| ||||
| Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni | ||||
|
Polacy w oblężeniu Gdańska 1807 Michał Swędrowski |
||
I. Napoleon i Dąbrowski.
I.1. Zalążki wojska polskiego Z chwilą, gdy armia francuska rozbiła wojska pruskie pod Jeną i Auerstädt1, i gdy wojna z dnia na dzień przenosiła się coraz dalej na wschód, Napoleon stanął w sytuacji, w której należało zająć stanowisko wobec sprawy polskiej. Wśród otoczenia cesarza zdania były podzielone, część jego doradców skłaniała się ku możliwości odbudowania Polski, część, z Talleyrandem na czele, zdecydowanie Polsce i Polakom nie sprzyjała2. "Sam Napoleon zajmował raczej postawę wyczekującą - twierdzi Emanuel Halicz - nie przyjmując na siebie żadnych zobowiązań i uzależniając swój stosunek do Polski od dalszego biegu wydarzeń"3. Cesarz jednak rozumiał, jak ważna jest Polska - w tym momencie, pod koniec 1806 r., była ona o tyle ważna, że teatr działań przenosił się na dawne ziemie Rzeczypospolitej, zatem Napoleonowi przede wszystkim zależało na zdobyciu przychylności Polaków i przeciągnięciu ich na swoją stronę. Chodziło mu o aprowizację armii, o zapewnienie sobie przychylności narodu, na którego miejscu zamieszkania będzie walczył.
Kliknij aby powiększyć Gdańsk w 1807 r. Formowanie jednostek przebiegało w departamencie poznańskim bardzo szybko, najszybciej z objętych polską administracją ziem zaboru pruskiego. Pod koniec grudnia 1806r. wszystkie pułki miały już gotowe pierwsze bataliony oraz zalążki drugich, wciąż uzupełniane. Kompanie liczyły 120-150 ludzi. Ubiór był prawie kompletny: kurtkę i płaszcze mieli wszyscy, podobnie obuwie i bieliznę, jedynie w uzbrojeniu brakowało patrontaszy i tornistrów, zamiast których noszono płócienne torby, a ładunki chowano po kieszeniach9. Jeśli zaś chodzi o uzbrojenie, to tworzące się wojsko uzależnione było całkowicie od dostaw broni przez Francuzów z zajętych przez nich garnizonów pruskich10. Prócz piechoty przystąpiono również do tworzenia kawalerii. Wymienić tu należy zwłaszcza 1. pułk kawalerii narodowej pod dowództwem (od grudnia 1806r.) Jana Michała Dąbrowskiego, a także tworzący się od końca 1806r. 1. pułk lekkiej jazdy pod Kazimierzem Turno (później 5. pułk strzelców konnych)11. Nie można również zapomnieć o pułku ułanów, sformowanym przez Dominika Dziewanowskiego w Bydgoszczy z dawnych "towarzyszów" z armii pruskiej. Wielokrotnie podkreślono ich odwagę, "męstwo nieustraszone, zręczność w walce, znajomość służby garnizonowej i polowej, ożywione zapałem serc szlachetnych"12. Pomimo że doskonale wiedzieli, co ich czeka, jeśli zostaną wzięci do niewoli, nie chcieli zdjąć swych dawnych mundurów, przywieszając jedynie końskie włosie u czapek. Regiment ten sprawdził się i oddał największe zasługi w straży przedniej, pełniąc służbę wywiadowczą i zwalczając podjazdy nieprzyjacielskie, w samym zaś oblężeniu nie odegrał zbyt istotnej roli. Wchodzący do tworzącej się armii polskiej rekruci byli pochodzenia plebejskiego, nie bardzo wiedząc, po co, za co i dla kogo idą walczyć, najczęściej brani byli do wojska przemocą13. Dopiero później, w jednostkach, w obozach, podczas walki, ci młodzi żołnierze zaczynali rozumieć, o co idzie walka. Wpływ na nich przeogromny wywierali przede wszystkim dawni oficerowie, podoficerowie i żołnierze legionowi, powstańcy kościuszkowscy czy tez dezerterzy z wojska pruskiego. Oni to właśnie nie tylko organizowali, szkolili, ale też opiekowali się młodymi rekrutami - nie należy zapominać o panującej w polskiej armii atmosferze, duchu egalitaryzmu; o tym, że "ludzie wolni są braćmi". Wszystko to sprawiało, że rekruci szybko znajdowali sobie miejsce w pułkach, zawiązywały się przyjaźnie, mające nieraz trwać całe lata, "nikomu na myśl nie przyszło - pisał Aleksander Fredro - odmówić koledze obiadu, sukni, nawet butów w nagłej potrzebie"14. Jako że Napoleonowi niezwykle zależało na tym, aby zaktywizować jak największe rzesze polskiego społeczeństwa, na jego wyraźne żądanie (3.12.1806) powołano pod broń szlachtę na pospolite ruszenie. Zebrało się ono już 1 stycznia 1807r. w liczbie 4 tys. koni pod Łowiczem, gdzie złożyło ono uroczystą przysięgę na buławę Czarnieckiego i szablę Sobieskiego15. Nie miało ono jednak zbyt wielkiej wartości bojowej ze względu na brak dyscypliny, inne wyobrażenia o prowadzeniu wojny i chyba brak tej atmosfery, która istniała w oddziałach złożonych z rekrutów, ochotników, dezerterów, dawnych żołnierzy Rzeczypospolitej czy też legionistów Dąbrowskiego16. Komendę nad pospolitym ruszeniem początkowo sprawował Amilkar Kosiński, a po jego rezygnacji i przeniesieniu(7.02.1807) gen. Michał Sokolnicki. Oprócz wyżej wymienionych jednostek i oddziałów w oblężeniu Gdańska brała udział także Legia Północna. Jednostka ta została utworzona przez Napoleona jeszcze we wrześniu 1806r. z jeńców pruskich. Pierwsza Legia Północna tworzyła się w Hagenau i Landau pod komendą gen. Zajączka, a druga w Norymberdze pod dowództwem gen. Henry-Wołodkowicza. Pierwsza Legia przez Lipsk, Magdeburg i Szczecin dotarła na Pomorze, a po odjeździe Zajączka do Warszawy, została podporządkowana francuskiemu gen. Puthod. W styczniu 1807r. jej dowódcą został książę Michał Radziwiłł w randze pułkownika. Kiedy w marcu, już pod Gdańskiem, II Legię wcielono do pierwszej, cały pułk liczył około 3 tys. żołnierzy17. 3 stycznia 1807r. Dąbrowski otrzymał rozkaz sformowania ze wspomnianych pierwszych batalionów pułków brygady piechoty i skierowanie jej do walki pod dowództwem gen. Aksamitowskiego, drugą zaś brygadę utworzono z batalionów legii kaliskiej pod komendą gen. Stanisława Fiszera. Brygady liczyły po 3200 ludzi, cała zaś w ten sposób skombinowana dywizja, której dowodzenie powierzono Dąbrowskiemu, 6400 żołnierzy w piechocie i około 660 w kawalerii. Tak przedstawiał się proces tworzenia i skład jednostek polskich walczących wiosną 1807r. pod Gdańskiem. Oczywiście i liczebność, i skład, i dowódcy poszczególnych oddziałów ulegały zmianom. Niektóre jednostki były wycofywane spod Gdańska dla uzupełnienia szeregów, inne powoływane były na ich miejsce. Inne jeszcze były rozwiązywane i przekształcane w zakłady dywizyjne, z których czerpano uzupełnienia, jak na przykład 3.p.p. w marcu 1807 r18. Tymczasem była zima, mróz dochodzący do 15°C, śnieg i porywisty wiatr. Trzeba było ruszać do walki. I.2. Z Bydgoszczy pod Gdańsk. W pierwszej fazie działań Dąbrowski dysponował jedynie czterema batalionami piechoty z legii poznańskiej oraz niewielką liczbą kawalerii i pospolitego ruszenia, ponieważ wymarsz legii kaliskiej został opóźniony ze względu na braki w uzbrojeniu i ekwipunku. Tak więc, łącznie dysponował Dąbrowski w styczniu 1807r. około 4 tys. ludzi. Zabezpieczony od strony Prus Wschodnich przez działający na lewym brzegu Wisły korpus Bernadotte'a, zaś od Grudziądza oblegającymi go oddziałami heskimi, mógł Dąbrowski rozpocząć ofensywę na prawym brzegu Wisły. Jego zadanie miało polegać na oczyszczeniu Pomorza Gdańskiego z oddziałów pruskich, które zagrażały Wielkiej Armii na jej lewym skrzydle. Było to zadanie o tyle istotne, że w tym właśnie czasie Napoleon ścigał armię rosyjską i resztki pruskiej w Prusach Wschodnich i musiał mieć pewność, iż jego lewe skrzydło nie zostanie zaatakowane przez garnizon gdański.
Kliknij aby powiększyć Forty gdańskie Bitwa ta była ważna z kilku powodów. Przede wszystkim: otwarta została droga ku Gdańskowi; po drugie - była to "pierwsza bitwa polska", pierwsza batalia, w której tak istotną rolę odegrali Polacy, zaznaczając własną krwią swoją obecność w wojnie z Prusami i Rosją; to już nie byli powstańcy, lecz żołnierze; nie buntownicy, lecz walczący o wolność naród21. Z Warszawy do Dąbrowskiego pisał Wybicki o wrażeniu, jakie wywarło tam jego zwycięstwo: "wszyscy dobrzy Polacy Cię kochają, wszyscy Cię szanują"22... Ale chyba najważniejszy skutek tej bitwy kryje się między wierszami relacji polskiego żołnierza-woltyżera: "W Tczewie... ja pierwszy raz... szedłem w bój porządny. Nogi podemną zadrżały, duszy nie czułem prawie w ciele, gdy nam strzelcom dano znak do tyralierki. Ale ledwom raz wystrzelił i zobaczył, że kuli świstają, a żadna mnie nie trafia, pomyślałem sobie >>chłop strzela, Pan Bóg kule nosi<< , proch mnie obszedł, strach minął i odtąd nie bałem się już nigdy..."23. Był to zatem chrzest bojowy młodego, niedoświadczonego żołnierza polskiego, który po pokonaniu pierwszego strachu, po opanowaniu paniki, wahania i niepewności, przy zachęcie i za przykładem starszych żołnierzy i oficerów dokonał udanego ataku na dobrze umocnioną pozycję wroga i zdobył ją. Osłuchał się z ogniem bitewnym, hukiem armat, widokiem zabitych i rannych, zahartował się, nabrał pewności siebie i odwagi. Bitwa ta miała jeszcze jeden ważny skutek. Otóż, dotąd dywizja składała się tylko z Polaków, działała samodzielnie pod komendą polskiego generała, zadecydowała o zdobyciu prawie całego Pomorza, Tczew zaś kończy ten etap walki, od tego momentu dywizja polska przestaje być zwarta masą, staje się częścią X korpusu pod zwierzchnim dowództwem francuskim. Co więcej Lefebvre dokonał rozproszenia polskich oddziałów, tak że dywizja polska figurowała pod Gdańskiem tylko z nazwy. Poza tym, duże wrażenie zrobił na żołnierzach polskich odjazd do Gniewa rannego gen. Dąbrowskiego i objęcie komendy przez gen. Kosińskiego. Odtąd zaczynają psuć się stosunki w polskim dowództwie, głownie między Kosińskim, Sokolnickim i Niemojewskim24. Ten marsz Polaków z Bydgoszczy był niezwykle trudny. Żołnierze co prawda dostawali regularnie racje chleba, mięsa, grochu lub kaszy i wódki, ale brakowało płaszczy, także z oporządzeniem było bardzo mizernie. Do tego panowały niekorzystne do marszu warunki atmosferyczne, mrozy wprawdzie zelżały, ale dokuczał mokry śnieg, "szybko topniejący i powodujący błota", piechurzy nacierali nogi wódką, aby uchronić je od otarcia i spuchnięcia.25 Nastrój jednak - jak pisał Weyssenhoff - panował całkiem dobry, "zapał wszystko zwyciężał ochoczo"26. Jest w tym na pewno duża zasługa Dąbrowskiego, który miał niebywały wprost wpływ na żołnierzy, rozmawiał z nimi, zachęcał, dodawał otuchy, pocieszał; potrafił jak mało kto zagrzać do walki, a w potrzebie - jak pod Tczewem - stawał do boju obok zwykłych szeregowych i prowadził ich do ataku. Jego brak był potem bardzo odczuwalny pod Gdańskiem. Tymczasem na prawym brzegu Wisły na północ posuwał się marszałek Lefebvre27, któremu Napoleon oddał dowództwo nad utworzonym po Pruskiej Iławie X korpusem Wielkiej Armii i powierzył zadanie zdobycia Gdańska. Lefebvre szybko opanował Kwidzyn i Malbork, a po bitwie tczewskiej przybył (27 lutego) wraz z oddziałem wojsk badeńskich pod miasto, gdzie powoli następowała koncentracja wszystkich wojsk mających oblegać Gdańsk. II. Początek oblężenia. II.1. Twierdza Gdańsk. Charakterystyka wojsk oblegających. Liczący przed oblężeniem 44,5 tys. mieszkańców Gdańsk posiadał potężne fortyfikacje, wprawdzie od wielu lat zaniedbywane, ale od przełomu 1806 i 1807r. przez Prusaków naprawiane, wzmacniane, rekonstruowane i rozbudowywane. System umocnień Gdańska opierał się na kilku najważniejszych punktach, na czele z Grodziskiem28 i Biskupią Górą, całe zaś miasto otoczone było wałem ochronnym, wzmocnionym fosami, bastionami i palisadami z wielu tysięcy pni. Oprócz fortyfikacji samego miasta, do systemu obrony należy zaliczyć także leżące nad samym morzem umocnienia Nowego Portu i dobrze zaopatrzoną w działa twierdzę Wisłoujście, z którym miasto połączone było przez tzw. Szaniec Wapienny. Istotne znaczenie dla twierdzy miała również wyspa Ostrów, która była swoistym spichrzem miasta; było tu wiele składów żywności (w tym bydło), a ponadto ochraniała ona miasto od strony północnej. Miasto w ogóle posiadało tak silne umocnienia, że jedynie od zachodu można było próbować twierdzę podejść. Jeśli chodzi o garnizon Gdańska, to na początku działań oblężniczych liczył on w sumie 15 657 oficerów, podoficerów i szeregowych. Siły te zostały rozdzielone przez dowodzącego obroną gen. Kalkreutha29 między załogi samej twierdzy gdańskiej, Wisłoujścia, Nowego Portu, Ostrowa, Szańca Wapiennego oraz specjalnie wydzielonego oddziału gen. Rouquette'a, który miał za zadanie utrzymywać łączność między Gdańskiem a Piławą i Królewcem przez Żuławy i Mierzeję Wiślaną. Część załogi Gdańska stanowiły trzy pułki kozackie i pięć batalionów piechoty rosyjskiej w ogólnej liczbie 4799 ludzi. Żołnierz pruski powoli począł się otrząsać z szoku wywołanego Jeną i Auerstädt, kilka miesięcy trwającego i znaczącego się łatwym pochodem wojsk Napoleona na wschód, za Odrę. Z wolna zaczęło narastać pragnienie odwetu, zmazania hańby, zrehabilitowania się w oczach Europy i własnych, pragnienie pokazania, że w armii pruskiej pozostało jeszcze coś z ducha walki, odwagi i karności wszczepionych przez Fryderyka II. Nie mogło to jednak wystarczyć, aby być pewnym utrzymania Gdańska. Przede wszystkim, twierdza była uzależniona od pomocy oddziałów pruskich i rosyjskich ciągnących przez Mierzeję Wiślaną, a także wsparcia floty angielskiej od strony ujścia Wisły. Sama odwaga żołnierza pruskiego nie mogła zadecydować o losach oblężenia. Trzeba również pamiętać, że w szeregach garnizonu spory odsetek stanowili siłą wcieleni do wojska rekruci-Polacy, a ci oczywiście wiedzieli o sukcesach Napoleona i nadziejach narodu z nim związanych, i w duchu sprzyjali armii oblężniczej, co zresztą znajdowało potwierdzenie w licznych dezercjach. Dezercje te, oprócz tego, że same przez się uszczuplały i osłabiały siły wojsk obleganych oraz stanowiły przyczynę ciągłej frustracji i złości Kalkreutha, to na dodatek były pośrednio powodem konfliktów między Prusakami a Rosjanami. Kalkreuth bowiem, zmuszony do wycofywania Polaków na mniej znaczące pozycje, a kierujący się troską o własnych żołnierzy, coraz częściej na najbardziej niebezpieczne punkty obrony wysyłał Rosjan, co naturalnie wywoływało sprzeciwy rosyjskiego dowództwa. Kilka słów należałoby też powiedzieć o stosunku mieszkańców miasta do oblężenia. Zdania wśród historyków są w tym względzie podzielone. Janusz Staszewski, na przykład, twierdzi, iż odkąd znienawidzonego powszechnie Mansteina zastąpił Kalkreuth, Gdańszczanie chętnie włączali się do pomocy, tworząc chociażby oddziały straży miejskiej, dostarczając garnizonowi żywność i pieniądze na obronę30. Zupełnie odmienny pogląd prezentuje natomiast Władysław Zajewski, stwierdzając, że do wspomnianej straży zgłosiło się ledwie 86 ochotników, a Gdańszczanie "dość już mieli pruskiego panowania"31. Wydaje mi się, że - jak to zwykle bywa - prawda tkwi gdzieś pośrodku. Mieszkańcy Gdańska z całą pewnością nie mogli być zadowoleni ze zniszczeń, pożarów, głodu i drożyzny; zamarł przecież handel, podstawa egzystencji miasta. Poza tym: czyż mieszkańcy jakiegokolwiek miasta byli kiedykolwiek szczęśliwi tkwiąc w oblężeniu...? Z drugiej strony nie można zapominać o ludzkim strachu i najzwyklejszych potrzebach... Z Prusakami trzeba było zachować poprawne stosunki, ponieważ póki co, to oni byli panami miasta, to z nimi należało się przede wszystkim liczyć, na nich w pierwszej kolejności zwracać uwagę, to oni mieli największy wpływ na to, co się dzieje w mieście. Jeśli chciało się zachować życie, najlepiej wraz z dobytkiem, nie należało Prusakom wchodzić w drogę. Naturalnie sam strach też nie był w stanie sprawić, iż Gdańszczanie staną twardo po stronie pruskiej. Tymczasem po kilkudniowym odpoczynku po bitwie, pod Tczewem nastąpiła koncentracja i dyslokacja X korpusu Wielkiej Armii. O jednorazowej i konsekwentnie potem realizowanej reorganizacji jednak mówić nie możemy, ponieważ podczas działań pod Gdańskiem marsz. Lefebvre często dokonywał przegrupowań i zmieniał skład poszczególnych dywizji. Ogółem armia oblężnicza liczyła 16 470 żołnierzy32, z czego największą jej część stanowili Polacy - 7250 ludzi, Badeńczyków i Francuzów było nieco mniej, odpowiednio: 3460 i 3120 żołnierzy, najmniej liczna była dywizja saska, składająca się z 2910 oficerów, podoficerów i szeregowych. Z tych sił najwyższy poziom wyszkolenia i największe doświadczenie miały oddziały francuskie; po nich największą wartość należy chyba przypisać dywizji polskiej, składającej się co prawda w większości z młodych, mało doświadczonych żołnierzy, górujących jednak z całą pewnością nad żołnierzami z krajów niemieckich gorliwością, odwagą, pracowitością i oddaniem dla sprawy. Jednostki badeńskie natomiast, jak się pod Gdańskiem okazało, "nie są zdolne ani do pracy, ani do ognia"33. Sasi z kolei byli w X korpusie zdecydowanie najgorszymi żołnierzami, co zapewne miało przyczynę w tym, iż jeszcze jesienią poprzedniego roku stali oni po stronie Prus i teraz nie mieli zbytniej motywacji do walki przeciw swym niedawnym sprzymierzeńcom. Rozkazem z 4 marca 1807r. Lefebvre podzielił swe siły na cztery dywizje. I dyw. pod gen. Menardem obejmowała pułki saskie i francuskie, II dyw. gen. Puthoda przede wszystkim Badeńczyków, III dyw. głównie pułki polskie pod gen. Kosińskim i francuskie generałów Gardanne'a i Schramma, a dyw. IV składała się z Legii Północnej. Ponadto oddzielne jednostki tworzyła kawaleria: francuska pod gen. Duprez i polska gen. Sokolnickiego. Jak już zaznaczyłem wyżej, nie był to sztywny podział, gdyż Lefebvre wraz z rozwojem sytuacji reorganizował korpus jeszcze kilka razy - o tych najistotniejszych jego posunięciach organizacyjnych będzie jeszcze mowa. Trzeba też pamiętać o tym, iż sam skład korpusu ulegał zmianom. Niektóre oddziały, jak na przykład większość polskiej jazdy34 czy też cały 1.p.p. polskiej35, były odsyłane spod Gdańska, inne zaś przysyłane na pomoc wojskom oblężniczym. II.2. Działania wstępne pod Gdańskiem - marzec 1807. Pierwsze działania X korpusu przeciw Gdańskowi miały na celu przede wszystkim zmuszenie Prusaków do wycofania się z przedmieść i zamknięcie ich w mieście w celu oczyszczenia przedpola do rozpoczęcia systematycznego oblężenia. Dlatego właśnie armia oblężnicza, która rozpoczęła atak na Gdańsk 7 marca, szła jak najszerszym łukiem, by swym zasięgiem objąć maksymalny obszar i możliwie najszybciej, z najmniejszymi stratami wyprzeć Prusaków z przedmieść. Marsz na Gdańsk niezwykle barwnie opisał jeden z polskich podoficerów dywizji Kosińskiego: "ujrzeliśmy na prawo i lewo wszestkiemi drogami posuwające się dywizje ku miastu. Stanowiliśmy prawie środek, przed nami maszerowali ułani Dziewanowskiego, za nami dywizja francuska. Po naszej prawej szedł na czele jeden regiment lekkiej piechoty francuskiej Nr 2-gi, za nim dywizja saska. Na lewej zaś posuwał się pułk 10-ty strzelców konnych francuskich, za nim baterya i brygada Radziwiłła, a przed nią jazda pod generałem Sokolnickim, zebrana z powstań Poznańskiego i Kaliskiego. Piękny to był widok, jak wielka musztra. Przednie straże jazdy gdzieniegdzie z pistoletów strzelały"36. Dywizja polska przeszedłszy Radunię, zajęła Borkowo i stanęła obozem w Łostowicu, lewe wysunięte skrzydło w Ujeścisku, a cofnięte nieco do tyłu prawe w Borkowie, w tym czasie Legia Północna ścierała się z wrogiem w okolicach jeziora Zaspa. Prusacy z reguły nie stawiali zbyt wielkiego oporu i wycofywali się do miasta. Aby utrudnić przeciwnikowi zadanie, głównodowodzący oblężonymi gen. Manstein nakazał spalić przedmieścia Chełm, Peterszawę, Stare Szkoty i Siedlce; płonęły one dwa dni, a nocą łuna była tak jasna, "że czytać było można"37. Tak więc, 12 marca oddziały X korpusu stały szerokim łukiem wokół Gdańska od Oruni przez Łostowice, Ujeścisko, Migowo, Piecki po Wrzeszcz; tego też dnia zmieniono nurt Raduni, unieruchamiając wszystkie młyny w mieście. Po tych pierwszych działaniach nastąpiła kilkudniowa przerwa w walkach, spowodowana silnym wiatrem, sporymi opadami śniegu i zamieciami. Dopiero 16 marca Lefebvre zarządził atak na kilku frontach - Legia Północna tego dnia uderzyła z Wrzeszcza na niezwykle ważny Szaniec Wapienny, Sasi na Szaniec Jezuicki, a niecierpliwy Kosiński ze swą dywizją poprowadził atak na Chełm, który szybko wprawdzie został zajęty, jednak walki w jego obronie były długie i wyczerpujące. Mniej szczęścia tego dnia mieli żołnierze Legii Północnej, którym co prawda udało się zdobyć szaniec, lecz wkrótce zostali wyparci stamtąd przez kontratak Rosjan. Cztery kompanie 4. p.p. obsadziły Chełm, a pozostałe jednostki wycofały się na odpoczynek do Kowali i Ujeściska. Porucznik Chłapowski, który pełnił straż na drodze do Chełma, tak opisał swe przeżycia: "Myślę, że w przeciągu tych 24 godzin mało który z mojej kompanii miał kawałek chleba w ustach. Byliśmy młodymi żołnierzami i nic nie mieliśmy przy sobie"38. Chłapowski podkreśla jednak, że choć dokuczał wiatr i śnieg, a wszyscy byli głodni, to atmosfera w kompanii panowała bardzo dobra, śpiewano piosenki z czasów insurekcji lub legionów. Inny uczestnik oblężenia pisał w tych dniach, iż "każdy pała, aby mu tylko dano rozkaz uderzyć"39. Atak na Chełm był ostatnią czynnością gen. Kosińskiego na stanowisku dowódcy dywizji, bowiem Lefebvre - zniecierpliwiony ciągłymi utarczkami słownymi między polskimi generałami i ich wzajemnymi oskarżeniami - desygnował na jego miejsce służącego dotąd w armii francuskiej gen. Henry-Wołodkowicza40, tego zaś już następnego dnia zastąpił gen. Ignacym Giełgudem. Był to stary żołnierz Rzeczypospolitej, ale bez zbyt wielkiego doświadczenia liniowego, lecz przez żołnierzy szanowany i szybko polubiony jako "człowiek poczciwy i odważny"41. W raporcie do księcia Józefa Poniatowskiego z dnia 30 marca nowy dowódca dywizji tak opisywał jej stan: "Mimo ciągłych fatyg i przykrej pory roku znalazłem w całej dywizji największy zapał i prawdziwie wojennego ducha, oficerowie nade wszystko są powszechnie dla żołnierza doskonałym przykładem męstwa w boju i wytrzymałości w niewygodach i trudach wojennych. Lubo obozowanie na śniegach i błocie użyło nieco mundury, te są jednak jeszcze dosyć dobre, co się zaś tyczy obuwia, ledwo nie połowa żołnierzy już bez trzewików, które obiecane dotąd jeszcze nie przychodzą. Płaszcze mają wszyscy żołnierze. Patrontaszów wcale nie mamy, lecz za kilka dni mają być przysłane. Aż do 1 apryla cała dywizja jest płatna. Chorych mamy bardzo wielu, przyczyna tego jest ciągłe obozowanie i nie dosyć dobra żywność"42. Poważny niepokój budziło u Giełguda usytuowanie polskiej dywizji między Badeńczykami a Sasami, do których nie miał zaufania, i dlatego też całą swą nadzieje pokładał w odwadze i waleczności Polaków43. Podczas gdy na lewym brzegu Wisły zdobywano kolejne przedmieścia44, coraz bardziej zaciskając pierścień wokół miasta, punkt ciężkości działań oblężniczych przeniósł się na brzeg prawy. Tam bowiem gen. Schrammowi powierzono zadanie unieszkodliwienia dwutysięcznego oddziału gen. Rouquette'a. Do brygady Schramma przydzielono m.in. 1 batalion 2. p.p. pod Downarowiczem, cały 4.p.p. pod faktycznym dowództwem Weyssenhoffa oraz setkę jeźdźców pospolitego ruszenia. Przeprawiwszy się przez rzekę, gen. Schramm szybko okrążył Prusaków i zmusił ich do ucieczki aż pod Wisłoujście45. W ten sposób przecięto komunikację między Gdańskiem a Królewcem, co było ogromnym sukcesem armii oblegającej. Po rozbiciu Rouquette'a Schramm pozostał na prawym brzegu, główna kwaterę obierając w Stogach. Wieści o klęsce na prawym brzegu wywołały bardzo przygnębiające wrażenie w mieście, spadło morale, szerzył się defetyzm. Kalkreuth zdawał sobie sprawę, że jedynie jakiś szybki sukces byłby w stanie przywrócić jego żołnierzom wiarę w zwycięstwo. Dlatego też zarządził na 26 marca wycieczkę na pozycje przeciwnika. Uderzenie było skierowane w dwóch kierunkach: grupa 1800 piechurów i około 1000 jeźdźców(w tym 600 kozaków) uderzyła na stanowiska Polaków i Badeńczyków w Siedlcach i na Chełmie, natomiast oddział ochotniczy mjr. Krockowa z Nowego Portu skierował atak na stacjonującą we Wrzeszczu Legię Północną. Początkowo - dzięki elementowi zaskoczenia i haniebnej, bez walki w zasadzie, rejteradzie Badeńczyków - osamotnieni Polacy nie utrzymali pozycji i Prusacy zajęli Suchanino, Siedlce i Chełm. Cofający się 1 batalion 2.p.p. dzielnie osłaniał por. Chłapowski na czele swej kompanii woltyżerów - dzięki ich odwadze Polakom udało się szczęśliwie wycofać do Ujeściska, sam natomiast Chłapowski opłacił swe męstwo niewolą46. W Ujeścisku szybko zaczęto organizować obronę, głównie za sprawą pułkowników Weyssenhoffa i Dziewanowskiego oraz kpt. Gorzeńskiego; oni to, przy pomocy francuskiego plutonu artylerii, rozpoczęli kontratak. Na front przybył sam marsz. Lefebvre i - według relacji polskiego oficera47 - "odpiąwszy surdut, odkrył hafty munduru i gwiazdy. Kazał doboszom bić szarżę, a znajdując, że nie dosyć żwawo biją, sam bęben porwał i tak przyspieszonym krokiem pędził ku nieprzyjacielowi.(...)Gdyśmy weszli już pod ogień twierdzy, marszałek zawołał: - Montrons leur, que les Polonais ne craignent pas le canon!48". Szybko podjęła kontratak również Legia Północna wsparta kawalerią gen. Sokolnickiego - połączone oddziały rozbiły "freikorps" Krockowa, a kpt. Sokolnicki(krewny i adiutant generała) wziął do niewoli pruskiego dowódcę; zdobyto także jedną armatę, którą Lefebvre podarował gen. Sokolnickiemu49. Wycieczka z twierdzy nie osiągnęła celu, siły oblężnicze poniosły stosunkowo niewielkie straty, natomiast Prusacy w zabitych, rannych i jeńcach stracili 7 oficerów i 192 szeregowych50. Odparcie wycieczki pruskiej było przede wszystkim zasługą Polaków, co znalazło wyraz w pochwałach Lefebvre'a51, cała zaś odpowiedzialność za pierwsze sukcesy Prusaków spadła - słusznie - na Badeńczyków. Tak wyglądały główne operacje korpusu oblężniczego na przeciągu marca. Oblegający osiągnęli przez ten czas cele, jakie sobie zakładano na początku działań, czyli: zmuszono Prusaków do wycofania się do twierdzy; zajęto przedmieścia z dogodnymi pozycjami do rozpoczęcia robót oblężniczych, a przede wszystkim odcięto linię komunikacyjną Gdańska z Królewcem przez Mierzeję Wiślaną oraz nawiązano stałą łączność z wojskami oblegającymi Kołobrzeg. Ostatnim ważniejszym posunięciem Lefebvre'a w marcu było zarządzenie kolejnej reorganizacji. Na jego rozkaz Legia Północna pod gen. Puthod zajmowała najbardziej na północ wysunięte pozycje z zadaniem patrolowania nabrzeża i drogi z Gdańska do Nowego Portu, kawaleria Sokolnickiego stacjonowała we Wrzeszczu, a w centrum(Ujeścisko i Chełm) obie dywizje - polską i saską - oddano pod dowództwo gen.Michaud. Zgodnie z rozkazami swą dywizję zreorganizował też Giełgud52, jednakże i ten podział na brygady nie okazał się stały i sztywno przestrzegany. Dalej >>> Tekst: Michał Swędrowski Zdjęcia: Grzegorz Reszka |
||
|
|
||