Napoleon.org.pl English     Deutsch    
Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni

Polacy w oblężeniu Gdańska 1807
Michał Swędrowski


III. Oblężenie Gdańska.

III.1. Postępy prac oblężniczych. W obozie pod Gdańskiem.

Po zakończeniu wstępnego etapu działań pod miastem i zajęciu odpowiednich pozycji, najważniejszym celem korpusu oblężniczego stało się teraz wykonanie przez piechotę podkopów pod umocnienia twierdzy, sypanie szańców i pozycji dla armat, tak aby można było pod tą osłoną dokonać szturmu na miasto, wcześniej założywszy pod mury twierdzy ładunki wybuchowe. Prace ziemne polegały na wykopaniu równolegle do umocnień rowów ciągłych, tzw. paralel, w ten sposób, aby były one w stanie chronić kryjącą się w nich piechotę przed ogniem artyleryjskim. Zdobyty dotąd teren pozwolił na otwarcie pierwszej paraleli naprzeciw Grodziska i Biskupiej Góry już na początku kwietnia. Rozpoczęcie systematycznych prac oblężniczych spotkało się z natychmiastową reakcją ze strony oblężonych, którzy odtąd za wszelką cenę starali się utrudniać pracę piechoty. Oprócz znacznego nasilenia ognia artyleryjskiego z miasta, oblężeni często robili mniejsze lub większe wycieczki na przedpole w celu niszczenia robót oblężniczych.
Nadzorujący, a właściwie kierujący z Finckensteinu oblężeniem, Napoleon skierował do pomocy Lefebvre'owi dwóch wybitnych specjalistów w zakresie prac związanych z pracami oblężniczymi. Był to doświadczony inżynier, gen. Chasseloup, który zaprojektował wszystkie prace, oraz doskonały ekspert od artylerii gen. Lariboisiere. Obaj ci wybitni znawcy wciąż musieli staczać z Lefebvrem bitwy na słowa, gdyż ten ostatni "na wszelkie kwestie sztuki wojennej, podane mu przez inżynierów, znał tylko jedną odpowiedź, to jest że pójdzie do szturmu na czele swych grenadierów"53 . Nie rozumiał Lefebvre istoty prac inżynieryjnych, jego niecierpliwy umysł nie mógł pogodzić się z wolno postępującymi pracami w okopach. Wciąż popędzał saperów, mówiąc "Zróbcie tu dziurę, a ja pierwszy przez nią przejdę"54. Jego popędliwość była tak wielka, że Napoleon musiał go mitygować, przywoływać do porządku i nakazywać podporządkowanie się planom inżynierów55.

Kliknij
Kliknij aby powiększyć

Forty gdańskie

Tymczasem cała prawie piechota została przeznaczona do kopania umocnień. Żołnierze pełnili służbę nieprzerwanie przez 24 godziny, odpoczywać mieli przez następne 24, jednak w praktyce w czasie przeznaczonym na odpoczynek byli oni kierowani do różnorakich prac porządkowych w obozie. Niebezpieczeństwo napaści ze strony obleganych sprawiało, że część każdej kierowanej do kopania kompanii, zawsze musiała stać pod bronią. "Nie mamy i momentu wolnego. Jeśli kiedy jest moment wolny, że nieprzyjaciel nie grozi nam napadnieniem, to musimy okopy nasze na głowę kończyć, żeby się przy nich utrzymać - relacjonował mjr Downarowicz - słowem, że mała garstka nas, jeśli się nie bije, to w okopach pracuje, a czasem tak wypada, że nie wiemy za co się wziąć, czy za łopatę, czy za karabin"56. Interesujący i dokładny opis sypania szańców znajdujemy też w pamiętnikach Białkowskiego57. Otóż, wpierw dzielono żołnierzy na trzyosobowe roty, a praca odbywała się w ten sposób, że "dwóch ludzi wzięło za końce kosz, a trzeci człowiek niósł broń wszystkich i 3 szpadle (...)Gdy przyprowadzono nas na punkt przeznaczony, inżynier, zacząwszy od roty pierwszej, rozstawiał nas, mierząc krokami tak, aż uformował kwadrat, obrócony jednym rogiem ku Wiśle. Gdy która rota była już na miejscu poleconym, ta, postawiwszy kosz, jak najspieszniej go ziemią zasypała, tworząc zasłonę od strzałów nieprzyjacielskich. Wszystko to odbywało się z największą możliwie ciszą".
Prace przy kopaniu postępowały do przodu, jednak bardzo powoli. Oprócz ognia z twierdzy i utarczek z nieprzyjacielem, przyczyną tego były m.in. lotne piaski, które kopiący napotykali na swej drodze, a które nie pozwalały wykończyć okopu, dochodziła do tego fatalna do takiej pracy pogoda, tzn. silny wiatr ze śniegiem i deszczem, który psuł wykonane już dzieło i nieraz całą pracę trzeba było zaczynać od początku58. Do utrudnień należy również zaliczyć - jak to celnie zauważył Adolphe Thiers - "obronną własność drzewa, w którem nie można robić wykopów, i które wyrywać należało motykami lub toporem w ręku"59. Wszystko to sprawiało, że żołnierze coraz bardziej się zniechęcali do pracy, tym bardziej, że brakowało żywności, a ta, która krążyła po obozie była bardzo droga, jak to opisał żołnierz Daleki: "przez długi czas dostawaliśmy na dzień tylko kawałek chleba, ani nie kwaterkę kaszy lub grochu i mięsa na dwa razy w usta. Czasem mi się tak jeść chciało, żem liście, które się na wiosnę z głąbów kapuścianych puszczały, zbierał, gotował i jadł. Drogość zaś była tak wielka, że za kieliszek wódki dwa złote polskie płacono"60. Inny, nieznany z nazwiska, żołnierz zwraca z kolei uwagę na kolejny mankament, pisząc, że "biedni nasi chorzy i ranni w najsroższym są opuszczeniu. Wyobraź sobie, że dotąd nie mamy polowego lazaretu i kilku tylko przy regimentach jakichkolwiek felczerów, którzy prostym nożem i od kobiet pożyczanymi nożyczkami najdelikatniejsze robić muszą operacje. Bez lekarstw, bez bandażów, bez szarpi, bez funduszu na najpierwsze tych nieszczęśliwych potrzeby, słowem, kwestujemy między sobą, żeby przynajmniej od głodu wyrwać te nieszczęśliwe ofiary. Będę ci wdzięczny, jeżeli ten obraz podasz do publicznej wiadomości, może głos ludzkości obudzi nieczułość rządu i przyśpieszy nieszczęśliwym ratunek"61. Stacjonujący nad morzem żołnierze z batalionu Downarowicza musieli nawet pić morską wodę, ponieważ słodkiej nie można było dostać nawet za pieniądze, a to z kolei, połączone z brakiem ciepłej odzieży i obuwia, powodowało wzrost liczby chorujących62.
Kliknij
Kliknij aby powiększyć

Forty gdańskie

Wszystko to świadczy o tym, że sytuacja armii oblegającej pogarszała się z dnia na dzień. Do tego obrazu należy też chyba dołączyć niezwykle celne uwagi Aleksandra Fredry, który co prawda miał na myśli armię francuską, jednak wydaje mi się, iż można by te słowa odnieść do wszystkich stojących pod Gdańskiem wojsk, choć może do Polaków - jako do najbardziej "zmotywowanych" - w ostateczności. "Żołnierz francuski, dzielny w boju, rzadko kiedy wypełnia rozkazy jako ślepa część całości, ale zawsze jako myślące indywiduum. (...) Ale ta sama indywidualność - pisał Fredro - chwalebna w boju, gdzie zwykle więcej dusza niż ręka zwycięża, staje się w obozie(...)trudna do ujęcia w karby dyscypliny, zapewniającej trwałość szeregom. Wojsko francuskie trzeba aby szło z boju w bój, inaczej rozpływa się, niknie, nie tyle w ogniu, ile przez ciągłe odstępowanie sztandaru w celu osobistej korzyści"63. Fredro powinien jeszcze dodać, że najlepiej żołnierz francuski walczy pod swym uwielbianym cesarzem, a co najmniej pod którymś z najbardziej lubianych, najsławniejszych marszałków. Lefebvre na pewno do nich nie należał. Poza tym, Francuzi, w większości walczący wcześniej w ciepłych Włoszech, nie byli przyzwyczajeni do panującej na przednówku pogody, uważali ten kraj za biedny, brzydki, ponury i nieciekawy. Jeszcze bardziej znużeni i zniechęceni obleganiem obcego im miasta byli z pewnością żołnierze sascy i badeńscy. Najbardziej oddani sprawie walki o polskie morze i polski Gdańsk byli na pewno żołnierze dywizji poznańskiej, jednak i im musiały dawać się we znaki trudne warunki życia obozowego, oni również często czuli jedynie pragnienie i głód, i zimno, i zmęczenie. Mimo tak fatalnych warunków bytu, trzeba było jednak walczyć i pracować dalej.
Po otworzeniu drugiej paraleli (7/8 kwietnia) i ciągłych postępach w pracy nad trzecią, Lefebvre czekał już tylko na nadejście ciężkiej artylerii, bez której przypuszczenie szturmu na miasto nie miałoby sensu. Z tego też powodu marszałek nie zezwolił na wycofanie się na tyły zalążków polskiej artylerii, a jej dowódca, ppłk Hurtig, zmuszony był uzupełniać szeregi, reorganizować i szkolić tworzący się batalion na polu walki. Pomimo iż artylerzystów ciągle przybywało, to batalion do końca działań pod Gdańskiem nie osiągnął wymaganego stanu.
Póki co Lefebvre skupił swą uwagę na prawym brzegu Wisły. Wiedział bowiem, że Kalkreuth zamierza podjąć jeszcze jedną próbę nawiązania łączności z Królewcem przez mierzeję. Aby uprzedzić działania wroga, dowódca X korpusu rozkazał usypać redutę naprzeciw wyspy Ostrów i w ten sposób utrudnić współdziałanie Gdańska z Wisłoujściem. Do tego zadania, nocą 15/16 kwietnia, skierowano 4. p.p. pod rozkazami płk. Weyssenhoffa, który przed świtem zakończył pracę gotową redutą. Kiedy w twierdzy spostrzeżono nowy szaniec, Kalkreuth zarządził atak nie tylko na sam szaniec, ale również na całą dywizję Gardanne'a64. 16 kwietnia połączone siły pruskich dowódców z Wisłoujścia i Nowego Portu uderzyły na Gardanne'a z północy, Rosjanie z Ostrowa, a wycieczka z miasta od południa. Podczas gdy główne siły francuskiego generała związane były przez Prusaków z Gdańska, osamotniony batalion mjr. Downarowicza bronił szańca przed przeważającymi oddziałami prusko-rosyjskimi. Zdani sami na siebie żołnierze skutecznie odpierali ataki przez osiem godzin, aż wreszcie wszystkie oddziały wroga wycofały się do twierdz. Szaniec był uratowany i pozostał odtąd silnie obsadzony, skutecznie utrudniając komunikację Gdańska przez Wisłę.
Kolejnym posunięciem korpusu oblężniczego na tym odcinku frontu była decyzja o przypuszczeniu szturmu na Ostrów, tak aby całkowicie odciąć miasto od obu nadmorskich fortyfikacji. W tym celu skombinowano ze wszystkich dywizji oddział złożony z najdzielniejszych żołnierzy; Polaków reprezentowała w nim kompania 3. p.p. kpt. Kamińskiego. Nocą 6/7 maja ze Składów na lewym brzegu Wisły, na 12 pontonowych łodziach 600 żołnierzy przeprawiło się na wyspę, gdzie stacjonował rosyjski batalion mjr. Utkena i oddział pruskiej artylerii w sile 15 dział. Według relacji uczestnika tego desantu: "Moskale obchodzili byli właśnie jakiś bankiet tej samej nocy. Napadliśmy ich niespodzianie i jak zaczęliśmy strzelać, żgać bagnetami, topić, to aż skóra na mnie drży, gdy wspomnę tę chwilę. Co zostało przy życiu nieprzyjaciół, to łódkami przewieźliśmy do swoich w niewolę, a Francuzów zostawiliśmy na wyspie załogą"65. Nie tylko zresztą atak na Ostrów zakończył się powodzeniem, bowiem korzystając z zamieszania spowodowanego desantem na wyspę, oddziały ubezpieczające desant zaatakowały Szaniec Wapienny na lewym brzegu rzeki i szybko go zdobyły.
W tym samym czasie, gdy ciężar walk przerzucił się na północ od Gdańska, naprzeciw głównych umocnień miasta trwały nieprzerwanie roboty oblężnicze. W drugiej połowie kwietnia nadeszła wreszcie upragniona ciężka artyleria i o północy 23 kwietnia Lefebvre zarządził początek zmasowanego ostrzału miasta ze wszystkich 63 dział. "Miasto teraz bardzo wiele cierpi. My rannych i zabitych mimo ognia straszliwego bardzo mało mamy. Inżynierowie francuscy talenta prawdziwe pokazują. - Pisał do ks. Poniatowskiego gen. Giełgud - Gen. Lariboisiere kontent jest z naszej artylerii i jej komendanta i pochlebne już w tej materii na piśmie dał mu świadectwo"66. Po dwóch dniach takiego silnego bombardowania marszałek zaproponował Kalkreuthowi honorową kapitulację, ten jednak zdecydowanie odmówił. Pod osłoną ognia ciężkich armat szybciej przebiegały prace w okopach i już w nocy 26/27 kwietnia ukończono trzecią paralelę. 3 maja ostatecznie zakończono roboty w okopach i teraz do akcji mogli przystąpić saperzy.
Kliknij
Kliknij aby powiększyć

Forty gdańskie

Opisana wyżej kolejna już faza oblężenia znaczy się następnymi sukcesami korpusu Lefebvre'a. Po pierwsze, zgodnie z planami gen. Chasseloupa wykonano całe linie okopów i umocnień ziemnych vis a vis Grodziska i Biskupiej Góry - przygotowano zatem pozycje wyjściowe do szturmu. Dalej, odniesiono ogromny sukces wpierw budując redutę naprzeciwko Ostrowa, a potem zdobywając wyspę oraz niezwykle ważny Szaniec Wapienny. Tym samym nie tylko zablokowano miasto od posiłków ze strony morza, ale i odebrano garnizonowi składy żywności znajdujące się na Ostrowie. Poza tym, zdobycie wyspy pozwalało zająć pozycję zagrażające bezpośrednio Grodzisku od północy. Pierścień wojsk oblężniczych coraz bardziej zaciskał się wokół miasta. Sukcesy X korpusu miały jeszcze jeden skutek - psychologiczny. Nastroje w odciętym od świata mieście - mówiąc eufemistycznie - uległy zdecydowanemu pogorszeniu. Coraz mniej żywiono tam nadziei, że twierdza się obroni. O dezercji z armii pruskiej była już mowa wyżej, teraz jeszcze bardziej się ona nasiliła. Wszyscy zamknięci w Gdańsku ludzie, od Kalkreutha po zwykłego żebraka, doskonale wiedzieli, że jeśli miasto szybko nie otrzyma pomocy, dni Prusaków w Gdańsku będą policzone.

III.2.Nieudana odsiecz i kapitulacja miasta.

W zaistniałej w początkach maja sytuacji jedyną szansą Kalkreutha była rzeczywiście pomoc z zewnątrz. Zdawano sobie z tego sprawę również w Królewcu, gdzie król Fryderyk Wilhelm III zdołał uzyskać pomoc Rosjan w utworzeniu oddziału desantowego. Zdecydowano się na odsiecz ze strony morza, ponieważ atak na główne siły francuskie nie był w tym czasie możliwy. Ponadto, przez Mierzeję Wiślaną na prawy brzeg Wisły miał uderzyć trzytysięczny oddział płk. Bülowa.
Dzięki spostrzegawczości francuskich posterunków we Fromborku, Lefebvre już na początku maja wiedział o projektowanej wyprawie i począł wysyłać do cesarza listy z rozpaczliwymi prośbami o pomoc. Doceniając grożące X korpusowi niebezpieczeństwo, cesarz przystał na te prośby i odesłał pod Gdańsk korpus rezerwowy marszałka Lannes oraz część dywizji generała Oudinot67. Obaj przybyli pod miasto 12 maja.
Rosjanom nie udało się zatem zaskoczyć Lefebvre'a, tym bardziej, że ich rejs z Piławy do Nowego Portu przedłużył się ze względu na silny wiatr na morzu. Lądowanie w Nowym Porcie nastąpiło dopiero 12-14 maja, a przerzucenie całego oddziału do Wisłoujścia w nocy 14/15 maja. W tym czasie Lefebvre zdążył przegrupować swe siły, tak aby być jak najlepiej przygotowanym na przyjęcie Rosjan. Przede wszystkim, wzmocnił dywizję Gardanne'a na prawym brzegu, m.in. dwoma batalionami Legii Północnej, a już od początku maja w okolicy Wisłoujścia działała kawaleria gen. Sokolnickiego. Na lewym natomiast brzegu spore siły zgrupowano nieco na północ od miasta, w rejonie Młynisk. Wydzielono też specjalny oddział złożony z Francuzów pod dowództwem gen. Beaumonta do zabezpieczenia przed uderzeniem przez mierzeję na dywizję Gardanne'a korpusu płk. Bülowa.
Głównodowodzący desantem generał Kamienski68, który początkowo zamierzał uderzyć na lewy brzeg Wisły, zmienił decyzję widząc tam silne pozycje francuskie i zdecydował się zaatakować dywizję Gardanne'a. Dywizja ta była rozłożona szerokim łukiem od morza po Łachę. Polacy zajmowali jej prawe (Sokolnicki) i lewe skrzydło (batalion 2. p.p. pod Downarowiczem i ppłk. Parysem), w centrum skoncentrowali się Sasi, zaś za nimi, jako rezerwa, gwardia paryska i Legia Północna.
Główne siły rosyjskie miały zaatakować Gardanne'a, a mniejszy oddział - Ostrów, ten ostatni został jednak ostrzelany z lewego brzegu Wisły i dołączył do głównego natarcia. Ciężar uderzenia rosyjskiego przez długi czas spoczywał na batalionie Downarowicza, który raz jeszcze potwierdził swą odwagę i odznaczył się wyjątkową walecznością. Zginął w tej walce uwielbiany przez podkomendnych ppłk Parys, ale "śmierć jego przyczyniła się wielce do zwycięstwa, bo batalion, widząc go zabitym, z wściekłością rzucił się na szeregi nieprzyjacielskie"69. Jak kilka dni później pisał gen. Giełgud, Polakom "podobał się bardzo sposób zabijania bagnetem, bo się mniej fatyguje, nie mając potrzeby nabijania"70. Nad samym morzem natomiast uderzenie rosyjskie równie dzielnie przyjął gen. Sokolnicki, który cały dzień odpierał ataki przeważającej liczy kozaków, dragonów i strzelców. Dowódca polskiej jazdy nie tylko wytrzymał te uderzenia, ale i przeszedł do ataku, spychając wroga aż pod Wisłoujście, a wsparty wojskami francuskimi Lannesa oraz Sasami zwyciężył przeciwnika. Również próba przedarcia się przez Mierzeję Wiślaną podjęta przez Bülowa została udaremniona, choć dopiero 16 maja i Prusacy wycofali się z mierzei tracąc 1/3 oddziału.
Atak Rosjan został odparty na wszystkich frontach, doskonale przygotowany korpus ani na moment nie pozwolił Kamienskiemu mieć nadziei na zwycięstwo. Rosyjski dowódca nie zdecydował się już na kolejne uderzenie i po kilku dniach odpłynął z powrotem do Piławy.
Spośród Polaków największą chwałą okrył się wspomniany batalion Downarowicza, który - wedle słów gen. Schramma - "dawał dowody zimnej krwi i waleczności, które wszystkich mężnych bojowników są znamieniem"71, na wniosek Lefebvre'a żołnierzom batalionu przyznano 16 Legii Honorowych, w tym jego dowódcy. Były jednak i poważne straty, z których największą była śmierć Parysa... "Na tem miejscu, gdzie poległ, usypali mu kopiec grobowy towarzysze i na cześć jego odprawili uroczysty obchód pogrzebowy"72 z udziałem generałów Giełguda, Sokolnickiego i Kosińskiego.
Teraz, gdy znikła jakakolwiek szansa pomocy z zewnątrz, obie walczące strony były świadome, że twierdza jest zdana na jedynie własne siły, a jej kapitulacja jest tylko kwestią czasu. Lefebvre począł teraz przygotowywać korpus do szturmu, który wyznaczono na godzinę 6 rano 21 maja. W chwili, gdy główne siły armii oblężniczej gotowe były do ataku, naprzeciw marszałka wyjechał z Gdańska parlamentariusz z propozycją kapitulacji - z ramienia Lefebvre'a udał się do garnizonu pruskiego gen Drouet d'Erlon. Pertraktacje toczyły ponad dwa dni; ostatecznie 24 maja podpisano kapitulację na warunkach postawionych przez Kalkreutha73, a dwa dni później poddało się Wisłoujście. 27 maja marszałek Lefebvre w otoczeniu swych generałów i sztabu udał się do kwatery głównej Kalkreutha, po czym garnizon pruski w szyku opuścił Gdańsk i udał się w kierunku Piławy, dopiero wtedy wkroczyły do miasta wojska X korpusu Wielkiej Armii.
Ostatecznie Kalkreuth wyprowadził z twierdzy 7120 ludzi, w walce poległo 2700, rannych było 3400, do niewoli dostało się około 1000 żołnierzy, a zdezerterowało z armii pruskiej około 4000 Polaków, z czego ponad tysiąc podczas wymarszu74.
Napoleon od razu nadał kapitulacji jak największy rozgłos. Wysłał w tych dniach kilkadziesiąt listów do wielu znanych osobistości, nie wspominając już o dyrektywach dla ministrów w Paryżu. Propaganda napoleońska miała jak najbardziej rozsławić czyny cesarskiej armii, a tym samym jak najboleśniej uderzyć w dumę i prestiż Prus. Osobiście również cesarz zredagował słynny 77 biuletyn Wielkiej Armii, który rozpoczął słowami "Gdańsk skapitulował. To piękne miasto jest w naszej władzy. 800 dział, magazyny wszelkiego rodzaju, więcej niż 500 tys. kwintali zboża, duże zapasy wina, wielkie ilości płótna i materiałów wszelkiego gatunku dla wojska, wreszcie pierwszorzędne miejsce o dużym znaczeniu militarnym jest w naszym ręku"75. Aby jeszcze bardziej podkreślić wagę, jaką przywiązuje do posiadania Gdańska, cesarz 1 czerwca osobiście przybył do miasta i podczas swego tam pobytu nadał marszałkowi Lefebvre tytuł "księcia Gdańska" wraz z gratyfikacją w wysokości 100 tysięcy franków, zwiedził miasto, obejrzał fortyfikacje, spotkał się z delegacją mieszkańców i nałożył na miasto dwudziestomilionową kontrybucję.
Upadek Gdańska był ważnym wydarzeniem - nie tylko militarnym, ale i politycznym. W posiadanie Napoleona weszła ważna nadmorska twierdza, strzegąca nie tylko przejść morskich, ale i drogi przez dolną Wisłę. Pamiętajmy też o tym, że zdobycie Gdańska było pierwszym tak ważnym sukcesem militarnym wojsk napoleońskich od końca poprzedniego roku. Dzięki przejściu miasta w ręce francuskie, Napoleon nie tylko zneutralizował kilkunastotysięczny garnizon pruski, który zagrażał tyłom Wielkiej Armii walczącej w Prusach Wschodnich, ale także mógł teraz przerzucić cały X korpus na główny teatr działań i użyć go do decydującej rozprawy z armią gen. Bennigsena (choć wiele wskazuje na to, że w pierwszej kolejności zależało mu raczej na zdobyciu kolejnego ważnego portu - Królewca niż na wydaniu walnej bitwy76).
Polacy weszli do miasta wraz z innymi wojskami korpusu. Żołnierze cieszyli się z kapitulacji, gdyż mieli nadzieję, że znajdą w Gdańsku odpowiednio duże zapasy, aby można się było najeść, napić, odpocząć i wyleczyć się z ran. Wbrew jednak ich oczekiwaniom, dywizji polskiej już następnego dnia po zajęciu miasta, wydano rozkaz wymarszu do Gniewa, co więcej - od 27 maja obowiązywał rozkaz marszałka Berthiera, by nie lokować rannych Polaków w gdańskich szpitalach77... Decyzja ta wywołała oburzenie polskich dowódców. Powiększyło się ono po przeczytaniu wspomnianego 77 biuletynu, w którym pominięto zasługi Polaków milczeniem. Generał Sokolnicki tak wyraził swe rozgoryczenie: "Uczczenie na polu bitwy, milczenie w raportach rządowych, prześladowanie przez resztę czasu, oto był żołd, jaki otrzymała jazda, służąc pod moimi rozkazami przez cały ciąg oblężenia Gdańska"78. Są to słowa świadczące o głębokim zawodzie Polaków, o braku docenienia ich roli w zdobyciu miasta, słowa, które wyrażały ich urażoną miłość własną; ale nie tylko to - bo przez cały czas walczyli Polacy z nadzieją, że ich trud, krew i życie przysłużą się ojczyźnie, dlatego też tak istotne było, aby powszechnie wiedziano o ich staraniach. Tymczasem - póki dla Napoleona Polska i jej przyszłość były elementem przetargowym w walce militarnej i dyplomatycznej z Prusami, Rosją i Austrią - świadomie pomniejszano ich zasługi w raportach i w biuletynach Wielkiej Armii. Polacy ponieśli podczas oblężenia znaczne straty; z 7,5 tys. ludzi (wraz z Legią Północną), poległo lub zostało rannych co najmniej 1650 żołnierzy polskich, po kapitulacji pozostało więc 4650 żołnierzy79.
W Gniewie 6 czerwca 1807r. odbył się przegląd dywizji przez powracającego do dowództwa gen. Dąbrowskiego. Stąd Polacy ruszyli do Prus Wschodnich, aby walczyć pod Napoleonem w walnej bitwie pod Frydlandem 14 czerwca 1807 roku.

Zakończenie

Uczestniczące w oblężeniu Gdańska wojska polskie dywizji gen. Dąbrowskiego oraz Legii Północnej zapisały swymi czynami chwalebną kartę w dziejach polskiej wojskowości. Nie zapominajmy, że oddziały te zostały utworzone w większości pod koniec roku 1806 z mało doświadczonych rekrutów i dopiero pod kierunkiem starszych oficerów stawały się one w przeciągu całej kampanii pomorskiej pełnowartościowymi żołnierzami. Znaczenie zarówno oblężenia, jak i całej kampanii, jest tym większe, że żołnierze byli świadomi celu, za który przelewają krew, celem ich było polskie morze, polski Gdańsk i - wskrzeszona Polska. Polacy, którzy jeszcze pod Tczewem działają dosyć nieporadnie, zapałem i chęcią do walki przesłaniając braki w wyszkoleniu, pod Gdańskiem podglądają nie tylko swych starszych kolegów, ale i wyborowych żołnierzy pułków gwardii paryskiej, pilnie ucząc się od nich rzemiosła wojennego. Z każdym dniem ich wartość bojowa rośnie, tak że pod koniec oblężenia możemy już mówić o otrzaskanych w boju, walecznych, doskonałych, karnych oddziałach piechoty. Nie tylko zresztą piechoty, ponieważ pod kierunkiem generała Sokolnickiego nawet pospolite ruszenie stało się dość wartościową jednostką bojową i ustało wreszcie "owo branie krzaków za pruskich ułanów"80. Dąbrowski był dumny z postawy swej dywizji, co wyraził w liście do księcia Poniatowskiego słowami, które najbardziej chyba nadawałyby się do roli zarówno motta, jak i puenty niniejszej pracy: "Zdaje się, iż ten Polak, o którym dawniej mówiono, iż bez bicia i pędzenia przez rózgi prawdziwym żołnierzem być nie może, musiał się odrodzić. Przekonywam się o tym lepiej codziennie z wojskiem w mojej dywizji zostającem"81.
W walce o Gdańsk Polacy często byli wysyłani na najtrudniejsze pozycje, do najcięższej pracy, ponosili nieraz ogromne straty - szczególnie należy tu podkreślić raz jeszcze wspaniałą służbę 2. pułku piechoty pod znakomitym dowództwem pułkownika Antoniego Downarowicza - a mimo to walczyli nie skarżąc się zbytnio, jeśli już to na brak żywności, odzieży czy obuwia, ale nie na samą służbę liniową. Albowiem na linii frontu, w walkach z nieprzyjacielem zawsze wykazywali się bezprzykładną ofiarnością, walecznością i zapałem, a nawet brawurą. O ich wkładzie w ostateczne zwycięstwo świadczy chociażby sama liczba zabitych i rannych. A szkoda, bo świadczyć powinny także raporty Lefebvre'a, a przede wszystkim biuletyny kształtowane przez Napoleona. Z różnych stron można na efekty takiego postępowania wobec Polaków patrzeć. Niektórzy, jak generał Sokolnicki, poczuli się na pewno oszukani; inni, na przykład generał Kosiński, przerzucali całą winę i odpowiedzialność za taki stan rzeczy na nie lubianego marszałka Lefebvre'a, i uważali, że to tylko za jego sprawą w biuletynach Wielkiej Armii tak rzadko wspomina się o Polakach, bo przecież pragnący odbudować Polskę cesarz nie mógłby celowo o Polakach milczeć. Inni jeszcze starali się myśleć inaczej, uważając, że nie pochwały się liczą, lecz to, że walcząc - walczą o wolność: swoją i ojczyzny, i tylko to jest tak naprawdę ważne.

<<< Wstecz    Dalej >>>

Tekst: Michał Swędrowski

Zdjęcia: Grzegorz Reszka




Copyright © 2001 - 2011  NapoleonTeam
Wszelkie Prawa Zastrzeżone