Napoleon.org.pl English     Deutsch    
Strona główna | Guerra de la Independencia | Biblioteka Barwy i Broni



Kampanie i bitwy

Badajoz
16.III.1812 r. - 06.IV.1812 r.


Zdobycie przez Anglików Ciudad Rodrigo było bardzo poważnym ciosem dla armii francuskich walczących w Hiszpanii. W ten sposób została odsłonięta cała Kastylia. Nie było pomiędzy Ciudad Rodrigo a Valladolid żadnej twierdzy, która mogłaby powstrzymać lorda Wellingtona w marszu na północ. Poza tym francuska linia komunikacyjna pomiędzy Bajonną a Sewillą i Kadyksem został narażona na przecięcie, co mogło w praktyce oznaczać odcięcie Armii Południa i Armii Centrum od Francji. Tak więc sytuacja stała się dla Francuzów niezwykle niebezpieczna.1
Dowodzący w tym rejonie marszałek Marmont bardzo szybko zauważył to niebezpieczeństwo. Zdawał sobie dobrze sprawę, że najważniejszą rzeczą jest przeszkodzenie Anglikom w podjęciu ofensywy na Valladolid lub Madryt. Dlatego po powrocie do tego pierwszego miasta rozlokował swoje dywizje w ten sposób, aby w razie ofensywy wroga z jednej strony mogły one stawić mu czoło, natomiast z drugiej strony były one w stanie wyżywić się w spustoszonym kraju, nie mając magazynów żywnościowych, za pomocą rekwizycji. Pozostawił nad rzeką Tormes bardzo silną awangardę, która byłaby w stanie maksymalnie opóźnić marsz Brytyjczyków do serca Hiszpanii. Dwie dywizje rozlokował w dolinie Tagu, jedną na stokach gór Guadarrama, jedną w Avila, trzy nad Douro i Esla, natomiast dywizję Boneta wysłał z powrotem do Asturii.2



Książę Raguzy stworzył tym samym kordon osłonowy, aby w maksymalny sposób obsadzić powierzone jego pieczy terytorium i móc w stosunkowo krótkim czasie zebrać większość swoich sił, dla obrony przed ofensywą angielską. W takiej pozycji pragnął Marmont przeczekać zimę i porę deszczową oraz doczekać żniw, dzięki którym mógł zaopatrzyć swoją armię w żywność, i dopiero wtedy pokusić się o odzyskanie Ciudad Rodrigo.
Jednak 22 lutego otrzymał on wiadomość, że główne siły angielskie ruszają na południe, by zdobyć Badajoz. Natychmiast rozkazał on dowodzącemu w dolinie Tagu generałowi Foy koncentrację trzech znajdujących się w pobliżu dywizji Armii Portugalii. W tym samym kierunku ruszył osobiście marszałek prowadząc dwie dywizje znad Douro.3 Tak więc szykował się książę Raguzy na czele około 30 tys. żołnierzy do połączenia z Armią Południa marszałka Soulta, który to mógł przybyć do Estramadury, prowadząc 22-24 tys. ludzi. Te przeszło 50 tys. francuskich weteranów mogło z łatwością doprowadzić do odblokowania Badajoz, a może nawet do pokonania niezwyciężonego do tej pory lorda Wellingtona w otwartej bitwie. Niestety przyszłość, a w zasadzie Napoleon, zweryfikował te plany.


W tym samym czasie Napoleon przygotowując się do wojny z Rosją nie mógł przybyć do Hiszpanii. Pomimo to starał się wszystkim sterować z Paryża, czyli będąc oddalonym o kilkaset kilometrów od wydarzeń wojennych. Cesarz w ogóle nie orientował się w realiach wojny hiszpańskiej, a jego rozkazy, choć logiczne, były w Hiszpanii niemożliwe do wykonania. Poza tym polecenia te były przechwytywane przez partyzantów lub dochodziły do adresatów ze znacznym opóźnieniem, w czasie gdy sytuacja na froncie zmieniała się i należało przedsięwziąć inne środki.4 Ponadto Cesarz w ogóle nie przyjmował do wiadomości kłopotów aprowizacyjnych z jakimi spotykali się w Hiszpanii jego dowódcy. Aż dziw bierze, gdy czyta się korespondencję Napoleona, całkowite pomijanie przez Cesarza problemów żywnościowych, z jakimi borykały się jego armie.
Również i tym razem Napoleon nie przyjmując do wiadomości wielokrotnie przedstawianych mu przez marszałka Marmonta trudności aprowizacyjnych, rozkazał mu 11 lutego skoncentrować siły w Salamance, a następnie podjąć ofensywę w kierunku Ciudad Rodrigo i Almeidy.5 W tym samym liście Cesarz pisze znamienne słowa, świadczące dobitnie o jego całkowitym nie orientowaniu się w sytuacji w Hiszpanii: "...musi Pan uważać Anglików za głupców, jeżeli myśli Pan, że będą oni maszerowali w stronę Badajoz i pozwolą Panu dotrzeć do Lizbony."6 To przekonanie o możliwości szybkiej koncentracji przez Marmonta sił w Salamance, a następnie o możliwości podjęcia przez niego ofensywy oraz przekonanie Cesarza, iż po zdobyciu Walencji Armia Aragonii jest w stanie wzmocnić Armię Południa (choć pomiędzy tymi armiami znajdowały się nie zdobyte jeszcze miasta takiej jak: Alicante i Murcja) stanowiły gwóźdź do trumny dla garnizonu francuskiego w Badajoz.
Następny list Cesarza z 18 lutego utrzymany jest w tym samym tonie. Napoleon ponownie rozkazuje Marmontowi przenieść swoją główną kwaterę do Salamanki, ufortyfikować ją, skoncentrować w jej pobliżu większość swojej armii i bezustannie nękać stacjonujących nad rzeką Coa Anglików.7 W tym samym liście Bonaparte ponownie pisze znamienne słowa: "Gdyby Wellington ruszał w stronę Badajoz, powinien pozwolić Pan mu tam maszerować; niech Pan zbierze swoją armię i maszeruje do Almeidy, skąd obierze Pan marszrutę na Coimbra. Widząc to Wellington szybko zawróci, a Anglicy będą rozdzieleni, jeśli popełnią ten błąd".8
Trudno odmówić Napoleonowi logiki w tym rozumowaniu. Gdyby Marmont stanął w 50 tys. ludzi między Salamanką a Ciudad Rodrigo, posiadając przy tym silny park artyleryjski i zaopatrzenie na kilka tygodni, faktycznie jakakolwiek ofensywa Wellingtona na południe byłaby niemożliwe. Cały problem w tym, że obszar między tymi ostatnimi miastami był pustynią, na której nie można było wyżywić żołnierzy. Niemożliwym było ściągnięcie żywności z najbliższej okolicy, gdyż cały czas była ona patrolowana przez 4 tys. "guerillas" oraz 6 tys. kawalerii angielskiej, podczas gdy jazda Armii Portugalii liczyła zaledwie 2 tys. koni. Poza tym wojska lorda Wellingtona były osłonięte przez Aguedę, a Marmont stracił zarówno swój sprzęt mostowy jak i park artyleryjski w zdobytym Ciudad Rodrigo.9



Książę Raguzy w swoich listach do szefa sztabu - marszałka Berthiera bezustannie raportował o tych trudnościach, jednak raporty te spotykały się bądź z brakiem reakcji ze strony Cesarza, bądź też z mglistymi obietnicami pomocy, z których nic nie wynikało. Tak więc zamiast pomocy materialnej, otrzymywał Marmont rozkazy, których nie był w stanie wypełnić. W dodatku rozkazy te przychodziły w czasie, gdy sytuacja na froncie wymagała innych przedsięwzięć. Niestety tak było i tym razem.
Oba opisane przeze mnie listy Napoleona z 11 i 18 lutego dawały jasne wskazówki księciu Raguzy co do kierunku jego działań. Ale jak już pisałem powyżej, 22 lutego po otrzymaniu wiadomości, że lord Wellington ma zamiar zaatakować Badajoz, Marmont poczynił przygotowania do ruszenia z odsieczą w stronę tej twierdzy. Świadczy to dobitnie, że pomimo upływu ponad 10 dni nie otrzymał on jeszcze rozkazów cesarskich, które zwykle dochodziły z Paryża do Valladolid w ciągu kilku dni. Tak więc kolejny raz podjęte działania zostały zniweczone przez rozkazy, które dotarły zbyt późno.
Dodatkowo kolejny list cesarski z 21 lutego, ponownie rozwiewał wszelkie wątpliwości, jakie tliły się jeszcze w umyśle księcia Raguzy. Napoleon ponownie z całą dobitnością pisał: "Cesarz rozkazuje Panu, aby Pan nie zajmował się niepotrzebnymi rzeczami. Powinien Pan zmusić Almeidę i Rodrigo do obrony i spróbować je zdobyć. Powinien zacząć Pan administrować północnymi prowincjami. Z pewnością zostanie Pan zaniepokojony, jeśli Wellington z 1-2 dywizjami rozpocznie marsz na Badajoz, ale ta twierdza jest bardzo mocna. a książę Dalmacji posiada 80 tys. ludzi i marszałek Suchet może przyjść mu z pomocą. Gdyby w końcu Wellington pomaszerował na Badajoz, powinien Pan jak najszybciej na Rodrigo i Almeidę maszerować".10 Po raz kolejny widzimy całkowitą nieznajomość Cesarza sytuacji na półwyspie. Mnożenie wojsk Soulta, podczas gdy w tym czasie siły tegoż marszałka nie przekraczały 58 tys.11 W dodatku do akcji w Estramadurze mógł on użyć niecałej połowy tego wojska. O niemożliwości pomocy księciu Dalmacji ze strony marszałka Sucheta, pisałem już powyżej.
Te trzy listy, w których "Bóg Wojny" z całą stanowczością zabraniał Marmontowi marszu na południe i nakazywał ofensywę na Ciudad Rodrigo i Almeidę, postawiły dowódcę Armii Portugalii przed faktem dokonanym. Chcąc, nie chcąc, musiał zrezygnować on z połączenia się z Armią Południa oraz udania się pod Badajoz. W obliczu cesarskich rozkazów musiał przygotować się do marszu na wschód, przez kraj spustoszony i wyludniony, bez sprzętu oblężniczego i taboru mostowego. Jednak nie chcąc być nieposłusznym przybył marszałek Marmont 6 marca do Salamanki i rozpoczął przygotowania do wyprawy.12
W tym samym czasie, gdy rozstrzygały się losy ewentualnej odsieczy dla Badajoz ze strony Armii Portugalii, lord Wellington przygotowywał się do ataku na stolicę Estramadury. Znał on bardzo dobrze zarówno stan zaopatrzenia jak i ogólną sytuację wojsk Marmonta. Doszedł do wniosku, iż jest niemożliwe, aby Francuzi byli w stanie przeprowadzić poważny atak na Portugalię poprzez prowadzący do jej serca "północny korytarz". Dlatego postanowił przerzucić park oblężniczy oraz wszystkie swoje siły na południe. W tym momencie jedynymi przeciwnikami dla oddziałów księcia Raguzy była portugalska milicja wraz z nieliczną kawalerią oraz dwie twierdze.13
Najważniejszymi rzeczami, które pozwoliły lordowi Wellingtonowi ruszyć znad rzeki Coa w stronę Guadiany, było przetransportowanie w tamtym kierunku żywności, parku artyleryjskiego oraz taboru mostowego. Jako bazę operacyjną do akcji przeciw Badajoz, generał angielski wybrał twierdzę Elvas, która leżała po portugalskiej stronie granicy i była obsadzona przez Portugalczyków. Tak więc najpierw należało przetransportować żywność, która znajdowała się w magazynach w Setubal. Użyto do tego celu wozów zaprzężonych w woły, które podążały na południe do miejsc przeznaczonych na magazyny.
Następną sprawą był park artyleryjski, którego brak tak dotkliwie odczuwały wojska angielskie podczas oblężeń w roku 1811. Ciężkie armaty oblężnicze, jakie były użyte pod Ciudad Rodrigo, zostały przetransportowane do Almeidy i stamtąd do Barca d`Alva. Z tego ostatniego miasta przewieziono je łodziami do Oporto, a następnie morzem dotarły do Setubal. Tutaj podobnie jak na zapasy żywnościowe oczekiwały zwierzęta pociągowe, które miały dostarczyć je do Elvas. Drogą z Villa Velha, przetransportowano szesnaście ciężkich haubic, a admirał Berkeley, użyczył 20 dział 18-sto funtowych. Jednakże, nieszczęśliwie armaty okrętowe zastąpiono armatami rosyjskimi, do których normalne pociski brytyjskie nie pasowały. Z kolei, na szczęście, Wellington miał doskonałego szefa artylerzystów, Aleksandra Dicksona, który zarządził przeszukanie arsenałów Lizbony, gdzie znaleziono pociski rosyjskie i portugalskie pasujące do rosyjskich armat.14
Lord Wellington zdawał sobie bardzo dobrze sprawę z tego, że Badajoz jest o wiele silniejszą fortecą niż Ciudad Rodrigo. W związku z tym będzie on potrzebował więcej ciężkich dział niż te, którymi dysponował podczas styczniowego oblężenia. Dlatego pisał listy do Londynu prosząc o przetransportowanie ciężkich armat, które mógłby użyć. Rząd brytyjski czyniąc zadość jego prośbom wysłał mu 16 armat 24-ro funtowych oraz 16 haubic wraz z 862 oficerami i ogniomistrzami.15 Teraz mógł on połączyć te wszystkie działa w jeden wielki park artyleryjski, w zupełności wystarczający, aby skruszyć mury Badajoz.
Następną sprawą, o którą musiał zatroszczyć się lord Wellington, to byli saperzy. Ich brak, podobnie jak dostatecznej ilości dział, był szczególnie widoczny w roku 1811. Ponadto ich przygotowanie merytoryczne do zadań stawianych przed nimi, również pozostawiało wiele do życzenia. Dlatego bardzo trafnie określił ich francuski generał Foy pisząc: "Nic nie zrobili oni lepszego w sztuce inżynieryjnej niż bycie uprzywilejowaną partią wojsk angielskich. Podczas oblężeń na półwyspie często źle wybierali oni stronę do ataku, a baterie były ustawiane bez namysłu. Próbowali oni z daleka wykonać wyłomy, tak że kule tylko rysowały mury. Żołnierze nie mieli wprawy w robieniu szańców i faszyny, a jeszcze miej wiedzieli jak się za nimi ukryć."16 Pomimo to lord Wellington musiał korzystać z ich usług, dlatego również i o nich prosił w listach do Londynu. Podobnie i w tej materii znalazł posłuch na łonie rządu angielskiego i wraz artylerią został wysłany do Portugalii poważny kontyngent saperów.17
Gdy przygotowania do oblężenia były bardzo zawansowane, lord Wellington przebywał w swojej kwaterze w Freneida dla zmylenia Francuzów i aby wytworzyć w nich wrażenie, iż nie są planowane dalsze operacje ofensywne, aż do nadejścia wiosny.18 Jednak powoli rozpoczął przesuwać swoje siły na lewy brzeg Tagu. Właściwie do końca lutego wszystkie jego jednostki poruszały się w kierunku południowym, poza 5 dywizją oraz 1 regimentem huzarów Królewskiego Legionu Niemieckiego. Oto jak ten marsz opisywał William Wheeler, żołnierz 7 dywizji:
"Opuściwszy w połowie lutego Penamacor, przekroczyliśmy Tag w Villa Velha, by ruszyć następnie w kierunku Burbo, schludnego miasteczka, oddalonego o cztery czy pięć mil od Elvas. Maszerując w maju ubiegłego roku z Villa Mayor do Badajoz, szliśmy przez Portalegra; tym razem skręciliśmy w Nera na prawo. Ta część kraju nie była, jak się zdaje, nachodząca zbyt często przez wojujące armie, a w każdym razie przez oddziały nieprzyjaciela. Jakieś dwie mile za Nera ujrzeliśmy nową krainę: schludne wioski, piękne winnice i gaje pomarańczy, których znakomity stan dobrze świadczy o gospodarności mieszkańców.
Mijając Villa Rosa dostrzegłem mnóstwo świń i kur, biegających wokół wybielonych od wewnątrz i dobrze wyposażonych budynków, których mieszkańcy byli zajęci pracą w polu. Schludny wygląd tych ludzi i ich pogodne twarze świadczyły, że nie dotknęła ich okrutna dłoń niszczycielskiej wojny. Jakież mieli szczęście, że Tag odgradzał ich od trasy odwrotu armii nieprzyjaciela i że ich ziemie leżąc na uboczu, nie były terenem przemarszu wojsk sojuszniczych."
19
Czytając opis krain położonych w dolinie Tagu trudno dziwić się, że marszałek Marmont właśnie tam chciał spędzić zimę. Skoro tereny te były tak zasobne, to mógł z łatwością utrzymać tam w skupieniu armię i skutecznie szachować ruchy armii lorda Wellingtona. Jednak, jak wiele razy, rozkazy Napoleona pozbawiły księcia Raguzy takiej możliwości.
Jak to zwykle bywa, każda wojna rządzi się swoimi prawami. Podobnie wojna w Hiszpanii też pełna była niespodzianek dla żołnierzy i dowódców obu stron. Mimo, że lord Wellington stacjonując w Freneida sądził, iż jego ruchy w kierunku południowym, będą tajemnicą przed dowódcą Armii Portugalii. Ten, jak już pisałem wcześniej, 22 lutego odebrał informacje, że armia angielska podąża w stronę Badajoz i rozpoczął koncentrację swojej armii z zamiarem ruszenia do Estramadury. Nie zważając na to, lord Wellington opóźnił swoje wyjście z Freneida, aż do ostatniej chwili, to jest do momentu, gdy się dowiedział, iż Francuzi wyruszyli z Salamanki. Wreszcie, gdy już cała jego armia była w drodze na południe i gdy uznał, iż dalsze opóźnianie wyjścia z miasta jest już bezcelowe, lord Wellington wyruszył z Freneida wraz ze swoim sztabem dnia 3-go marca po południu i sześć dni później założył nową kwaterę główną w Elvas, gdzie ostro ruszyły przygotowania do oblężenia Badajoz.20
Morale podążającej do Estramadury armii anglo-portugalskiej było doskonałe. Zwłaszcza po błyskawicznym zdobyciu Ciudad Rodrigo nabrali żołnierze ostatecznie całkowitego zaufania do swojego wodza i żądni byli dalszych sukcesów. Ponadto ich dobry humor poprawiał widok długich kolumn wozów i jucznych mułów, obsługiwanych przez grających na gitarach portugalskich przewoźników. Żołnierze wiedzieli, że na nich znajduje się przeznaczona dla nich żywność, a głodu bali się oni o wiele bardziej niż Francuzów.21
9 marca Lord Wellington przybył do Elvas, teraz przygotowania do oblężenia uległy przyspieszeniu. Rozpoczęło się wykonywanie koszów szańcowych i faszyny oraz drabin, które wyrabiano z drewna lub ze starych wozów i innych pojazdów. Ponadto rozpoczęto gromadzenie narzędzi, które sprowadzano z Lizbony i które miały być użyte do prac ziemnych. Oprócz wyżej wymienionych czynności lord Wellington zdawał sobie sprawę, że potrzebuje co najmniej dwóch mostów, dzięki którym będzie mógł swobodnie przekraczać Guadianę. Jeden z nich, most wiszący, miał być przerzucony nad rzeką, około półtorej mili nad Badajoz, drugi, most pontonowy składający się z 22 pontonów, miał być przerzucony przez rzekę w odległości jednej mili poniżej Badajoz.22
Badajoz było o wiele mocniejszą twierdzą niż Ciudad Rodrigo. Położone na południowym brzegu Guadiany, został odebrane Maurom w roku 1229. Mimo tego, że przez wiele lat było przez Hiszpanów zaniedbywane, dzięki swojemu położeniu było bardzo trudne do zdobycia. Szczególnie dotyczyło to wojsk nieprzyjacielskich nadchodzących z północy, gdyż od tej strony było ono bronione przez szeroką na 300 m. rzekę.23 Miasto otoczone było kurtyną murów o wysokości 23 do 26 stóp, w których było dziewięć bastionów o wysokości 30 m każdy. Były one odbudowane przed sześćdziesięcioma laty. Zamek stał w północno-wschodnim narożu murów. Od strony północnej chroniła go rzeka, a od wschodu płynął strumień Revillas. Zamek stał na wzgórzu ostro wznoszącym się na wysokość stu stóp nad poziomem rzeki. Zbocze wzgórza było tak strome, że można było je pokonać tylko wspinając się przy pomocy rąk i stóp. Badajoz miało tylko jedną wadę. Za rzeką Guadiana było wzgórze wyższe od tego, na którym stał zamek. Bateria ustawiona na tym wzgórzu górowałaby nad zamkiem. Dla ochrony przed taką ewentualnością, zbudowano kamienną koronę - Fort San Christobal.24
Samo miasto liczyło na początku wojny 16 000 mieszkańców, lecz w czasie jej trwania liczba ta zmniejszyła się. Wiele bogatszych rodzin opuściło miasto i przy ponownym zjawieniu się armii lorda Wellingtona, ci, którzy doświadczyli głodu i pozbawienia wszelkich praw podczas poprzednich oblężeń, zarówno francuskich jak i alianckich, zdecydowali się opuścić miasto. Patrząc potem wstecz, co się stało tu po szturmie, można stwierdzić, iż mieszkańcy, którzy opuścili miasto postąpili bardzo mądrze, ponieważ wśród żołnierzy lorda Wellingtona mieszkańcy Badajoz mieli złą reputację. Krążyły plotki, iż mieszczanie wspomagali garnizon przy poprzednich oblężeniach, że widziano wielu z nich strzelających z parapetów muru i że w ogóle mieli nastawienie profrancuskie. Ludzie lorda Wellingtona dobrze też wiedzieli o złym traktowaniu rannych żołnierzy brytyjskich, których pozostawiono w Badajoz po bitwie pod Talavera de la Reyna w 1809 roku. Przed nadchodzącym oblężeniem, tą reputację Badajoz wzmocnił jeszcze silny opór, jakie miasto stawiało w trakcie oblężenia w czerwcu 1811 roku. W rezultacie tego, każdy żołnierz brytyjski wyrobił w sobie niechęć do Badajoz i jego mieszkańców i ci, którzy teraz rozpoczynali oblężenie przesyceni byli nienawiścią i zdecydowaną chęcią opanowania miasta.25
Jeśli chodzi o same fortyfikacje, to oprócz potężnych murów spiętych poprzez bastiony były również fortyfikacje zewnętrzne. Bastion Nr 1 łączył się ze starym mauretańskim "alcazabar" i z murami otaczającymi zamek, które same w sobie stanowiły rodzaj cytadeli w północno-wschodnim narożu miasta. Północny front miasta skierowany był na rzekę Guadiana, która stanowiła naturalną przeszkodę uniemożliwiającą praktycznie atak od tej strony. Mury po stronie północnej miasta były niskie w porównaniu z innymi odcinkami murów.
Na północnym brzegu rzeki Guadiana stały trzy fortyfikacje zewnętrzne: Fort San Christobal, Téte du Pont i luneta Verlé.26 Tę ostatnią fortyfikację postawiono w tym samym miejscu, gdzie w poprzednim roku stała wroga bateria przeciw fortowi San Christobal. Niekorzystne podłoże, które musiało być wysadzone, żeby zrobić okopy, trwałość, która była celem przy tworzeniu tego wojennego dzieła i słabość załogi przedłużyła zakończenie jej budowy do końca 1811 roku.27
Ponadto okopy fortu San Christobal zostały pogłębione przy pomocy wybuchających min i żeby zamaskować mur podwyższono dużym kosztem także zewnętrzne parapety okopu. To ogromne dzieło, nad którym Francuzi pracowali bez przerwy nie zostało skończone do przybycia wroga, podobnie jak okop łączący fort i główną część mostu. Budowę wszystkich tych dzieł zarządził marszałek Soult i powodowało to, że prawy brzeg Guadiany był przygotowany do twardej obrony.28
Budowle na północnym brzegu rzeki miały zapewnioną łączność z miastem poprzez most rzymski, a w razie jego uszkodzenia, za pośrednictwem promu kursującego pomiędzy fortem San Christobal a miastem. Na południowym brzegu rzeki znajdowały się dalsze trzy fortyfikacje zewnętrzne: fort Pardaleras, usytuowany przed bastionami 4 i 5, fort Picurina, usytuowany przed bastionem i luneta San Roque osłaniająca drogę do bramy La Trinidad.29
Fort Pardaleras był nieco większy od stosu śmieci, gdy francuska armia przejęła miasto w roku 1811, lecz od tego czasu został on znacznie ulepszony. Szyja fortu została dobrze zamknięta murem pętlowym, fosy zostały pogłębione i osłona po prawej stronie została uniesiona dla otwarcia widoku na drugą stronę bastionów 1, 2 i 3 pomiędzy frontem i rzeką Guadiana. Magazyn prochu i bunkier dla dowódcy i jego garnizonu zostały odbudowane na poprzednich fundamentach. Chroniona droga została wyremontowana i otoczona palisadą i w rezultacie fort został wzmocniony i stał się tak solidny, iż mógł wytrzymać silne ataki.30
Z drugiej strony, fort Picurina skutecznie zagradzał dostęp Wellingtonowi do miejsca, w którym chciał on ustawić baterie wyłomowe. Był to mały fort, ale silny, posiadający skarpę o nachyleniu od 13 stóp do 16 stóp wykonaną w gruncie bardzo twardym. Ponadto fort ten posiadał palisadę osłaniającą dojście, a jego szyja zakończona była rowem z palisadą. Jednocześnie wykop został pogłębiony dla zwiększenia wysokości muru. Tam, gdzie fort miał łagodny kąt nachylenia, Francuzi wycięli przeciwskarpę w skalistym podłożu i wykonali sześć małych galeryjek skierowanych prostopadle do przodu fortu oraz połączyli je tak, aby można było z nich prowadzić ogień w kierunku flanki wykopu i jednocześnie tak, aby nie były one widoczne z zewnątrz. Pod stokiem i parapetami muru umieszczono małe miny, na których umieszczono baryłki prochu i pociski w dużej ilości, które po wybuchu min stoczyłyby się w kierunku sił atakujących.31
Bardzo dużą dbałość zastosowano do krawędzi kurtyny między bastionami nr 1, 2, 3 i 4, jako najsłabszymi punktami twierdzy. Każdy fragment został zmniejszony do połowicznej galerii, aby umieścić tam konieczny proch do wysadzenia baterii, które będą przeciw temu całemu dziełu występować.32
Ponadto załoga z dużym nakładem sił kontynuowała wzmacnianie rozpoczętego przez Hiszpanów półksiężyca pomiędzy czołem frontu bastionów nr 2 i nr 3. W tym samym czasie także artyleria utworzyła 8 dobrze uzbrojonych otworów strzelniczych. Dzieło to na środku dolnej budowli mogło skutecznie oddziaływać na całą daną część tego miejsca.33
Przy obleganiu Badajoz przez Francuzów w roku 1811, wykonali oni wyłom w murze osłonowym, pomiędzy bastionami 3 i 4. Teraz wyłom ten został naprawiony i wykopy wykonane wtedy zostały zasypane. Półksiężyc fortu pomiędzy bastionami 2 i 3 został zlikwidowany w roku 1811 lecz później został przywrócony do swojej pierwotnej postaci. Luneta o głębokości 6 stóp i o takiej samej szerokości, rozpoczynała się w wykopie biegnącym od bastionu nr 1 do bastionu nr 3, lecz mimo to te trzy bastiony uważane były przez Francuzów za najsłabszy punkt obrony i przypuszczali oni, iż właśnie tu Wellington zechce wykonać wyłomy.34
Stary zamek w obrębie linii na wzgórzu o wysokości 40 metrów, na krawędzi utworzonej przez połączenie potoku Revillas z Guadianą, naprzeciw fortu San Christobal i związany z nim z powodu spłaszczenia wewnętrznych pomieszczeń lub przebiegu muru w stosunku do rzeki, został zamknięty przez sprytne rozmieszczenie artylerii i przekształcony w rodzaj cytadeli. Stał on w zaroślach o wysokości 6,5 metra, dobrze omurowanych i dawał możliwość długiej obrony oraz bezpieczeństwa dla załogi wycofującej się z miasta, gdyby wróg chciał się z nią zmierzyć. W czasie modernizacji i wzmocnienia starej baterii i obudowy jej faszyną, 4 baterie uzyskały nową postać i żeby utrudnić zbliżenie się do nich, minerzy umieścili je w ścianie skalnej, która tworzyła część starego muru zamkowego.35
Jedna z bardzo istotnych innowacji było wybudowanie w wykopie tamy ze śluzami w lewym końcu lunety San Roque. Zatrzymywała ona wody potoku Rivellas, aby nie spływały one do rzeki Guadiana. Dzięki temu powstało sztuczne jezioro czy zalew, co krępowało ruchy kolumn lorda Wellingtona stwarzając im poważne problemy.36
Artylerii poza tym, że dokonała wielu nowych dzieł w obrębie murów w celu uzyskania lepszej donośności, stworzyła także nowe uzbrojenie całego tego miejsca. Utworzyła mury poprzeczne we flankowanych urządzeniach wojennych i mury pośrednie. Założyła nowe otwory strzelnicze. Zamurowała niepotrzebne i przygotowała wszystkie środki do zniszczenia, które uznano za konieczne w walce, której początek nieuchronnie się zbliżał.37
Poza umacnianiem istniejących fortyfikacjami, ludzie gen. Philippona ciężko pracowali przy budowie stanowisk ogniowych dla swoich armat oraz przy budowie trawers osłaniających przed ogniem z flanki. Zadbali też o przygotowanie kolczastych krzewów, tzw. "chavaux-de-frises" i desek najeżonych ostrzami, które były przeciągane w odpowiednie miejsca tuż przed atakiem sił sprzymierzonych.38 Tak więc miasto było dobrze przygotowane do obrony, a silny i dobrze zaopatrzony garnizon mógł bronić się przez długi czas.
Komendantem twierdzy był generał brygady Armand Philippon. Urodził się 28 sierpnia 1861 roku w Rouen, a zmarł 4 maja 1836 w Paryżu. Do wojska wstąpił 15 kwietnia 1778 r. Jego kariera niestety nie była zbyt błyskawiczna, gdyż równo po 14 latach służby, 9 sierpnia 1792 r. dostał awans na kapitana w 7 batalionie ochotników Bec d'Ambes. W latach 1793-1795 walczył w Armii Pirenejów. Następnie przebywał kilka lat na reformie, aby w 1799 r. wstąpić w szeregi armii walczącej w Niemczech. 19 listopada 1800 r. został dowódcą 87 półbrygady liniowej. Po podpisaniu pokoju w Amiens służył w Szwajcarii i Włoszech. 10 października 1803 r. został pułkownikiem 54 pułku liniowego. Gdy Napoleon tworzył Wielką Armię przydzielił pułk Philippona do dywizji gen. Rivauda w I korpusie marszałka Bernadotte'a. Razem z tą dywizją walczył pod Austerlitz oraz podczas kampanii przeciw Prusom. 6 lutego 1807 r. został przeniesiony ze swoim pułkiem do dywizji gen. Lapisse'a, z którą walczył w Polsce. Gdy Napoleon rozpoczął tworzenie Armii Hiszpanii, 54 p.p. został do niej wcielony w dniu 7 września 1808 r. razem z dywizją gen. Lapisse'a, tworząc część I korpusu marszałka Victora. Następnie walczył pod Medellin, Talaverą, wkroczył wraz z armią marszałka Soulta do Andaluzji, gdzie brał udział w oblężeniu Kadyksu. 21 lipca 1810 r. Philippon opuścił swój pułk, ponieważ został mianowany generałem brygady w dywizji gen. Girarda. 11 marca 1811 r. został gubernatorem Badajoz, broniąc się skutecznie przed dwukrotnie oblegającymi miasto w 1811 r. Anglikami.39 Jak widać komenda w Badajoz, była pierwszą jaka przytrafiła się w długiej karierze Philippona, mimo to przy pomocy dowódcy swoich inżynierów płk Lamare'a, potrafił on przygotować dostateczną ilość środków obrony, które jak zobaczymy spowodowały ogromne straty w szeregach atakujących.
Stan załogi Badajoz wynosił 4 tys. żołnierzy, mimo że oficjalnie liczyła ona 5 tys. W dodatku większość z obrońców stanowili rekruci i ludzie słabi, tworzący czwarte bataliony poszczególnych pułków.40 Tak więc załoga twierdzy była niewystarczająca dla obsadzenia wszystkich fortyfikacji twierdzy. Generał Philippon informował o tym wszystkim marszałka Soulta, jednak bez efektu.
Zresztą książę Dalmacji niewiele mógł zrobić. Siły, którymi dysponował pod koniec roku 1811 liczyły, jak już pisałem, nie całe 60 tys. żołnierzy. Poza tym musiały one utrzymywać ogromy obszar terytorialny (Granadę, Andaluzję, Estramadurę) i prowadzić działania wojenne przeciw armiom hiszpańskim z Murcji, korpusowi gen. Hilla stacjonującemu na granicy portugalsko-hiszpańskiej oraz oblegać Kadyks. Ten ogrom zadań sprawiał, że nawet te 60 tys. ludzi było zbyt mało, aby utrzymać pod kontrolą południe Hiszpanii. W dodatku rozkazem z 5 stycznia 1812 r. Napoleon odwołał część sił, którymi dysponował Soult, do Francji, w tym trzy doskonałe pułki polskie - 4, 7 i 9 pułki piechoty Księstwa Warszawskiego wraz z kompaniami artylerii i saperów.41 W tym czasie 4 pułk piechoty Księstwa Warszawskiego wchodził w skład garnizonu Badajoz. Tak więc wspomniany przeze mnie rozkaz Cesarza zamiast wzmocnić, pozbawił twierdzy około 1830 wiarusów42, którzy od kilku lat walczyli w Hiszpanii.


Tak więc sytuacja wojsk francuskich w południowej Hiszpanii była patowa. Z jednej strony potrzeba było wzmocnić garnizon Badajoz, z drugiej strony dowodzący w tym rejonie nie miał na to dostatecznych sił i wspomniane wzmocnienie musiałoby się odbyć kosztem innych placówek.
Adolphe Louis Thiers pisze odnośnie stanu załagi Badajoz: "Należało mieć 10.000 ludzi z odpowiednim zapasem żywności i amunicji, dla odparcia tego nowego napadu Anglików. I stąd, np. nieporównanie byłoby korzystniej doprowadzić do tej liczby załogę Badajozu, niżeli pozostawiać w Estramadurze korpus generała Drue, który nie mógł tam nic innego zrobić jak cofnąć się za pierwszym ukazaniem się Anglików."43 Z pewnością rozumowaniu temu trudno odmówić logiki, ale ma ono jedną słabą stronę. Otóż Thiers pisał swoje dzieło kilkadziesiąt lat później, znając koleje rzeczy, które zaszły w czasie oblężenia. Ani marszałek Soult, ani generał Drouet d'Erlon tej wiedzy nie mieli.
22 lutego 1812 r. marszałek Marmont otrzymawszy wiadomości, że Anglicy przygotowują się do oblężenia Badajoz, jak już powyżej pisałem, zaczął zbierać swoją armię w celu połączenia się z Armią Południa i ruszenia z odsieczą temu miastu. W tym samym dniu skierował on list do księcia Dalmacji, w którym zawiadamiał go, iż rusza jemu z pomocą.44 Mając zapewnienie, że prawie 30 tys. żołnierzy Armii Portugalii przyjdzie mu w sukurs, marszałek Soult rozpoczął gromadzenie sił, które po połączeniu z oddziałami Marmonta, mogły skutecznie odeprzeć lorda Wellingtona. Niestety, jak już pisałem, rozkazy Napoleona zniweczyły marsz na południe wojsk Marmonta i książę Dalmacji pozostał z 22-24 tys. żołnierzy, przeciw całej armii angielsko-portugalskiej. Dopiero po zakończeniu oblężenia Soult dowiedział się o powodach , dla których książę Raguzy nie przyszedł mu z pomocą. Tak więc, w świetle tych faktów, nie mogę zgodzić się z Thiersem, że książę Dalmacji powinien osłabić swoje siły polowe o 6 tys. wysyłając je jako załogę do twierdzy. Takie osłabienie swoich sił w obliczu przeciwnika, z którym planowało się stoczyć bitwę, było wbrew zasadom napoleońskim, które Cesarz zawsze wpajał swoim podwładnym: "Zwycięstwo jest udziałem większych batalionów".45 Dlatego mając zapewnienie dowódcy Armii Portugalii o pomocy i wiedząc, że obecny stan załogi Badajoz jest w stanie wytrzymać kilkutygodniowe oblężenie, książę Dalmacji z pewnością nie popełnił błędu poprzez fakt, iż nie oddelegował części sił gen. Droueta d'Erlona do twierdzy. Jednak popełnił on inny błąd, o którym będę pisał na końcu tego rozdziału.
Inną sprawą był stan zaopatrzenia twierdzy w żywność, proch i amunicję. Otóż pod koniec lutego forteca posiadała żywności jeszcze na dwa miesiące, a zapasy prochu również nie mogły starczyć, jeśli doszłoby do długiego oblężenia.46 Widząc kończące się zapasy, gen. Philippon sam przedsiębrał akcje, które miały je zwiększyć. Oto jak opisywał służbę garnizonową w tym mieście kapitan 4 p. p. Księstwa Warszawskiego Józef Rudnicki: "... rozpoczęła się tu uprzykrzająca służba garnizonowa, która niszczyła żołnierzy naszych, a brak żywności śmiertelność wielką nam zadawał, tak dalece było jej mało, że zaledwie jedna racja żołnierska, oficerowi się na dzień dostawała."47 Tak więc w przeddzień oblężenia Badajoz pozostawiono bez dostatecznej ilości załogi oraz żywności i amunicji. W tej sytuacji, mimo potęgi swoich umocnień, mogło się ono bronić zaledwie kilka tygodni. Z pewnością te kilka tygodni były wystarczające, aby połączone armie: Portugalii i Południa przybyły z odsieczą, niestety rozkazy Napoleona zniweczyły wszystkie te plany.
W tym samym czasie, gdy zdesperowany gen. Philippon wzywał rozpaczliwie pomocy, śląc do marszałka Soulta raport za raportem, informujący o rychłym oblężeniu, lord Wellington czynił ostatnie przygotowania do oblężenia twierdzy. W Elvas przebywało już 78 ciężkich dział tworzących park oblężniczy. Co ciekawe, Anglicy uważali się za twórców pociągu artyleryjskiego, który zorganizował po raz pierwszy w roku 1793 ówczesny generalny dowódca artylerii książę Richmond.48
Tak więc 15 marca lord Wellington ruszył w kierunku granicy hiszpańsko-portugalskiej. Jeszcze tego samego dnia jego straż przednia w sile około 3000 żołnierzy dotarła do Caya w pobliżu Badajoz.49 Następnego dnia trzy dywizje - Lekka pod gen. Barnardem, 3-cia pod gen. Pictonem i 4-ta pod gen. Collville'm przeszły po pontonowym moście Guadianę i zamknęły miasto. Reszta sił, którymi dysponował w tym momencie lord Wellington, czyli dywizje 1-wsza, 6-ta i 7-ma oraz kawaleria pod dowództwem generała Grahama ruszyły przeciw siłom francuskim, stacjonującym w Estramadurze.50 Siły te doszły do Santa Marta i Valverde, a dwie dywizje piechoty z brygadą kawalerii pod gen. Rowlandem Hill do Meridy i Almendralejo. Obie te kolumny zagroziły korpusowi gen. Droueta d'Erlona, który uznał za słuszne opuszczenie Villafranca de los Barros i wycofanie się dla zabezpieczenia swojego połączenia z gen. Darricau w Llerena.51
Po otoczeniu Badajoz inżynierowie angielscy otrzymali zadanie określenia, w którym miejscu murów najlepiej będzie wykonać wyłomy. Podczas nieudanych oblężeń w maju i czerwcu 1811 roku, sprzymierzeni wybrali zamek i fort San Christobal za punkty ataku. Jednakże teraz nie można było tego powtórzyć i po wnikliwym przeanalizowaniu sytuacji przez dowódcę inżynierów Richarda Fletchera i jego dwóch kolegów oraz po konsultacjach z lordem Wellingtonem, zadecydowano się skupić na południowo-wschodnim froncie miasta, przy bastionach 6 i 7, czyli Santa Maria i Trinidad. Te działania związane były z koniecznością opanowania fortu Picurina, będącego przyczółkiem chroniącym miasto przed atakiem z tej strony.52
Zanim saperzy Wellingtona mogliby dokonać właściwego wyboru, to najpierw trzeba było "przygotować grunt", to jest rozpocząć wykonanie pierwszej paraleli. W nocy z 16-go na 17-go marca, około 1800 ludzi zabrało się do wykonywania prac ziemnych, przy osłonie ze strony kolejnych 2000 żołnierzy. Kopiący zgromadzili się na swoich stanowiskach roboczych, ale było tak mokro i wietrznie, że kopanie pierwszej paraleli można było rozpocząć dopiero po trzech godzinach. Dla ludzi wykonujących wykopy był to straszny czas, gdyż pracowali oni w odległości około 160 metrów od Fort Picurina i byli narażeni na ostrzał. Jednak z drugiej strony sztormowe warunki pogodowe zagłuszały uderzenia kilofów i łopat.53 Tak więc praca przy wykonywaniu transzei, ciągnącej się w kierunku Guadiany, posuwała się cały czas do przodu. Następnej nocy Anglicy otworzyli nowy przykop, na lewo od pierwszego, w kierunku drogi na Albuherę, otaczając w ten sposób lunetę Picurina.54
Z nastaniem świtu, 18 marca, była gotowa paralela o długości 600 metrów, głębokości 3 stóp i szerokości 3,5 stopy wraz z rowem komunikacyjnym biegnącym w tył i mającym długość 4000 stóp. W sumie była to dobra nocna robota, chociaż światło dnia naraziło robotników na ogień oddziałów francuskich z fortu, które strzelały z muszkietów, a od czasu do czasu z armat, co trwało przez większą część dnia. W nocy z 18-go na 19-go marca paralela, pomimo silnego deszczu, została przedłużona o dalsze 450 metrów.55
W tym samym czasie, gdy wojska lorda Wellingtona wykonywały roboty ziemne, załoga również nie próżnowała. 17 marca gen. Philippon zorganizował swoje wojska. Najpierw w celu zaniepokojenia wrogich robotników stworzył z najlepszych strzelców kompanię snajperów i rozdzielił ją w ten sposób, aby każdy przy ewentualnym alarmie wiedział, gdzie jest jego pozycja. Następnie rozlokował swoje oddziały w następujący sposób: w bastionach nr 1 i nr 2 - batalion 9-tego lekkiego pułku piechoty, w bastionach nr 3 i nr 4 - batalion 28 pułku piechoty, w bastionie nr 5 batalion 58 pułku piechoty, w bastionie nr 6 batalion 103 pułku piechoty, w bastionach nr 7, nr 8 i nr 9 - regiment heski, w zamku batalion 88 pułku piechoty, na rynku jeźdźcy w rezerwie i we wszystkich bateriach oddziały korpusu inżynieryjnego. Obie kompanie 64 pułku liniowego przybyłe na krótko przed atakiem z konwojem oraz z oddziałem saperów przekazano do dyspozycji artylerii. Załogi fortów zostały wzmocnione i do ich obrony powołano komendantów. Pułkownik Pineau dla Pardaleras, pułkownik Gaspard Thierry dla Picuriny i kapitan grenadierów Villaine ze 103 pułku piechoty liniowej dla San Christobal.56
Już 17-go marca zauważono, że głównym punktem ataku Anglików będzie fort Picurina. Dlatego na umocnieniu tego miejsca skupiła się w tym momencie uwaga gubernatora. Podwyższono palisadę wraz z wykopaniem przed nią okopu i wykorzystano położoną bardzo wysoko krawędź, aby stworzyć punkt o silnych umocnieniach. W końcu umieszczono na kontraskarpie wokół tej krawędzi, tam gdzie pozwalał na to grunt, galerie dla 12 do 15 ludzi, częściowo po to aby oflankować okop, częściowo także, aby stamtąd przez przewody łącznikowe zapalać miny, umieszczone wśród mniejszych zarośli.57
Z takim samym zapałem pracowano dla podwyższenia kontraskarpy bastionu nr 7, ponieważ obawiano się, że wróg będzie próbował utworzyć z prawej strony tego miejsca wyłom i będzie widział te wszystkie umocnienia. Także fort San Roque próbowano doprowadzić do lepszego stanu obrony z prawej strony, w ten sposób, że uzbrojono tę stronę artylerią, a umocnienia podwyższono i pogrubiono. Ponadto odtworzono rowy łącznikowe, wcześniej utworzone przez Hiszpanów, zniszczono most do Picuriny, aby wróg podczas zbliżania się natrafił na kolejną przeszkodę uniemożliwiającą przełamanie murów, przed czołami bastionów nr 6 i nr 7 wykonano głęboką fosę.58
O świcie 19-go marca Francuzi zauważyli, że pracujący całą noc Anglicy usypali dwie baterie naprzeciw lunety Picurina, na wzgórzu nad nią górującym. Pierwsza z nich składała się z 3 dział 18-to funtowych i 3 haubic, natomiast druga z 4 dział 24-ro funtowych. Jeśli gen. Philippon miał jeszcze jakiekolwiek wątpliwości co do kierunku ataku Brytyjczyków, teraz musiał się ich pozbyć. Jednak nie miał on zamiaru czekać bezczynnie, aż pierwsza fortyfikacja zewnętrzna wpadnie w ręce wroga i zabrał się tego dnia do organizowania wycieczki. O godz. 13.00 gen. Veiland wyruszył z twierdzy na czele ok. 1200 ludzi i 40 koni.59 W skład wycieczki weszły dwa bataliony pod dowództwem swoich szefów: batalion 88 p. p. pod Barbotem oraz batalion 28 p. p. l. pod Perezem oraz 200 osób z korpusu inżynieryjnego wraz z 4-ro funtowym działem. Oddziały francuskie szybko dostały się do wykopów zmusiły całkowicie zaskoczonych ludzi, pracujących w wykopach do wycofania się. Wystraszeni robotnicy zaczęli uciekać do swoich okopów komunikacyjnych, z zapałem ścigani przez oba bataliony, podczas gdy załoga Picuriny ostrzeliwała lewą stronę rowu łącznikowego.60 Odcinki paraleli zostały zasypane i zabrano z nich 200 cennych narzędzi do kopania. Philippon wyznaczył nagrodę, każdemu, kto przyniesie do twierdzy takie narzędzie. Francuscy dragoni przejechali przez rowy i wzdłuż nich siekąc każdego, kto stawiał im opór. Żołnierze cesarscy spenetrowali też teren na 100 metrów poza paralelą, zanim skończyli atak na grupy robocze i żołnierzy z osłony, których paru udało się wziąć do niewoli.61 Jednak w momencie największego powodzenia, gdy zadanie postawione przed oddziałem zostało wykonane, Francuzi zamiast wycofać się do twierdzy, dali ponieść się zapałowi bitewnemu i widząc nadciągające posiłki angielskie postanowili stawić im czoła. Brytyjczycy bowiem zareagowali na atak silną kanonadą artyleryjską i muszkietową. Straty brytyjskie wynosiły 600 zabitych i rannych, straty garnizonu - 273.62
W czasie tej wycieczki, sir Richard Fletcher dowódca inżynierów angielskich, próbował desperacko uniemożliwić Francuzom zabranie narzędzi i został ciężko ranny kulą z muszkietu, która trafiła go w pachwinę przebijając monetę - srebrnego dolara i wchodząc w ciało na jeden cal. Prawdopodobnie, moneta ta uratowała mu życie i chociaż już do końca oblężenia nie mógł brać w nim udziału, to Wellington codziennie zasięgał u niego rad odnośnie postępu oblężenia.63
Podobnie jak podczas oblężenia Ciudad Rodrigo sprawnie wykonana wycieczka zaskoczyła Anglików i chociaż nie udało się zasypać transzei, to zniszczono część wykonanych już prac ziemnych, zabrano narzędzia oraz uśmiercono kilkaset ludzi. Jednak oprócz zwykłego braku czujności, z pewnością znaczny wpływ na wyniki wypadu miała pogoda, czyli padające od kilku dni deszcze, które tak opisywał biorący udział w oblężeniu John Jones: "Przy tym pomogła im pogoda, która była nadzwyczajnie niesprzyjająca i towarzyszące ulewy sprawiły, że tak właśnie się skończyło. Postawiony przez Guadianę most pontonowy był przez silny nurt rzeki uszkodzony i ten prąd uniemożliwiał jego naprawę, przez co wszystkie dowozy zaopatrzenia i innych wymaganych rzeczy zostały wstrzymane. Również opóźniały się prace oblężnicze; na niższych stanowiskach transzeje znajdowały się pod wodą i zdawało się, że dalsze przebijanie się będzie niemożliwe i będziemy musieli stać w miejscu."64
Po odparciu wycieczki Anglicy przystąpili do naprawiania zniszczonych wykopów i tworzenia nowych. Pogoda nadal była fatalna, silne ulewy trwały aż do 24 marca. Te wszystkie przeciwności atmosferyczne spowodowały zahamowanie prac ziemnych. Rów łącznikowy, prowadzący przez obniżenie terenu napełnił się wodą, najmniejsze zarośla rozpadły się. Broń zatopiła się w miękkiej ziemi, a nagle, jak pisał już Jones, wezbrana Guadiana rozerwała most i fala wraz z utrzymującymi się burzami spowodowała, że dojazd oraz połączenie z północną stroną rzeki było niemożliwe - były to okoliczności, które wielu innych zmusiłyby do odwrotu, ale lord Wellington trzymał się swojego zamiaru.65
Jednak najgorszą z konsekwencji ciężkiej ulewy było zmienienie się ziemi z wykopów w płynne błoto, a utworzone z niej wały ochronne przestały istnieć i pracujący w wykopach utracili osłonę. W normalnych warunkach, taki stos ziemi tworzyłby rodzaj wału obronnego, który byłby w stanie absorbować kule wroga, lecz przy tak silnej ulewie rowy przed Badajoz utraciły taką ochronę. 22 marca deszcz jeszcze przybrał na sile. Lord Wellington wydał w tym dniu rozkaz do zaprzestania prac ziemnych w oczekiwaniu na poprawę pogody. Ranek 23 marca był chmurny, ale nie padało, pozwoliło to Anglikom na naprawienie mostu i kontynuowanie robót oblężniczych. Jednakże tego dnia, o godzinie 3-ciej po południu deszcz znów zaczął padać i utrzymywał się przez następne cztery godziny nasycając ziemię wodą i zalewając wykopy. Ziemia ponownie utraciła swoją konsystencję i spływała z powrotem do wykopów, że nie nadążano jej usuwać. Te skrajnie złe warunki uniemożliwiały ustawienie armat na przygotowanych stanowiskach baterii, co oznaczało dodatkową stratę czasu.66
Francuzi wcale nie mieli zamiaru pozostawać biernymi widzami prac angielskich żołnierzy. Gubernator odkomenderował 200 ludzi pod dowództwem płk Thierry jako załogę Picuriny. Mieli oni ogniem muszkietowym i artyleryjskim powstrzymywać postępy nieprzyjacielskie. Również załoga twierdzy nie próżnowała, zasypując kopiących gradem kul i kartaczy. Jednak ze względu na ograniczoną liczbę amunicji oraz kończące się zapasy prochu, gen. Philippon rozkazał, aby oddawano średnio 3200 strzałów armatnich dziennie, wszystkie z dużych kalibrów.67
Rozpiętość prac oblegających na prawo, w odległości 300 metrów w stosunku do bastionów nr 7, nr 8 i nr 9, pokazała po pewnym czasie jasno, że zamierza utworzyć wyrwę w kurtynie pomiędzy bastionem nr 8 i nr 9 (gdzie można było rozpocząć od podstawy murów), oraz zniszczenie obu przylegających źle wymurowanych bastionów. W tym celu lord Wellington rozkazał w transzei pracować nad 4 bateriami, z czego 3 skierowane były przeciw temu środkowemu murowi, a jedna przeciw lewemu czołu bastionu nr 7, żeby spowodować zamilknięcie dział z tej fortyfikacji, które przeszkadzał w pracy robotnikom.
Takie działania zmusiły gubernatora twierdzy, do ustawienia swoich robotników za kurtyną, którzy mieli na kontraskarpie położonej przed nią, stworzyć nową fortyfikację do jej ukrycia. Domy, które stały na drodze tych robót rozkazano wyburzyć, ponadto zakończyć uzbrojenie sąsiedniego bastionu i zamku, który przez swój nieregularny kształt obejmował 5 znajdujących się tam punktów strzelniczych. i przeznaczony był do ostrzału z boku 4 wrogich baterii. Utworzono tu rowy strzelnicze i okopy. Zajmowano się jednocześnie odkopywaniem dojazdów prowadzących z drogi do okopów tego miejsca, przyspieszono wszystkie pozostałe prace, które podjęto w celu wzmocnienia punktów ataku.
W międzyczasie powódź wzrosła na froncie od wysokości La Trinidad do wysokości bastionów nr 7 i nr 8, przy czym okopy wypełnione były do połowy prawego brzegu bastionu nr 7. W murze pośrednim i koło bastionów wycięto nowe otwory strzelnicze, które uzbrojono w 3 24-funtowe działa, żeby ostrzeliwać trzy z wrogich baterii. Także bastion nr 8 wyposażono w 3 16-sto i 24-ro funtowe działa, które ostrzeliwały wrogie roboty, sprowadzono jeszcze 2 12-sto calowe moździerze oraz 7 mniejszych dział wraz 4 8-mio calowymi haubicami. Wszystkie te armaty prowadziły ogień wraz siedmioma innymi różnej wielkości armatami z zamku: czterema 24-ro funtowymi działami po prawej stronie bastionu nr 9, jedną 12-sto i jedną 8-mio funtową armatą oraz jedną 8-mio calową haubicą z San Roque. Ponadto strzelały jeszcze 4 sztuki z Picuriny, 3 z bastionów: nr 6, nr 2 oraz nr 5.68
W nocy z 24-go na 25-go marca pogoda poprawiła się na tyle, iż można było uzbroić baterie. Jak już wspomniałem baterie nr 1 i nr 2 były skierowane przeciwko fortowi Picurina. Ponadto korzystając z poprawy pogody lord Wellington rozkazał uzbroić następujące baterie: nr 3 - 4 działa 18-to funtowe przeciw lunecie San Roque, nr 4 - 6 dział 24-ro funtowych i jedna haubica przeciw bastionowi Trinidad, nr 5 - 4 działa 18-to funtowe przeciw bastionowi San Pedro oraz nr 6 - 3 haubice przeciwko lunecie San Roque. O godzinie 11-tej przed południem, 25-go marca, armaty otworzyły ogień.69
Po 7-mio godzinnym nieprzerwanym ogniu, około 18-tej oblegający zniszczyli krawędź parapetu Picuriny i udało im się zdemontować całe uzbrojenie oblężonych. Francuzi rozpoczęli odbudowę umocnień, brakowało jedynie 6 godzin do przywrócenia zdolności do obrony tej lunety, przy czym galeria bocznego ognia była prawie zakończona, a zbudowany z przodu mur zawierający otwory strzelnicze osiągnął zamierzoną wysokość. Aby całkowicie go zamknąć należało zapełnić wyrwy w murze, w celu zamknięcia przestrzeni pomiędzy wysokością muru a wierzchem galerii. Miny były przygotowane do odpalenia. Ale wróg poinformowany przez hiszpańskiego zdrajcę, który pracował przy fortyfikacjach przyspieszył swój atak. Jeszcze tej samej nocy o godzinie 22-iej rozpoczęto wśród ogromnych ciemności szturm.70
Rozkazy do ataku wydał generał-major Kempt, który tego dnia dowodził w wykopach. Atak miał być przeprowadzony przez 500 ludzi z 3-ciej dywizji i z Lekkiej, którzy sformowali się w trzy oddziały: oddział prawy złożony z 200 ludzi dowodzonych przez majora Shawa z 74-go regimentu, oddział środkowy złożony ze 100 ludzi dowodzonych przez kapitana Powisa z 83-go regimentu i oddział lewy złożony z 200 ludzi dowodzonych przez majora Rudda z 77-go regimentu. Oddziały kierowane były przez Saperów Królewskich i szły wraz z cieślami i minerami uzbrojonymi w siekiery, łomy i drabiny dla rozbicia palisad.71
Gdy kanonada ucichła, dowodzący fortem Picurina płk Thierry zaczął przygotowywać się do odparcia szturmu. Gdy załoga zauważyła wdzierających się na stok Anglików, natychmiast otworzyła ogień. Pierwsza salwa położyła przynajmniej 100 ludzi z brytyjskich oddziałów zanim dotarli do wykopu. Gdy Anglicy znaleźli się w wykopie, natychmiast podjęli próbę wdarcia się do środka lunety. Pierwsza kolumna posunęła się aż do pochyłości szańców i starała się wyrwać palisady, ale została odrzucona gęstym ogniem karabinowym. Druga z kolumn chciała wedrzeć się przez wyłom, ale również została odparta.72 Natomiast trzecia kolumna zaatakowała słabiej broniony odcinek fortyfikacji przy pomocy drabin. Wstawiono je do wykopu, lecz wiele z nich okazało się za krótkich, a palisady wydawały się nie do pokonania. Saperzy i minerzy wyłamali jednak w nich przejście mimo gradu pocisków i granatów padających wokół nich i wybuchających w wykopie. Armaty garnizonu w Badajoz również odezwały się, gdy tylko oddziały brytyjskie dotarły do parapetów murów fortu. Potem kapitan Oats z 88-go regimentu zauważył, iż chociaż drabiny były za krótkie, to okazały się wystarczająco długie dla położenia ich nad wykopem i trzy z nich szybko utworzyły rodzaj mostu, po których ludzie przeszli docierając do częściowo naprawionych otworów strzelniczych. W tym samym czasie oddział kapitana Powisa włamał się do fortu i fort Picurina został wzięty.73
Jeszcze gen. Philippon próbował ratować sytuację, wysyłając batalion 103 pułku dla wsparcia załogi, ale nie mógł on tu nic pomóc, bo załoga była już pozabijana lub wzięta do niewoli przez atakujących. Ponadto oddział ten został przyjęty silnym ogniem ze świeżo zdobytej pozycji oraz oddziałów osłonowych i musiał on się wycofać po stracie 50 ludzi.74
Zdobycie fortu kosztowało Anglików dość drogo. Lord Wellington stracił 4 oficerów i 50 szeregowców, którzy zostali zabici oraz 15 oficerów i 250 szeregowców, którzy zostali ranni. Francuzi stracili 150 oficerów i szeregowców, zabitych i rannych, a dalszych 60, włącznie z Thierrym, zostało wziętych do niewoli. Jedynie jeden oficer i 30 szeregowców wycofało się do miasta.75
Mimo dotkliwych strat, jakie oddział płk Thierry zadał atakującym, gen. Philippon nie był zadowolony z obrony. Uważał, że biorąc pod uwagę fortyfikacje jak i stopień uzbrojenia, załoga lunety powinna zadać Brytyjczykom o wiele większe straty. Ponadto miał pretensje do dowódcy fortu, że żadna z bomb przygotowanych na parapetach nie została zrzucona oraz nie widziano użycia dodatkowych strzelb, a żołnierze częściowo byli nieobecni na posterunkach.76


Dla Anglików zdobycie tej fortyfikacji otwierało drogę do murów miejskich. Dlatego zarówno oficerowie jak i żołnierzy byli zadowoleni z wyników szturmu, oto co pisał na ten temat nasz stary znajomy Johna Jones: "Na szczęście 24-go rozpogodziło się; oblegający skończyli szykowanie swoich baterii i otworzyli tego dnia ogień w kierunku fortu Picurina, żeby palisady i inne urządzenia obronne niszczyć. Już tego samego wieczoru (gen. Kempt komenderował w okopach) można było podjąć szturm; dwa oddziały wyszły ze skrzydeł paraleli. Podczas gdy załoga używała wszystkich sił dla odparcia ataku tych dwóch kolumn, dotarła do fortu trzecia kolumna, która eskalowała działania. Załoga walczyła z wielką odwagą i jak tylko mogła, utrudniała dostanie się szturmującym do środka; duża jej część była wyłączona z walki, ale 200 ludzi dalej walczyło. Podczas gdy trwał szturm, rozbrzmiewały w mieście dzwony, ponieważ garnizon sam spodziewał się szturmu i był na niego przygotowanym. Jednocześnie będący w okopach, dla odparcia kontrataku, otworzyli silny ogień, który miał duże skutki, trwał on do północy, a potem wszystko się uspokoiło."77
Jednak obrońcy, wcale nie mieli zamiaru łatwo zrezygnować z tej tak ważnej pozycji. Dlatego komendant rozkazał aby załoga fortu Pardaleras zaczęła jeszcze tej nocy ostrzeliwać parapety zdobytej lunety, żeby utrudnić wrogowi połączenie, które utworzył przy pomocy rowu łącznikowego ze zdobytym punktem. Aby ponadto przepędzić z Picuriny angielską załogę oraz podpalić magazyn z prochem, następnego ranka zaraz po świcie skierowano na fort następujące armaty: sześć 16-sto funtowych i jedno 24-ro funtowe działo z prawego czoła bastionu nr 8, trzy sztuki z połowy bastionu nr 9, trzy z bastionu nr 6 i trzy z bastionu nr 5. Spowodowały one gwałtowny ogień, przez co osiągnięto zamierzony cel. Także zniszczono całkowicie 4 baterie, z których oblegający uzyskali połączenie między Picuriną a rowem łącznikowym i zamierzali z nich kontynuować ogień. Zostały one całkowicie unieszkodliwione przed godziną 16-stą przez ostrzał z twierdzy. Ten sukces próbowano podtrzymać przez bardzo żywą kanonadę ze wszystkich punktów, do czego zużyto 12 tys. funtów prochu, co w połączeniu z wcześniej zużytym prochem spowodowało, że jego zapas spadł o połowę w stosunku do pierwotnej ilości. Wszystko to skutkowało tym, że następnego dnia zredukowano prowadzony ogień.78
Jednak kanonada prowadzona przez oblężonych 25-go i 26-go marca spowodowała to, że Anglicy nie mogli kontynuować od strony Picuriny prac ziemnych ani ustawić baterii. Dopiero wieczorem 26-go marca można było przygotować jakieś bezpieczne schronienia. W nocy z 26-go na 27-go marca, saperzy zaczęli wytyczać grunt pod baterie, które miały wykonać wyłomy w bastionach Badajoz. Bateria Nr 7 składała się z dwunastu armat 24-ro funtowych i miała wykonać wyłom w prawej stronie czoła bastionu Trinidad, bateria nr 8 złożona z trzech dział 18-to funtowych i trzech 24-ro funtowych oraz bateria nr 9 z 8 armat 18-to funtowych, miały bombardować lewą stronę bastionu Santa Maria. Natomiast bateria nr 10 składająca się z trzech haubic 24-ro funtowych skierowana była na wykop, naprzeciw wyłomów, dla uniemożliwienia Francuzom usunięcia gruzu i ustawienia w wyłomach jakichś przeszkód.79
Dnia 27-go marca Anglicy otworzyli ogień ze wszystkich swych baterii. Twierdza odpowiadała słabo ze względu na konieczność oszczędzania prochu. Nawet gubernator i generał Veiland znaleźli się w niebezpieczeństwie, gdy przybyli do bastionów nr 6 i nr 7, aby zbadać stan wyłomów. Jeden z granatów wybuchł o cztery czy pięć kroków od nich, raniąc ich a także oficera ordynansowego Desmeuves. Rany były niegroźne, ale zginęło 4 robotników.
Pod wieczór każdego dnia 200 ludzi było kierowanych do prac przy umocnieniach, lecz ostrzał powodował duże straty. Robotnicy z arsenału byli zatrudniani do konstrukcji zasieków ze starych kling, których duże ilości znaleziono w twierdzy. Te zasieki miały być umieszczane na szczycie wyłomu w momencie ataku. Robiły one duże wrażenie na oblegających, którzy w swoich raportach bardzo się ich obawiał. Niezależnie od tych dyspozycji, gubernator nakazał umieszczenie na parapetach kul i starych pocisków, kół i osi wozów, bali drewna i innych przedmiotów, aby zrzucać je do fos w momencie ataku.
Dnia 28 marca zauważono liczne kolumny wroga nadchodzące od Elvas. Wojska angielskie stacjonujące nad Cayą także zmieniły swe pozycje, przenosząc się poza wzgórze prawego brzegu Guadiany, naprzeciwko czoła mostu. Dnia 29 okazało się, iż wróg pracował w nocy nad wzniesieniem swego rodzaju reduty naprzeciw lunety Verle. Tego samego dnia doniesiono gubernatorowi, że u czoła mostu odbywają się prace. Generał Philippon wydał rozkaz batalionowi 9-tego p.p.l., który przebywał do tej pory w rezerwie, aby wyszedł bez hałasu w kierunku czoła mostu i znienacka zaatakował nieprzyjacielskich robotników. Porucznik Duhamel, adiutant gubernatora, postawiony na czele awangardy, przeprowadził śmiały atak, lecz stał się ofiarą własnej brawury: postrzał w płuco uśmiercił go. Brytyjscy robotnicy ratowali się ucieczką do obozu, a ci, którzy chcieli się bronić zostali uśmierceni. Kiedy rezerwy nieprzyjaciela nadbiegły, batalion wrócił do twierdzy.80
Tymczasem robotnicy angielscy nadal pracowali, zbliżając się przykopami w stronę twierdzy. Tym razem pogoda była bardziej sprzyjająca, a zagrożenie ze strony lunety Picurina zostało wyeliminowane, przez co można było z przodu tegoż fortu otworzyć drugą paralelę.81
Przez następnych kilka dni prace kontynuowano z jeszcze większym natężeniem, aż na koniec, 30-go marca, 8 armat 18-to funtowych baterii nr 9 otworzyło ogień na lewą flankę bastionu Santa Maria. Morale Anglików wzrosło, gdy zobaczyli, iż te potężne armaty rozpoczęły ostrzał muru, lecz gdy po pierwszych kilku strzałach dym opadł okazało się, iż ostrzał ten spowodował tylko niewielkie uszkodzenia. Spowodował on natomiast większe szkody samym oblegającym, gdyż w jego trakcie przypadkowo wybuchł magazyn amunicji baterii nr 9, zabijając czterech artylerzystów i raniąc kilku innych. Na szczęście dowieziono więcej amunicji i armaty kontynuowały swoje dzieło.82
W nocy z 30-go na 31-go marca oblegający zajęci byli tworzeniem dalszych baterii: nr 11 złożonej z sześciu dział 18-to funtowych dla ostrzału lunety San Roque wraz z kurtyną między bastionami Trinidad i San Pedro oraz nr 12 złożonej z 14-stu haubic, która miała wspomagać planowany szturm. W tym samym czasie trwał nieustanny ogień skierowany przeciwko prawej stronie bastionu nr 7 (Trinidad) i lewej flance bastionu nr 6 (Santa Maria). Jak silne było dążenie Lorda Wellingtona do zburzenia tych dwóch punktów, tak bezskuteczne pozostało w stosunku do muru tamy, który był przez dwa dni nieustannie ostrzeliwany. Dlatego generał angielski zwrócił swoje skierowane tam baterie na prawą flankę i wyłom w San Roque, który zamienił w gruz.
Wieczorem 31-go marca rozpoczęto w zaatakowanych bastionach naprawianie wyłomów. Wszystkie prowadzące do nich drogi zostały poprzecinane okopami i wałami, domy i zabudowania również przekształcono w fortyfikacje, dzięki czemu bez względu na roboty fortyfikacyjne powstała jeszcze jedna linia z tyłu, aby zmusić wroga do zatrzymania się w najwyższym punkcie umocnień. Były to ostatnie chwile dla tych robót. W międzyczasie grzmiały angielskie działa przeciw opisanym punktom. Jeszcze tego samego wieczora odgruzowane z takim mozołem okopy zostały ponownie zasypane. W celu usunięcia tego gruzu oddelegowano oddziały robotników, którzy zachęcani przez oficerów i kierowani przez inżynierów z dużą odwagą zakończyli tę pracę, mimo że od trzech do czterech godzin znajdowali się po ostrzałem kul i kartaczy, które oblegający zrzucali na nich. Takie uciążliwe oraz niebezpieczne działania powtarzały się każdej nocy aż do 5 kwietnia, przy czym straty były wprawdzie znaczące, ale w niewielkim stopniu adekwatne, do szczęśliwego sukcesu.83
W nocy z 4-go na 5-go kwietnia ogień nieprzyjacielski osłabł i saperzy francuscy mogli bezpiecznie zlustrować poczynione zniszczenia. Okazało się, że wyłomy w bastionach nr 6 i nr 7 są dostatecznie duże, aby 120 ludzi mogło w jednym momencie dostać się do twierdzy, dlatego gen. Philippon skierował w to miejsce dodatkowych 8 kampanii wyborczych.
Rankiem 5-go kwietnia zauważono, że Anglicy zmienili kierunek swoich baterii i 46 dział wielkiego kalibru otworzyło ogień do kurtyny łączącej bastiony nr 6 i nr 7. Mur został zniszczony tak szybko, iż około godziny 14.00 nowy wyłom był gotowy. Obrońcy postanowili umieścić u podnóża kontrskarpy, naprzeciw wyłomu dwa szeregi bomb, aby wysadzić je w momencie, kiedy nieprzyjaciel rzuci się w to miejsce oraz skierować w to miejsce dodatkowo 4 kompanie wyborcze.84 Obie strony zaczęły szykować się do szturmu, jedna do jego wykonania, druga do odparcia.
Nie uszedł uwadze ani gen. Philippona ani jego głównego inżyniera płk Lamare'a fakt, iż pojawiła się długa kolumna wozów załadowanych drabinami i innym wszelkim sprzętem. Rzeczywiście, artylerzyści lorda Wellingtona pracowali bez wytchnienia, aby powiększyć wyłomy oraz utrudnić pracę ludziom gubernatora, którzy równie nieubłaganie oczyszczali rów z gruzu i prowadzili prace naprawcze, na ile pozwalał im na to ogień artyleryjski wroga. Poza wyłomami usypywano obwałowania i ustawiano na nich armaty dla wymiatania z wyłomów wdzierających się do miasta koalicjantów.
Po otrzymaniu raportu, iż wyłomy nadają się już do wykorzystania, lord Wellington opuścił okop dla dokonania inspekcji wojska. Nie ma wątpliwości, co do tego, iż dowódca angielski zdawał sobie sprawę, że nadchodzący atak kosztował będzie życie setek jego ludzi. Dwa wyłomy stały przed nim otworem i było to jego sukcesem, iż forteca była już w zasięgu ręki. Prawdopodobnie Lord Wellington wolałby, aby Badajoz zostało zdobyte bez szturmu, ale wskutek głodu, lecz musiał zdecydować się na atak po otrzymaniu wiadomości, iż Soult doszedł już do Llereny, miasta leżącego około 70 mil na południe, zmuszając gen. Hilla i jego oddziały osłonowe do cofania się w kierunku Talavera de la Reyna, podczas gdy gen. Graham maszerował do Badajoz, aby połączyć się z resztą armii. Po dokonaniu wraz ze swoimi inżynierami inspekcji wyłomów, zdecydował się na odwołanie ataku zaplanowanego na noc 5-go kwietnia i wykonanie jeszcze jednego wyłomu, jak już wcześniej pisałem, w murze pośrednim pomiędzy bastionami Santa Maria i Trynidad. Zgodnie z rozkazem, wszystkie baterie skierowano na ten odcinek muru i 6-go kwietnia rozpoczęto ogień. Po skruszeniu kurtyny między tymi bastionami, jeszcze raz lord Wellington przeprowadził inspekcję wyłomów i zadecydował o przeprowadzeniu ataku jeszcze tej nocy.85 Decyzja wodza angielskiego była bardzo ryzykowna, bowiem kontrskarpa nie była jeszcze zniszczona, przez co dojście do wyłomów było bardzo utrudnione.86 Niestety marsz Soulta z Andaluzji oraz wiadomości o ofensywie Marmonta do Portugalii zmusiły go do podjęcia tej decyzji.
Zresztą angielscy żołnierze również pragnęli jak najszybszego szturmu. Mieli już serdecznie dość nużących i monotonnych prac ziemnych i chcieli jak najszybciej skończyć to oblężenie. Jon Kincaid, sławny gawędziarz z 95-go regimentu pisał: "W proporcji do kryzysowej sytuacji, lęk wśród żołnierzy narastał i to nie z powodu zwątpienia i obawy o efekt ich działań, ale z powodu obawy, iż miejsce to może być im oddane bez ataku, jak to niektórzy przypuszczali, chociaż pewnym było, iż co trzeci z ludzi polegnie. Prawdopodobnie wśród tych trzech dywizji nie było nawet trzech ludzi, którzy woleliby walką wykorzystać wszelkie szanse aniżeli otrzymać miasto w darze z rąk wroga. Żądza zdobycia paszportu do wieczności była w nich tak wielka i to w każdym batalionie, iż opanowani nią zostali nawet ordynansi oficerów, którzy też chcieli stanąć w szeregach atakujących. Ja również poczułem się w obowiązku pozostawienia swego bagażu pod opieką jednego z ludzi, który został ranny kilka dni wcześniej".87 Natomiast William Grattan z 88-go regimentu dodawał: "Duch w żołnierzach, których nie mogło pokonać zmęczenie, wzrósł do niebywałego poziomu (...) Każdy z nich miał jakąś motywację (...) każdy miał uczucie poniżenia i ograbienia z czegoś, co pobudziło niepohamowaną żądzę rewanżu. Krótko mówiąc, zdobycie Badajoz było za długo ich wymarzonym celem i wiele było przyczyn pobudzenia w nich takiego nastroju. Do przyczyn tych należały: poprzednie dwa nieudane oblężenia, potem nieudany atak na San Christobal, a przede wszystkim wrogie nastawienie mieszkańców do brytyjskiej armii i przypuszczalnie można do tego dodać żądzę plądrowania, którego smak poznali zdobywając Rodrigo. Tak więc Badajoz było skazane na przykładowe potraktowanie i dosłownie dokładnie splądrowane, jak żadne miasto dotąd, z wyjątkiem Jerozolimy".88
Ta druga wypowiedź jest wielce znamienna i niewątpliwie tłumaczy wydarzenia, które miały miejsce po zdobyciu miasta. Również posłużyła ona angielskim historykom dla wytłumaczenia postępowania swoich przodków.89 Niestety, ale w źródłach francuskich nie znajdujemy nic na ten temat. Co prawda Thiers pisał o ludzkim postępowaniu załogi z pozostałymi w mieście mieszkańcami oraz fakcie, że Francuzi karmili ich szczątkami swojego mięsa i swoich legumin.90 Jednak ani słowa o tym, że Hiszpanie sprzyjali wojskom napoleońskim. Tak więc dochodzę do jednego wniosku, że Anglicy winili niewinnych ludzi za to, że już dwukrotnie musieli odstąpić od twierdzy i teraz chcieli się na nich zemścić.
Tymczasem Francuzi mając świadomość, że szturm jest kwestią godzin, również się do niego przygotowywali. Środki obrony zostały w nocy podzielone i rozmieszczone w miejscu wyłomów. Wzdłuż całego okopu umieszczono na zmianę beczkę i bombę. Z tyłu znajdowali się kanonierzy, aby w przypadku gdyby oblegający chcieli tam wejść po drabinach mogli podpalić przygotowaną amunicję i przez zarośla uciec do twierdzy. Dalej ustawiono wszystkie elitarne kompanie oraz minerów i saperów. Pozostałe oddziały obsadziły mury, w taki sposób, aby wróg nie zauważył zastosowanych przeciw niemu przeszkód lub ich nie zniszczył. 5-go kwietnia utworzono linię z 9-cio i 14-sto calowych bomb w okopach przed twierdzą oraz utworzono ścieżkę prochową dla zainicjowania wybuchu.. W nocy kompanię snajperów umieszczono obok wystającej krawędzi bastionu nr 7 po prawej jego stronie. Dzięki temu działaniu chciano nie tylko oflankować możliwe przebycie muru w tym miejscu, ale także zyskać możliwość ostrzeliwania z przodu terenu naprzeciw bastionu nr 6, w taki sposób prawie żaden ze strzałów snajperów nie mógł być chybiony.91
Ponadto gen. Philippon ze swoim garnizonem zdołał zablokować wyłomy wszelkiego rodzaju prymitywnymi, ale niebezpiecznymi przeszkodami. U stóp kontrskarpy wykopali Francuzi rów, który podwyższył skarpę do 16 stóp. Wellington planował sformować swoje oddziały w tym wykopie, lecz garnizon, niewidoczny dla atakujących, wypełnił ten wykop wodą, co sprawiło atakującym duże kłopoty. W wyłomach umieszczono wszelkiego rodzaju przeszkody włącznie z obronnymi kolczatkami "cheveaux-de-frises" wykonanymi z ostrzy kawaleryjskich szabel, faszyną, workami z piaskiem, pakietami wełny powodującymi ześlizgiwanie się, a stoki wyłomów pokryto drewnianymi deskami najeżonymi 12-sto calowymi szpikulcami i zamocowanymi do gruntu. Z magazynów artyleryjskich pobrano materiały wybuchowe i baryłki z prochem umieszczono w miejscach umożliwiających stoczenie ich do wykopu i wysadzenie ich w momencie, gdy wykop zatłoczony będzie atakującymi. Tak więc gen. Philippon wykazał niezwykle dużo inwencji aby utrudnić dostęp wojskom brytyjskim do twierdzy.92
Wyłom w kurtynie był możliwy do przejścia dla 25 ludzi, w bastionie nr 6 dla 36 ludzi, a w bastionie nr 7 dla 60-ciu. Wraz z nastaniem nocy z 6-go na 7-go kwietnia wszystkie oddziały znalazły się na murach. 16 kompanii wyborczych pod rozkazami: szefa batalionu Barbota i heskiego majora Meistera znajdowało się przy wyłomach. 100 najlepszych strzelców znajdowało się w wyżej opisywanym miejscu, a pozostałe oddziały na murze. Batalion 103 pułku był w rezerwie za wyłomem bastionu nr 6, 88 pułku za bastionem nr 7, jeźdźcy na placu, a kanonierzy na wszystkich flankach bastionów, aby w razie potrzeby odeprzeć ogniem kartaczowy ostrzał.93
Rozkazy Wellingtona, które zostały napisane przed wykonaniem trzeciego wyłomu, kończyły się na paragrafie 27, a za nim dodano jeszcze pewne uwagi i uzupełnienia. Według rozkazów, 3-cia Dywizja gen. Pictona miała ruszyć z pierwszej paraleli tuż przed 22-go. Musiała ona przejść potok Rivellas i opanować zamek poprzez natarcie z użyciem drabin. Dywizja 4-ta, dowodzona przez gen. Colville`a, miała pozostać w wykopach pod ochroną oddziałów osłonowych, aż do momentu ruszenia do ataku na wyłom w bastionie Trinidad. Lekka Dywizja gen. Barnarda miała szturmować wyłom w Santa Maria. Barnard miał też umieścić 100 ludzi w kamieniołomach, w pobliżu osłoniętej drogi z bastionu Santa Maria dla ściągania ognia obrońców z bastionu w dół. Oddziały strzeleckie miały też być rozmieszczone wzdłuż stoku dla ściągania ognia wroga w dół, podczas, gdy oddziały szturmowe ruszyłyby na wyłomy. Oddziały nacierające każdej dywizji szturmowej miały składać się z 500 ludzi niosących po dwanaście drabin poprzedzanych przez "Oddziały Straceńców" niosące duże worki z trawą, które miały być wrzucone do wykopów dla zabezpieczenia ludzi pokonujących wykop. Gen. Leith miał w międzyczasie przeprowadzić pozorowany atak z 5-tą Dywizją na Fort Pardaleras i przy pojawieniu się sprzyjających okoliczności dywizja ta miała podjąć próbę opanowania bastionu San Vincente z użyciem drabin. W innym miejscu major Wilson z 48-go regimentu miał poprowadzić oddział na lunetę San Roque. W tym czasie, brygada Portugalczków generała Powersa miała przeprowadzić fałszywy atak na Fort San Christobal.94
O godz. 9.30 oddziały szturmowe rozpoczęły marsz w stronę twierdzy. Noc była ciemna i bezksiężycowa. Twierdza mimo tego, że cicha i ciemna była widoczna dla angielskich kolumn. Brytyjczycy starali posuwać się jak najciszej, ale załoga wiedziała, że nadchodzą. Jak tylko pierwsze kompanie niosące drabiny doszły do fosy, francuskie pociski oświetlające rozjaśniły całą okolicę. Każdy z obrońców wyłomów miał przygotowane osiem nabitych muszkietów. Artyleria francuska ostrzeliwała z flanki fosę.95 Kolumny szturmowe poprzedzane przez "Oddział Straceńców", ruszyły na swoje stanowiska, z których miały ruszyć do ataku. Na stanowiskach tych mogli słyszeć nawoływania wartowników wroga znajdujących się na parapetach muru: "Tout va bien" (wszystko w porządku). Major Wilson ruszył ze swoimi 300 ludźmi z 48-go regimentu do ataku na San Roque. Ciszę nocy przerwały strzały muszkietów. Wstawiono drabiny do rowu ochronnego i wkrótce fort został wzięty przy niewielkim oporze obrońców. Na koniec, gdy dzwony kościelne w mieście obwieściły godzinę dziesiątą, kolumny szturmowe ruszyły w mroku nocy do głównego ataku.
Wyłomy w bastionach Santa Maria i Trynidad i w murze łączącym je stały się obiektem natarcia dywizji: 4-tej i Lekkiej. Gdy tylko ludzie dotarli do krawędzi stoku, wrzucili worki wypełnione trawą do rowu, a inni wstawili drabiny dla ułatwienia zejścia w dół. Tragicznym było, iż wielu ludzi wskoczyło do tej części rowu, która wypełniona była wodą i wielu utonęło zanim spostrzeżono pomyłkę. Rów szybko wypełnił się kipiącą masą żołnierzy brytyjskich i portugalskich. "Oddział Straceńców" wytężał swoje siły, aby dotrzeć do szczytu wyłomu w bastionie Trynidad.96 Dopiero teraz Francuzi otworzyli ogień z broni, z prawej flanki bastionu nr 7. Czoło atakujących kolumn stanęło, ale będący z tyłu żołnierze zaczęli napierać na tych, którzy stali z przodu, stąd zamieszanie na dnie fosy zrobiło się ogromne. Obrońcy wyczekiwali na ten moment. Wtedy porucznik inżynierów Mehle zszedł do rowu i wśród wielkiego zamieszania zapalił długi rząd beczek z prochem oraz 14-sto calowych bomb. Niestety śmiałość swoją przypłacił ciężką raną zadaną przez odłamek jednej z bomb.97 Jednak jego poświęcenie nie poszło na marne, gdyż za jednym razem wybuchło 60 zakopanych u stóp wyłomów bomb z wielką siła niszczącą. Straszny obraz śmierci i zamieszania ukazał się wraz z blaskiem wywołanym przez te wybuchy. Ogień strzelców znajdujących się w przesmyku zakończył straszną brytyjską porażkę. Inni atakujący przestraszyli się wybuchu, co spowodowało zamieszanie i porażkę Anglików.98

Dalej >>>





Teatr wojny w Hiszpanii

Geneza i przebieg wojny w Hiszpanii
 • Preludium

Kampanie, bitwy, potyczki, oblężenia
 • Saragossa 1808
 • Saragossa 1809
 • La Coruna 1809
 • Fuengirola 1810
 • Albuhera 1811
 • Sagunt 1811
 • Ciudad Rodrigo 1812
 • Badajoz 1812
 • Almaraz 1812

Polacy w Hiszpanii
 • Polacy w Hiszpanii
 • Legia nadwiślańska
 • 4 pułk piechoty
 • Ułani nadwiślańscy
 • Somosierra
 • Szwoleżerowie

Uczestnicy wojny
 • M. K. Bronikowski
 • G. J. Chłopicki
 • L. M. Dembowski
 • F. A. Dembiński
 • S. Estko
 • F. Kierzkowski
 • S. Klicki
 • J. Konopka
 • T. Łubieński
 • L. Pac
 • P.A. Sułkowski

W oczach różnych narodowości
 • Albuhera
 • Cataluña
 • Ciudad Rodrigo

Wspomnienia, raporty, listy
 • Saragossa w roku 1809
 • Autobiografia - Smith
 • Żołnierz Daleki
 • Wspomnienia Blayney'a
 • Pamiętniki Rudnickiego
 • Hołownia - Opisanie...
 • Kozłowski - Historya...
 • Łaszewski - Opisanie
 • Wspomnienia Sucheta
 •  Raport Philippona
 •  Dziennik Walla
 •  Raporty Wellingtona
 •  Raporty i pamiętniki

Wojna w Hiszpanii w sztuce
 • Francisco Goya

Varia hiszpańskie
 • W piekle Cabrery
 • Guerrilla
 • Szabla Blayneya
 • Okręty angielskie
 • Korespondencja
 • Armia Badenii

Forum
Forum projektu stworzenia najlepszego w Polsce opracowania wojny w Hiszpanii 1808-1814. Zapraszamy do dyskusji i wspomagania projektu.

Guerra de la Independencia española team
Pomysł, projekt i koordynacja:
Rafał Małowiecki anrama@interia.pl
Włodzimierz Nabywaniec wlonab@wp.pl
Guerra team:
Duroc, Bernard Lipka, Waldemar Karczmarczyk, Michał Swędrowski, Zenobi, Magda, Scout, Gipsy, makron, Rafał Jan Komorowski, Eques, Agent FBI.

Guerra de la Independencia española - linki

Copyright © 2001 - 2011  NapoleonTeam
Wszelkie Prawa Zastrzeżone