Napoleon.org.pl English     Deutsch    
Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni



Pamiętniki

Wspomnienia Lorda Blayney'a
Tom 1, Rozdział 2


Marsz do Fiangerolli oraz atak tej twierdzy... Mijas... Uwagi na temat osób zatrudnianych przez rząd angielski w celu organizowania hiszpańskiego chłopstwa; spostrzeżenia dotyczące wykorzystania sum przekazanych przez Anglię... Dalszy ciąg operacji przeciwko Fiangerolli.

Góry i wąwozy rozciągające się na całym obszarze pomiędzy Calle de la Moralle i Fiangerollą uczyniły nasz marsz wyjątkowo wyczerpującym i uciążliwym, tak, iż ujrzeliśmy twierdzę dopiero około drugiej po południu. Wtedy to natychmiast wysłałem do niej parlamentarzystę z flagą, którego nie przyjęto w fortecy. Wysunięty obszar na zachód od zamku przez jakiś czas dawał osłonę łodziom płynącym wzdłuż brzegu, lecz po przekroczeniu tej granicy znalazły się w zasięgu dział zamku. Natychmiast rozpoczął się ich ostrzał.

Ruszyłem naprzód z oddziałem cudzoziemskim strzelców, wspierany przez cztery kompanie 89 regimentu i wtedy z obu stron rozpoczął się ostrzał. Nasz ograniczał się do ognia karabinowego podczas gdy przeciwnik dysponował dodatkowo artylerią. W tej kanonadzie został śmiertelnie ranny major Grant z 89 regimentu w momencie gdy odbierał ode mnie rozkaz zajęcia linii wzgórz ciągnącej się w kierunku wybrzeża i mogącej dać schronienie całemu regimentowi. Bardzo dotknęła mnie strata tego wartościowego oficera, który po przesłużeniu swych najlepszych lat w 86 regimencie, w odległych Indiach, powrócił z nadzieją spędzenia resztki swych dni w ojczyźnie, lecz uznawszy, iż nadal potrzebuje ona jego usług, nie pozostał obojętny. Dożył powrotu do Gibraltaru i tam został pochowany z całym mu należnym szacunkiem, a cały garnizon był obecny na jego pogrzebie, oddając hołd poległemu żołnierzowi.

Ogień z zamku skupił się na łodziach, z których jedna została zatopiona. Załogi kilku innych poniosły straty mając wśród załogi zabitych i rannych. Uwagę nieprzyjaciela od łodzi odciągnęli moi żołnierze (co było zresztą przyczyną zbliżenia się tak blisko pozycji nieprzyjaciela) co pozwoliło tym łodziom zająć bezpieczniejsze pozycje.

Zamek okazał się być bardziej warownym niż się wcześniej zdawało. Składał się on z dużej twierdzy w kształcie kwadratu, usytuowanej na samym szczycie skalistego wzgórza. W tych okolicznościach w jakich się znaleźliśmy, po otrzymaniu informacji o nadciągającym w naszym kierunku dużym oddziale wojsk nieprzyjacielskich i po chwili namysłu, zmuszony byłem odrzucić plan gwałtownego ataku. Najbardziej być może wskazanego i dającego największe szanse powodzenia. Nie zdecydowałem się nań nie tylko z powodu braku takiej potrzeby w tej chwili, lecz także z powodu wysokich strat w ludziach, jakimi mógłbym okupić ewentualny sukces. A to spowodowałoby brak możliwości obrony zajętej pozycji i dalszych działań zaczepnych.

Po uciszeniu dział zamku na jakiś czas wycofałem najbardziej wysunięte oddziały i w tym samym czasie skierowałem regiment hiszpański na pozycję znajdującą się na wzgórzu górującym nad okolicą, z trudnym do przebycia wąwozem od przedniej strony, doskonałą ochroną przed nagłym atakiem podług opinii kapitana Hardinga z wojsk inżynieryjnych i mojej własnej opinii na ten temat. Natomiast hiszpański pułkownik nieoczekiwanie stwierdził, że jest niedziela i Hiszpanie nie mają w zwyczaju walczyć w święto (taka sama sytuacja miała miejsce pod Talaverą). Stwierdziłem również duże niezadowolenie panujące w tym regimencie z powodu braku księdza, który miałby odprawić mszę świętą. Była to sytuacja w której mogłem jedynie współczuć, nie będąc w stanie pomóc. Należy zauważyć, że podczas całego przebiegu służby w wojskach Jego Królewskiej Mości, zawsze przywiązywałem szczególną wagę do właściwego obchodzenia świąt, nie tylko z powodów religijnych, lecz także z tego powodu, iż dostrzegałem rolę jaką odgrywają uporządkowując wewnętrznie żołnierzy, co czyniło zbędnym częste ich karanie. Jednak w obecnej sytuacji zmuszony byłem powierzyć Kościołowi modlitwy za powodzenie naszego przedsięwzięcia, a uczyniłem to z dużym przekonaniem o słuszności tej decyzji gdy zdałem sobie sprawę, że walczymy przecież o zachowanie porządku, wiary i wolności dla całego narodu przeciwko nagłej napaści ludzi, której cel stanowi, od dwudziestu lat, ruina tych wartości.

Odczuwając potrzebę podjęcia próby przerwania linii komunikacyjnych nieprzyjaciela oraz pozbawienia możliwości przyjścia z pomocą załodze zamku, wysłałem w okolicę Mijas, które znajdują się zaledwie w odległości pięciu mil angielskich, a ośmiu od Fiangerolli, cztery kompanie regimentu hiszpańskiego, o co poprosiłem ich dowódcę wraz z setką Niemców, w celu zajęcia zbiegu biegnących dróg około pół mili od Mijas, przez które to skrzyżowanie przeciwnik musiałby przejść gdyż nie ma tam innej drogi, a skały po obu stronach są nie do przebycia. Do wykonania tego zadania zgłosił się kapitan Mullins, szef oddziału, a chociaż otrzymał ode mnie tylko rozkazy zajęcia pozycji defensywnej, natarczywość Hiszpanów sprawiła, iż musiał przekroczyć swoje kompetencje i wdać się w walkę o miasto gdzie napotkał niespodziewany i zacięty opór i zmuszony został do odwrotu w kierunku głównych sił.

Mijas to małe miasteczko, zamieszkałe przez niespełna tysiąc mieszkańców do którego dostęp jest tak trudny, iż umożliwia niewielkiemu oddziałowi obronę przed górującym nad nim liczbą przeciwnikiem. Jest usytuowane na stoku skalistego wzgórza, które jest niedostępne od strony Fiangerolli. Wiedzie tam jedynie wąska i kręta ścieżka, która okala głęboki skalisty wąwóz. U stóp wzgórza płynie rzeka, która dzieli obszar na dwie części połączone jedynie przez mało dogodny most.

Z powodu przewagi zasięgu dział zamku Fiangerolla kontrolujących wybrzeże, wyładunek artylerii został przesunięty do godzin wieczornych i został wykonany w czasie burzy z ulewą, która trwała przez całą noc i zamieniła strumienie w wartkie rzeki. Lecz żadne trudności ani niebezpieczeństwo nie mogły przemóc wytrwałości i ducha żołnierzy i marynarzy, którzy to jeszcze przed nastaniem świtu przetransportowali baterię złożoną z dwóch dział 12-funtowych i haubicy na odległość 350 jardów od zamku na skaliste wzgórze gdzie trudno jest się wspiąć nawet nieobciążonemu człowiekowi. Następna bateria z działem 32 -funtowym znalazła się na brzegu. Cały oddział ucierpiał tej okropnej nocy gdyż ani oficerowie ani żołnierze nie znaleźli odpoczynku ani schronienia. Tylko przywykli do deszczów tropikalnych mogą sobie wyobrazić jakie ilości deszczu spadły z nieba.

15 października. Przed świtem zaalarmowane zostały straże przednie, a jak tylko ujrzeliśmy nieprzyjaciela rozpoczął się obustronny ciężki ostrzał. Pocisk z naszej baterii zabił prawie całą obsługę nieprzyjacielskiego działa i uciszył je na pewien czas. Ostrzał z artylerii spowodował osunięcie się części muru co wystawiło nieprzyjacielskich żołnierzy na nasz skuteczny ogień karabinowy. Mury okazały się jednak tak solidne, że nasza nieliczna artyleria nie mogła ich skruszyć, a naruszyć by ją mogły dopiero działa 24-funtowe, niemniej jednak, wydawało się, że nasza kanonada wkrótce zmusi ich do poddania się, o ile nie otrzymają natychmiast posiłków. Dlatego też byłem wielce poruszony gdy dowiedziałem się, że nieprzyjaciel otrzymał posiłki przed naszym przybyciem i dlatego można było się spodziewać rychłej wycieczki z zamku na nasze pozycje, dlatego też moim celem stało się ustawienie oddziałów w taki sposób by odeprzeć nieprzyjaciela. W tym samym czasie otrzymałem wiadomość o nadciągającym w wielkiej liczbie od strony Malagi generale Sebastianim. I chociaż dochodzące wiadomości były sprzeczne, wiadomość ta została wkrótce potwierdzona.

Dołączyli do nas przybyli z Sierras podpułkownicy Basset (służący poprzednio w 5 regimencie), Warrington oraz jeszcze jacyś oficerowie, którzy zajmowali się tam tworzeniem organizowaniem chłopstwa, zgodnie z planem rządu brytyjskiego oraz księcia Infantando. Zalety tego planu byłyby nie do przecenienia gdyby tylko przywiązano większą wagę do doboru oficerów.

Oficer, któremu powierza się tak delikatną misję, powinien odznaczać się nie tylko przedsiębiorczością i przytomnością umysłu, ale również znajomością ludzi i doskonałym opanowaniem języka danego kraju, a nadto winien znajdować się w takich sytuacjach, które wymuszą na nim używanie swoich talentów i skłonią do wysiłku w celu uwieńczenia misji powodzeniem. Takie właśnie osoby mogłyby się okazać bezcenne w Hiszpanii, a wiele osób o takich właśnie przymiotach można by bez wątpienia znaleźć w Londynie, trwających w bezczynności, a które to zaakceptować by mogły z chęcią takie zajęcie i z pomocą których można by lepiej zorganizować chłopstwo i przygotować do bardziej efektywnego stawiania oporu, co ostatecznie przyczyniłoby się do uwolnienia ich kraju od bezprawia i okrucieństwa najeźdźców. Uwolnienie się od Maurów jest doskonałym przykładem dla Hiszpanów na to czego może dokonać naród- ten przykład głęboko przemawiał do umysłów wszystkich klas. W tamtej walce, podobnie jak obecnie, Hiszpanie nie byli zrazu zwycięzcami, lecz przegrana bitwa rozbudziła w nich nowy zapał, nauczyła by poprawić niedociągnięcia w dziedzinie wojskowości a skutek ich wytrwałości przyniósł spodziewane owoce. Nie mogę porzucić tego tematu, który przerodził się prawdopodobnie w zbyt długą dygresję, bez oddania sprawiedliwości kapitanowi Milerowi z 95 regimentu, który to, władając biegle językiem hiszpańskim, okazał nieocenione zasługi w jednoczeniu i pozyskiwaniu chłopstwa i posiadł imponującą wiedzę o tym kraju, a w szczególności informacje o trudnych szlakach górskich. Wiadomości uzyskane od tego oficera, z którym miałem okazję się spotkać kilka razy, okazały się być bardzo przydatne.

Nie można tutaj pominąć innego przykładu pozostającego w związku z poprzednimi spostrzeżeniami, dotyczącego przeznaczania przez Anglię dużych sum na wsparcie sprawy hiszpańskiej. Ówczesny brak efektywnej kontroli wydatków mógł doprowadzić do tego, iż nie zawsze pieniądze te były wydawane zgodnie z przeznaczonym na nie celem. W czasie gdy przebywałem w Gibraltarze zastałem tam osobnika o nazwisku Moretti, który przybrał tytuł generała i któremu powierzono rozdział dużych sum pieniężnych, na którym to procederze zdołał się wzbogacić, a na skutek podejrzeń bądź zazdrości rządu hiszpańskiego został odwołany do Kadyksu, w celu poddania się śledztwu, o wynikach którego nie jestem poinformowany. Tego właśnie rzekomego generała spotkałem następnie w Palermo, gdzie był jednym z głównych wykonawców w tamtejszej operze, uchodzącym za wyśmienitego muzyka. Muszę mu oddać sprawiedliwość, iż zdawał się być bardzo przedsiębiorczy i zmyślny w swoim nowym zawodzie, a jego muzyczne talenty zdobywały mu przychylność dam hiszpańskich, które są wielkimi miłośniczkami sztuki. W tym miejscu muszę prosić o wybaczenie z powodu dygresji jakie mogę od czasu do czasu wplatać do moich wspomnień, a które, choć nie zawsze bezpośrednio związane z głównym wątkiem, to przecież ubarwiają to jakże suche sprawozdanie z działań wojennych.

Po upewnieniu się co do wieści o nadchodzącym w wielkiej sile Sebastianim rozważać zacząłem najlepszy sposób obrony mojego małego oddziału o zróżnicowanym składzie. W tym celu, w towarzystwie kapitana Hardinga, nie zważając na ryzyko ostrzału z zamku, dokładnie zbadałem otaczającą nas okolicę. Stwierdziłem, iż ukształtowanie terenu sprzyja działaniom przeciwko twierdzy, lecz nie przeciwko górującemu liczbą przeciwnikowi, którego się rychło spodziewałem, a którego siły szacowane były na 4700 piechoty, 800 kawalerii oraz 16 dział dowodzonych osobiście przez generała Sebastianiniego, podczas gdy moje własne siły składały się obecnie z 1400 żołnierzy i 3 dział. Z powodów podanych wyżej, odnoszących się do decyzji by nie przeprowadzać wyładunku armat za dnia z powodu narażenia na celny ostrzał z zamku, zdecydowany nie zostawiać przeciwnikowi swoich armat, postanowiłem przygotować się jak najlepiej na przybycie nieprzyjaciela. W tym celu zamierzałem poczynić pewne ulepszenia naszej obecnej pozycji, zajmując zrujnowaną wieżę dającą kontrolę nad rozciągającymi się po prawej stronie wzgórzami oraz pobliskim obszarem morskim oddziałem w sile około 50 ludzi, jednak nie dane mi było urzeczywistnić tego zamiaru.

W tym właśnie momencie ukazał się na horyzoncie HMS Rodney wraz z hiszpańskim okrętem liniowym i dowiedziałem się, że na jego pokładzie znajduje się 82 regiment w sile tysiąca ludzi, wysłany z Gibraltaru celem wsparcia moich wysiłków. Odczuwałem wielką potrzebę tego wsparcia, więc niezwłocznie wysłałem łodzie by pomogły w wyładunku żołnierzy.

Moim głównym zmartwieniem była wówczas możliwa szarża oddziałów nieprzyjacielskich na nasze tyły oraz na plażę, dlatego w tym celu udałem się z kapitanem Hall'em do łodzi w celu umieszczenia na każdej z flanek dwóch z nich, tak by kontrolowały pobliski brzeg. Łodzie te znalazły się tak blisko wybrzeża, że można było do nich dostać się i powrócić na brzeg zaledwie w ciągu pięciu minut. Podczas tego przedsięwzięcia zaskoczyła nas desperacka wycieczka nieprzyjaciela z zamku, który w sile 650 ludzi i 60 kawalerzystów uderzył na nasze lewe skrzydło gdzie znajdowały się oddziały hiszpańskie i cudzoziemskie, które salwowały się ucieczką nie stawiając prawie oporu i porzucając całą naszą artylerię. W tej właśnie chwili pierwsze łodzie z posiłkami oderwały się od naszego okrętu liniowego i zaczęły zbliżać się szybko do brzegu co dawało wciąż nadzieję na uwieńczenie tego dnia zwycięstwem z powodu dogodnej pozycji jaką zajmowaliśmy, a także mojej wiary pokładanej w 82 regimencie. Dlatego też błyskawicznie sformowałem 89 regiment i chociaż mój oddział liczył zaledwie 280 ludzi, w ataku na bagnety odzyskałem utraconą baterię. W przygotowaniach do tego ataku ucierpiał mój koń, a chwilę później został ubity, tak więc byłem zmuszony pieszo prowadzić ten atak. Po krótkim, lecz ciężkim starciu, nieprzyjaciel się zachwiał i ustąpił pola. W tej samej chwili jakiś duży oddział pojawił się od czoła, odziany jak oddziały hiszpańskie i rozległ się głos "to Hiszpanie!". Dlatego też wstrzymałem ogień na kilka minut, jednocześnie zmieniając szyk mojego oddziału, również w celu upewnienia się czy zbliżający się oddział to Hiszpanie czy Francuzi. Wkrótce jednak ujrzałem kolumnę zbliżającą się z lewej strony, a na czapkach żołnierzy dostrzegłem numer 4 i orła co dowodziło tego, iż był to 4 pułk złożony z Polaków. Moi żołnierze, po oddaniu paru salw, zaatakowali ten oddział i wywiązała się ciężka walka, w skutek której popadłem w niewolę wraz z ocalałymi z tej walki moimi dziewięcioma żołnierzami.

Tylko ci, których los dotknął w podobny sposób mogą sobie wyobrazić co czułem będąc zmuszonym poddać się tym zawziętym bandytom, którzy obrzucali mnie obelżywymi słowami, lecz również których wściekłości i nieokrzesaniu w dużej mierze zawdzięczam swe życie, dlatego, że tak gęsto mnie obstąpili, że nie mieli miejsca by zadawać swe ciosy z wielką siłą. Rozdarli mi mundur, przetrząsnęli kieszenie i próbowali zedrzeć epolety, a opór jaki stawiłem wobec tego poniżenia jakie mnie spotkało ściągnęło na mnie kilka ciosów zadanych kolbami karabinów, co przyprawiło mnie o nowe rany. Najprawdopodobniej zawdzięczam życie porucznikowi Petit z polskiego pułku, który na szczęście nadjechał w tamtej chwili. Był to jedyny francuski oficer w tym oddziale i jego ludzkie i uprzejme traktowanie wystawia jego krajowi dobre świadectwo.

Tłumaczenie: Rafał Jan Komorowski

<<< Wstecz     Dalej >>>





Teatr wojny w Hiszpanii

Geneza i przebieg wojny w Hiszpanii
 • Preludium

Kampanie, bitwy, potyczki, oblężenia
 • Saragossa 1808
 • Saragossa 1809
 • La Coruna 1809
 • Fuengirola 1810
 • Albuhera 1811
 • Sagunt 1811
 • Ciudad Rodrigo 1812
 • Badajoz 1812
 • Almaraz 1812

Polacy w Hiszpanii
 • Polacy w Hiszpanii
 • Legia nadwiślańska
 • 4 pułk piechoty
 • Ułani nadwiślańscy
 • Somosierra
 • Szwoleżerowie

Uczestnicy wojny
 • M. K. Bronikowski
 • G. J. Chłopicki
 • L. M. Dembowski
 • F. A. Dembiński
 • S. Estko
 • F. Kierzkowski
 • S. Klicki
 • J. Konopka
 • T. Łubieński
 • L. Pac
 • P.A. Sułkowski

W oczach różnych narodowości
 • Albuhera
 • Cataluña
 • Ciudad Rodrigo

Wspomnienia, raporty, listy
 • Saragossa w roku 1809
 • Autobiografia - Smith
 • Żołnierz Daleki
 • Wspomnienia Blayney'a
 • Pamiętniki Rudnickiego
 • Hołownia - Opisanie...
 • Kozłowski - Historya...
 • Łaszewski - Opisanie
 • Wspomnienia Sucheta
 •  Raport Philippona
 •  Dziennik Walla
 •  Raporty Wellingtona
 •  Raporty i pamiętniki

Wojna w Hiszpanii w sztuce
 • Francisco Goya

Varia hiszpańskie
 • W piekle Cabrery
 • Guerrilla
 • Szabla Blayneya
 • Okręty angielskie
 • Korespondencja
 • Armia Badenii

Forum
Forum projektu stworzenia najlepszego w Polsce opracowania wojny w Hiszpanii 1808-1814. Zapraszamy do dyskusji i wspomagania projektu.

Guerra de la Independencia española team
Pomysł, projekt i koordynacja:
Rafał Małowiecki anrama@interia.pl
Włodzimierz Nabywaniec wlonab@wp.pl
Guerra team:
Duroc, Bernard Lipka, Waldemar Karczmarczyk, Michał Swędrowski, Zenobi, Magda, Scout, Gipsy, makron, Rafał Jan Komorowski, Eques, Agent FBI.

Guerra de la Independencia española - linki

Copyright © 2001 - 2011  NapoleonTeam
Wszelkie Prawa Zastrzeżone