| ||||
| Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni | ||||

|
Pamiętniki |
||
Wspomnienia Lorda Blayney'a Tom 1, Rozdział 1 Przyczyny ekspedycji z Gibraltaru w pobliże Malagi... Stan oddziałów nieprzyjaciela w Andaluzji... Załadunek żołnierzy na okręty... Przybycie do Ceuty... Niedbałość Hiszpanów w sprawach wojennych... Żegluga ku wybrzeżom Hiszpanii... Propozycja ataku Malagi... Powody odmowy... Calle de la Moralle... Dygresja odnosząca się do wyróżnień i orderów wojskowych. Rok 1810 Wydawało się, iż ze względu na położenie geograficzne otaczającego twierdzę terenu, najskuteczniejszym sposobem przerwania oblężenia Kadyksu, szczelnie otoczonego przez armię księcia Belluno byłoby wysłanie oddziałów w różne części wybrzeża Hiszpanii, co poprzez odciągnięcie uwagi przeciwnika, spowodowałoby osłabienie oblegającej armii zmuszonej do obrony swych słabych punktów. Był to również najlepszy czas do wspierania i podtrzymywania oporu chłopstwa poprzez udzielanie im wszelkiej możliwej pomocy bez czego ich wystąpienia nie byłyby tak znaczące - należało się nawet obawiać, że mogliby opowiedzieć się po stronie Francuzów w swojej desperacji. Szczególnie dotyczyło to seranos (górali), pochodzących z Sierra de Xeres oraz łańcucha górskiego ciągnącego się od Ronda Xeres i stamtąd w kierunku południowo-wschodnim do Mijas i Fiangerolli, których należało zachęcać do podjęcia energicznych działań zmierzających do odcięcia zaopatrzenia nieprzyjacielowi. Do tego należy wziąć pod uwagę fakt, iż na początku października otrzymano w Gibraltarze, różnymi kanałami informacyjnymi wiadomość, że siły nieprzyjaciela w Ronda składały się z niespełna 900 ludzi, w tym jednej kompanii grenardierów, jednej fizylierów oraz 80 dragonów, w sumie 240 Francuzów, pozostałych 660 to oddziały składające się z Niemców, Polaków i innych nacji, mniej zdyscyplinowanych. Z tego samego źródła pochodziły informacje, że w Fiangerolli nieprzyjaciel zgromadził zaledwie 200, w Mijas 40 w Ronda 100 ludzi, głównie dragonów, podczas gdy okolice tych portów miały się znajdować w rękach dobrze uzbrojonych, groźnych i zdesperowanych górali, zdolnych niemal do szachowania oddziałów francuskich. Mieli oni doprowadzić do kilkukrotnego opuszczenia przez nieprzyjaciela St. Roque i Algeziras ze znacznymi stratami Francuzów. Obecność tych górali jak również trudne, wręcz ekstremalne warunki na drodze łączącej Rondę z Fiangerollą sprawiały, że wysłanie posiłków z jednego miejsca do drugiego wydawało się bardzo trudne, wręcz niemożliwe. W tym samym czasie w Maladze odczytywano nastroje niezadowolenia mieszkańców, które mogły doprowadzić do tego, iż sprzymierzyliby się oni z siłami wysłanymi tam w celu usunięcia załogi francuskiej z miasta. Tak przedstawiała się sytuacja wydzielonych oddziałów przeciwnika podczas gdy (główne siły) prowadziły energicznie oblężenie Kadyksu, z powodzeniem umieszczając baterie naprzeciwko miasta skąd, za pomocą bardzo dużych moździerzy, miotając z tej pozycji pociski na większą, niż zwykła odległość, co wystawiało na szwank nasze dostawy dla oblężonych. Najbardziej pewnym sposobem sprawdzenia postępów oblężenia było, jak już wcześniej zauważyłem, zwrócenie uwagi przeciwnika w inne miejsca. W tym celu podjęto kilka ekspedycji w parę miejsc z różnym skutkiem. W celu wykonania tego pomysłu, po kontakcie z zastępcą Gubernatora Gibraltaru z rządem hiszpańskim w Kadyksie, postanowiono wysłać z Kadyksu oddział do działania przeciwko siłom nieprzyjaciela rozmieszczonym we wspomnianych wcześniej portach, a także do współdziałania z siłami lojalistów w Maladze. Jego Ekscelencja generał porucznik Campbell zaszczycił mnie powierzeniem dowództwa tej ekspedycji. W związku z tym 10 października otrzymałem rozkazy w celu przygotowania akcji wywiadowczej oraz objęcia komendy nad 4 kompaniami 89 regimentu Jego Królewskiej Mości, w sile 300 żołnierzy oraz 500 niemieckimi, polskimi i włoskimi dezerterami. W tej sile miałem osiągnąć Ceutę, gdzie miał mnie wzmocnić hiszpański regiment z Toledo. W następstwie otrzymanych rozkazów, nie tracąc czasu, jeszcze tego samego dnia oddział został odziany, wyposażony i załadowany na okręty. Udałem się na pokład HMS Topaz z którego wydałem niezbędne rozkazy i przygotowałem odezwę do mieszkańców Malagi. Wczesnym rankiem 11 października, eskadra dotarła na miejsce i stanęła naprzeciwko Ceuty, lecz lekki wiatr nie pozwolił nam zakotwiczyć do późnego wieczoru toteż zobligowany byłem wstrzymać się z zejściem na ląd do rana. Jako, że nie było chwili do stracenia, poinformowałem listownie generała-majora Frazera o swoim przybyciu i poprosiłem go o zorganizowanie załadunku na okręty hiszpańskiego regimentu. Następnego poranka, już na lądzie, zjadłem z nim śniadanie, lecz nie znalazłem sposobu by nakłonić go do podjęcia działań zgodnych z rozkazami, które otrzymałem i dlatego byłem zmuszony zwrócić się osobiście do hiszpańskiego gubernatora, który przyjął mnie bardzo uprzejmie i zapewnił z entuzjazmem, że udzieli mi wszelkiej możliwej pomocy. W tym miejscu muszę odnotować, że Hiszpanie z Ceuty byli nastawieni do Anglików wyjątkowo podejrzliwie i choć siły gen. Frazera składały się tylko z zaledwie jednego niepełnego regimentu (drugi batalion czwartego regimentu), górujące nad miastem działa cytadeli w której stacjonował, zostały usunięte. Po załadunku na okręty hiszpańskich żołnierzy, który zakończył się przed południem, odwiedziłem parę statków transportowych i na niektórych zastałem Hiszpanów okazujących niezadowolenie z zaopatrzenia, co można przypisać kapitanom trzymającym się ściśle instrukcji i wydających mięso w dzień postny podczas gdy zdrowy rozsądek dyktuje podawanie w zamian czegoś innego. Zauważyłem, iż żołnierze z innych krajów są często niezadowoleni z rodzaju zaopatrzenia jaki otrzymują na naszych statkach. Jako że można było tym narzekaniom z łatwością zaradzić, nie przywiązywano odtąd do nich większej wagi. Regiment Toledo został lepiej ubrany i składał się z bardziej karnych żołnierzy niż większość ówczesnych sił hiszpańskich więc pogratulowałem ich pułkownikowi prezencji jego oddziałów i poprosiłem o informację o ewentualnych brakach. Nie uwierzyłem jego zapewnieniom o kompletności wyposażenia, świadomy zadziwiającej niedbałości z jaką Hiszpanie podchodzili do spraw wojennych. Po wnikliwym zbadaniu stanu ich uzbrojenia, stwierdziłem uszkodzenia w 48 rusznicach oraz brak zapasów amunicji zaokrętowanego oddziału. Natychmiast napisałem o tym do gubernatora hiszpańskiego stwierdzając brak możliwości uzupełnienia tych braków ponieważ nasze ładunki nie pasują do hiszpańskiej broni. Otrzymałem bardzo uprzejmą odpowiedź, a potrzebna amunicja została natychmiast wysłana - brakujące muszkiety dostarczyłem sam, z zapasem 100 ładunków do każdego z nich. Po dostarczeniu hiszpańskiemu dowódcy rozkazów, eskadra zwróciła się ku wybrzeżom Hiszpanii. Nieduży wiatr uczynił naszą podróż nużącą, a nocą 13 października kapitan Hall z marynarki dowodzący u mnie oddziałem łodzi wyposażonych w działa, przybył z Gibraltaru z listami od Jego Ekscelencji zastępcy Gubernatora. Kapitan Hall wyraził się bardzo optymistycznie o możliwości zajęcia Malagi niespodziewanym wypadem, a swoją opinię oparł na informacjach jakie uzyskał w Gibraltarze świadczących o tym, iż działa w Mole zostały usunięte. Zaproponował by od strony lądowej żołnierze odciągnęli uwagę nieprzyjaciela, podczas gdy okręty zbombardują miasto od strony wschodniej, a do Mole zostanie w tym samym czasie skierowany desant na łodziach w celu wywołania powstania mieszkańców. Na ten plan nie mogłem wyrazić swej zgody, mając świadomość, że nie uzyskano w tej mierze ze strony hiszpańskiej żadnych poufnych informacji. Poza tym, pomiędzy Rio Grande i Malagą była rozległa równina, na której mogła operować z powodzeniem duża liczba kawalerii, a byłem przekonany, iż nieprzyjaciel był w stanie natychmiast zebrać takie siły. Wydawało mi się skrajnie nierozsądnym ryzykować starcie z takimi siłami mając w składzie mojego oddziału w dwóch trzecich zbieraninę cudzoziemców. Z tego powodu zdecydowałem się zmierzać do niewielkiej zatoki Calle de la Morals (Cala de Mora), 1 milę na wschód od Marabeli i 2 mile na zachód od Fiangirolli, z zamiarem zaatakowania tej ostatniej. Posiadanie tej fortecy miałoby ważne skutki dla przyszłego przebiegu zdarzeń, umożliwiając uzyskanie źródła pewnych i regularnych informacji, a także organizację chłopstwa i możliwość kontroli przyległego obszaru. Rankiem, 14 października Sparrowhawk dołączył do eskadry i zostałem poinformowany, że rozdano chłopom broń, zgodnie z wydanymi przeze mnie wcześniej rozkazami. O 9 eskadra rzuciła kotwice w zatoce Calle de la Moralle i wydano sygnały do przygotowania lądowania żołnierzy oraz rozkazy łodziom by zebrały się wzdłuż Topaze. Płytkość wody w zatoce uniemożliwiła większym statkom zbliżenie się do brzegu w celu osłonięcia lądowania. W tym celu użyto łodzi wyposażonych w działa. Po załadunku, o wpół do jedenastej, łodzie skierowały się w kierunku brzegu a żołnierze wylądowali bez przeszkód i oporu na doskonale się do tego nadającej piaszczystej plaży. Okazało się, iż nieprzyjaciel najwyraźniej nie przygotował się by stawić nam opór. Jak tylko oddziały uformowały się na brzegu, wydałem instrukcje dotyczące poruszania się, tak by uniknąć zamieszania wynikającego z obecności w moim obecnym oddziale konglomeratu Anglików, Francuzów, Włochów, Hiszpanów, Polaków i Niemców. Dlatego też poleciłem by wszystkie manewry były wykonywane po usłyszeniu sygnału trąbki i ograniczyłem liczbę sygnałów do czterech. Gdy już byłem pewny co do skuteczności tego sposobu, wydałem rozkazy marszu, lecz wobec faktu braku dróg i górzystej okolicy, zaistniała konieczność przetransportowania artylerii drogą wodną. Zanim wyruszyliśmy, odbyłem rozmowę z kapitanem Millerem z 95 regimentu, który wraz z innymi oficerami, brał udział w organizowaniu hiszpańskiego chłopstwa. Poinformował mnie, iż znaczna ilość broni i amunicji została im rozdana i w związku z tym powinienem się spodziewać napływu ochotników. Srodze się w tej mierze zawiodłem jako że pojawiło się ich tylko około 10-12. Jednego z nich muszę wspomnieć gdyż służył z lojalnością i przywiązaniem dla swojej ojczyzny co wzbudza podziw, jest on znany w Gibraltarze, ale w tej chwili byłoby niewłaściwym i nierozsądnym wymieniać jego nazwisko. Jego lojalność była całkowicie bezinteresowna i trzeba oddać sprawiedliwość Hiszpanom, iż, w większości przypadków, ich zapał zdawał się wynikać z prawdziwego patriotyzmu bez nadziei na spodziewany zysk. Usługi oddane naszej sprawie przez wymienioną wyżej osobę uprawniały tę osobę do znaczącego wynagrodzenia z naszej strony, lecz jego jedyną prośbą była możliwość noszenia szarfy podobnej do tych jakie nosili nasi oficerowie, która to prośba została oczywiście spełniona. Nie zmieniło to stosunku innych Hiszpanów do niego samego. Zauważyłem zadowolenie Hiszpanów po otrzymaniu choćby najmniejszego wyróżnienia honorowego. Dlatego było też dla mnie zdumiewające że panujący dotąd rząd Królestwa nie stworzył wojskowego orderu zasługi by wynagrodzić tych którzy mogli okazać się najbardziej przydatni sprawie. Nadzieja uzyskania takiego wyróżnienia od swoich prawowitych władców stanowiłaby nie tylko wzór do naśladowania, ale zmniejszyłaby znaczenie wyróżnień nadawanych przez Francuzom ich zwolennikom. Chęć posiadania rycerskich odznaczeń występuje w całej chrześcijańskiej Europie - zimni i flegmatyczni Niemcy odbierają je z przyjemnością, a Włosi, w których żarliwość wynika z lepszego klimatu w którym żyją, z chęcią. Ale to przede wszystkim we Francji poszukuje się ich najbardziej - to właśnie tam są powodem chluby i utwierdzania się w niej ich posiadaczy i ducha wojskowego a nadzieja na otrzymanie krzyża legii honorowej jest największym bodźcem do zwiększenia morale francuskiego żołnierza. Gdy się weźmie to pod uwagę, nie nożna zrozumieć dlaczego Junta oraz Regencja odmówiła ustanowienia tak taniego i pewnego sposobu przyciągnięcia ludzi do swojej sprawy.
Tłumaczenie: Rafał Jan Komorowski Dalej >>> |
||
|
|
||
|
||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
|||||
|
|||||
|
|
||
|
Forum projektu stworzenia najlepszego w Polsce opracowania wojny w Hiszpanii 1808-1814. Zapraszamy do dyskusji i wspomagania projektu.
|
||
|
|
||
|
Pomysł, projekt i koordynacja:
Rafał Małowiecki anrama@interia.pl Włodzimierz Nabywaniec wlonab@wp.pl Guerra team: Duroc, Bernard Lipka, Waldemar Karczmarczyk, Michał Swędrowski, Zenobi, Magda, Scout, Gipsy, makron, Rafał Jan Komorowski, Eques, Agent FBI. |
||
|
|
||
|
• Guerra de Independencia espanola 1808-1814 • Asociación para el Estudio de la GI • The Peninsular War 1808-1814 • English officers killed in Peninsula 1808-1814 • Peninsular War: Orders of Battle • Wellington's dispatches • Los sitios de Zaragoza • Pagina de la Albuera • La batalla de Bailén • Revista de Historia Militar • Lord Blayney's Narrative |
||