle ważne, niezwłocznie też przystąpiono do przystosowania jej do obrony. Jej zbrojownie były pełne niezbędnego do tego celu materiału artyleryjskiego. Armia francuska przekroczyła Sturę i wmaszerowała do małego miasteczka Bra. Połączenie dywizji Serurier z resztą Armii Italii umożliwiło przez Ponte di Nava nawiązanie łączności z Niceą. Stamtąd przybyły uzupełnienia dla artylerii i tak dużo sprzętu, ile tylko zdołano zebrać. We wszystkich poprzednich bitwach armia wzbogaciła się ponadto o wiele armat i koni. Te ostatnie zebrano w większości na nizinie w okolicach Mondovi. Kilka dni po wkroczeniu do Cherasco artyleria posiadała dodatkowe 60 armat z zaprzęgami. Żołnierze, którym w ciągu pierwszych 10 dni kampanii nie rozdano żadnej żywności, otrzymywali teraz regularnie zaopatrzenie. Skończyły się rabunki i nieład, towarzyszące z reguły szybkiemu przemieszczaniu się armii, w szeregach przywrócona została dyscyplina. W tym bogatym kraju armia szybko zmieniła swoje oblicze, jej straty nie były aż tak wielkie, jak należałoby oczekiwać. Szybkość marszu, odwaga żołnierzy, a przede wszystkim umiejętność dowódcy armii, postawienia naprzeciw nieprzyjaciela sił równych, a nawet przeważających, seria nieprzerwanych zwycięstw - to wszystko doprowadziło do dużych oszczędności w materiale ludzkim. Poza tym, straty te zostały już uzupełnione; gdy tylko rozniosły się wieści o odniesionych zwycięstwach i dostatku w szeregach armii, zaczęli ze wszystkich stron przybywać żołnierze, przebywający dotychczas w garnizonach i szpitalach genueńskiej Riwiery. Armia francuska żyła do tej pory w tak wielkim
ubóstwie, że aż trudno je opisać - oficerowie od kilku lat otrzymywali tylko
8 franków miesięcznie, sztab generalny nie posiadał nawet koni. Marszałek
Berthier zachował w swoich papierach rozkaz dzienny napisany w Albenga, na
podstawie którego każdy generał dywizji otrzymał gratyfikację w wysokości
3 luidorów. Cherasco leży 45 kilometrów od Turynu, 70 kilometrów od Alessandrii, 80 od Tortony, 110 od Genui i 90 od Sawony. Dwór sardyński stracił orientację i nie wiedział, jakie kroki ma podjąć. Jego armia była zdemoralizowana i częściowo unicestwiona. Armia austriacka miała na celu jedynie obronę Mediolanu. W całym Piemoncie panowało ogromne poruszenie. Ludność nie darzyła dworu ani odrobiną zaufania. W związku z tym dwór sardyński zawierzył Napoleonowi i zwrócił się do niego z prośbą o zawieszenie broni. W szeregach armii francuskiej było wielu zwolenników marszu w kierunku Turynu. Ale była to dobrze umocniona twierdza, jej zdobycie było możliwe jedynie przy pomocy ciężkiego sprzętu oblężniczego. Król Sardynii posiadał jeszcze liczne twierdze i mimo odniesionych niedawno zwycięstw, mógł zwykły przypadek, odwrócenie się szczęścia, wszystko zniweczyć. Gdyby obie armie nieprzyjaciela zdołały się zjednoczyć, posiadałyby, mimo poniesionych strat, nadal przewagę. Przeciwnicy posiadali w dalszym ciągu znaczną ilość artylerii, a przede wszystkim, kawalerię, która nie poniosła żadnych strat. W armii francuskiej panowało, mimo odniesionych zwycięstw, uczucie zdumienia, że możliwe było, biorąc pod uwagę skromność posiadanych środków, odniesienia takich sukcesów. Liczni oficerowie, nawet generałowie nie mogli zrozumieć, jak można było myśleć o zdobyciu Włoch, posiadając tak mało artylerii, tak słabą kawalerię, z armią osłabioną chorobami, która, oddalając się od Francji, z dnia na dzień była jeszcze słabsza. Ślady nastrojów panujących w armii znaleźć można w odezwie, którą dowódca armii skierował do swoich żołnierzy w Cherasco (rozkaz z dnia 26 kwietnia 1796 - przyp. tłum.): "Żołnierze! W ciągu 15 dni odnieśliście 6 zwycięstw, zdobyliście 24 sztandary i 45 armat, wiele twierdz i podbiliście najbogatszą część Piemontu, wzięliście do niewoli 15 tysięcy jeńców, więcej niż 10 tysięcy zabili lub ranili. Byliście pozbawieni wszystkiego, ale wiedzieliście, czym to zastąpić. Wygraliście bitwy nie mając dział, przekraczaliście rzeki bez mostów, odbywaliście długie marsze bez obuwia, nocowaliście na odkrytym polu bez wódki, a często nawet bez chleba. Tylko falangi republikanów, tylko żołnierze wolności byli w stanie do takich wyczynów. Dziękuję wam za to, żołnierze! Wdzięczna Ojczyzna wam przypisze swoje powodzenie. A gdy wasze zwycięstwo spod Tulonu, zapowiadało zwycięską kampanię w 1794 roku, dzisiejsze zwycięstwa przepowiadają jeszcze lepsze czasy. Obie armie, które jeszcze niedawno z zachwałą arogancją wyruszały do ataku, uciekają z przerażeniem przed wami. Ci, którzy wyśmiewali wasze ubóstwo i w skryciu cieszyli się już z tryumfów waszych nieprzyjaciół, dzisiaj są przerażeni i drżą przed wami. Ale żołnierze, jeszcze niczego nie dokonaliście, wiele pozostaje jeszcze do zrobienia. Ani Turyn, ani Mediolan nie należą do was! Prochy zwycięsców Tarkwiniusza (Tarkwiniusz Pyszny, ostatni król Rzymu przed wprowadzeniem Republiki, obalony - przyp. tłum.) deptane są jeszcze przez morderców Basseville'a! Chodzą plotki, że jest wśród was jeden czy drugi, którego odwaga osłabła i który chętniej powróciłby na wysokie szczyty Apeninów i Alp! Nie, w to nie mogę uwierzyć! Zwycięzcy spod Montenotte, Millesimo, Dego i Mondovi płoną z pragnienia niesienia w odległe kraje sławy narodu francuskiego. Wszyscy chcą upokorzyć dumnych króli, którzy odważyliby się założyć nam kajdany! Wszyscy chcą dyktować chwalebny pokój, który zrekompensuje ojczyźnie poniesione przez nią niesamowite ofiary. Każdy chce po powrocie do swojej wioski móc z dumą powiedzieć: byłem w tej armii, która zdobyła Włochy. Przyjaciele, ja obiecuję wam tę zdobycz! Ale musicie mi przysiąc wypełnienie jednego warunku, a mianowicie, że chcecie oszczędzać narody, które wyzwolicie, że zrezygnujecie z tych okropnych rabunków, których dokonują łajdaki podżegani przez naszych wrogów. W innym przypadku nie będziecie wyzwolicielami ludów, lecz ich oprawcami. Nie bylibyście godni francuskiego narodu i ten wyparłby się was. Wasze zwycięstwa, wasza odwaga, wasze sukcesy, krew przelana w bitwach przez waszych zabitych braci - wszystko to przepadłoby, nawet wasza sława i honor. Ja sam i wasi zaufani generałowie, zaczerwieniliby się ze wstydu, że dowodzą taką rozwiązłą i nieposkromioną armią, która nie zna innego prawa jak przemoc. Ale ja nauczę tę garstkę tchórzliwych i okrutnych przestrzegania deptanych przez nich praw człowieczeństwa i kierowania się honorem! Nie zniosę, żeby rabusie skalali laurowe wieńce! Wydane przeze mnie zarządzenia będę ściśle egzekwował. Rabusie będą bez pardonu rozstrzelani. Spotkało to już kilku, a ja z przyjemnością zauważyłem, z jakim zapałem porządni żołnierze tej armii gotowi byli wypełnić ten rozkaz. Ludy Italii, wojsko francuskie przychodzi, aby
skruszyć wasze kajdany. Naród francuski jest przyjacielem wszystkich narodów!
Obdarujcie go zaufaniem; wasza własność, religia i obyczaje będą
poszanowane. My jesteśmy wielkodusznym przeciwnikiem; nasza nienawiść
skierowana jest jedynie przeciwko ciemiężącym was tyranom. Rokowania na temat zawieszenia broni odbyły się w kwaterze głównej, w domu niejakiego Salmatoris, który był wówczas zarządcą na dworze króla Sardynii, a później prefektem pałacu Cesarza Napoleona. Pełnomocnikami króla byli generał Latour i pułkownik Costa (markiz Costa de Beauregard był wówczas szefem sztabu armii Piemontu - przyp. tłum.). Baron Latour był starym żołnierzem, generałem-porucznikiem w służbie sardyńskiej, wielkim wrogiem nowych idei, o ograniczonej wiedzy i przeciętnej inteligencji. Pułkownik Costa, urodzony w Sabaudii, był męzczyzną w sile wieku, potrafił wypowiadać się wykwintnie i robił bardzo korzystne wrażenie. Warunki zawieszenia broni: - wycofanie się króla z koalicji i wysłanie do Paryża wysłannika dla podpisania traktatu pokojowego; do tego czasu obowiązywać będzie przerwa w działaniach wojennych; - przekazanie armii francuskiej, wraz z całą artylerią i magazynami, Ceva, Coni, Tortony, albo alternatywnie Alessandrii; - wszystkie zdobyte do tej pory terytoria pozostaną w posiadaniu armii francuskiej; - wszystkie drogi główne będą udostępnione dla utrzymania łączności pomiędzy armią i Francją; - wojska neapolitańskie opuszczą i przekażą francuskiemu generałowi miasto Valenza, aż do jego przejścia przez Pad; - wszystkie milicje piemonckie zostaną rozwiązane,
a jednostki liniowe rozdzielone na garnizony, tak, aby nie zakłócały ruchu
wojsk francuskich; Od tego momentu Austriacy byli odizolowani i
mogli być ścigani w głąb Lombardii. Do dyspozycji stały teraz też pułki
Armii Alp, których część otrzymała rozkaz wkroczenia do Włoch. Droga do
Paryża skróciła się o połowę. Armia dysponowała nareszcie bazami i zakładami
artylerii, które umożliwiały sprowadzenie sprzętu oblężniczego, pozwalającego
nawet na oblężenie Turynu, gdyby Dyrektoriat nie wyraził zgody na podpisanie
traktatu pokojowego. IX. Po podpisaniu zawieszenia broni i przekazaniu Francuzom twierdz Coni, Tortona i Ceva, zrodziło się pytanie, czy należy posuwać się dalej do przodu i jak daleko? Rozumiano korzyści płynące z zawieszenia broni, dzięki któremu w ręce Francuzów wpadły wszystkie twierdze i dokonał się rozdział armii piemonckiej i austriackiej. Ale czy nie byłoby jeszcze korzystniej, zanim pomaszeruje się dalej, wykorzystać zdobyte środki dla zrewolucjonizowania Piemontu i Genui? Rząd francuski miał prawo odpowiedzieć odmownie na zaproponowane rokowania i określić swoje stanowisko w formie ultimatum. Czy nie byłoby ewentualnie nierozsądnym posunięciem, oddalić się od Francji, przekroczyć Ticino, bez zabezpieczenia dróg ewentualnego odwrotu? Królowie Sardynii byli Francji bardzo przydatni, jak długo byli wierni. Ale przez zmianę swojej polityki w dużym stopniu przyczynili się do szkód odniesionych przez Francję. Co do nastroju panującego aktualnie na dworze sardyńskim nie należało się łudzić; był on opanowany przez arystokrację i kler, nieprzejednanych wrogów Republiki. Czy w przypadku posunięcia się naprzód i odniesienia porażki nie należało obawiać się z ich strony nienawiści i zemsty? Nawet sama tylko Genua była źródłem zaniepokojenia. Rządziła tam w dalszym ciągu oligarchia i niezależnie od tego, jak liczni byli zwolennicy Francji, nie mieli oni na decyzje polityczne żadnego wpływu. Mieszkańcy Genui mogli dyskutować, na tym jednak kończył ich cały wpływ. Oligarchowie rządzili, dowodzili wojskiem i mieli poparcie 8-10 tysiąców chłopów z Fontana Buona i innych dolin, zawsze gotowych do ich obrony. A poza tym: gdzie należało się zatrzymać po przekroczeniu Ticino? Czy należy przekroczyć również pozostałe rzeki niziny włoskiej, Addę, Oglio, Mincio, Adygę, Brentę, Piave, Tagliamento i Isonzo? Czy jest rozsądne, pozostawienie za swoimi plecami tak licznej, wrogo nastawionej ludności? Czy ofensywa nie jest najszybszą i najefektywniejszą, gdy postępowanie naprzód rozłożone jest w czasie, gdy w czasie marszu zakłada się w zdobytym kraju bazy, zmienia rządy, a administrację powierza ludziom, którzy mają te same poglądy i interesy? Czy wkroczeniem na terytorium Republiki Weneckiej, zdolnej do wystawienia 50-tysięcznej armii, nie zmusi się jej mimowolnie do przejścia na stronę nieprzyjaciela? Na wszystkie te pytania odpowiedziano: armia francuska musi wykorzystać swoje zwycięstwa, nie może zatrzymać się wcześniej, zanim nie zajmie najlepszych linii obronnych przeciwko armii austriackiej, która wyruszy wkrótce z Tyrolu i Friulu. Linią taką jest Adyga - stanowi ona osłonę wszystkich dolin Padu, oddziela południowe i środkowe Włochy od północnych i izoluje twierdzę Mantua, która prawdopodobnie zostanie zdobyta, zanim armia nieprzyjacielska ponownie zbierze siły i przyjdzie jej z pomocą. Przeoczenie znaczenia Adygi było przyczyną fiaska kampanii marszałka Villars w 1733 roku. Stał on na czele 50-tysięcznej armii, która w październiku skoncentrowana była w obozie Vivegnano. Jako, że nie miał on przed sobą żadnej nieprzyjacielskiej armii, mógł pomaszerować, dokąd by chciał. Zadowolił się jednak obserwacją, stojąc całą armią u ujścia Oglio na obu brzegach Padu. Zmarnowana w ten sposób okazja nie nadarzyła się powtórnie. 3 miesiące później pojawił się w Serraglio Mercy ze swoją armią. Marszałek Coigny nie wiedział jak wykorzystać swoją przewagę, chociaż w kampanii 1734 roku stał na czele armii mającej zdecydowaną przewagę i zwyciężył w dwóch bitwach, pod Parmą i Guastalla. Manewrował jedynie na przemian po obu stronach Padu. Gdyby obaj marszałkowie porządnie znali topografię Włoch, zająłby Villars już w listopadzie pozycje wzdłuż Adygi, a Coigny wykorzystałby swoje zwycięstwa dla osiągnięcia szybkimi marszami jej brzegów. Stojąc nad Adygą ma się wszystkie możliwości zaspokojenia potrzeb armii, składając ciężar jej utrzymania na barki dużej liczby ludności, a mianowicie Lombardii i Piemontu, Bolonii i Ferrary, księstw Parmy i Modeny. Obawiano się też, że Wenecja może opowiedzieć się przeciwko Francji. Najlepszą metodą, żeby temu zapobiec, jest przeniesienie działań wojennych w przeciągu kilku dni w środek państwa weneckiego. Republika Wenecji jest na taki obrót wydarzeń nieprzygotowana, nie miała ona czasu przeprowadzenia poboru i wydania odpowiednich rozporządzeń. Jeżeli armia francuska pozostanie na prawym brzegu Ticino, Austriacy zmuszą Republikę do podjęcia wspólnych działań lub rzuci się ona sama w austriackie ramiona. Króla Sardynii nie trzeba się więcej obawiać, jego milicje są rozwiązane, Anglicy wkrótce przestaną wspomagać go pieniędzmi. Sytuacja wewnętrzna jest w najgorszym możliwym stanie. Liczba niezadowolonych będzie stopniowo rosła, niezależnie od decyzji podjętych przez dwór. Po gorączce następuje osłabienie. Armia piemoncka liczy teraz 15-18 tysięcy, rozsiane po różnych miastach pułki są zbyt osłabione, żeby utrzymać spokój wewnętrzny. Z innej strony wzrastać będzie niezadowolenie dworu w Wiedniu spowodowane sytuacją w Piemoncie. Cesarz będzie robił królowi Sardynii wyrzuty, że ten zaczął wątpić w powodzenie wspólnej operacji już po pierwszej przegranej bitwie. Tego nie uczynił Wiktor Amadeusz w 1705 roku, kiedy to Vendome (książę Louis Joseph de Vendome, dowódca armii francuskiej na włoskim teatrze wojny podczas hiszpańskiej wojny sukcesyjnej - przyp. tłum.) odniósł zwycięstwo pod Dassano i zmusił księcia Eugeniusza do wycofania się aż na brzeg jeziora Iseo. 3 francuskie armie zajęły wszystkie państwa piemonckie i nawet księstwo Nicei, królowi pozostał już tylko Turyn, a jednak pozostał on wiernym sojusznikiem Austrii. Otrzymał za to nagrodę w roku następnym po bitwie pod Turynem, kiedy odzyskał wszystkie swoje państwa. Nie trzeba też obawiać się oligarchów z Genui. Bezpieczeństwo z ich strony zapewniają ogromne korzyści, jakie czerpią oni z zachowania neutralności. Żeby rozpowszechnić w Piemoncie i Genui idee wolności trzeba rozniecić tam wojnę domową, wzburzyć lud przeciwko arystokracji i duchowieństwu, ale związane jest to z odpowiedzialnością za wzniecone tym samym bratobójcze walki. Docierając do Adygi armia francuska zajmie
wszystkie terytoria austriackie we Włoszech, a także Państwa Kościelnego z
tej strony Apeninów. Będzie tym samym w stanie głosić idee wolności i
obudzić włoską miłość do ojczyzny. Nie będzie przy tym konieczne podburzać
przciwko sobie poszczególne klasy społeczne: arystokrację, mieszczaństwo i
chłopów - wszyscy oni wezwani zostaną do wspólnego odbudowania państwa włoskiego.
Zawołane w Mediolanie, Weronie i Bolonii słowo: "Włochy! Włochy!" wywoła
wspaniały efekt; wygłoszone z prawego brzegu Ticino słowa skłonią Włochów
do zapytania: dlaczego nie idziecie naprzód? X. Pierwszy adiutant, Murat wysłany został najkrótszą drogą, przez Mont Cenis, do Paryża dla przekazania 21 sztandarów oraz tekstu traktatu podpisanego w Cherasco. Jego przybycie z trofeami i dokumentem o podporządkowaniu się króla Sardynii wywołało w stolicy ogromną radość i roznieciło wielki entuzjazm. Adiutant Junot, który wyruszył w podróż po bitwie pod Millesimo i podróżował przez Niceę, przybył wkrótce po nim. W zajmowanej przez Francuzów prowincji Alba
panowała większa niż w innych częściach Piemontu niechęć do władzy królewskiej.
Wielokrotnie dochodziło tam do rozruchów. Gdyby wojna z królem Sardynii musiała
być kontynuowana, znalazłoby się w tej prowincji wielu pomocników. I tak po 14 dniach został osiągnięty pierwszy cel kampanii. Osiągnięto wielkie sukcesy: piemonckie twierdze w Alpach zostały zdobyte; koalicja pozbawiona została jednego z członków, który wystawił 60-70 tysięcy żołnierzy, a co ważniejsze, ze względu na swoje położenie, odgrywał w niej dużą rolę. W przeciągu jednego miesiąca od rozpoczęcia kampanii Zgromadzenie Narodowe 5-krotnie wydawało rezolucję o zasługach Armii Italii dla Francji, a mianowicie na posiedzeniach odbytych 21, 22, 24, 25 i 26 kwietnia, każdorazowo po odniesionym zwycięstwie. Zgodnie z warunkami zawieszenia broni z Cherasco król Sardynii wysłał hrabiego Revel do Paryża na negocjacje pokojowe, w wyniku których 15 maja 1796 roku podpisany został traktat pokojowy. Na jego podstawie Alessandria i Coni zostały przekazane Armii Italii, twierdze Susa, La Brunette i Exilles (twierdze broniące dostępu do Piemontu od strony Alp - przyp. tłum.) zburzono, otwarto przełęcze alpejskie. Postanowienia te oddały króla Sardynii, który poza Turynem i fortem Bard, nie posiadał teraz żadnych umocnień, na łaskę Republiki Francuskiej. |
||
|
|
|||||
|
|||||